* U Anity *
Wybiła 22, a Marty nie było. Martwiłam się. Ale wiedziałam, że jest mądra i nic złego nie robi. Choć w sumie jej ostatnia sytuacja, mogła różnie na nią wpłynąć. Siedziałam w kuchni i delektowałam się ciastem. Zadzwoniłam do Łukasza.
- Siema Łukasz.
- Hej Anita. Co tam ?
- Jest u was Marta ?
- Nie, nie ma jej, a co ?
- Wyleciała parę godzin temu z domu i nie odbiera telefonu.
- Nie martw się. Jest zabiegana. Zna się w Warszawie z wieloma osobami. Jest mądra nic jej nie będzie. Pewnie kogoś spotkała.
- No dobrze.
- Jak przyjedzie to zadzwoń lub napisz. W razie co, będziemy jej szukać.
- Okej. Napisze. Dzięki bardzo.
Rozłączyłam się i poszłam do salonu. Do domu przyjechała Marta. Szybko napisałam do Łukasza.
- Hej. Sorki, że tak późno.
- Siemka. Utrupie cię kiedyś za to znikanie. Martwię się o ciebie siostra. A gdzie się szwendałaś?
- A stare rzeczy. Trzeba pozamykać niektóre sprawy.
- Aha. Robimy coś ?
- Idziemy do klubu ?
- Już myślałam, że nigdy nie zaproponujesz.
* U Marty *
Poszłam na górę i przebrałam się.. Telefon i pieniądze wrzuciłam do kieszeni kurtki. Jak zawsze nie miałam torebki. Nosiłam je tylko do pracy. Nie byłam damą z torebką. Siadłam na łóżku. Byłam strasznie roztrzęsiona. Ten cały stres... Usłyszałam wołanie Anity. Zeszłam na dół.
- No nareszcie. Co tak długo ?
- A nic, nic.
- Jedziemy metrem ?
- Nie. Jedziemy samochodem. Nie będę piła.
- Marta. Musisz się trochę rozerwać. Nie będziemy chlały niewiadomo ile. Nie musisz być abstynentem.
- Ale chce. Nie mogę stracić kontroli nad sobą. Kto wie, co by się wtedy stało.
- Hm. No dobrze.
Napisałam szybko SMS do Moritza, by się nie martwił. Złapałam za kluczyki i wślizgnęłam się do samochodu. Anita siadła obok. Pojechałyśmy do ulubionego klubu Poli. Często tam chodziłyśmy. Zaparkowałam i weszłyśmy do środka. Anita od razu porwała mnie na parkiet. Już za chwilę każda z nas tańczyła z kimś innym.
Anita wypiła dużo. Nie trzymała się na nogach. Złapałam ją pod bok i zaciągnęłam do samochodu. Posadziłam i zapięłam. Siadłam za kierownicą i pokierowałam się w stronę domu. Gdy tam dojechałyśmy, wzięłam ją na ręce i położyłam na kanapie. Nie miałam siły zanieść ją na górę. Zdjęłam jej buty i przykryłam kocem. Sama poszłam do siebie. Zdjęłam kurtkę, wyjęłam telefon z kiszeni, który położyłam na stoliczku. Delikatnie rozpięłam buty i odstawiłam je na bok. Poszłam do łazienki. Zrzuciłam z siebie ubrania, stanęłam przed lustrem. Wyglądałam blado i na zmęczoną. Moje ręce trzęsły się jak u alkoholika. Nie mogłam na siebie patrzeć. Odkręciłam wodę w wannie i położyłam się do niej. Ciepła woda muskała moje ciało. Już usypiałam, gdy usłyszałam huk. Wyszłam z wanny, owinęłam się ręcznikiem i zbiegłam na dół. Zobaczyłam Anitę, która spała na zimnej posadce. Podniosłam ją, nie budząc i położyłam z powrotem na sofie. Weszłam do swojej sypialni. Opuściłam ręcznik i podeszłam do walizki. Wyjęłam długą koszulkę, która należała do mojego chłopaka. Ubrałam ją i płożyłam się do łóżka. Usnęłam po chwili. Śnili mi się Anita i Marco. Jako szczęśliwa rodzina z dziećmi. A ja sama, jako ich ciocia.
Obudziłam się i zastanawiałam, co mi się śniło. Ale niestety już nie pamiętałam. A może na szczęście ? Odkryłam kołdrę i wyślizgnęłam się z łóżka. Poszłam do łazienki, umyłam się i ubrałam. Zeszłam na dół. Anita już nie spała. Raczej leżała i jęczała z bólu. Nic nie mówiąc, pokierowałam się do kuchni, wyciągając środki pomagające na takie dolegliwości. Podałam siostrze tabletki i wodę.
- Jak się czujesz ?
- Dobrze..Ale wezmę tylko wodę... - gdy to mówiła, była przyssana do butelki z wodą.
- Nie widać.
- Zaraz się poprawię. Daj mi chwilkę.
- No dobrze.
- A ty jak ?
- Dobrze.
- Pierd*ol, pierd*ol ja posłucham. - zawsze wiedziała, kiedy kłamię.
- Tak ? To dobrze.
- Dzisiaj mecz kadry ?
- Tak. Mam bilety, jeśli chcesz.
- Pewnie, że chcę. O matko, ale super. Nie mogę się doczekać. - już nie było widać jej kaca.
- No to pojedziemy.
Dzień zleciał nam szybko. Głównie opalałyśmy się nad basenem w ogrodzie. Wieczorem wybrałyśmy się na mecz naszej reprezentacji. Miałyśmy miejsca w obszarze V.I.P. Załatwił nam je trener. Te, i na kolejny mecz. Polska przegrała wynikiem 3:1. Wszyscy byli załamani. Jako jedne z ostatnich wyszłyśmy ze stadionu. Wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmy do domu.
~ Urlop zleciał ~
Dziś był dzień powrotu. Byłam szczęśliwa. Bardzo tęskniłam za nimi wszystkimi, a przede wszystkim za Mo. Będąc w Warszawie próbowałam zamknąć wszystkie sprawy. Tak samo te ciemne, jak i całą resztę. Chciałam być wolna od przeszłych zobowiązań.Nie zawsze byłam grzeczną dziewczynką. Nasz samolot podchodził do lądowania. W terminalu mieli czekać chłopcy. Zapięłam pas i zacisnęłam dłonie w pięści. Oparłam je na kolanach. Samolot wylądował. Po wszystkim wstałam, wzięłam moją torbę, która była oczywiście z Borussi i kierowałam się do wyjścia. Zaraz za mną szła Anita. Złapałam ją za rękę i pobiegłam do odprawy. Gdy wyszłam i zobaczyłam stojącą TRÓJKĘ, oszalałam. Rzuciłam torbę i wskoczyłam na Mo. Ręce zaplotłam wokół szyi, a nogi dookoła pasa. Nasze twarze były naprzeciwko siebie. Dotykaliśmy się czołem. Przycięłam swoje usta do jego. Pocałował mnie bardzo namiętnie.
- Kocham cię. Tęskniłem.
- Tęskniłam. Kocham cię nad życie.
Jeszcze raz przycięłam jego usta do swoich. Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Zeszłam z Moritza i przywitałam się z Marco i Mario. Goetze przytulił mnie mocno. Miałam uczucie, że nigdy nie puści. Pocałował mnie w czubek głowy, jak to zazwyczaj robił, a ja go w policzek. Anita spokojnie podeszła do Marco i pocałowała go. Moritz złapał za moją walizkę, a Mario za torbę. Poszliśmy w stronę samochodu. Wszyscy pojechaliśmy do nas do domu. Teraz miom zadaniem było upieczenie ciasta. Wszystko było już w domu. Szybko stanęłam przy kuchni i coś upiekłam.
- Skąd ty to wszystko umiesz ?
- Po mamie.
- To chciałbym spróbować jej wypieków i potraw. Poznamy ją kiedyś ?
- A chcecie ?
- Bardzo.
- Zaproszę ją w wolnej chwili.
- Fajnie. Jaka jest ?
- Taka jak ja.
- Fajna babka.
- A no fajna.
- Ma się zajebistą chrzestną. -powiedziała Anita.
- Dziewczyny, nigdy nic nie mówiłyście. Macie rodzeństwo?
- Tak. Ja mam młodszą siostrę, a Marta starszego brata. Więc wiecie. Nie zajdźcie jej za skórę, bo brat się wami zajmie do spółki ze mną.
- Uuu. Ile starszy ?
- 9 lat.
- Fajnie jest mieć starszego brata ?
- Pewnie. Zawsze mogłam go zawołać, gdy coś nie szło po mojej myśli.
- A widzisz. Mała szantażystka.
- A no trzeba.
- I to od urodzenia. -Anita zaczęła się śmiać.
Zbliżał się wieczór, a my siedzieliśmy w kuchni i rozmawialiśmy. Zapomniałam o problemach i wszystkich sprawach. Byłam szczęśliwa. Tęskniłam za naszymi spokojnymi rozmowami w gronie przyjaciół. Nie chciałam, by ten wieczór się kończył.
___________________________________________________
Coś ostatnio nie czytacie chyba.. 1, 2 komentarze.. No nic :) ja wstawiam :)
Będę pisać jeszcze przez jakiś czas. Jest to dla mnie niezłą odskocznią od rzeczywistości i zlanie wszystkich emocji i przejść które mnie trapią. Mam nadzieję że będziecie ze mną do końca. Jeśli chcecie bym już skończyła, powiedzcie. Obetnę w jednym miejscu i napiszę epilog ;)
Pozdrawiam wszystkich czytelników i zaglądaczy :)
Co do meczu.
