poniedziałek, 20 maja 2013

Rozdział 44


* U Bartka *
Gdy się obudziłem, Marta już nie spała. Wpatrywała się w okno i podziwiała piękne, bezchmurne niebo. Oparty głową o łóżko, siedząc na krześle, złapałem ją za dłoń i ucałowałem.
- Śpij kochany.
- Już się wyspałem. A ty księżniczko, nad czym tak myślisz ?
- Próbuję sobie coś przypomnieć. Najwyższa koncentracja. - nie byłem zwolennikiem opcji odzyskania pamięci przez Marte. Ale nie stawałem jej na drodze, bo wiedziałem, że zależy jej na tym i to była jej decyzja.
- Zostawić cię samą ?
- Nie ! - krzyknęła zdenerwowana. - Nigdy !
- Dobrze. To myśl kochana. Ja ci nie przeszkadzam.
-Jesteś cudowny. Chyba już nie muszę myśleć. Mam ciebie. - nachyliła się i pocałowała mnie w skroń. Dawniej robiła tak przed każdym moim wyjściem z domu i zawsze, gdy grałem mecz, na którym była. Zawsze mnie wspierała. Kibicowała obojętnie gdzie i kiedy akurat grałem. Była moim największym skarbem, a ja tego nie doceniłem. Cholerny dupek ze mnie.
- To ty jesteś cudowna. Kocham cię najbardziej na świecie. Dziękuję ci.
- Ja też cię kocham Bartek. Ale nie dziękuj. Jeszcze nie jest powiedziane, czy nie odzyskam pamięci i nie uznam, że jednak za bardzo mnie bolało rozstanie. Więc czekaj. Razem ze mną.
- Dobrze kochanie.
Siedzieliśmy. Ja patrzyłem w jej piękne zielone oczy, a ona krążyła wzrokiem po mojej twarzy. Próbowała wszystko dokładnie zapamiętać. Pożerała zachłannie każdy centymetr mojego ciała. Uśmiechnąłem się, gdy przyszła kolej na moje usta. Speszyła się i zarumieniła. Pierwszy raz od długiego czasu miała jakiś kolor. Wyglądała ślicznie. Złapałem za telefon, który leżał na stoliczku i zrobiłem nam zdjęcie. Była to pamiątka na zawsze. Ustawiłem na tapetę i wysłałem do mojej mamy, która strasznie kochała Martę i bardzo się cieszyła z tego, że to właśnie ja jestem teraz u jej boku, kiedy najbardziej kogoś potrzebuję. Martwiła się o nią niesamowicie. Codziennie wieczorem dzwoniła i rozmawialiśmy długo o jej stanie.
- Chciałabym już do domu. Ostatnie ciepłe dni chciałabym spędzić na tarasie podziwiając naturę. - był to już koniec lata. Nadchodziła jesień. Chciałem za wszelką cenę spełnić życzenie Marty. Może nie w całości, bo było to nie możliwe, by w najbliższym czasie zamieszkała z powrotem w domu. Co było dziwne, bo osoby po śpiączce szybko tam wracają. Ale ona była strasznie słaba. Nie umiała się utrzymać na własnych nogach.
- Zaraz wracam. - uśmiechnąłem się szybko i wybiegłem z sali. Złapałem za wózek i udałem się w stronę mojej dziewczyny. Gdy wszedłem do pokoju, pomogłem jej się podciągnąć, ubrać szlafrok i usiąść na pojeździe. Wyjechaliśmy na balkon, który znajdował się na końcu korytarza. Było dość zimno, więc ubrałem Marcie czapkę, którą miałem w kieszeni i opatuliłem swoją kurtką. Siedziała i patrzyła jak zielone liście, które już zmieniają kolor obrywają się od gałęzi i spadają, falując na ziemię.
- Jesteś cudowny. - nie odpowiedziałem. Cieszyłem się z jej szczęścia. Patrzyłem, jak podziwia wszystko co dzieje się dookoła.
Zamyśliłem się mocno. Powiał zimny wiatr. Złapałem za rączki wózka i wjechałem na oddział. Szybkim krokiem pokierowałem się do sali, gdzie czekała już następna niespodzianka. Znów zebrało się całe towarzystwo. Siatkarze, piłkarze i inni. Marta bardzo się ucieszyła. Tego dnia się naprawdę dobrze czuła. Ale nadal nie wiedzieliśmy, dlaczego jest taka słaba i wszystko tyle trwa. Strasznie mnie to niepokoiło.
- No mała. Wracaj do łóżka. Chcemy cię w końcu, móc zabrać do domu. - powiedziała Anita, gdy wjechaliśmy do pokoju i przywitaliśmy się z gośćmi. Chciałem jej pomóc wstać, ale wyrwał się Mario, który złapał ją pod rękę i podniósł delikatnie. Spojrzałem złowrogo, ale tak by nie zauważyła tego Martusia. Tamten uśmiechnął sie triumfalnie i pomógł jej. Dziewczyna była zaskoczona, ale widać było, że czuła się dobrze w objęciach Goetze. Miałem nadzieję, że to niczego nie zmieni. Czytałem, że właśnie takie zdarzenia przywracają pamięć. Gdy już leżała, pocałowała go w policzek na podziękowanie i obdarowała jednym z najpiękniejszych uśmiechów. - Spoko stary. Spokojnie. Wszystko ok. - myślałem. Ktoś złapał mnie za ramię. Obróciłem się. Stał za mną Kuba.
- Możemy porozmawiać ?
- Tak pewnie. - wiedziałem ze Jakub okazał się kuzynem mojej dziewczyny. Rozumiałem to, że się niepokoił. Wyszliśmy za drzwi.
- A więc Bartek. Nadal myślisz, że Marta z tobą zostanie ? - pomału się gotowałem.
- Tak. Tak myślę.
- A co jeśli odzyska pamięć ?
- Wtedy decyzja należy do niej.
- Wiesz, że jestem zwolennikiem jej związku z Moritzem. Mógłbym też przymknąć oko na Mario. Ale mam nadzieję, że jeśli już nic się nie wydarzy, nie zrobisz jej po raz kolejny krzywdy. Nie darował bym ci tego.
- Wiem. Wy wszyscy chcecie ją z którymś z Niemców. Ale ja też ją kocham. I to jej decyzja. Więc zostawmy ją dla niej. A co do mnie.. Nie mam zamiaru jej już nigdy zrobić jakiegokolwiek świństwa. Jest największym zbawieniem. Nie ma lepszej osoby od niej. Możesz być pewny, że nic jej nie zrobię.
- Więc miejmy nadzieję, że nie będę musiał ci uprzy
- Więc miejmy nadzieję, że nie będę musiał ci obrzydzać życia. Sztama ? - Błaszczykowski wyciągnął rękę. Chciał bym przybił.
- Sztama ! - zawahałem się, ale podałem mu rękę. Jeśli miałem zostać z Martą, musiałam dobrze żyć z każdym z nich. Nawet Moritzem i Mario. Wiedziałem, że i z nimi będę musiał w najbliższym czasie porozmawiać.
* U Anity *
Niecierpliwiłam się już. Chciałam, by wszystko wróciło do normy. Jako lekarz wiedziałam, że póki jej stan zdrowotny się nie poprawi, to i z pamięcią nie będzie dobrze.
Siedzieliśmy parę godzin i zaczęło się ściemniać. Wyprosiłam gości i zostali najbliźsi.
- Dzisiaj wszyscy jadą do domu. Marta zostaje sama. Musimy ją postawić na nogi i zabieramy do domu.
- No dobrze.. - wymamrotał Bartek. Nie był zadowolony.
- No to zbieramy się.
- Ja zostanę jeszcze 5 minut i też już jadę. - wymamrotał Mario. Moritza dziś nie było. Musiał jechać do Monachium.
- Dobra. Ale 5 minut. A ty Bartek chodź do nas. Zjesz z nami i przenocujesz, a rano przyjedziemy tutaj. Troche pogadamy.
- No to pa kochanie. - Kurek pocałował Martę namiętnie. Znacząco.
- Papa.
- Hej młoda-cmoknęłam Marti w policzek.- E gwiazda.- Mario podniósł głowę- 5 min. i do domu.
Wszyscy wyszli.
* U Mario *
- Jak się czujesz śliczna ?
- Dobrze..
- A tak na serio ?
- Cholernie źle..
- Coś cię boli ?
- Nie. Po prostu jestem zmęczona, zła o to, że nic nie pamiętam..
- Nie musisz być na siebie zła. To nie twoja wina.
- Ale jednak jestem. Ja chce was pamiętać Mario ! Już więcej nie zniosę tej dziury, która się tutaj pojawiła. Przez to wszystko, co mi mówicie o Bartku zaczęłam wątpić w swoją miłość do niego. A co jeśli on naprawdę mnie wtedy zostawił ? Powinnam go spoliczkować i pogonić, ale ja nic nie pamiętam ! Nie mogę już wytrzymać.
- Ale Marta. Spokojnie. Wszystko wróci do normy. Z tego co mówiła Anita, twoi rodzice i pare innych osób.
- Sama chce się przekonać ! - złapałem ją za rękę. Delikatnie nachyliłem się nad jej twarzą i musnąłem jej usta. Nie protestowała. Przycisnęła mnie mocniej do siebie. Zacząłem całować namiętniej. Z chęcią towarzyszyła mi w podobnym tempie. Przestałem, by złapać powietrze. Otworzyłem oczy. Ona zrobiła to samo. Wielkie zielono-siwe oczy wpatrywały się we mnie.
- Mario ja chyba pamiętam !
________________________________________
Heej :) przepraszam za przerwę ale nie mam wcale czasu jak pewnie większość z was też! Wczoraj wróciłam z Dortmundu i nadal nie wierzę w to co się stało :D najpiękniejsze urodziny, najpiękniejszy weekend i najpiękniejsze chwilę w moim życiu! Nigdy nie myślałam że wszystko może się posunąć tak cudownie..
Nie zawracam głowy i zapraszam :)
Pozdro <3