Szału nie było. Mario jest bardzo podbity obecną jego sytuacją. Mówi że jest na siebie zły bo mógł pomóc drużynie. A tak nic nie zrobił za co bardzo przeprasza. To nie był poprostu jego dzień. Sebastian Kehl nasz El Kapitano na to że nie ma się czym przejmować. Dobrze grał a że nie udało mu się strzelić gola nic nie szkodzi. Nawet jednego obronił więc jest dobrze. Roman powiedział że wynik 0:0 jest dobrym wynikiem i nie mamy się czym martwić. Jest jeszcze rewanż gdzie muszą z siebie 190,9 % z siebie dać i będzie dobrze.
Co do spekulacji i krytyki na temat Kevina Grosskreuza się nie zgadzam. Chłopak dawał z siebie wszystko. Był wszędzie. Zawsze jak ktoś go potrzebował on tam był. Pokazał że Kubie można dać od czasu do czasu przerwę, bo on da sobie radę. Pokazał fajną formę. Nie dużo mu brakowało do bramki. Jestem dumna z niego i mam nadzieję że od tej pory będzie częściej grał. A zdrowie Kubusia będzie mniej obciążane.
Pozdrawiam :) https://twitter.com/madziulkaaheh
czwartek, 4 kwietnia 2013
wtorek, 2 kwietnia 2013
Rozdział 30
Wstałam bardzo rano. Nie mogłam spać. Znów myślałam o Mario. No, ale cóż. Nic nie szło zrobić. Ubrałam się i wyszłam z domu. Biegałam po parku blisko domu. Godzinę później byłam już z powrotem. Wykąpałam się i ubrałam. Napiłam się kawy i siadłam w salonie. Anita jeszcze spała. Była wczoraj bardzo zmęczona. Pojechałam na uczelnię. Miałam do odebrania jakieś papiery. Zrobiłam, co miałam zrobić i pojechałam do hotelu kadry. Byłam umówiona z Kubą. To była moja ważna sprawa. Mieliśmy załatwić parę rzeczy dla Kuby i ja robiłam za szofera. Najpierw pojechaliśmy do jego babci. Chciałam poczekać w samochodzie, ale uparł się bym weszła. Powiedział, że babcia mnie pokocha. Wysiadłam i podreptałam za nim.
- Cześć babciu ! - darł się Kuba już od wejścia.
- O Kubusiu. Cześć. Co ty tu robisz ?
- Przyjechałem na chwilę babciu. Przywiozła mnie przyjaciółka.- podałam rękę babci Kuby.
- Bardzo mi miło. Marta.
- Witaj Marta. Jaka znajoma buźka. Śliczna dziewczynka. Skąd się znacie ?
- Marta była studentką w Warszawie. Potem przyjechała do Dortmundu i zaczęła z nami pracować. A teraz ma wolne, więc przyjechała do domu.
- No tak. Właśnie tak.
- I musisz wozić Kubusia ?
- Tak. Ale bardzo chętnie to robię. Kocham jeździć samochodem.
- Tak jak ja. Dlatego to ja prowadzę z powrotem.
- Tylko nie zarysuj. To auto Poli. Dostała je ode mnie na urodziny.
- No dobrze. Chodźcie dzieciaczki.
Weszliśmy do przytulnej kuchni. Była staromodna, taka jaką pamiętałam z domu mojego dziadka. Zawsze chętnie tam jeździłyśmy razem z Anitą.
- Co u ciebie Kubuś ?
- Nic babciu. Wszystko dobrze. Agata zdrowa, Oliwka też. .
- Cieszę się.
- Przyjechałem sprawdzić co u ciebie.
- Nic. Spokojnie.
- Babciu, Aga się pytała czy masz te zdjęcia, które ostatnim razem oglądała.
- Pewnie, że mam.
- Mogę je wziąć? Chciała je przejrzeć. Zabierzesz je ze sobą Marta ? Nie chce ich ciągnąć do hotelu i w ogulę.
- Tak, tak. Nie ma problemu. Wezmę.
- Martuś. Masz taki znajomy głos. Jak bym cię już kiedyś widziała.- zaśmiałam się jedynie. Nie wiedziałam, o co im wszystkim chodziło. Odezwał się Kuba.
- Każdy nam to mówi. Zachowujemy się tak samo, mamy takie same znaki spostrzegawcze...
- Hm. Dziwne.
- O i to bardzo.
Posiedzieliśmy jeszcze chwile. Musieliśmy się zbierać. Kuba chciał kierować. Siadłam na fotelu pasażera, rozluźniłam się i słuchałam muzyki.
- Martuś, co się dzieję? Ostatnio jesteś taka rozkojarzona.
- A wiesz Kubuś. Dużo się dzieje. . .chciałabym wrócić do zwykłego, nudnego życia.
- Opowiedz mi wszystko. Chyba, że nie chcesz.
- Opowiem. Myślę, że jesteśmy przyjaciółmi.
- Jesteśmy. Na pewno.
- Więc dzieję się dużo. Gdy rozstałam się ostatnio z Mo.. ten czas spędziłam z Mario. Ale nie na przyjacielsko. Było coś więcej. W końcu powiedziałam mu, że kocham Mo. Raczej się to nie zmieni i nic na to nie poradzę. Gdy pogodziłam się z Leitnerem, byłam w siódmym niebie. Ale cały czas brakowało mi Mario. Tak samo jak byłam z nim, brakowało mi Mo.
- Dziwna sprawa. Opowiadaj dalej.
- Jak byliśmy ostatnio na imprezie, wiesz, wtedy co dzieci były u mamy Marco.
- Wiem kiedy.
- Nakryłam, a raczej zobaczyłam Mario w łazience z jakąś szmatą. Strasznie mnie to zabolało. Ale nie powinno. Bo przecież kocham Moritza. Jestem tego tak pewna, jak tego, że słońce jest gorące, ale ...
- Kochasz i Mario.
- Nie wiem. Przeprosił mnie, ale ja dalej mam ten obraz przed oczyma. Nie mogę się go pozbyć.
- Rozumiem cię. Czujesz się zdradzona i zraniona.
- No właśnie. Nie chce tego. Przecież nie można kochać dwóch osób na raz.
- Ale ty kochasz.
- No i jest problem.
- Mówiłaś o tym Moritzowi ?
- No coś ty. Kocham go !
- To dobrze. Wiedz, że zawsze cię wysłucham i doradzę kochana.
- Dziękuję Kubuniu.
Rozmawialiśmy, aż zajechaliśmy pod jedną bramę. Powiedziałam Błaszczykowskiemu, by został w samochodzie. Wyskoczyłam szybko. Musiałam coś załatwić. Wróciłam po 5 minutach. Jeździliśmy tak do 15. O 16 Kuba miał trening. Zostawiłam go pod hotelem, a sama pojechałam do domu. Anita oglądała telewizję.
- Siemka. Gdzie byłaś ?
- Hej. Jeździłam z Błaszczem. Miał parę spraw do załatwienia.
- Aha. Okej.
- Idę coś upiec. Mam ochotę na ciasto.
Zawsze, gdy byłam rozkojarzona i zestresowana gotowałam albo piekłam. Zrobiłam ciasteczka, babeczki i babkę. Chciałam ją wieczorem zawieźć do hotelu. Zadzwonił telefon.
- Halo !
- Możesz przyjechać ? - poznałam głos od razu.
- Tak.
- To dajesz. Tam gdzie wcześniej.
- Ok. Już jadę.
- Hej Anita. Ja muszę wyskoczyć. Jak chcesz to masz ciastka, babeczki i ciasto. Zaraz wrócę.
Wsiadłam do Mercedesa i pojechałam pod bramę.
* U Anity *
~Czas w Warszawie był cudowny. Rozerwałam się i odcięłam od nowego życia. Dzisiaj wieczorem chciałam iść na imprezę. Zastanawiałam się co się dzieję z Martą. Bardzo się zamartwiała z powodu Mario, tęskniła za Moritzem i ganiały ją rzeczy z Warszawy. Najlepiej byłoby jakby wróciła do swojego starego życia. Nie byłam pewna czy poradzi sobie ze wszystkimi problemami. Ale nie mogłam jej nakazać wrócić. Mogłam jedynie wspierać. Miałyśmy samolot dopiero za pół tygodnia. Nie byłam na nią zła, że zostawiła mnie w domu. Widziałam, że była zajęta. A że dom mi się bardzo podobał, chętnie w nim przebywałam. Z resztą nie byłam dzieckiem, daję sobie radę sama. Mogłam odwiedzić swoją grupę, z którą trenowałam dancehall. Super czasy i wspomnienia. A jeszcze upiekła mi takie dobroci.~
Myślałam jedząc ciastko. Zadzwonił do mnie Marco.
- Siemka kochanie.
- Hej.
- Co tam u was ?
- Stęskniłam się za Polską. A teraz siedzę w domciu.
- A gdzie Marta ?
- Ma parę spraw na mieście.
- Aha.
- No. A co tam u was ?
- Nic. Trening się właśnie skończył.
- A jak Mario? Bo Martę to dość mocno gryzie. Widać po niej.
- A no nijak. Nie wiem co z nimi będzie.
- Nie mam pojęcia. Marta ma wszystkiego dosyć. Jest zestresowana. Wszędzie biega. Strach jej dać samochód. Pędzi jak szalona.
- Biedna. Wierzę jej, że ma dosyć. Nie może się odciąć.
- Wiesz boję się o jej zdrowie. Jest z nią źle.
- Ah... Mam nadzieję, że da radę.
- Da. Jest z niej bardzo twarda baba. Z wszystkim daje radę. Z resztą ma nas.
- Więc będzie dobrze.
- Będzie. Dobra kończę, bo muszę zjeść jeszcze ciasteczka, babeczki i ciasto, które mi upiekła.
- Ooo. Zazdroszczę.
- Hehe. To wpadnijcie do nas.
- Chciałbym.
Rozmawialiśmy jeszcze. Po głowie mi chodziła Marta. Gdzie ona się tak śpieszyła ?
________________________________________________________
No i mamy już 30.. Planowałam max. 25 a tu już tyle. Mam nadzieję że nadal się podoba :)
Pozdrawiam wszystkich i jeśli macie jakieś uwagi to zapraszam na aska :) http://ask.fm/piszczek1897
Dziękuję wszystkim którzy komentują i tym którzy czytają mojego bloga " po cichu " :)
- Cześć babciu ! - darł się Kuba już od wejścia.
- O Kubusiu. Cześć. Co ty tu robisz ?
- Przyjechałem na chwilę babciu. Przywiozła mnie przyjaciółka.- podałam rękę babci Kuby.
- Bardzo mi miło. Marta.
- Witaj Marta. Jaka znajoma buźka. Śliczna dziewczynka. Skąd się znacie ?
- Marta była studentką w Warszawie. Potem przyjechała do Dortmundu i zaczęła z nami pracować. A teraz ma wolne, więc przyjechała do domu.
- No tak. Właśnie tak.
- I musisz wozić Kubusia ?
- Tak. Ale bardzo chętnie to robię. Kocham jeździć samochodem.
- Tak jak ja. Dlatego to ja prowadzę z powrotem.
- Tylko nie zarysuj. To auto Poli. Dostała je ode mnie na urodziny.
- No dobrze. Chodźcie dzieciaczki.
Weszliśmy do przytulnej kuchni. Była staromodna, taka jaką pamiętałam z domu mojego dziadka. Zawsze chętnie tam jeździłyśmy razem z Anitą.
- Co u ciebie Kubuś ?
- Nic babciu. Wszystko dobrze. Agata zdrowa, Oliwka też. .
- Cieszę się.
- Przyjechałem sprawdzić co u ciebie.
- Nic. Spokojnie.
- Babciu, Aga się pytała czy masz te zdjęcia, które ostatnim razem oglądała.
- Pewnie, że mam.
- Mogę je wziąć? Chciała je przejrzeć. Zabierzesz je ze sobą Marta ? Nie chce ich ciągnąć do hotelu i w ogulę.
- Tak, tak. Nie ma problemu. Wezmę.
- Martuś. Masz taki znajomy głos. Jak bym cię już kiedyś widziała.- zaśmiałam się jedynie. Nie wiedziałam, o co im wszystkim chodziło. Odezwał się Kuba.
- Każdy nam to mówi. Zachowujemy się tak samo, mamy takie same znaki spostrzegawcze...
- Hm. Dziwne.
- O i to bardzo.
Posiedzieliśmy jeszcze chwile. Musieliśmy się zbierać. Kuba chciał kierować. Siadłam na fotelu pasażera, rozluźniłam się i słuchałam muzyki.
- Martuś, co się dzieję? Ostatnio jesteś taka rozkojarzona.
- A wiesz Kubuś. Dużo się dzieje. . .chciałabym wrócić do zwykłego, nudnego życia.
- Opowiedz mi wszystko. Chyba, że nie chcesz.
- Opowiem. Myślę, że jesteśmy przyjaciółmi.
- Jesteśmy. Na pewno.
- Więc dzieję się dużo. Gdy rozstałam się ostatnio z Mo.. ten czas spędziłam z Mario. Ale nie na przyjacielsko. Było coś więcej. W końcu powiedziałam mu, że kocham Mo. Raczej się to nie zmieni i nic na to nie poradzę. Gdy pogodziłam się z Leitnerem, byłam w siódmym niebie. Ale cały czas brakowało mi Mario. Tak samo jak byłam z nim, brakowało mi Mo.
- Dziwna sprawa. Opowiadaj dalej.
- Jak byliśmy ostatnio na imprezie, wiesz, wtedy co dzieci były u mamy Marco.
- Wiem kiedy.
- Nakryłam, a raczej zobaczyłam Mario w łazience z jakąś szmatą. Strasznie mnie to zabolało. Ale nie powinno. Bo przecież kocham Moritza. Jestem tego tak pewna, jak tego, że słońce jest gorące, ale ...
- Kochasz i Mario.
- Nie wiem. Przeprosił mnie, ale ja dalej mam ten obraz przed oczyma. Nie mogę się go pozbyć.
- Rozumiem cię. Czujesz się zdradzona i zraniona.
- No właśnie. Nie chce tego. Przecież nie można kochać dwóch osób na raz.
- Ale ty kochasz.
- No i jest problem.
- Mówiłaś o tym Moritzowi ?
- No coś ty. Kocham go !
- To dobrze. Wiedz, że zawsze cię wysłucham i doradzę kochana.
- Dziękuję Kubuniu.
Rozmawialiśmy, aż zajechaliśmy pod jedną bramę. Powiedziałam Błaszczykowskiemu, by został w samochodzie. Wyskoczyłam szybko. Musiałam coś załatwić. Wróciłam po 5 minutach. Jeździliśmy tak do 15. O 16 Kuba miał trening. Zostawiłam go pod hotelem, a sama pojechałam do domu. Anita oglądała telewizję.
- Siemka. Gdzie byłaś ?
- Hej. Jeździłam z Błaszczem. Miał parę spraw do załatwienia.
- Aha. Okej.
- Idę coś upiec. Mam ochotę na ciasto.
Zawsze, gdy byłam rozkojarzona i zestresowana gotowałam albo piekłam. Zrobiłam ciasteczka, babeczki i babkę. Chciałam ją wieczorem zawieźć do hotelu. Zadzwonił telefon.
- Halo !
- Możesz przyjechać ? - poznałam głos od razu.
- Tak.
- To dajesz. Tam gdzie wcześniej.
- Ok. Już jadę.
- Hej Anita. Ja muszę wyskoczyć. Jak chcesz to masz ciastka, babeczki i ciasto. Zaraz wrócę.
Wsiadłam do Mercedesa i pojechałam pod bramę.
* U Anity *
~Czas w Warszawie był cudowny. Rozerwałam się i odcięłam od nowego życia. Dzisiaj wieczorem chciałam iść na imprezę. Zastanawiałam się co się dzieję z Martą. Bardzo się zamartwiała z powodu Mario, tęskniła za Moritzem i ganiały ją rzeczy z Warszawy. Najlepiej byłoby jakby wróciła do swojego starego życia. Nie byłam pewna czy poradzi sobie ze wszystkimi problemami. Ale nie mogłam jej nakazać wrócić. Mogłam jedynie wspierać. Miałyśmy samolot dopiero za pół tygodnia. Nie byłam na nią zła, że zostawiła mnie w domu. Widziałam, że była zajęta. A że dom mi się bardzo podobał, chętnie w nim przebywałam. Z resztą nie byłam dzieckiem, daję sobie radę sama. Mogłam odwiedzić swoją grupę, z którą trenowałam dancehall. Super czasy i wspomnienia. A jeszcze upiekła mi takie dobroci.~
Myślałam jedząc ciastko. Zadzwonił do mnie Marco.
- Siemka kochanie.
- Hej.
- Co tam u was ?
- Stęskniłam się za Polską. A teraz siedzę w domciu.
- A gdzie Marta ?
- Ma parę spraw na mieście.
- Aha.
- No. A co tam u was ?
- Nic. Trening się właśnie skończył.
- A jak Mario? Bo Martę to dość mocno gryzie. Widać po niej.
- A no nijak. Nie wiem co z nimi będzie.
- Nie mam pojęcia. Marta ma wszystkiego dosyć. Jest zestresowana. Wszędzie biega. Strach jej dać samochód. Pędzi jak szalona.
- Biedna. Wierzę jej, że ma dosyć. Nie może się odciąć.
- Wiesz boję się o jej zdrowie. Jest z nią źle.
- Ah... Mam nadzieję, że da radę.
- Da. Jest z niej bardzo twarda baba. Z wszystkim daje radę. Z resztą ma nas.
- Więc będzie dobrze.
- Będzie. Dobra kończę, bo muszę zjeść jeszcze ciasteczka, babeczki i ciasto, które mi upiekła.
- Ooo. Zazdroszczę.
- Hehe. To wpadnijcie do nas.
- Chciałbym.
Rozmawialiśmy jeszcze. Po głowie mi chodziła Marta. Gdzie ona się tak śpieszyła ?
________________________________________________________
No i mamy już 30.. Planowałam max. 25 a tu już tyle. Mam nadzieję że nadal się podoba :)
Pozdrawiam wszystkich i jeśli macie jakieś uwagi to zapraszam na aska :) http://ask.fm/piszczek1897
Dziękuję wszystkim którzy komentują i tym którzy czytają mojego bloga " po cichu " :)
niedziela, 31 marca 2013
Rozdział 29
Po treningu dostałyśmy zaproszenie na wspólną kolację w hotelu u piłkarzy. Byłam podekscytowana. Czułam się mały kibic, który w końcu miał okazję poznać swoją ukochaną kadrę. Pojechałyśmy naszym samochodem do hotelu. Chłopcy już czekali. Przy wejściu powitała nas cała reprezentacja.