poniedziałek, 6 maja 2013

Rozdział 43


* U Anity *
Weszłam i sprawdziłam teren. W sali nie było nikogo poza bladą i poobijaną Martą. Leżała i patrzyła w sufit. Bardzo mocno się nad czymś zastanawiała, bo nie zauważyła jak wchodzę. Chciałam podejść i przywitać się z siostrą, ale reszta szybko wpadła do sali i zaczęła krzyczeć.
- Kochanie ty nasze !! Jesteśmy !! Jak się czujesz ?
Bartek podszedł do dziewczyny i pocałował ją delikatnie.
- No nareszcie wszystko wróciło do normy. - powiedział Igła widząc, jak para się całuje.
- Jejku chłopcy, co wy tu robicie ? Chodźcie tu do mnie.- Marta przytuliła siatkarzy. Oni pocałowali ją w czoło, gładząc po włosach. Nie było ich wielu, ale byli najważniejsi. Był Krzysiu Ignaczak, był Michał Winiarski, Michał Kubiak, Zibi Bartman, Marcin Możdżonek, Pit Nowakowski i Łukasz Żygadło. Wszyscy stanęli naprzeciwko dziewczyny, by dobrze mogła ich widzieć. Jedynie Bartek i Krzysztof siedli po jej bokach i trzymali ją za rękę.
- Krzysiu jak dzieciaki ? A u ciebie Michał jak ?
- Wszystko w porządku Martuś. Brakuje im cię. Na ostatnim spotkaniu rodzinnym kadry, brakowało naszego słoneczka, które by rozruszało całą imprezę. Dzieci i dziewczyny też tęsknią.
- Na następnym już będę.
- Bardzo dobrze. Cieszmy się. A co dzieci.. Dzieci rosną.. Czas na was. Nadal chcę zostać wujkiem.
- Oj Krzysiu, Krzysiu. - wyszeptał Bartek kręcąc głową. Zarumienił się, co wyglądało bardzo słodko. Objęła wolną ręką jego policzek i pogłaskała delikatnie palcem.
- Co kochany. Nie chcesz mieć dzieci ?
- Ależ skąd. Oczywiście, że chcę. Nawet w tym momencie. Byle z tobą. Ale jak Igła coś odpali to nie wiadomo czy śmiać się, czy płakać.
- Oj tam. I tak go kocham. - Bartek spojrzał bardzo zazdrośnie. - Ale ciebie bardziej.- chłopak się rozchmurzył i pocałował dziewczynę. Spojrzała na przyjaciół stojących naprzeciwko.
- A wy chłopaki jak tam ? Są jakieś zdobycze ? Przepraszam was za te pytania, ale dla mnie nic się nie zmieniło, a wiem, że minęło dużo czasu, którego nie pamiętam.
- Są są.. Ale kochana nic się nie stało ważne, że jesteś z nami.
- Słodko. Więc pokażcie mi je. Już. - chłopaki wyjęli telefony. Dziewczynę Marcina znałam bardzo dobrze i bardzo ją lubiłam, tak samo jak dziewczynę, znaczy już żonę Łukasza. Powiedział, że wysyłał mi zaproszenie, ale nie odpowiedziałam. Pomyślałam - ale byłaś głupia. Do przyjaciela na ślub nie pojechałaś. Wstyd. - przeprosiłam Łukasza, ale on powiedział, że wszystko rozumie. Zobaczyłam dziewczyny Zibiego i Dzika.
- Zibi ! Blondynka ?? Ty ?? Przecież ty tak brunetki kochałeś.
- Wiesz chciałem mieć ciebie jako swoją brunetkę, ale Bartek mnie uprzedził.- Zbyszek się zaśmiał i walnął Kurasia w ramię.
- Alesz ty głupi ZB9... Masakra. - wyśmiał Możdżu Bartmana.
- O Michałku.. Jaka ładna.
- Dziękuję kochana.
- Kochacie się ?
- Strasznie.
- To bardzo dobrze. Cieszę się.
Siedzieliśmy i rozmawialiśmy cały dzień. Pod wieczór wpadli piłkarze. Cała drużyna. Zrobili jej niespodziankę. Poznała ich od nowa. Bardzo polubiła wszystkich, bez wyjątków. Byli cudowni. Opowiadali jej jak z nimi trenowała, jak byliśmy na wspólnych imprezach lub piknikach. Mario i Moritz zabiegali o rozmowę z nią. Wyszeptała mi do ucha, że nawet ich lubi, ale są trochę natrętni. Poprosiłam ją o wyrozumiałość. Siatkarze i piłkarze wdali się w dyskusję na temat sportów. Miała nadzieję, że się polubią. Wyglądało na to, że faktycznie tak się dzieje. Było już późno i postanowiłam, że czas odwiedzin dobiegł końca. Bartkowi pozwoliłam zostać, jeśli musi. Mario i Moritz też jeszcze chwilę zostali. Kuba pomógł mi zawieźć gości do domu Marty. Mieli tam zostać jeszcze perę dni.
* U Bartka *
Zostaliśmy we czwórkę. Obiecałem Anicie, że nie dojdzie do żadnej kłótni między nami. Pod tym warunkiem pozwoliła nam zostać. Było cicho, więc Marta przejęła inicjatywę i zaczęła rozmowę.
- Chłopaki naprawdę mi przykro, że was nie pamiętam. Wiem, że was to cholernie boli. Ale zrozumcie mnie... Ja po prostu nie wiem co mam zrobić. Przywalić sobie patelnią w głowę czy czytać stare pamiętniki. Nie wiem jak mogę wrócić moje wspomnienia.
- Spokojnie Marta. Wszystko wróci z czasem. Będzie dobrze.
- A co jeśli nie ?
- Będzie dobrze. Nie martwmy się na razie.
To było tylko takie gadanie. Chłopaki byli mocno przybici. Wydawało mi się, że wiem co przeżywają. Pewnie to samo co ja jakiś czas temu, jak zdałem sobie sprawę, co zrobiłem.. Byłem totalnym idiotą. Teraz nie rywalizowali we 2 o nią. Było nas 3. A wszystko zależało od Marty i jej pamięci. Nikt nie mógł nam powiedzieć czy amnezja się cofnie. Mogło to się stać teraz, ale też kiedyś. Ale im dłużej nic się nie działo, tym prawdopodobieństwo było mniejsze.
- No dobrze. Chciałabym już do domu. Może to by na mnie zadziałało.
- Oj kochanie nie tak szybko. Zapomniałaś że masz parę złamanych kości i parę dni temu obudziłaś się ze śpiączki ?
- Ale ja się świetnie czuję.
- Czasami. Sama dobrze o tym wiesz. Pamiętasz co się działo ostatnio ? Tak szybko cię stąd nie zabiorę. - odezwałem się. Troszkę triumfalnie, bo to ja miałem Martę i to ze mną wracała do domu, ale nie chciałem być wredny dla chłopaków. Nie byłem typem człowieka, który chciał im specjalnie dokopać.
Obczaili mnie wrednie, ale Marta to zauważyła i spojrzała na nich wrogo. Od razu się uśmiechnęli i zaczęli zbierać do wyjścia. Widać było, że chcieli mnie wyciągnąć ze sobą, bo nie podobało im się to, że spędzałem czas sam na sam z dziewczyną. Pożegnała się z nimi i wyszli. Zgasiłem światło i zapaliłem lampkę obok łóżka mojej ukochanej. Usiadłem na krzesełku i podparłem głowę ręką. Marta położyła się delikatnie na boku i przybliżyła swoją twarz. Nasze usta zetknęły się w namiętnym pocałunku. Był inny niż zwykle. Pełny żądzy i emocji. Musiałem kontrolować swoje pożądanie. Nie mogło do niczego dojść. Mogło to mocno zaszkodzić Martusi. Wyciągnęła rękę w moją stronę. Objęła dłonią moją szyję. Głaskała ją. Nadal nie przestaliśmy się całować. Jej dłoń powędrowała niżej. Poczułem ciepło. Palcem rysowała trasę pomiędzy mięśniami brzucha. Zacisnąłem zęby, by nie dać się ponieść rozkoszy.
- Kochanie. Nie możemy ?
- Kto tak powiedział ?
- Anita. Może ci to zaszkodzić.
- Nie słyszałam jeszcze, by seks komuś zaszkodził.
- Nie żartuj śliczna.
- A może ty nie chcesz się ze mną kochać ?
- No jak nie. Właśnie walczę z samym sobą, by móc się kontrolować.
- Więc przestań.
- Nie mogę. Nie mogę ci zrobić krzywdy.
- Oh, ale jestem zła. Ja chce seksu. Takiego jak za pierwszym razem. - To ze mną przeżyła swój pierwszy raz. A ja z nią. Była to najcudowniejsza noc w naszym życiu. Wszystko było idealne. Wszystko było zaplanowane i zorganizowane.
- Pamiętasz to tak dokładnie jak ja ?
- Oo tak. Najlepsza noc w moim życiu. I chce to powtórzyć.
- Jak cię zabiorę do domu wszystko zrobimy dokładnie jak wtedy, a teraz przestańmy.
- Nie możemy się nawet całować ?
- Tego nie powiedziałem.
- No to dobrze. Chodź do mnie słodziaku. - położyłem się obok i kontynuowałem swoją pieszczotę.
* U Anity *
Więc chłopaki zostali spławieni. Cóż poradzić. Nie mogłam wpłynąć na decyzję Marty. Nie miałabym nawet serca, żeby ją namawiać. W 100% rozumiałam jej postępowanie.
- Anita, chyba nie powinnaś prowadzić. - Marco spojrzał na mnie niepewnie.
- Dobrze, ale musisz siąść ze mną.
- Mario, poprowadzisz?
Dojechaliśmy do domu, a Mo i Mario pojechali do swojego.
- Marco, mówiłeś swoim rodzicom?
- O naszym dziecku? Nie, ale zapraszają nas na niedzielę, bo wiedzą, że mam im coś ważnego do powiedzenia.
- Moja 4 wizyta u twoich rodziców, a już taka wiadomość. Nie będą zachwyceni.
- Nie przesadzaj. Będą zaskoczeni, ale szczęśliwi. Ostatnio coś wspominali o wnuczku.
- W najbliższym wolnym czasie musimy wybrać się do moich.- powiedziałam.
- Oczywiście. Chcę poznać przyszłych rodziców.
- Czyli ty tak na poważnie z tym ślubem?
- Misiu. Skoro mam taką dziewczynę to muszę się postarać.-szeptał mi do ucha, gładząc ręką moją nogę.
- Jeszcze pare miesięcy i nie będziemy mogli TAK korzystać z życia.
- No to musimy nadrobić.
Marco wodził nosem po mojej szyi.
- Nie mogę przestać myśleć o Marcie.
- Nic nie zrobimy. Dobrze wiesz, że wszystko się potoczy swoim torem. - jego oddech łaskotał mnie w szyję.
- Masz rację. Tym bardziej, że Bartek też jest w porządku.
Przez moje ciało przeszedł rozkoszny dreszcz.
- Jesteś niewyżyty. - mruknęłam, patrząc mojemu przystojniakowi w oczy.
- Ty tak na mnie działasz.
Pocałował mnie swoimi miękkimi, ciepłymi ustami. Robiło mi się coraz cieplej.
- Któryś z siatkarzy miał wpaść.
- Najwyżej się przyłączy.-Marco powoli zjeżdżał w dół mojej szyi.
- Najpierw ty.- lubiłam oglądać go bez koszulki. Nie był 'pakerem', ale miał ładnie i delikatnie zarysowane mięśnie pod bladą skórą. Zdjęłam jego koszulkę, błądząc dłońmi po brzuchu. Chwilę potem nie miałam na sobie bluzki i spodni. Wstałam z sofy i zaczęłam iść w stronę przedpokoju, kręcąc biodrami. Odwróciłam się i zerknęłam na Marco. Widziałam, że jest już gotowy. Rzeczywiście trzeba korzystać, póki można. Zarzuciłam ręce na chłopaka i pocałowałam go gorąco. Złapał mnie za udo i podciągnął do góry. Bez problemu wniósł mnie na piętro. Delikatnie położył na łóżku, lekko przygniatając mnie swoim już nagim ciałem. Obsypał mnie pocałunkami, wprawiając mnie niemal w ekstazę.
Po wszystkim położyłam głowę na piersi Marco, gładząc palcem po zagłębieniach na brzuchu, podczas gdy chłopak objął mnie.
- Mogę tak zostać na zawsze.
- Ja z tobą.-pocałowałam chłopaka w ramię.
Nagle zadzwonił mój telefon przerywając jeden z niewielu spokojnych momentów w naszym życiu. Odebrałam połączenie od nieznanego numeru.
- Tak?
- Dzień dobry. Czy rozmawiam z Anitą Olszewską?
- Tak.
...
- Ale nie da się tego przełożyć?
- Anita, ostatnio i tak miałaś urlop. Musisz pojechać. Półtora tygodnia w Berlinie to nie koniec świata. Dzięki temu będziesz miała więcej dni wolnego. Odbijesz sobie. I przyda ci się ten kurs.
________________________________
Strasznie dużo szkoły.. Ale wyliczyłam  że zostało mi 31 dni szkolnych :) 18. maja moje urodzinki i jedziemy do Dortmundu. I do BVB. Mecz BVB - Hoffenheim :) Mam nadzieję że Eugen zagra. A potem 30. czerwca -> Tarnów i żużel :) Unia Tarnów! Pozdrawiam i zapraszam :) :*