- No nareszcie jesteście.
- Co się tak pieklisz Łukasz. Aż tak nas kochasz ?
- A co nie mogę ?
- Masz żonę. - powiedziałam wystawiając mu język.
- Którą bardzo kocham. Ale mam też przyjaciółki, którymi jesteście wy. I was też bardzo kocham ,ale inaczej. Tak rodzinnie.
- Dobra nie tłumacz się.-powiedziała Anita.
- Aha. No to rozumiemy wszystko. - przytuliłyśmy Łukasza. Lubiłam go od samego początku. Nigdy nie był niemiły, zawsze miał dobry humor, a poza tym był bardzo przyjacielski. Tak jak Kuba. Świetnie do siebie " pasowali ".
Po kolacji porozmawialiśmy jeszcze w większym gronie. Piłkarze chwalili się pociechami i żonami lub dziewczynami. Traktowali nas jak kumpli. Podobało mi się to. Czułam się jak w szkole. Zawsze chłopcy traktowali mnie, jak równego sobie kolegę. Nigdy mi to nie przeszkadzało. Po wszystkim pojechałyśmy do domu. Byłam tak nabuzowana, że nie mogłam usnąć. Napisałam SMS do Moritza :
" Śpisz kochanie ? Tęsknie strasznie :** Odliczam minuty aż znów się zobaczymy <3 "
Miałam ochotę napisać do Mario, ale nadal nie wiedziałam o co chodzi i dlaczego tak mnie bolał obraz, kochającego się Goetze z tą blondyną. Dlatego postanowiłam nie pisać. Na odpowiedź od Mo nie musiałam długo czekać.
" Nie śpię kochana.<3 Też bardzo tęsknię i odliczam sekundy Kocham cię:**. Chcesz porozmawiać ? "
Od razu wybrałam numer do chłopaka. Musiałam mu wszystko opowiedzieć.
- Cześć księżniczko. Czemu nie śpisz ?
- Hej misiu. Tyle się dzisiaj działo. Nie mogę zasnąć.
- Stało się coś złego ?
- Nie. Wręcz przeciwnie.
- Więc opowiadaj.
Opowiedziałam mojemu chłopakowi wszystko od początku do końca. Cieszył się ze mną. Opowiadał mi co się działo u niego. Słyszałam w jego głosie coś niepokojącego.
- Mo co się dzieję ?
- Nic.. Szkoda gadać...
- Mów.
- Dzwoniłem do Marco. Mario podobno coś źle się trzyma. . Nie wiem o co chodzi.
- Serio ? Też nie rozumiem. - o nie ja to dobrze wiedziałam. Nawet za dobrze. No, ale nie mogłam tego powiedzieć Moritzowi. Znów byśmy się pokłócili. Nie chciałam go ranić. Kocham go za bardzo.
- Nie mam pojęcia.. Mam nadzieję, że się ogarnie. W najbliższym czasie czeka go wiele ważnych meczy.
- Może się ogarnie.
- Byłoby dobrze. Jakie masz plany na jutro ?
- Hm. Chyba żadnych. Wyśpię się, poopalam, ugotuję obiad, może coś upiekę.
- Oo zjadłbym twojego ciasta. Już dawno nie robiłaś.
- A no dawno. Jak przyjedziesz upiekę ci dwa.
- Już się cieszę. Leć spać myszko. Jest już późno.
- No dobrze. No to dobranoc. Kocham cię najbardziej na świecie. Pamiętaj.
- Pamiętam. Ja ciebie też kochanie. I ty też o tym pamiętaj.
- Pamiętam. Papa.
- Dobranoc.
Rozłączyłam się i odłożyłam telefon. Po głowie chodziły mi słowa Mo. Dokładnie to, co mówił o Mario. Hm. Mogłam coś na to poradzić ? Nie mam pojęcia. Czułam zapach jego perfum. Jeszcze jakiś czas temu leżał tu. To on był mi wtedy najbliższy. Rozkoszując się tym zapachem usnęłam. Rano obudziłam się dopiero o 12. Anita już nie spała. Leżała na kanapie ubrana, umalowana i uczesana. Zaspana położyłam się koło niej. A raczej na niej.
- O matko. A ty co jeszcze śpisz ?
- Taak. Śpię.
- Ooo jak mi cię szkoda. Żartowałam. Ubieraj się jedziemy na miasto.
- Jeju tak wcześnie ?
- Jakie wcześnie ? Jest południe.
- No to wcześnie.
- Oj cicho. Musimy coś robić.
- No dobra. To ja idę się ubrać. Gadałaś z Marco ?
- Tak, a co ?
- Gadałam w nocy z Moritzem. Rozmawiał z Reusem i mówił, że z Mario coś się dzieję.
- Też mi to mówił. Ale Marta, nie martw się. Jeśli jest idiotą i nie umie zawalczyć, tylko woli piepszyć jakiegoś pustaka to ma pecha. Nie martw się. A teraz goń.
Poszłam na górę do mojej sypiali. Szybko wybrałam jakieś ubrania które wrzuciłam na siebie. Uczesałam niechlujny kok na czubku w głowy. Nie malowałam się tego dnia. Zeszłam na dół do Anity.
- Jemy na mieście czy mam coś ugotować ?
- Jak chcesz.
- To zjemy na mieście. Pokaże ci fajne miejcie. Jako studentka bywałam tam prawie codziennie.
- No to dobrze.
- To chodź.
Pojechałyśmy do centrum handlowego niedaleko mojej starej uczelni. Od razu pobiegłam do wielkiego sklepu sportowego. Pracował tam mój kolega. Zawsze siedziałam godzinami w sklepie, gdy on pracował. Miałam szczęście. Był tam.
- Marta ?
- Siema Kamil.
- Ale cię długo nie widziałem. Służy ci ten Dortmund. Wyglądasz świetnie.
- O jejku. Dziękuję. Bardzo mi miło.
- Co cię sprowadza ?
- Chciałam cię zobaczyć. Poza tym mam tydzień urlopu, więc przyjechałam do domu.
- Cieszę się. Chodź mała. - przytulił mnie.
- A to poznaj. Moja kuzynka. Anita.
- Hej. Anita jestem.
- Siema. Kamil.
- Okej kochani. My lecimy, a ty pracuj. Jak będę miała chwilę czasu, to może pójdziemy na jakąś kawę.
- Bardzo chętnie. Papa.
Poszłyśmy do małej chińskiej knajpki. Często tam jadałam. Jak zawsze wybrałam makaron. Gdy zjadłyśmy obiad, odwiedziłyśmy parę sklepów. Zadzwonił polski telefon.
- Halo !
- Hej dziewczyny.
- Co tam Kubuś ?
- Co robicie ?
- Nic. Latamy po galeri. Nuda jak zawsze. A wam się nudzi ?
- No szczerze mówiąc to tak. I to bardzo. Może wpadniecie do nas ?
- No ja nie wiem co na to trener.
- Ah. Nie gadaj. On cię lubi. Nie będzie miał nic przeciwko.
- No dobrze. Potrzebujecie czegoś ? Mogę wam przywieźć.
- Nie kochana. Mamy wszystko. Zjadłbym jedynie jakiegoś ciasta.
- O Kubusiu ja nie wiem czy to możliwe.
- Ja teeeż ! - wydarł się Łukasz.
- No proszę. - zawołał Kuba.
- No dobrze. Ale malutki kawałeczek. Coś wam przywiozę.
- Dzięki. Czekamy.
Poszłam do cukierni i kupiłam ciasto dla łasuchów. Pojechałyśmy do hotelu chłopaków. Ciasto schowałam w torebce Anity. Nie można im było podjadać. Ale rozumiałam Kubę. To też mieliśmy wspólne. Kochamy słodycze. W holu siedzieli Ludo, Robert i Wasyl.
- Hej chłopaki.
- O cześć dziewczyny. Co tam ?
- W sumie nic ciekawego. A tam ?
- A no też nic.
Przy windzie czekali Kuba i Łukasz. Podeszłam do nich.
- Masz ciacho ?
- Mam.
- Dużo ?
- Troszkę.
- Kochamy cię. Jesteś najlepsza. Daj.
- Poczekaj. Jak trener zobaczy, to mi się oberwie. Dostaniecie w pokoju.
Pojechaliśmy do pokoju Łukasza i Kuby. Wyjęłam ciasto. Od razu się na nie rzucili. Jak dzieci. Siedziałam na sofie. Nogi miałam założone na stolik.
- Kuba zobacz. Marta jest dokładnie jak ty. Wolna amerykanka. Nogi na stole. Jak ty ! - Łukasz mówił delektując się ciastem.
- Oj cicho. Ty Martuś, może jakimiś klonami jesteśmy.
- A kto nas wie. Mi to nie przeszkadza. Przynajmniej się przez to lepiej poznajemy.
- A no właśnie. Ale Anita jest zupełnie inna. Wcale nie podobna do was . Cicha, grzeczna.
- Oj tam, oj tam. - powiedziała.
- Jakaś aluzja ? Jestem niegrzeczna ?
- No coś ty ! Nie to miałem na myśli. Jesteś najukochańszą osobą jaką znam, zaraz po mojej żonie.
- No to dobrze. Cieszę się.
- A wy powinniście sobie zrobić test dna.
- Ło matko. To żeś wymyślił.
Jeszcze chwilę rozmawialiśmy o tym teście. Śmiałam się z pomysłów Anity i Łukasza. Było już późno. Piłkarze dawno powinni spać. Śmiejąc się, wyślizgnęłyśmy się z pokoju. Gdy dojechałyśmy do domu, dalej śmiałam się z ich pomysłów. Pobiegłam na górę, wzięłam prysznic i przebrałam się. Zaraz po tym, zadzwonił do mnie Leitner. Rozmawialiśmy dość długo. Jak już położyłam się do łóżka, od razu usnęłam. Jutro miałam do załatwienia bardzo ważną sprawę.
__________________________________________________________
Święta, święta i po świętach. Wiem że trochę rzadko dodaję i może być nudno ale jest mi troszkę trudno w tym świątecznym stresie. Przyjechałam sama do moich dziadków. Ale już w piątek wracam do domu, do rodziców i ukochanego pieska. <3
Pozdrawiam wszystkich czytelników.
Jesteście świetni <3
Co do meczu. Dużo fauli, no fair - play.. Co jeszcze dodać. Szkoda mi Schmelle ( Schmelzer'ka ) bo wyglądało to bardzo boleśnie. Dobrze że wszystko się w miarę ok skończyło i w środę najprawdopodobniej zagra <3 życzę mu dużo zdrówka i szybkiego powrotu du zdrowia. :)
- No nareszcie jesteście.
- Co się tak pieklisz Łukasz. Aż tak nas kochasz ?
- A co nie mogę ?
- Masz żonę. - powiedziałam wystawiając mu język.
- Którą bardzo kocham. Ale mam też przyjaciółki, którymi jesteście wy. I was też bardzo kocham ,ale inaczej. Tak rodzinnie.
- Dobra nie tłumacz się.-powiedziała Anita.
- Aha. No to rozumiemy wszystko. - przytuliłyśmy Łukasza. Lubiłam go od samego początku. Nigdy nie był niemiły, zawsze miał dobry humor, a poza tym był bardzo przyjacielski. Tak jak Kuba. Świetnie do siebie " pasowali ".
Po kolacji porozmawialiśmy jeszcze w większym gronie. Piłkarze chwalili się pociechami i żonami lub dziewczynami. Traktowali nas jak kumpli. Podobało mi się to. Czułam się jak w szkole. Zawsze chłopcy traktowali mnie, jak równego sobie kolegę. Nigdy mi to nie przeszkadzało. Po wszystkim pojechałyśmy do domu. Byłam tak nabuzowana, że nie mogłam usnąć. Napisałam SMS do Moritza :
" Śpisz kochanie ? Tęsknie strasznie :** Odliczam minuty aż znów się zobaczymy <3 "
Miałam ochotę napisać do Mario, ale nadal nie wiedziałam o co chodzi i dlaczego tak mnie bolał obraz, kochającego się Goetze z tą blondyną. Dlatego postanowiłam nie pisać. Na odpowiedź od Mo nie musiałam długo czekać.
" Nie śpię kochana.<3 Też bardzo tęsknię i odliczam sekundy Kocham cię:**. Chcesz porozmawiać ? "
Od razu wybrałam numer do chłopaka. Musiałam mu wszystko opowiedzieć.
- Cześć księżniczko. Czemu nie śpisz ?
- Hej misiu. Tyle się dzisiaj działo. Nie mogę zasnąć.
- Stało się coś złego ?
- Nie. Wręcz przeciwnie.
- Więc opowiadaj.
Opowiedziałam mojemu chłopakowi wszystko od początku do końca. Cieszył się ze mną. Opowiadał mi co się działo u niego. Słyszałam w jego głosie coś niepokojącego.
- Mo co się dzieję ?
- Nic.. Szkoda gadać...
- Mów.
- Dzwoniłem do Marco. Mario podobno coś źle się trzyma. . Nie wiem o co chodzi.
- Serio ? Też nie rozumiem. - o nie ja to dobrze wiedziałam. Nawet za dobrze. No, ale nie mogłam tego powiedzieć Moritzowi. Znów byśmy się pokłócili. Nie chciałam go ranić. Kocham go za bardzo.
- Nie mam pojęcia.. Mam nadzieję, że się ogarnie. W najbliższym czasie czeka go wiele ważnych meczy.
- Może się ogarnie.
- Byłoby dobrze. Jakie masz plany na jutro ?
- Hm. Chyba żadnych. Wyśpię się, poopalam, ugotuję obiad, może coś upiekę.
- Oo zjadłbym twojego ciasta. Już dawno nie robiłaś.
- A no dawno. Jak przyjedziesz upiekę ci dwa.
- Już się cieszę. Leć spać myszko. Jest już późno.
- No dobrze. No to dobranoc. Kocham cię najbardziej na świecie. Pamiętaj.
- Pamiętam. Ja ciebie też kochanie. I ty też o tym pamiętaj.
- Pamiętam. Papa.
- Dobranoc.
Rozłączyłam się i odłożyłam telefon. Po głowie chodziły mi słowa Mo. Dokładnie to, co mówił o Mario. Hm. Mogłam coś na to poradzić ? Nie mam pojęcia. Czułam zapach jego perfum. Jeszcze jakiś czas temu leżał tu. To on był mi wtedy najbliższy. Rozkoszując się tym zapachem usnęłam. Rano obudziłam się dopiero o 12. Anita już nie spała. Leżała na kanapie ubrana, umalowana i uczesana. Zaspana położyłam się koło niej. A raczej na niej.
- O matko. A ty co jeszcze śpisz ?
- Taak. Śpię.
- Ooo jak mi cię szkoda. Żartowałam. Ubieraj się jedziemy na miasto.
- Jeju tak wcześnie ?
- Jakie wcześnie ? Jest południe.
- No to wcześnie.
- Oj cicho. Musimy coś robić.
- No dobra. To ja idę się ubrać. Gadałaś z Marco ?
- Tak, a co ?
- Gadałam w nocy z Moritzem. Rozmawiał z Reusem i mówił, że z Mario coś się dzieję.
- Też mi to mówił. Ale Marta, nie martw się. Jeśli jest idiotą i nie umie zawalczyć, tylko woli piepszyć jakiegoś pustaka to ma pecha. Nie martw się. A teraz goń.
Poszłam na górę do mojej sypiali. Szybko wybrałam jakieś ubrania które wrzuciłam na siebie. Uczesałam niechlujny kok na czubku w głowy. Nie malowałam się tego dnia. Zeszłam na dół do Anity.
- Jemy na mieście czy mam coś ugotować ?
- Jak chcesz.
- To zjemy na mieście. Pokaże ci fajne miejcie. Jako studentka bywałam tam prawie codziennie.
- No to dobrze.
- To chodź.
Pojechałyśmy do centrum handlowego niedaleko mojej starej uczelni. Od razu pobiegłam do wielkiego sklepu sportowego. Pracował tam mój kolega. Zawsze siedziałam godzinami w sklepie, gdy on pracował. Miałam szczęście. Był tam.
- Marta ?
- Siema Kamil.
- Ale cię długo nie widziałem. Służy ci ten Dortmund. Wyglądasz świetnie.
- O jejku. Dziękuję. Bardzo mi miło.
- Co cię sprowadza ?
- Chciałam cię zobaczyć. Poza tym mam tydzień urlopu, więc przyjechałam do domu.
- Cieszę się. Chodź mała. - przytulił mnie.
- A to poznaj. Moja kuzynka. Anita.
- Hej. Anita jestem.
- Siema. Kamil.
- Okej kochani. My lecimy, a ty pracuj. Jak będę miała chwilę czasu, to może pójdziemy na jakąś kawę.
- Bardzo chętnie. Papa.
Poszłyśmy do małej chińskiej knajpki. Często tam jadałam. Jak zawsze wybrałam makaron. Gdy zjadłyśmy obiad, odwiedziłyśmy parę sklepów. Zadzwonił polski telefon.
- Halo !
- Hej dziewczyny.
- Co tam Kubuś ?
- Co robicie ?
- Nic. Latamy po galeri. Nuda jak zawsze. A wam się nudzi ?
- No szczerze mówiąc to tak. I to bardzo. Może wpadniecie do nas ?
- No ja nie wiem co na to trener.
- Ah. Nie gadaj. On cię lubi. Nie będzie miał nic przeciwko.
- No dobrze. Potrzebujecie czegoś ? Mogę wam przywieźć.
- Nie kochana. Mamy wszystko. Zjadłbym jedynie jakiegoś ciasta.
- O Kubusiu ja nie wiem czy to możliwe.
- Ja teeeż ! - wydarł się Łukasz.
- No proszę. - zawołał Kuba.
- No dobrze. Ale malutki kawałeczek. Coś wam przywiozę.
- Dzięki. Czekamy.
Poszłam do cukierni i kupiłam ciasto dla łasuchów. Pojechałyśmy do hotelu chłopaków. Ciasto schowałam w torebce Anity. Nie można im było podjadać. Ale rozumiałam Kubę. To też mieliśmy wspólne. Kochamy słodycze. W holu siedzieli Ludo, Robert i Wasyl.
- Hej chłopaki.
- O cześć dziewczyny. Co tam ?
- W sumie nic ciekawego. A tam ?
- A no też nic.
Przy windzie czekali Kuba i Łukasz. Podeszłam do nich.
- Masz ciacho ?
- Mam.
- Dużo ?
- Troszkę.
- Kochamy cię. Jesteś najlepsza. Daj.
- Poczekaj. Jak trener zobaczy, to mi się oberwie. Dostaniecie w pokoju.