czwartek, 2 maja 2013

Rozdział 42

* U Anity *
Gdy byliśmy już w domu rozmyślałam, co z tym wszystkim zrobić. Dzisiejsze zajście było bardzo szkodliwe dla Marty. Oni chyba nie mieli wyobraźni.. Trzeba było to jakoś przerwać. Postanowiłam zaprosić siatkarzy naszej reprezentacji narodowej. Może oni mogli poruszyć pamięć Marty. Bywała na każdym meczu polski, Skry i Resovii. Bardzo lubiła wszystkich siatkarzy. Wybrałam numer do Bartka.
- Anita ?
- Tak. Wiesz Bartek mam taki pomysł ..
- Słucham.
- Co byś powiedział na to, by zaprosić chłopaków z kadry ? Marta by się poczuła lepiej i miałaby znów kogoś znajomego. Dałoby się to załatwić ?
- Pewnie, że tak. Już wszystko załatwiam.
- To fajnie. Do jutra.
- Pa. Anita ?
- Tak.
- Mogę do niej jechać ?
- Dobra. Jedź. Ale bądź cicho. Ma spać.- odpowiedziałam, wiedząc, że nie wygram.
- Dobrze. Dziękuję.
Rozłączyłam się i odłożyłam telefon. Teraz wszystko zależało od Bartka.
* U Bartka *
Ubrałem się szybko i wybiegłem do samochodu. Pojechałem bezpośrednio do szpitala. Wszedłem do sali i siadłem koło okna. Była już noc. Nikt nie widział jak wślizguję się na oddział. Oparłem się o ścianę i podziwiałem księżyc, którego pełna tarcza odrobinę rozpraszała mrok na dworze. Pojedyncze promienie wpadające przez szyby, pięknie oświetlały skórę dziewczyny. Była blada, ale przez blask padający na nią, mieniła się jak brylant. Powieki Marty wydawały się przeźroczyste. Naczynia krwionośne wyglądały jak malutkie trasy, które prowadzą płyn w najdalsze zakątki. Jej ręce były malutkie. Palce krótkie i chude. Na jednym z nich skrzył się pierścionek. Był to nasz pierścionek. Był to dowód tego, że jest moja. Wiem, że postąpiłem źle, nie mówiąc jej prawdy. Ale miałem zamiar to jeszcze zrobić. Ale nie teraz była zbyt słaba. Co było widać dzisiaj, gdy przyszli tu piłkarze. Wstałem i nakryłem dziewczynę, widząc, że ma gęsią skórkę. Pocałowałem ją delikatnie w czoło i udałem się na swoje miejsce. Miałem nadzieję, że Marta nie odzyska pamięci. Mimo tego, jak bardzo brutalnie to brzmi. Marta jęknęła i zacisnęła dłoń.
- Marta co się dzieję ?
- Nic.. Coś mi się śniło. - szeptała. Nie miała siły mówić.
- Jestem tutaj kochanie. Śpij.
- Nigdzie nie pójdziesz ? - zawsze bała się zostawać sama. Gdy wyjeżdżałem na zgrupowania zostawała u innych żon, dziewczyn siatkarzy lub wracała do Poli. O ile była w domu. Był z niej włóczykij.
- Zostanę. Kocham cię.
- Ja ciebie też. Chodź do mnie. - dziewczyna delikatnie i niepewnie przesunęła się na łóżku. Jej leżanka była wielka, jako dla osoby w śpiączce i mocno połamanej. Położyłem się obok. Pocałowałem ją namiętnie tak, jak kiedyś. Wszystkie wspomnienia i emocje wróciły. Dziewczyna uśmiechnęła się z charakterystycznym błyskiem oczu, przygryzła wargę i przymknęła powieki. Objąłem ją lekko ręką i gładziłem jej plecy między bandażami i opatrunkami. Też od razu usnąłem.
Rano obudził mnie powiew zimna. Wstałem zamknąć okno. Przykryłem po raz kolejny Martę. Do drzwi zapukała pielęgniarka. Powitałem ją, a ona spytała czy wszystko w porządku. Popatrzyła na wskaźniki i wszyła z sali. Marta się obudziła.
- Cześć przystojniaku.
- O. Witaj piękna. Jak się czujesz ?
- Przy tobie zawsze świetnie.
- Kocham cię.
- O matko. No wiesz, że ja ciebie też. - nachyliłem się nad nią i musnąłem jej usta.
Do sali weszła Anita. Jak zawsze bez pukania.
- Odklejać się od siebie. Raz ! Czemu ty nie śpisz ? - powiedział tyran. Jeżeli coś wymykało się spod kontroli, zamieniała się w dyktatora. Zawsze opanowywała sytuację. Były podobne z Martunią, tyle że Anita była Królową Lodu w temacie miłości. Sama i niepodległa. To dobrze, bo nie były identyczne.
- Bo się już wysapałam. Tak dobrze, jak dziś już dawno nie spałam.
- Powiedziała dziewczyna po parotygodniowej śpiączce - drażniły się ze sobą.
-To pewnie dlatego, że Bartek spał ze mną. Nie mogę się doczekać, aż wrócimy do domu.
- Ja też nie mogę się doczekać, aż cię stąd zabiorę.
- No to nie tak szybko. Marta zostaje w Dortmundzie. Tu jest większa szansa, że pamięć jej wróci i musze ją mieć pld ręką. Będzie miała opiekę medyczną. Prawdę mówiąc to wasz wybór, więc mała rób co chcesz. Ale lepiej jak zostaniesz.
- Nie zgadzam się... - wyjąkała.
- No to masz pecha. Nie masz nic do gadania. To z wyborem to taka ściema - popatrzyła się chwilę - wy, weźcie się ogarnijcie. Już nie mogę patrzeć. Pożeracie się wzrokiem. Zaraz tu przyjdą chłopaki.
- Kto ?
- Mario i Moritz. Chcą się z tobą zobaczyć.
- Hm. Ciekawie. Ja ich nie znam..
- Oj znasz i to dobrze. Wiele nocy spędziłaś z obydwoma.
- TRÓJKĄT ?
- Chciałabyś ! Ale nie. Byłaś z Mo, ale pokłóciliście się. Ten czas, kiedy nie mogłaś mu wybaczyć, spędziłaś z Mario. Coś na ciebie zadziałało i tymdyrymdym. Ale z czasem wszystko wróciło do normy i pogodziłaś się z Leitnerem.
- Okeej. To rozumiem. Ale teraz mam z powrotem Bartusia.
- Bosz...
- Znów zaczynasz ? Może mnie zostawił. Ale nic nie pamiętam. Nie boli mnie to i nie mam o to żalu do Bartka. Chce być z nim, bo znam go jak nikogo innego. Moje uczucia do niego nie wygasły. Ja nadal coś czuję. Co do Mario i Moritza, nic nie pamiętam. No fajnie, kochałam ich. Ale co z tego ? Nie pamiętam tych uczuć. Nic na to nie poradzę. Musicie mnie zrozumieć. Nie stworzę czegoś, czego nie znam. Pogódźcie się z tym i zaakceptujcie moją decyzję. Nie chce być sama, wiedząc, że kocham Kurka i on mnie też. Byłoby to naiwne. Nie wiem co powiem jak odzyskam pamięć. Ale nie mogę wiedzieć, jak to będzie. Po prostu działam tak jak mogę w danym momencie. Co będzie później zobaczymy. - gdy przestała mówić była zdyszana i spocona. Złapałem ją za ramię i pomogłem usiąść. Ułożyłem poduszki i przycupnąłem obok. Anita w tym czasie zbliżyła się do małej:
- Grzybie ty mój. Cokolwiek zrobisz i tak będziemy rodziną. Nie wiem co z tego będzie. Ciekawa jestem, jak to będzie wyglądało za rok.
- A ja wiem. Wesele. Nasze.- Marta uśmiechnęła się do mnie.
- Nie bądź taka pewna.
- Jestem.
- Więc nie bądź. Jeśli już to moje wesele.
- A to niby czemu ?
- Bo będziesz chrzestną.
- Jesteś w ciąży?-spytałem zaskoczony.
- Tak.
- Z Marco ?
- No, a niby z kim ?
- No ja nie wiem.
- No z Marco.
- To gratuluję. - powiedziała udając, że jest obrażona. Zawsze tak robiła przy jakiejś kłótni. Pogratulowałem Anitce.
- Nie ma czego. Serio.
Mówiłem? Królowa Lodu.
~ dwa dni później ~
U Anity
Śpieszyłam się do Bartka. Mieliśmy dzisiaj odebrać siatkarzy z lotniska. Nie wszyscy mogli przyjechać, za co przeprosili i podali prezenty. Ważne, że parę najważniejszych osób było. Wstąpiłam do domu Marty. Jej rodzice już pojechali. Musieli wrócić do domu. Wjechałam na posesję i weszłam do domu. W kuchni stał chłopak i popijał kawę.
- Jedziemy ?
- A może dzień dobry.
- Cześć Bartuś. - nie mogłam się oszukiwać. Zawsze go lubiłam. Kiedyś byłam największym fanem ich związku. Gdy widziałam codziennie jak się dogadują, nie mogłam być na niego zła. Było czuć to, że kocha ją nad życie i żałuje swojej dawnej decyzji. Ale nadal uważałam, że powinna być z Mario lub Mo. No, ale cóż. Jak to z moimi nadziejami ostatnio bywa-dupa. Musiałam się pogodzić z obecną sytuacją.
- Hej Anitko. - pocałował mnie w policzek, co odwzajemniłam. - Jak maluszek ?
- No jeszcze trochę wcześnie... Z resztą dobrze by było, jakbyście nie przypominali. Dziwnie się czuję, jak mówicie do mojego brzucha.
- No ciekawy jestem co to będzie.
- Zakładam, że człowiek. A najlepiej drugi Marco. Zbieraj się, nie mamy czasu.
- Ookej. - Kurek pobiegł po buty i kurtkę. Była dzisiaj beznadziejna pogoda. Padało i było nieprzyjemnie. Współgrała z moim nastrojem. Wsiedliśmy do samochodów i udaliśmy się na lotnisko. Były korki i siatkarze już na nas czekali. Jednak chyba im to nie przeszkadzało, bo jak zawsze świetnie się bawili. Bartek zaparkował, a ja zaraz za nim. Wysiadł i szybkim krokiem podszedł do kolegów. Przywitał się i pokierował ich do samochodów. Wysiadłam udałam się do chłopaków. Paru z nich już znałam. Na przykład Igłę. Był ulubionym siatkarzem Marty. Zawsze miał coś do powiedzenia i był wesoły jak Łukasz. Zibi, Ziomek, Cichy Pit...Pojechaliśmy prosto do szpitala, gdzie leżała Marta. Wejście na oddział grupy dwumetrowych, dobrzewyglądających facetów wzbudziło poruszenie. Przed drzwiami zatrzymałam się na chwilę i wytłumaczyłam wszystko.
- Nie kłócimy się, nie dokuczamy, opowiadamy, żartujemy i bawimy się dobrze.- otworzyłam drzwi do sali i stanęłam w progu sprawdzając, czy wszystko jest w porządku.