Pojechaliśmy do pokoju Łukasza i Kuby. Wyjęłam ciasto. Od razu się na nie rzucili. Jak dzieci. Siedziałam na sofie. Nogi miałam założone na stolik.
- Kuba zobacz. Marta jest dokładnie jak ty. Wolna amerykanka. Nogi na stole. Jak ty ! - Łukasz mówił delektując się ciastem.
- Oj cicho. Ty Martuś, może jakimiś klonami jesteśmy.
- A kto nas wie. Mi to nie przeszkadza. Przynajmniej się przez to lepiej poznajemy.
- A no właśnie. Ale Anita jest zupełnie inna. Wcale nie podobna do was . Cicha, grzeczna.
- Oj tam, oj tam. - powiedziała.
- Jakaś aluzja ? Jestem niegrzeczna ?
- No coś ty ! Nie to miałem na myśli. Jesteś najukochańszą osobą jaką znam, zaraz po mojej żonie.
- No to dobrze. Cieszę się.
- A wy powinniście sobie zrobić test dna.
- Ło matko. To żeś wymyślił.
Jeszcze chwilę rozmawialiśmy o tym teście. Śmiałam się z pomysłów Anity i Łukasza. Było już późno. Piłkarze dawno powinni spać. Śmiejąc się, wyślizgnęłyśmy się z pokoju. Gdy dojechałyśmy do domu, dalej śmiałam się z ich pomysłów. Pobiegłam na górę, wzięłam prysznic i przebrałam się. Zaraz po tym, zadzwonił do mnie Leitner. Rozmawialiśmy dość długo. Jak już położyłam się do łóżka, od razu usnęłam. Jutro miałam do załatwienia bardzo ważną sprawę.
__________________________________________________________
Święta, święta i po świętach. Wiem że trochę rzadko dodaję i może być nudno ale jest mi troszkę trudno w tym świątecznym stresie. Przyjechałam sama do moich dziadków. Ale już w piątek wracam do domu, do rodziców i ukochanego pieska. <3
Pozdrawiam wszystkich czytelników.
Jesteście świetni <3
Co do meczu. Dużo fauli, no fair - play.. Co jeszcze dodać. Szkoda mi Schmelle ( Schmelzer'ka ) bo wyglądało to bardzo boleśnie. Dobrze że wszystko się w miarę ok skończyło i w środę najprawdopodobniej zagra <3 życzę mu dużo zdrówka i szybkiego powrotu du zdrowia. :)
piątek, 29 marca 2013
Rozdział 28
Gdy skończyliśmy oglądać film, udaliśmy się na górę.
Obudził mnie budzik, nastawiony na 7. Moritz miał już niedługo samolot. Obudziłam go i zeszłam na dół.
- Zatęsknię się na śmierć Mo.
- Ja też będę tęsknił. Nie wiem jak wytrzymam.
- Nienawidzę rozłąki. Zawsze się dzieje coś złego.
- Co ty opowiadasz mała. Nic się nie stanie. Za tydzień wrócimy do domu i wszystko będzie po staremu.
- Mam nadzieję.- podszedł do mnie, przytulił mnie i pocałował.
- Wszystko będzie jak zawsze. A nawet lepiej.
Zjadł śniadanie i pojechaliśmy na lotnisko.
- Za tydzień wracam. Będę tęsknił.
- Ja też Mo. Dzwoń do mnie zawsze, jak będziesz miał chwilę czasu.
- Obiecuję, że zadzwonię.
- Zaraz jak dojedziesz do hotelu zadzwoń.
- Dobrze kochana. Nie martw się.
- Dobrze. Leć, bo się spóźnisz.
- Dobrze. Pa kochanie. - pociągnęłam go za rękę do siebie i pocałowałam namiętnie. Puściłam go i pobiegł na samolot.
Pojechałam do Anity. Moje rzeczy miałam już w samochodzie. Marco też już nie było.
- Pojechali ?
- Tak. Przed chwilą.
- Ok. Mario tu był. . .
- Skąd wiesz ?
- Domyśliłam się. Pachnie jego perfumami.
- Tak, był tu. Pojechali razem. Minęliście się.
- To dobrze. Spakowana ?
- Tak.- powiedziała Anita bardzo zadowolona.- A ty ?
- Tak. Od wczoraj. Mo mi pomógł.
- Oo. Słodko.
- Wiesz jak tęsknie ? Nie ma go od pół godziny, a..
- ..ale masz mnie. Po prostu bardzo go kochasz. I tęsknisz. Ale zleci nie wiadomo kiedy.
- Mam nadzieję. Nie mogę się doczekać jego powrotu.
- Ja też tęsknie bardzo za Marco, ale potrzebuje oderwać się, przemyśleć parę spraw. Ale chyba jestem starsza i to rozumiem.
- Jakaś aluzja do mojego wieku ? - zaśmiałam się. Byłam najmłodsza z nas wszystkich.
- Nie no coś ty. - nabijała się ze mnie.- Jak mogłabym się śmiać z mojej staruszki.
- Aha. Zapamiętam to.
- No dobrze, dobrze.
- Zbieramy się ? Przejdziemy odprawę, a potem na jakąś kawę ? Nie wypiłam dzisiaj jeszcze ani jednej...
- Pewnie. Już dzwonię po taksówkę. Chyba, że chcesz zostawić samochód na holiday parking ?
- Nie, nie chce... Bała bym się.
- No to dobrze. To dzwonię.
Taxówka przyjechała szybko. Zapakowałyśmy nasze walizki i pojechałyśmy. W drodze zadzwonił Moritz. Właśnie doleciał.
Nasz lot nie trwał długo. Pojechałyśmy do mojego domu. Anita już tu bywała.
- Lubię ten dom wiesz ?
- Wiem.
- Dokładnie mój gust. Mogłabym tu mieszkać. Co robimy ?
- Hehe. Poczekaj. Zadzwonię do Kuby.
Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do przyjaciela.
- Cześć Kubuś.
- Hej Marta. Co tam ?
- A nic. Chciałam zapytać, o której macie trening. Właśnie przyleciałam do Warszawy.
- O 17. Wiesz gdzie ?
- Tak. Stadion Polonii. Wiem, wiem.
- No to dobrze. Cieszę się, że nas odwiedzisz. Jak tatuaż ?
- A wiesz, że całkiem o nim zapomniałam. Wszystko świetnie.
- No to fajnie. Chłopaki się ucieszą, że cię zobaczą. Poznasz resztę.
- Oo serio ? Super. Wezmę Anitę.
- Też jest ?
- Tak.
- Ok. Przyjdźcie na pewno !
- Dobrze, dobrze Kubuniu.
Rozłączyłam się.
- Idziemy na trening.
- My ostatnio tylko na treningi chodzimy.
- No tak. Ale ten jest wyjątkowy. - uśmiechnęłam się szeroko. Nie mogłam się doczekać.
- Jak tam dojedziemy ?
- Pola zostawiła 2 samochody.
- Wie, że tu jesteśmy ?
- Wie.
- I pozwoliła brać samochody ?
- Tak. Kluczyki zostawiła nam tu.
Była już 16, a że w Warszawie nie można ominąć korków, wyjechałyśmy od razu. Wybrałyśmy Mercedesa .
Punktualnie o 17 byłyśmy pod stadionem. Wjechałam na parking dla piłkarzy. Przy bramie już wiedzieli kim jestem. Kuba musiał ich poinformować. Udałyśmy się w stronę wejścia. Zatrzymał nas trener Fornalik. Poznałam go kiedyś na studiach.
- Dzień dobry. Ja panią skądś znam.
- Marta Gałkowska. Poznaliśmy się kiedyś na wykładzie. Jestem dyrektorem Borussi Dortmund.
- A no tak. Marta. Utknęłaś mi wtedy w głowie. Zaimponowałaś mi.
- Bardzo mi miło. A to moja kuzynka. Anita Olszewska. Lekarz Borussi Dortmund.
- Bardzo mi miło panią poznać. Przyjechałyście podziwiać nasz trening ?
- Tak. Chcę sprawdzić czy nasze trio jest gotowe.
- Bardzo dobrze. Mogła byś też porozmawiać z resztą ?
- Tak. Z miłą chęcią.
- No to dobrze dziewczyny. Chodźcie. Wasze trio już jest na murawie.
Weszliśmy na boisko. Chłopaki do nas podbiegli. Rzuciłam się im na szyję.
- Cześć mała. Aż tak się stęskniłaś ?
- Tak. Gotowi panowie ?
- Jak zawsze.
- No to dobrze. Żebym nie musiała być zła.
- Nie będziesz musiała.
- No to dobrze. A co tam poza tym u was ?
- Wszystko spokojnie.
- Idźcie biegać. My pooglądamy.
- Nie tak szybko. Musicie poznać drużynę.- zaczęłam "zacieszać". Zawsze o tym marzyłam. Kuba zawołał wszystkich do nas. Przedstawił nam wszystkich. Byli cudowni. Wasyl od razu nas potraktował, jak członków drużyny. Żartował i śmiał się z nami. Było świetnie.
- To wy trenujcie, a my poczekamy.
- Dobra. Tylko nie ruszajcie się stąd. Jeszcze porozmawiamy.
Było świetnie. Nie mogłam się doczekać końca, by znów móc słuchać ich opowieści.
____________________________________________________
Wiem że nudzi wam się jak na razie za co przepraszam ale chce byście poznali trochę inne życie Marty. Będzie się działo :) Mam już napisanych parę kolejnych więc obiecuję że będzie akcja :) Pozdrawiam stałych czytelników i dziękuję bardzo że mnie wspieracie przez komentarze. Jesteście świetni i uwielbiam was :) Jeśli chcecie jakieś zdjęcia. Czyli nie wiecie jak macie sobie coś wyobrazić lub nie wiecie jak ja to widzę to piszcie :) Pozdrawiam <3
P.S. Za parę rozdziałów zrobię sondę lub będziecie pisać w komentarzach " z kim ma być Marta ". Chce zobaczyć co wy o tym wszystkim co się dzieję myślicie. :)
Jeśli macie jakieś pytania lub tym podobne : http://ask.fm/piszczek1897
Obudził mnie budzik, nastawiony na 7. Moritz miał już niedługo samolot. Obudziłam go i zeszłam na dół.
- Zatęsknię się na śmierć Mo.
- Ja też będę tęsknił. Nie wiem jak wytrzymam.
- Nienawidzę rozłąki. Zawsze się dzieje coś złego.
- Co ty opowiadasz mała. Nic się nie stanie. Za tydzień wrócimy do domu i wszystko będzie po staremu.
- Mam nadzieję.- podszedł do mnie, przytulił mnie i pocałował.
- Wszystko będzie jak zawsze. A nawet lepiej.
Zjadł śniadanie i pojechaliśmy na lotnisko.
- Za tydzień wracam. Będę tęsknił.
- Ja też Mo. Dzwoń do mnie zawsze, jak będziesz miał chwilę czasu.
- Obiecuję, że zadzwonię.
- Zaraz jak dojedziesz do hotelu zadzwoń.
- Dobrze kochana. Nie martw się.
- Dobrze. Leć, bo się spóźnisz.
- Dobrze. Pa kochanie. - pociągnęłam go za rękę do siebie i pocałowałam namiętnie. Puściłam go i pobiegł na samolot.
Pojechałam do Anity. Moje rzeczy miałam już w samochodzie. Marco też już nie było.
- Pojechali ?
- Tak. Przed chwilą.
- Ok. Mario tu był. . .
- Skąd wiesz ?
- Domyśliłam się. Pachnie jego perfumami.
- Tak, był tu. Pojechali razem. Minęliście się.
- To dobrze. Spakowana ?
- Tak.- powiedziała Anita bardzo zadowolona.- A ty ?
- Tak. Od wczoraj. Mo mi pomógł.
- Oo. Słodko.
- Wiesz jak tęsknie ? Nie ma go od pół godziny, a..
- ..ale masz mnie. Po prostu bardzo go kochasz. I tęsknisz. Ale zleci nie wiadomo kiedy.
- Mam nadzieję. Nie mogę się doczekać jego powrotu.
- Ja też tęsknie bardzo za Marco, ale potrzebuje oderwać się, przemyśleć parę spraw. Ale chyba jestem starsza i to rozumiem.
- Jakaś aluzja do mojego wieku ? - zaśmiałam się. Byłam najmłodsza z nas wszystkich.
- Nie no coś ty. - nabijała się ze mnie.- Jak mogłabym się śmiać z mojej staruszki.
- Aha. Zapamiętam to.
- No dobrze, dobrze.
- Zbieramy się ? Przejdziemy odprawę, a potem na jakąś kawę ? Nie wypiłam dzisiaj jeszcze ani jednej...
- Pewnie. Już dzwonię po taksówkę. Chyba, że chcesz zostawić samochód na holiday parking ?
- Nie, nie chce... Bała bym się.
- No to dobrze. To dzwonię.
Taxówka przyjechała szybko. Zapakowałyśmy nasze walizki i pojechałyśmy. W drodze zadzwonił Moritz. Właśnie doleciał.
Nasz lot nie trwał długo. Pojechałyśmy do mojego domu. Anita już tu bywała.
- Lubię ten dom wiesz ?
- Wiem.
- Dokładnie mój gust. Mogłabym tu mieszkać. Co robimy ?
- Hehe. Poczekaj. Zadzwonię do Kuby.
Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do przyjaciela.
- Cześć Kubuś.
- Hej Marta. Co tam ?
- A nic. Chciałam zapytać, o której macie trening. Właśnie przyleciałam do Warszawy.
- O 17. Wiesz gdzie ?
- Tak. Stadion Polonii. Wiem, wiem.
- No to dobrze. Cieszę się, że nas odwiedzisz. Jak tatuaż ?
- A wiesz, że całkiem o nim zapomniałam. Wszystko świetnie.
- No to fajnie. Chłopaki się ucieszą, że cię zobaczą. Poznasz resztę.
- Oo serio ? Super. Wezmę Anitę.
- Też jest ?
- Tak.
- Ok. Przyjdźcie na pewno !
- Dobrze, dobrze Kubuniu.
Rozłączyłam się.
- Idziemy na trening.
- My ostatnio tylko na treningi chodzimy.
- No tak. Ale ten jest wyjątkowy. - uśmiechnęłam się szeroko. Nie mogłam się doczekać.
- Jak tam dojedziemy ?
- Pola zostawiła 2 samochody.
- Wie, że tu jesteśmy ?
- Wie.
- I pozwoliła brać samochody ?
- Tak. Kluczyki zostawiła nam tu.
Była już 16, a że w Warszawie nie można ominąć korków, wyjechałyśmy od razu. Wybrałyśmy Mercedesa .
Punktualnie o 17 byłyśmy pod stadionem. Wjechałam na parking dla piłkarzy. Przy bramie już wiedzieli kim jestem. Kuba musiał ich poinformować. Udałyśmy się w stronę wejścia. Zatrzymał nas trener Fornalik. Poznałam go kiedyś na studiach.
- Dzień dobry. Ja panią skądś znam.
- Marta Gałkowska. Poznaliśmy się kiedyś na wykładzie. Jestem dyrektorem Borussi Dortmund.
- A no tak. Marta. Utknęłaś mi wtedy w głowie. Zaimponowałaś mi.
- Bardzo mi miło. A to moja kuzynka. Anita Olszewska. Lekarz Borussi Dortmund.
- Bardzo mi miło panią poznać. Przyjechałyście podziwiać nasz trening ?
- Tak. Chcę sprawdzić czy nasze trio jest gotowe.
- Bardzo dobrze. Mogła byś też porozmawiać z resztą ?
- Tak. Z miłą chęcią.
- No to dobrze dziewczyny. Chodźcie. Wasze trio już jest na murawie.
Weszliśmy na boisko. Chłopaki do nas podbiegli. Rzuciłam się im na szyję.
- Cześć mała. Aż tak się stęskniłaś ?
- Tak. Gotowi panowie ?
- Jak zawsze.
- No to dobrze. Żebym nie musiała być zła.
- Nie będziesz musiała.
- No to dobrze. A co tam poza tym u was ?
- Wszystko spokojnie.
- Idźcie biegać. My pooglądamy.
- Nie tak szybko. Musicie poznać drużynę.- zaczęłam "zacieszać". Zawsze o tym marzyłam. Kuba zawołał wszystkich do nas. Przedstawił nam wszystkich. Byli cudowni. Wasyl od razu nas potraktował, jak członków drużyny. Żartował i śmiał się z nami. Było świetnie.
- To wy trenujcie, a my poczekamy.
- Dobra. Tylko nie ruszajcie się stąd. Jeszcze porozmawiamy.
Było świetnie. Nie mogłam się doczekać końca, by znów móc słuchać ich opowieści.
____________________________________________________
Wiem że nudzi wam się jak na razie za co przepraszam ale chce byście poznali trochę inne życie Marty. Będzie się działo :) Mam już napisanych parę kolejnych więc obiecuję że będzie akcja :) Pozdrawiam stałych czytelników i dziękuję bardzo że mnie wspieracie przez komentarze. Jesteście świetni i uwielbiam was :) Jeśli chcecie jakieś zdjęcia. Czyli nie wiecie jak macie sobie coś wyobrazić lub nie wiecie jak ja to widzę to piszcie :) Pozdrawiam <3
P.S. Za parę rozdziałów zrobię sondę lub będziecie pisać w komentarzach " z kim ma być Marta ". Chce zobaczyć co wy o tym wszystkim co się dzieję myślicie. :)
Jeśli macie jakieś pytania lub tym podobne : http://ask.fm/piszczek1897
czwartek, 28 marca 2013
Rozdział 27
Anita weszła bez pukania do gabinetu. Siedziałam na małej sofce, postawionej przy ścianie.
- Cześć siostra. Jak się czujesz ?
- Hej Niutka. Nie wiem.. Dobrze chyba..
- Hej, co się dzieje ?
- Nic... Marco jutro wyjeżdża, pomyślałam, że mogłybyśmy pojechać do Warszawy... Muszę się rozerwać. Nie wiem co mam robić.
- Prosze nie przypominaj mi. Ale w sumie czemu nie. Też chciałam ci to zaproponować. Dużo się dzieje ostatnio. A dlaczego Warszawa ? Możemy też pojechać do Lublina. Nie musisz jechać do babci. Możemy pojechać do moich rodziców.
- Nie.. Warszawa bo... Będzie tam kadra..
- Rozumiem. Więc Warszawa.
- Dom będziemy miały dla siebie. Pola pojechała do Lublina. Nie będzie jej jakiś czas. Więc. .
- Pewnie. Jedziemy czy lecimy ?
- Teoretycznie możemy też polecieć. Pola zostawiła dwa samochody w domu...
- Więc lećmy. Będziemy szybciej.