___________________________________________
A więc jest i 42 :)
Mam do was pytanie. :) Kto z was ma tumblr ? Słyszeliście już o nowej modzie tumblr, czyli tak zwanych smutach ? Odpowiedzcie w komentarzu :) Jestem bardzo ciekawa :)
Pozdrawiaaam :*

niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdział 41

* U Anity *
Był już wieczór. Postanowiłam pojechać do Marty i sprawdzić, jak się czuje i jak daleko zaszła już sprawa z Bartkiem. Wsiadłam w samochód i już chciałam odjechać, gdy zatrzymał mnie Marco.
- Poczekaj. Jadę z tobą. - siadł na miejsce pasażera. Do szpitala jechaliśmy długo. Były godziny szczytu i mieliśmy niezły kawałek od Marco. Planowaliśmy się przenieść na jakiś czas do Marty. Stamtąd nie było daleko, ale pomyśleliśmy, że pewnie tam mieszka Kurek i przygotowuje wszystko na powrót dziewczyny do domu. Pod szpitalem szybko weszłam do windy i pojechaliśmy na oddział, gdzie leżała Marta. Zapukałam cichutko i otworzyłam drzwi. Ujrzałam całujących się Martę i Bartka. Wyglądali jak kiedyś, gdy spotykaliśmy się całą rodziną, a oni chwalili się, że już niebawem ślub. Rodziców Marty nie było. Najprawdopodobniej też mieszkali w jej domu. Odchrząknęłam. Obydwoje się na mnie spojrzeli.
- O hej.
- Hej. Co u ciebie mała ?
- Jak widzisz coraz lepiej. Mam Bartusia, więc jest świetnie.
- Ah.. Kiedy ty odzyskasz tą pamięć ?
- O co ci już chodzi ?
- Dobra o nic. Nie kłóćmy się. - odwróciłam się za próg i zawołałam. - Marco, chodź.- blondyn wyłonił się i stanął w drzwiach.
- Cześć Marta.
- Heej.. - dziewczyna była mocno zdezorientowana. Znała już chłopaka, bo przedstawiał jej się wcześniej, ale oprócz imienia nie potrafiła nic o nim powiedzieć.
- Jak się czujesz ?
- Nadal mnie wszystko boli. W końcu jestem połamana. Nie wiem jak to się stało, ale boli.
- Miałaś wypadek.
- Nie chcę nic więcej wiedzieć. Nie mogę wytrzymać tego, że wszyscy opowiadają mi rzeczy, które właściwie dla mnie nie istnieją. Po prostu dajcie sobie spokój. - Bartek ścisnął Martę za rękę, widząc, że mocno się zdenerwowała, a aparatura zaczęła pikać szybciej.
- Szyy. Kochanie już dobrze. Szyyy. Jestem tutaj. Spokojnie.
Było to słodkie na swój sposób, ale ona już nie była jego. Należała do Mario i Moritza. On odzyskiwał ją. Małym kroczkami, ale z sekundy na sekundę prawdopodobieństwo, że odzyska pamięć było coraz mniejsze, a to, że zostanie z Bartkiem coraz większe.
Ktoś zapukał do drzwi. Odwróciłam się i powiedziałam - Proszę ! -
Do sali wszedł Kuba. Marta od razu rozpromieniała i zaczęła wołać - Kubaaa ! -
Ale jak to ? Przecież nic nie pamiętała ? O Kubie się dowiedziała niedawno. Czy to możliwe, że go kojarzy ?
- Cześć maleństwo. Pamiętasz mnie ?
- Oczywiście, że tak. Chodź. - chłopak podszedł do niej, a ona go bardzo mocno przytuliła.
- Tęskniłem kochana. Bardzo nam cię brakowało. Odzyskałaś pamięć ?
- Oh Kubuś jak ja się cieszę, że przyszłeś. Nie nic nie pamiętam. Dla mnie jeszcze wczoraj byłam na pizzy z Bartkiem w Warszawskiej knajpce.
- To skąd mnie pamiętasz ? Przecież poznaliśmy się dopiero tutaj ..
- Jakbym mogła nie pamiętać mojego kochanego braciszka. - Błaszczykowski spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Szukaliśmy kim Kuba mógł być dla Marty. Wyszło, że jest bratem ciotecznym. Ale nie z tej samej strony, co ja. Więc my nie byliśmy rodziną.
- To pamiętasz też, że jesteśmy rodziną tak ?
- Tak. - powiedziała bardzo dumna, uśmiechając się szeroko i szczerząc zęby do Bartka i Kuby.
- Bardzo, bardzo dziwne. Ale cieszę się, że mnie nie zapomniałaś. Kocham cię Martuś.
- Ja ciebie też Kubusiu. Opowiedz mi coś o swojej rodzinie. Może coś mi się przypomni.
- No dobrze. Mam żonę Agatę - wyjął portfel i pokazała jej zdjęcie Agi. - i córeczkę Oliwkę - teraz wskazał zdjęcie małej.
- Ale śliczne dziewczyny. No, no Kubuś. Umiesz się ustawić.
- Nie żartuj. Pamiętasz jeszcze coś ?
- Nie. Chyba nie.
- Pewna jesteś ?
- Tak..
- Pamiętasz kogoś z Borussii ?
- Wszystkich.. Ale niestety tylko z telewizora. Bardzo bym chciała was wszystkich poznać.
- Marta, ale ty nas znasz. Z wszystkimi się przyjaźnisz. My cię kochamy i uwielbiamy. Zawsze jak jesteś z nami na treningach jest wesoło. Pamiętasz może akcje z tatuażem ?
- JAKIM TATUAŻEM ??
- Masz tatuaż.
- JAA ?
- Tak. Pokazać ci ?
- O matko, co ja narobiłam... No pokaż.
- Jest świetny. Rozluźnij się, żebym ci nie zrobił krzywdy. - Marta opuściła oparcie łóżka i położyła się zrelaksowana. Kuba delikatnie podciągnął jej opatrunek. Napis " Life is brutal " ukazał się ich oczom.
- Zobacz.
- Nie mam jak. Nie jestem jeszcze taka sprytna, by się tak wygiąć.
- Poczekaj. Zrobię ci zdjęcie. - wyjął telefon i sfotografował tatuaż. Podał komórkę Marcie.
- O matko. No ładny, ale skąd ten napis ?
- Niedawno rozwialiśmy o pewnym zajściu. Byłaś przybita i nie miałaś już ochoty na nic. Powiedziałem Life is Brutal, a ty postanowiłaś wytatuować to sobie. Ja też mam. - Marco podciągnął bluzkę i pokazał swój. Był identyczny.
- O widzisz. Czyli że nawet dobrze się przyjaźniliśmy.
- Nawet lepiej. Byliśmy jak rodzeństwo.
- Więc witaj braciszku. - Marco ucieszył się i usiadł z powrotem na swoje miejsce. Marta odwróciła się do Bartka.
- Nawet taka pokiereszowana jesteś śliczna. - zachichotała cichutko i objęła twarz Bartka w obie ręce. Pocałował ją delikatnie w czubek nosa, a potem usta. Myślałam - jak dobrze, że nie widzą tego chłopaki. Zwariowaliby - Kuba był mocno zdziwiony i nie wiedział, o co chodzi. Poprosiłam go na zewnątrz.
- To były, a raczej obecny małej. Kiedyś byli już zaręczeni. No, a raczej są. Że to Bartek Kurek to raczej wiesz. Zerwał wtedy zaręczyny, bo chciał jechać do Moskwy i robić karierę. Jednak tęsknił za Martą. No i teraz miał okazje. Przyjechał i jakby nigdy nic. Mówiłam Marcie, że to ściema. Ale za każdym razem jak zaczynam ten temat denerwuje się, a jej ciało od razu odpowiada. Nie wiem co my mamy zrobić. Jeśli jej pamięć nie wróci to zostaną ze sobą i wrócą do Warszawy. Ale przecież Marty miejsce jest tutaj. Z Mario, Moritzem, tobą, mną, Marco i całą Borussią. Ona stała się częścią nas.
- Nie podoba mi się to. On ją oszukuję. Rozumiem jakby przeprosił i ona mu wybaczyła, ale on udaje, że nic się nie stało. Że zawsze byli razem. . . Co na to Marty rodzice ?
- No co oni mogą. Pokłócili się wszyscy. Tata Marty chciał urwać Bartkowi głowę. Marta stanęła w jego obronie i już nie mogli nic zrobić. Nie są zachwyceni, ale to nie jej wina, że nic nie pamięta. Trzeba to przyjąć i czekać.
W korytarzu usłyszałam krzyki. Odwróciłam się w stronę drzwi i zobaczyłam Mo i Mario z czerwonymi różami. Od razu ich zatrzymałam.
- A wy gdzie ?
- No jak to gdzie ? Do Marty.
- No chyba was pogięło. Wiecie, że tam jest Kurek ?
- Wiemy. I dlatego idziemy uratować księżniczkę i zabić złego smoka. A raczej odciąć mu to i owo.
- No chyba was coś boli. Marta by już na pewno żadnemu z was nie dała szansy.
- Ale Anita. My musimy ją zobaczyć.
- Serio ? Nie wytrzymacie dwóch dni ?
- Nie wytrzymamy godziny. Musimy i koniec. - przebili się przez nas i weszli do sali, gdzie leżała Marta i głaskała rękę Bartka. Gdy zobaczyła tą dwójkę wystraszyła się.
- Zabieraj swoją rękę od mojej dziewczyny. - wydarł się bardzo zły Moritz.
- Czy ty zgłupiałeś ? JA jestem dziewczyną BARTKA. A raczej narzeczoną. - pokazała pierścionek.
- Serio ? Jesteś aż takim idiotą i chamem żeby ją okłamywać ? Masz przy sobie najcudowniejszą osobę na tej planecie, a zostawiłeś ją i teraz jeszcze oszukujesz ? Nie jesteś jej wart.
- Weź ty się odpier*ol. Jest moja i koniec. Pogódź się z tym.
- O już zobaczysz co będzie jak Martusia odzyska pamięć. Wtedy tego pożałujesz. Już ci to gwarantuję. - aparatura Marty znów zaczęła szaleć. Marta zbledła i leżała zdenerwowana.
- Dobra chłopaki. Wszyscy wychodzimy. Kuba i Marco pilnują, żeby nie doszło do zamieszek. Wszystkim Good bye. Raz !
- Ja zostaję !
- Nie, ty nie zostajesz Bartek. Też idziesz.
Wszyscy wyszli, a ja uciszyłam pikanie. Ułożyłam Marcie poduszki i kołdrę.
- Śpij kochana.
Marta nic nie mówiąc, zamknęła oczy i od razu odpłynęła. Obserwowałam ją jeszcze przez chwilę i wyszłam do reszty ferajny.
- CO TO DO KU*WY NĘDZY MIAŁO BYĆ !? DO GROBU CHCECIE JĄ WPĘDZIĆ CZY ZNOWU MA ZAPAŚĆ W ŚPIĄCZKĘ !? CHCECIE ?
- Nie, nie chcemy. Ale chcemy, by wróciła do nas, a nie wiązała się z NIM.
- Mario. Nie przeginaj ! - Bartek się wkurzył. Kuba zagrodził mu drogę ręką.
- Powtarzam, że zakon to najlepsze co może być... i celibat-powiedziałam zdenerwowana.- Jeżeli będziecie się tak zachowywać, zadbam o to byś ty - odwróciłam się do siatkarza - wrócił do Moskwy. A wy - w stronę piłkarzy - mieli zakaz wstępu. A wiecie, że mogłabym. Marta po wyjściu wróciłaby do Warszawy, Lublina, Rzeszowa lub Frankfurtu i nie miała na głowie takiej hołoty. Zachowujcie się. Wiecie jakie to trudne dla niej ? Ona uważa, że teraz jest najpiękniej jak tylko może. Jest zakochana w Bartku. Mają zamiar wziąć ślub. A tu przychodzi takich dwóch i mówi : To mnie kochałaś. Czy wy jesteście normalni !?
- Weź... My po prostu bez niej nie możemy. Zobacz jakie trudne to jest dla nas.. Chcemy żeby było jak dawnej.
- Ja też w tym momencie dużo rzeczy chcę. I wyobraźcie sobie, że dla niej tysiąc razy gorzej. Więc wy jedziecie do domu. Ty do hotelu. Ja i Marco na zakupy, bo nie ma nic w lodówce, a ty Kubuś też już lepiej jedź.
- Kto z nią zostanie ?
- Nikt nie musi. Ma opiekę. Nie jest małym dzieckiem. Przyda jej się trochę spokoju, a nie walki w kisielu na żywo.
____________________________________________________
Przepraszam za lukę w dodawaniu ale mam straszne urwanie głowy ze szkoła, znajomymi, piłką, stronami.. :)) Pozdrówka :**

środa, 24 kwietnia 2013

Rozdział 40

* U Marco *
- Będzie dobrze. Mamy szczęście, że Bartek nie jest złym człowiekiem, który by ją zdradził. Był po prostu młody i głupi, i postawił na karierę. Teraz ma nadzieję na comeback. Jeśli Martą nie przypomni sobie wszystkiego, zostanie z Bartkiem. I też będzie dobrze. Może chłopcy nie będą zbyt zadowoleni, ale tak się stało i już tak jest. Trzeba jakoś żyć. Jeśli będziemy mówić i narzucać jej z kim ma się prowadzać, zbuntuje się i już na pewno nam nie zaufa. Trzeba czekać. A my zostaniemy szczęśliwa rodzinką, która będzie rosła i rosła. Najpierw nasza 3, a potem popracujemy nad tym. Jestem największym szczęściarzem na świecie. Moja przyjaciółka się obudziła, moja dziewczyna jest w ciąży.. Czego chcieć więcej?
- Może to, że jest Bartek nie jest takie złe. Ma kogoś bliskiego. Gdy dzisiaj widziała tyle nowych ludzi była przerażona. Przynajmniej ma Bartusia, który przy niej jest i czuwa.. A co do nas. Cieszę się, że jesteś taki optymistyczny i mam nadzieję ,że udzieli mi się to.
- Będzie cudownie. Najwyżej będziemy tańczyć w tym roku na dwóch weselach.
- 2 ?
- Jeśli Martą nie odzyska pamięci to jej i Bartka, no i naszym - uśmiechnąłem się szeroko. Byłem w niebo wzięty.
- Dobra. - powiedział Anita, jednak nie było to szczere.
* U Anity *
Zeszliśmy na dół, gdzie dopadli mnie Mario i Mo. Były oczywiście gratulacje.
- Mario, bo jest do ciebie sprawa.
Weszłam schodami na górę.
- O co chodzi?
- Nigdy nie byliśmy blisko, ale muszę z kimś pogadać. Marco się cieszy z tego dziecka, a ja głupia mu o nim powiedziałam.
- Nie rozumiem.
I dlatego wolałabym gadać z moim grzybem. Ona wie, o co chodzi.
- Ja nie będę mamą. Mogę być co najwyżej rodzicielką. Jesteśmy za młodzi. Ja brałam pigułki, więc nie miało prawa się zdarzyć! Co my zrobimy? Ślub, dziecko i siedź w domu i niańcz. Chciałam być super lekarzem, profesorem, Reus piłkarz światowej klasy. Skończę w fartuchu, ale kuchennym.
- Ale i tak już nic nie poradzisz.
- Przez myśl mi przeszło, żeby usunąć.
- Marco ci nie pozwoli.
- Przecież poronienia też się zdarzają.
- Anitko...
Wybuchłam płaczem po raz kolejny tego dnia. Wtuliłam się w Mario. Umiał słuchać.
- To jest bardzo zły pomysł. Dziecko może być czymś naprawdę super.
- Tobie łatwo mówić! ...przepraszam. Poprostu moje plany po raz kolejny runęły. Wszystko biegnie swoim własnym torem. Nic nie chce iść jak sobie zaplanuję. Tym bardziej nie mogę psuć planów rozwoju Marco. Jak to będzie wyglądało? Te media i paparazzi. Ja nie mogę go na to narazić. Za bardzo go kocham.
- Widzisz to z całkiem złej strony. Przecież dla Marco to nic nie zmienia. No może to, że już nie będzie mógł zmieniać dziewczyn jak rękawiczki. Gdy piłkarz zostaje ojcem media, paparazzi i wszystko dookoła cieszy się razem z nim. Każdy raduje się i oczekuje na dziecko równe 40 tygodni, razem z rodziną piłkarza na nowe pokolenie. Nie możesz tego zrobić Marco. Jest szczęśliwy, jak nigdy. A ty swoją karierę zawiesisz na parę lat. Jesteś młoda i zdolna. Zawsze będziesz mogła wrócić do starych zajęć. Wszystkie mamy tak teraz robią. To, że zaszłaś w ciążę jest jakimś znakiem do działania.
- Czy naprawdę tak jest, czy mówisz to tylko, by nie złamać serca Marco?
- Mówię to serio. Od mojego urlopu z Martą, modlę się, by była w ciąży i w końcu była moja. Niestety nie udało się..
- Serio tak bardzo byś chciał?
- Tak. Jest moim oczkiem w głowie. Jeśli pomyślę o szczęśliwej rodzinie Götze, która biega za małym brzdącem, zaczynam się modlić, by to była prawda.
- Życzę wam wszystkim szczęścia z Martą. Ale niestety jest tylko jedna. I tylko jeden z waszej trójki z nią będzie. Dziękuję ci kochany. - przytuliłam Mario. W tak krótkim czasie stał mi się bliski. Było to zaskakujące, ale miałam uczucie, że mogę mu zaufać i powiedzieć wszystko.
- Hm. Wiesz, że zawsze możesz do mnie przyjść?
- Tak?
- Tak. I jak następnym razem wpadniesz na taki okropny pomysł, skonsultuj się ze mną.
* U Marco *
Boże ja będę tatą! Muszę jechać kupić łóżeczko, wózek, ubranka, pieluchy,.. Jezu nie zdążę. - biegałem po pokoju panikując i głośno myśląc. Moritz złapał mnie za nadgarstek i ściągnął do siebie na sofę.
- Uspokój się!
- A co jak nie zdążę wszystkiego przygotować?
- Że co?! Ty masz 9 miesięcy, i martwisz się, że nie zdążysz?!
- 9 miesięcy?
- Tak 9.
- No to może zdążę. - byłem podekscytowany i nie myślałem racjonalnie. Chciałem się komuś jak najszybciej pochwalić. Nie miałem komu. Drużynie powiem jutro. Normalnie bym pobiegł do Marty, a w takim wypadku nie było do kogo..
* U Anity *
Zeszliśmy na dół. Musiałam pogadać z chłopakami o Marcie.
- Postawie sprawę jasno-usiadłam na stoliku przed Mo i Mario.- Co prawda ona może odzyskać pamięć w każdej chwili, jednak im więcej czasu mija, tym to jest bardziej nieprawdopodobne. Możecie próbować, ale raczej ją od nowa poznawać. Przestraszycie ją, jeśli zwalicie na nią lawinę wspomnień, których ona nie ma.
Chłopaki siedzieli coraz bardziej przybici. Miałam ochotę zostać z Marco sama, żeby zadzwonić do ludzi i pogadać z siatkarzami na temat przyjazdu, ale nie mogliśmy zostawić ich samych.
- Mamy tu dwie sypialnie. Po jednej dla każdego. Jak chcecie, to przenieście się tu na jakiś czas. Będzie wam raźniej.
- Teraz macie nową sytuację. Nacieszcie się nią, a ja wezmę Mo do siebie. Mieszkam dość blisko szpitala i stadionu, to nie będziemy spędzali dużo czasu w drodze.
- Napewno? Przecież to żaden problem.
- Damy sobie radę.
Pożegnaliśmy się z nimi. Zdążyłam zamknąć drzwi, gdy Marco złapał nie, wziął na ręce i zaniósł do salonu.
- Kiedy się dowiedziałaś?
- Dzisiaj. Zanim przyszłam do Marty do sali. Reusiu ja nie wiem, czy to jest dobry pomysł. Jesteśmy młodzi, ty robisz karierę.
- Oczywiście, że jestem pewny.
- Nie zostanę potem sama z dzieckiem? Ciesze się, bo to jest NASZE dziecko, ale ono zobowiązuje. Wcześniej byliśmy wolni, ale to się zmieni.
- Wiem i dlatego się cieszę. To nowy etap. Widzę jak Piszczu, Kuba, Nuri, Neven, Seba są szczęśliwi jak mówią o rodzinie. Kochają swoje dzieci. Ja też będę....już kocham. I ciebie też. Będziesz naprawdę dobrą matką. A życie się tutaj nie kończy. W razie co będziemy podrzucać brzdąca Marcie.-powiedział Marco uśmiechając się w taki sposób, że zapomniałam o całym świecie.
- Ale póki możemy, trzeba to uczcić. - powiedział niskim, gardłowym głosem zaczynając mnie namiętnie całować i rozpinając moje spodnie.
* U Moritza *
Świat zmienił się o 180 *. Moje życie nie miało sensu. Najukochańsza dziewczyna mnie nie pamiętała. Dla niej czas stanął dokładnie rok temu. Wielki siatkarz Bartosz Kurek postanowił zerwać zaręczyny, łamiąc jej serce, na rzecz kariery. Tego nie pamiętała. Wiedziała jedynie, że są zaręczeni i jest planowany ślub. Chciałem się go pozbyć, lecz co by to dało ? Pamięci by tego Marcie nie wróciło. Byłaby sama i załamana rozstaniem z Bartkiem. Musiałaby to przechodzić drugi raz. Anita mówiła, że bardzo przeżyła to rozstanie. Nie wychodziła z domu, urwała kontakt z przyjaciółmi i rodziną, opuściła się w nauce. Dobrze, że miała Polę, która z nią mieszkała i pilnowała, by Marta nie wpadła na żaden głupi pomysł. Podobno każdy w rodzinie kochał Bartka i modlił się, by im wyszło. A on ją postawił na 2 miejscu. To było niedomyślenia.
Za rękaw szarpną mnie Mario.
- Ej. Jesteśmy. - zorientowałem się, że stoimy pod domem przyjaciela. Wysiadłem i udałem się do drzwi.
- I co robimy?
- Siedzimy i czekamy.
- Nie mogę patrzeć na to wszystko. Ona nie pamięta wszystkich tych pięknych chwil, uczuć, wiadomości, informacji..
- Modłę się, by jej pamięć wróciła. Ale nie możemy nic zrobić. Po prostu czekamy. Nie wiem, co zrobimy jak już tak zostanie. Zwariuję bez niej. Ja już przechodzę samego siebie, a co, jak Marta będzie szła do ołtarza z Kurkiem? Ja go chyba zabiję. Uduszę własnymi rękami.
- Oo ja na pewno ci pomogę! Nigdzie jej nie puszczę! Jej miejsce jest tutaj! - Mario walną pięścia w blat kuchenny. Mieliśmy tego już dosyć. Czuliśmy się, jak w ukrytej kamerze. Ktoś zajebiście się nami bawił. Ale teraz musieliśmy działać z Mario tylko we dwoje. Anita i Marco wypadli z gry. Mieli lepsze zajęcie, niż myślenie jak przywrócić pamięć Marty. Uważali, że jeśli nie przypomni sobie minionego roku, po prostu zostanie tak, jak miało być kiedyś. Marcie byłoby dobrze z Bartkiem, bo nie był złym człowiekiem. Był po prostu pustakiem. Teraz wydoroślał i postanowił spróbować jeszcze raz. Widać jak, na razie dobrze mu idzie.
- Zabiłbym gnoja najchętniej!!

_____________________________________________________
Hej.. Wicie co ? Jeszcze nie jestem w stanie czegokolwiek powiedzieć.. W najbliższych rozdziałach będzie Mario, gdyż napisałam je już jakiś czas temu.. Nie mam serca ich zmieniać więc niech będzie już tak..
Za 2 godziny 45 minut będzie mecz i kibicujemy naszej najukochańszej Borussii :)) Borussia, kaempfen und siegen ! <3
Pozdrawiam :*

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Rozdział 39

* U Anity *
Siedzieliśmy pod salą, gdzie zbierał się coraz to więcej osób, chcących zobaczyć się z Martą. Każdy pytał się czemu to trwa tak długo. Po 20 minutach zaczęłam się niepokoić. Coś jest nie tak. Wstałam, zapukałam do sali i weszłam. Po lekarzach widziałam, że będzie nas czekał trudny czas.
- Anita. Jest problem. Marta ma amnezję częściową.-chciałam sprawdzić, czy mnie pamięta.
- Martuś, jak się czujesz?-spytałam.
- Anita. Nareszcie ktoś znajomy. Co się stało?
Odetchnęłam, myśląc, że siostra nie pamięta paru dni bądź tygodni.
- Miałaś wypadek. Na zewnątrz czeka Mo i Mario, i reszta.
- Kto? Jest ...
- Cii teraz musisz odpocząć.-nakazałam zdenerwowanej Marcie.
Wzięłam lekarza pod rękę, odchodząc od łóżka.
- Frank, czyli nic nie wiemy?
- Dałbym jej parę godzin snu. Niech odpocznie. Nie kojarzy chłopaków, więc lepiej, żeby jej teraz nie niepokoili.
- No dobra. Spróbuję z nimi pogadać.
Wyszłam z sali. Od razu wszyscy do mnie podbiegli.
- I co z nią? Możemy wejść?
- Marta jest bardzo zmęczona. Przez parę godzin nie będzie można się z nią zobaczyć. Lekarze proszą o wyjście.
Jedźcie do domu. Niestety, ale naprawdę musicie. Marco, mogę cię na chwilę prosić?-spojrzałam na chłopaka błagalnym wzrokiem.
- O co chodzi?
Nie wytrzymałam i będąc tyle do reszty zaczęłam płakać.
- Mała, misiek co się dzieje? Już dobrze. Obudziła się.
- Nie jest dobrze. - powiedziałam oglądając się, czy nikt nas nie słyszy.- Marta może mieć uszkodzony hipokamp. Przez to jej synapsy nie współpracują i pewnie straciły połączenia. To przez niedotlenienie mogła nastąpić...
- Anita, uspokój się. Teraz powiedz to tak, żebym zrozumiał.- poprosił przytulając mnie.
- Amnezja. Nie wiadomo czy tymczasowa, czy stała. Mnie pamięta, ale nie was. Pytała się o byłego chłopaka. Lekarze kazali jej odpocząć, ale jest mała szansa, że jej przejdzie. Musisz mi pomóc z resztą.
- Dobra. Zabierzmy ich do nas. Tam pogadamy.
Pojechaliśmy do naszego domu.
- Dobra chłopaki. Prosto z mostu. Marta ma amnezję. Pamięta wszystko do swojego byłego chłopaka. Nie kojarzy, że z nią zerwał. Was nie zna.
Tak jak przewidywałam, chłopaki zaczęli panikować i zadawać tysiące pytań, na które nie znałam odpowiedzi.
- Jadę do niej.- powiedział Mo.
- Ja z tobą- Mario.
- Siądźcie na dupie i siedźcie! Wejdziecie do sali i co powiecie?
' Hej. Ja jestem Twoim chłopakiem, którego nie pamiętasz. A to jest mój kolega, który też żywi do ciebie uczucia.'
Tak na pewno jej to pomoże!
Zadzwonił mój telefon. Kazali przyjechać do szpitala, bo ktoś z rodziny przyjechał.
Wchodząc na oddział czułam, że coś nie tak. Bartek.
- Ooo... cześć Anitko. Przyjechałem do mojej kochanej.
- Co ty pierd**isz?! Co tu robisz?! Nie masz jaj, że przyjeżdżasz tu po tym, co jej zrobiłeś!
- Nie krzycz na mojego chłopaka!
- On cię rzucił!
- O czym ty mówisz?
Opowiedziałam wszystko to, czego nie pamiętała.
- Anitko. Odpocznij. Przecież jesteśmy z Martusią szczęśliwi.- powiedział Bartek, trzymając moją siostrę za rękę, na której był pierścionek.
- Dobra, załatwmy to inaczej. Porozmawiajmy na dole.- wyszłam z sali, a zaraz za mną Bartek.
- Dwie kawy poproszę.-kelnerka oddaliła się, zerkając na chłopaka.
- Więc słucham.
- Żałuję tego co zrobiłem. Kariera nie jest warta Marty.
- Bartuś, wiesz, że zawsze byłam za tobą. Wszyscy cię lubili, ale to ty ją zostawiłeś. Wielki siatkarz Bartosz Kurek pojechał do Rosji. Ona ułożyła sobie życie.
- Ale co mam zrobić. Ta amnezja to znak, żebym spróbował.
- Dupa nie znak. To nie przejdzie. Tak po prostu nie można. Byliście ZARĘCZENI. Ale widziałam pierścionek, więc chyba bardziej pasuje JESTEŚCIE ZARĘCZENI.
- Cóż.
Poczułam, że kręci mi się w głowie.
- Ja zwołam resztę. Pogadają z Martą. Jakbyś wrócił w Warszawie, może bym ci pomogła. Tu ma chłopaka, znajomych, pracę, rodzinę. Za dużo na to pracowała.
Wstałam od stolika i niepewnym krokiem wyszłam ze szpitala.
- Marco zwołaj resztę. Niech gadają z Martą, bo jest tu jej były chłopak. Ja muszę coś załatwić.-schowała telefon do kieszeni.
Wsiadłam do samochodu. 'Spokojnie. To nie może być to. Za dużo na raz. Wakacje w dniach...ok. Okres miałam przed. Nie, nie. Jeszcze raz.' Przeliczyłam wszystko 5 razy. Za każdym wychodziło to samo. Wzięłam portfel i udałam się do apteki. ' Muszę wiedzieć.'
Postanowiłam nie wracać do domu, tylko zrobić test w szpitalu.
To były najdłuższe minuty w moim życiu. Gorsze od sesji, matury. Spojrzałam na patyki. W jednej chwili zrobiło mi się zimno i gorąco. Bałam się. Jeszcze Marta. Nie mogłam z nią pogadać i na nią liczyć. Miała teraz ważniejsze problemy. 'Dobra, spokój.' Powiedziałam do siebie, wstając z podłogi. Ogarnęłam się i poszłam na intensywną terapię. W sali siostry było dużo osób i on.
- Cisza!
Gwar w sali zniknął.
- Ona się boi. Po kolei!- siadłam koło Marty, biorąc ją za rękę. Sama trzasłam się z nerwów, zerkając co chwilę na Marco.
Każdy z obecnych powiedział kim jest, co go łączy z dziewczyną. Gdy mieliśmy to za sobą, widziałam, że kochanie jest zmęczone tym co się stało.
- Misiu odpocznij. Za dużo na raz. Przemyśl wszystko. Ale wiedz, że byłaś naprawdę szczęśliwa z Mo. Zostawię cię z rodzicami. Pogadaj z nimi na spokojnie.
Wstałam od łóżka.
- Reszta wychodzi. Nie ma nie, tylko NATYCHMIAST! Marta zostaje z rodzicami, a reszta out!
Jechaliśmy do domu z zawrotną szybkością. W końcu to ja prowadziłam. Zatrzymałam się na poboczu.
- Mo, podaj mi torebkę.-wyjęłam tabletki uspokajające. Zawsze starałam się nie brać chemikaliów, ale teraz było tego o wiele za dużo. Nawet nie wiedziałam o czym myśleć. Z jednej strony Martusia. Okropna sprawa. Teraz jeszcze TO. Jakim cudem? I ja. Pasuję do tego jak wół do karety. I Marta. I praca. Muszę już wrócić. Trzeba kogoś do pomocy.
- Hej Pola. Mam ogromną prośbę kochana.
Weszliśmy do domu. Mimo tabletek cały czas się trzęsłam.
- Anita jak to zrobić?-spytał Mario.
- Właśnie. Trzeba go od niej zabrać.-przytakiwał mu Mo.
- Może przez policje? Anita masz tatę policjanta. Co zrobić?
Moje nerwy puszczały. Pytania kłębiące się w mojej głowie i te chłopaków przerosły mnie.
- CZEMU TO JA MAM ZAWSZE WSZYSTKO WIEDZIEĆ. BRAKUJE MI JEJ, TAK SAMO JAK WAM, JEŚLI NIE BARDZIEJ.
- Ale spokojnie.
- SPOKOJNIE? BYŁAM PRZEZ OSTATNIE TYGODNIE, ALE W TEJ SYTUACJI JUŻ NIE MOGĘ!
- Kochana usiądź. My jesteśmy w identycznej, tyle że ty wiesz więcej.-powiedział Mo.
- TAK? TO POKAŻ SWÓJ TEST.
Powiedziałam, rzucając białe patyki na stół i wybiegając z salonu. Zamknęłam szybko drzwi do łazienki i płakałam.
* U Marco *
Obecna sytuacja  była beznadziejna. Marta nas nie pamiętała. Nie wiadomo było co zrobić. Jeszcze ten Bartek. Wiem że ją kocha bo jak można jej nie kochać ? Ale miał swoją szanse którą spieprzył. Byli zaręczeni, ślub był zaplanowany a on postawił na karierę. Gdy się ocknął było za późno. Nie wiem co on sobie myślał. Marta była w niego zapatrzona. Nadal jest. Nie pamięta uczyć do Mario i Moritza. - myślałem nie słuchając co się dzieję. W pewnym momencie zaczęła się kłótnia którą trzeba było ugasić. Nagle Anita wypaliła jakieś białe patyczki na stół. Były to testy ciążowe. Sięgnąłem po jeden i spojrzałem. Przeanalizowałem i nie mogłem uwierzyć. Czy ja ? Serio ?
- Zostanę TATĄ !! - zacząłem się cieszyć, triumfalnie skacząc po pokoju. Chłopcy mi jedynie pogratulowali. Życzyli sobie tego samego.. Pobiegłem za Anitą. Oparłem się o drzwi do łazienki i zacząłem pukać.
- Odejdź !
- Kochana. Spokojnie. Wyjdź do mnie.
- Mówię odejdź.
- Anita. Wyjdź.
Anita otworzyła delikatnie. Ujrzałem jej zapłakane, spuchnięte oczy. Pchnąłem drzwi i złapałem swoją dziewczynę. Przytuliłem i pocałowałem w skroń.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę że zostanę tatą ! - przytuliłem ją mocniej, głaskając po brzuchu.
- Marco przecież my nie jesteśmy na to gotowi. Marta jest w ciężkim stanie, ty masz karierę, ja jako lekarz też chcę daleko zajść..
- Musimy się przygotować. Mój maluszek musi mieć jak najlepiej. Co tam kariera ? Ja będę tatą. A Marta z tego wyjdzie. Przypomni sobie wszystko i będzie po staremu.
- A co jeśli nie ?
- To wróci do Warszawy z Bartkiem i też będzie jej dobrze.
- Ah..

______________________________________________________
A więc dodaję zdjęcia Bartosza Kurka alias Kuraś, Kypek, Bartek




A więc to nasza nowa postać Bartuś. Mam nadzieję że wam się spodoba :)
A co do rozdziału. Zacznie się rozkręcać. Zacznie się mieszanina.
Od jutra nie będę mogła dodawać rozdziałów codziennie, gdyż wracam do szkoły i normalnego życia.
Za pare dni mecz Borussia - Real i szczerze mówiąc siedzę jak na szpilkach, gdyż to stanie się za 52,5 h więc już blisko. :D Nie wiem co pisać więc dziękuję za komentarze wszystkie uważnie przeczytałam i rozważam parę możliwości :) a więc dziękuję i pozdrawiam :*

niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział 38

* U Anity *
Marta nadal spała. Jej stan był już bardzo dobry. Uznaliśmy z lekarzami, że może już niebawem się obudzi. Z tego powodu nikt jej nie opuszczał na krok. Marco, Mario i Moritz nie wychodzili już wcale. Łukasz i Kuba również przychodzili w każdej wolnej chwili, by z nią rozmawiać i pobudzać jej mózg. Była 8 rano i postanowiliśmy zjeść wszyscy razem w szpitalnej kafejce.
- Dobra chłopaki. Bo będzie z wami, jak ze mną. Idziemy na dół- powiedziałam do wszystkich. Nie chciałam, żeby wylądowali w szpitalu.-Misiek wstawaj.-Mo posłusznie podniósł tyłek z krzesła.- Kochanie, chodź ze mną.-powiedziałam całując Marco w usta.
Ostatnio oddaliliśmy się od siebie. Nasze rozmowy zaczynały się od wieści o Marcie, a kończyły na tym, co ma przywieźć chłopakom. Resztę czasu przeglądałam papiery, rozmawiałam z lekarzami, a Marco trenował, dbał o dom, odwiedzał siostrę. Mijaliśmy się. W nocy i rano czuwałam w szpitalu, resztę wyganiałam do domów, by Marta miała czas na odpoczynek. Potem przyjeżdżali piłkarze, więc dziewczyna nie była sama i to ja jechałam odpocząć.
- No dobra.-odpowiedział Marco wychodząc z sali.
Tylko Mario nie miał ochoty i został u Marty. Wyszliśmy i zostawiliśmy tę dwójkę.
* U Mario *
Przyjaciele poszli na dół, a ja zostałem z moim słoneczkiem. Zmoczyłem chusteczkę i delikatnymi ruchami obmyłem jej blade usta, które następnie pocałowałem. Lekko dotknąłem jej rękę. Usiadłem obok i zacząłem mówić.
- Kocham spędzać z tobą czas. Tak samo, jak kocham ciebie. Jesteś najcudowniejszą osobą, jaką kiedykolwiek spotkałem. Już pierwszego dnia, gdy cię zobaczyłem, poczułem to przyciąganie. Jest silniejsze, niż grawitacja. Szaleję za tobą. Nasz wspólny urlop był najpiękniejszym czasem w całym moim życiu. Pamiętam każdy pocałunek, uniesienie i uśmiech, który zawsze gości na twojej pięknej twarzy. Kocham cię Marta.
W tym momencie moją rękę złapał mocny skurcz. Przynajmniej tak pomyślałem w pierwszym momencie. Zerknąłem w dół. Moja dłoń była mocno zaciśnięta przez Martę. Szybko spojrzałem na jej twarz. Jej oczy drgały, jakby miały się zaraz otworzyć. Wpatrywałem się w te nerwowe drgania. Wiedziałem, że coś dobrego się dzieje. Otworzyła małe szparki. Ukazały mi się zielone przecinki. Nie mogła jeszcze całkiem otworzyć oczu. Miała takie piękne zielone. Już prawie o tym zapomniałem.
- Marta kochanie. Marta. Marta. - mówiłem do niej, by wróciła jej orientacja.
- Mariooo... - wyszeptała bardzo cicho. Trudno było to usłyszeć, ale ja to wychwyciłem.
- Jestem najdroższa. Nic nie mów. Już biegnę po lekarza.
- Czekaj..
- Tak kochana?
- Kocha.. - nie dałem jej dokończyć. Pocałowałem ją nerwowo i wybiegłem z sali w poszukiwaniu lekarza. Darłem się.
- Obudziła się !! Obudziła się !! - pielęgniarka szybko do mnie przybiegła. Kazała koleżance poinformować lekarza. Weszła do sali a ja miałem zostać na zewnątrz. Wykręciłem numer do Mo.
- Stary !
- Co ?
- Marta.
- Obudziła się ?
- TAK !
Już słyszałem jak biegnie. Rozłączyłem się i czekałem nerwowo na przybycie przyjaciół. Nie musiałem długo czekać. Byli szybsi do światła. Razem z nimi przybył lekarz. On wszedł. My musieliśmy zostać. Dreptałem w te i we w te. Moritz pukał cały czas i zaglądał ale nic nie widział, bo jedna z pielęgniarek stała przy drzwiach i pilnowała by nikt ich nie przekroczył.
- Boże co tak długo !
- Spokojnie. Muszą sprawdzić czy nie ma amnezji, czy wszystko jest sprawne i czy coś ją boli. - uspokajała nas Anita.
- Wszystko pamięta.
- Skąd wiesz.
- Mówiła chwilę jak się obudziła. Poza tym nie reagowała by na nasze opowieści.
- Serio ? Co mówiła. - hm. No i co ja miałem powiedzieć. Przecież złamałbym serce Moritza. Był moim przyjacielem.
- Nie wiem jakieś pomruki imion. Ale były to imiona jestem pewny.
- Oo jak świetnie. Boże niech nas już wpuszczą. - Anita siedziała spokojnie przy ścianie. Widocznie wiedziała że to jeszcze potrwa. Tylko my byliśmy tacy niespokojni. Marco skakał z radości pod sufit.
* U Marco *
Rozmawiałem z panią która również miała taki wypadek. Mówiła że to zależy od osoby czego chce słuchać. A że Marta miała z nami wszystkimi świetny kontakt i łączyły nas specyficzne więzi, to lubiła jak się jej robiło wyznania lub opowiadało coś co było ważne. Pani powiedziała mi że osoba w śpiączce najlepiej czuje się w towarzystwie wielu osób. Nie jest osamotniona. A to że Martusia była bardo gościnna, nakazywało nam tam siedzieć. I jak widać jej stan się poprawiał. Wskazówki które dała mi ta kobieta były święte. No i proszę. Pomogły. Obudziła się. Tryskałem szczęściem. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Przytulałem Anitę, podbiegałem do drzwi. Skakałem po hallu i wszystko powtarzałem od nowa. Widziałem szczęście wypisane na twarzach każdego. Było wcześnie więc jeszcze nie było Łukasza i Kuby. Wybrałem numer do Łukasza.
- Siema co tam ?
- Przyjeżdżacie ?
- Tak. Właśnie się zbieramy.
- To szybko.
- Coś się stało ? Co z Martusią ?
- Obudziła się !
- Że co ??
- Serio. Szybko.
- Już jedziemy. Będziemy za niecałe 5 minut.
Łukasz mocno się ucieszył. Krzyczał w tle do Kuby i ich żon. Byłem ciekawy co się u nich dzieję. Zawsze należałem do ciekawskich. Tak samo jak ciekawiło mnie to co zrobił Mario że Marta się obudziła. To nie był na pewno zbieg okoliczności. - Co on jej powiedział ? Spytam go potem. - myślałem krążąc po korytarzu.
- Boże mama Marty. Kto dzwoni ? Może zięć ? - zaśmiałem się patrząc na uśmiechniętego Moritza.
- No dobrze. To zadzwonię. - wyjął jak na zawołanie telefon i wybrał numer do mamy swojej dziewczyny.
- Dzień dobry pani Gałkowska. Marta się wybudziła właśnie ją badają. Tak. Tak. Zadzwonię. Dobrze. Będę tu czekał. Dobrze do zobaczenia. - rozłączył się i schował telefon. - Już jadą.
- O to dobrze.
Nadal zastanawiałem się dlaczego to tak długo trwa. Może było coś nie tak. Pomału i Anita zaczęła się niepokoić. Może jednak miała amnezje. Albo obrażenia były bardzo rozległe. A może znów zapadła w śpiączkę. Kto to wiedział. Chciałem tam jak najszybciej wejść.
- Anita co tam się dzieję ? - Mario był wyraźnie poirytowany.
- Nie mam pojęcia. Nie chce tam wchodzić i im przeszkadzać. Dobrze sobie radzą. Dajmy im czas. Wszystko jest dobrze.
- Skąd wiesz ? Nie wiadomo co się dzieję za ścianą.
- Uspokój się bo cię już na pewno nie wpuszczą. Siądź tu. I wy też. - Wskazała na mnie i Moritza. Usiedliśmy wszyscy obok siebie tępo wpatrując się w drzwi. Na korytarzu było cicho. Nic się nie działo. Czekałem aż ktoś w końcu z tej sali wyjdzie i powie nam co jest grane.
Siedzieliśmy jeszcze chwilę. Na oddział wkroczyli Piszczkowie i Błaszczykowscy.
- Czemu tutaj siedzicie ?
- Nie można do niej wchodzić. Zszedł tam się cały sztab i nie wychodzą.
- Coś się stało ?
- Nie. Jedynie się obudziła, Mario zawołał lekarza no i tam siedzą..
- No ale mówili co tam robią ?
- No nic. Nikt do nas nie wychodził.
- Ile to już trwa ?
- 20 - 30 minut.
- Długo. Ale dajmy im czas.
Siedli i oni. Dobra wieść roznosiła się szybko. Znajomych przybywało. Każdy czekał na powitanie Marty.

_____________________________________
A więc dodałam dzisiaj gdyż po obejrzeniu pewnego filmu i po wygranej ASSECO RESOVII RZESZÓW wróciła moja wena :) Miejmy nadzieję że już zostanie :) A więc jak już wspomniałam Sovia została Mistrzem Polski co bardzo mnie cieszy, gdyż jestem też fanem siatkówki. Zaczyna się dziać i mam nadzieję że będziecie czytać :)
Dziękuję za komentarze ! Naprawdę pomogły :) jestem pełna nowej energii do pisana. Ale już w krótce będzie trzeba chyba skończyć bloga.. Co o tym myślicie ?
Pozdrawiam i całuję :*