- Dobrze. - podeszłam do biurka po laptopa. - jutro o 13 ?
- Pewnie.
- Więc trzeba się potem spakować.. Nic tam nie zostawiłam.
- A jak tam sprawa z Mario ?
- Przyszedł tu wczoraj. Przeprosił mnie. Ale nie jest mi nic winny. Jest dorosły. Może robić co chce.
- Aj grzybie. Nie możesz kochać dwóch, a nie powiesz że tak nie jest.
- Ah szkoda gadać. Nie mogę się doczekać Warszawy. Poszaleję jak kiedyś.
- Przyda ci się.
Zeszłyśmy na dół. Od dzisiaj miałam trenować. Przebrałam się i poszłam do trenera.
- Witaj Marta.
- Dzień dobry Juergen.
- Zaczynamy z treningami ?
- Tak.
- Więc goń do chłopaków. Dzisiaj nie będą robić nic ciężkiego. Na razie 10 kółeczek proszę.
Zaczęłam robić swoje okrążenia. Chłopcy siedzieli na środku boiska i podziwiali mój bieg.
- A wy co tak patrzycie ?
- A nic, folia ci spod bluzki wystaje.- miałam mocno wyciętą koszulkę.
- To mój tatuaż. - powiedziałam dumnie do Roberta.
- Masz tatuaż ?
- Taaak.
- Pokaż !
- Czekaj. Zrobię swoje kółeczka to ci pokaże.
- No dobrze.
Biegałam tak jeszcze chwilę. Gdy skończyłam mieliśmy zacząć się rozciągać.
- No weź. Pokaż !
- Spokojnie Robert ! Nie ucieknie.
- No weź. Ciekawy jestem.
- No masz. - podciągnęłam bluzkę.
- Woow Marta. Szacun. Bardzo fajny.
- A no dziękuję. Też mi się podoba.
Tego dnia musiałam swój tatuaż pokazać jeszcze parę razy. Gdy trening się skończył, poszłam na masaż do Anity. Byłam tak zmęczona, że usnęłam. Obudziła mnie klapsem w tyłek po wszystkim. Ubrałam się i pojechaliśmy do Moritza. Musiał się spakować na jutro. Śmialiśmy się, gdy znalazłam w jego szafie parę starych rzeczy. Przymierzałam je i robiliśmy zdjęcia.
- Chyba muszę cię zabrać ze sobą.
- Nie możesz. A dlaczego byś chciał ?
- Zanudzę się bez ciebie. O tęsknocie nie wspomnę.
- Wytrzymasz. Będziemy dzwonić do siebie.
- No to na pewno. Ale to tylko tydzień. Zleci nie wiadomo kiedy. Rozmawiałaś z Anitą ?
- Tak. Była dzisiaj rano u mnie.
- I jak ?
- Cieszyła się z wyjazdu... Lecimy jutro o 13. Ale miałam przeczucie, że coś się dzieje. Ale nie mam pojęcia co. .
- Może ci się zdawało ? Masz ostatnio dużo stresów. . .
- Nie. Nie wydaję mi się.. Mam nadzieję, że się dowiem.
- Ciekawe co jest. Może coś między nimi ?
- Nie. Patrzą na siebie jak na cuda. Na pewno nie. To coś innego. Okaże się.
- A no okaże. Miejmy nadzieję że nic poważnego.
- Miejmy.
Porozmawialiśmy jeszcze trochę. Gdy Moritz skończył się pakować, pojechaliśmy do mnie. Zaparkowałam jego samochód do olbrzymiego garażu. Miał tam czekać na jego powrót.
- Chodź ci coś pokaże.
- Co ?
- Prezent Anity na urodziny.
- Już jest ?
- Tak. Wczoraj przyjechał.
- No ciekawy jestem, czy był wart tych pieniędzy.
- Wierz mi ! Był !
Podciągnęłam plandekę.
- O matko. Serio. Jest warty każdego grosza.
- Też tak uważam. Mam nadzieję, że będzie jej się podobał.
- Będzie.
Weszliśmy do domu. Teraz była moja kolej pakowania się. Wzięłam kupę rzeczy. Mo cały czas śmiał się, że mam tyle ubrań. Ale jak kobieta może mieć mało ? Nie da się. Zaniósł walizkę do mojego samochodu. Siadłam przed telewizorem, włączyłam YUMA'E i zaczęłam oglądać. Gdy Mo wrócił siadł obok i oglądał ze mną. Byłam strasznie padnięta. Fizycznie i psychicznie.
* U Anity *
Siedziałam na schodach, czekając na Marco.
- Piękna.
- Jedziesz jutro.- powiedziałam wstając i kierując się w stronę samochodu.
- Tydzień. Szybko zleci. Potem twoje urodziny.
- Nie przypominaj, robię się starsza.
- Moja starowinka.
- Ale ja cię nie puszczę tak po prostu.
- Co masz na myśli?-spytał Marco.
- 1 to ja prowadzę, a 2...-pocałowałam go namiętnie.
- Podoba mi się twój pomysł.
Wracając, znowu przekroczyłam dość dużo dozwoloną prędkość. Jestem postrzegana przez wszystkich jako ta grzeczna, miła i sumienna. To prawda. Zawsze śmieszyło mnie to, że byłam osobą, która gwarantowała bezpieczeństwo, ale i dobrą zabawę na imprezach. Ile to razy moje imię gwarantowało zgodę na jakiś wypad. Ale lubię oderwać się od tej etykietki. Być odpowiedzialna tylko za siebie, a nie za wszystkich dookoła. Prędkość. Tu wszystko zależało ode mnie i maszyny.
Dojechaliśmy do domu. Od razu zostałam złapana, przerzucona przez ramię i zaniesiona do ogrodu.
- Tutaj?-spytałam.
- A czemu nie. Musimy korzystać z lata...
No i musiałam się rano pakować...
___________________________________________________
Mam nadzieję że wybaczycie mi tą nudę ale już niedługo będzie akcja :) Pozdrawiam <3
- Cześć siostra. Jak się czujesz ?
- Hej Niutka. Nie wiem.. Dobrze chyba..
- Hej, co się dzieje ?
- Nic... Marco jutro wyjeżdża, pomyślałam, że mogłybyśmy pojechać do Warszawy... Muszę się rozerwać. Nie wiem co mam robić.
- Prosze nie przypominaj mi. Ale w sumie czemu nie. Też chciałam ci to zaproponować. Dużo się dzieje ostatnio. A dlaczego Warszawa ? Możemy też pojechać do Lublina. Nie musisz jechać do babci. Możemy pojechać do moich rodziców.
- Nie.. Warszawa bo... Będzie tam kadra..
- Rozumiem. Więc Warszawa.
- Dom będziemy miały dla siebie. Pola pojechała do Lublina. Nie będzie jej jakiś czas. Więc. .
- Pewnie. Jedziemy czy lecimy ?
- Teoretycznie możemy też polecieć. Pola zostawiła dwa samochody w domu...
- Więc lećmy. Będziemy szybciej.
- Dobrze. - podeszłam do biurka po laptopa. - jutro o 13 ?
- Pewnie.
- Więc trzeba się potem spakować.. Nic tam nie zostawiłam.
- A jak tam sprawa z Mario ?
- Przyszedł tu wczoraj. Przeprosił mnie. Ale nie jest mi nic winny. Jest dorosły. Może robić co chce.
- Aj grzybie. Nie możesz kochać dwóch, a nie powiesz że tak nie jest.
- Ah szkoda gadać. Nie mogę się doczekać Warszawy. Poszaleję jak kiedyś.
- Przyda ci się.
Zeszłyśmy na dół. Od dzisiaj miałam trenować. Przebrałam się i poszłam do trenera.
- Witaj Marta.
- Dzień dobry Juergen.
- Zaczynamy z treningami ?
- Tak.
- Więc goń do chłopaków. Dzisiaj nie będą robić nic ciężkiego. Na razie 10 kółeczek proszę.
Zaczęłam robić swoje okrążenia. Chłopcy siedzieli na środku boiska i podziwiali mój bieg.
- A wy co tak patrzycie ?
- A nic, folia ci spod bluzki wystaje.- miałam mocno wyciętą koszulkę.
- To mój tatuaż. - powiedziałam dumnie do Roberta.
- Masz tatuaż ?
- Taaak.
- Pokaż !
- Czekaj. Zrobię swoje kółeczka to ci pokaże.
- No dobrze.
Biegałam tak jeszcze chwilę. Gdy skończyłam mieliśmy zacząć się rozciągać.
- No weź. Pokaż !
- Spokojnie Robert ! Nie ucieknie.
- No weź. Ciekawy jestem.
- No masz. - podciągnęłam bluzkę.
- Woow Marta. Szacun. Bardzo fajny.
- A no dziękuję. Też mi się podoba.
Tego dnia musiałam swój tatuaż pokazać jeszcze parę razy. Gdy trening się skończył, poszłam na masaż do Anity. Byłam tak zmęczona, że usnęłam. Obudziła mnie klapsem w tyłek po wszystkim. Ubrałam się i pojechaliśmy do Moritza. Musiał się spakować na jutro. Śmialiśmy się, gdy znalazłam w jego szafie parę starych rzeczy. Przymierzałam je i robiliśmy zdjęcia.
- Chyba muszę cię zabrać ze sobą.
- Nie możesz. A dlaczego byś chciał ?
- Zanudzę się bez ciebie. O tęsknocie nie wspomnę.
- Wytrzymasz. Będziemy dzwonić do siebie.
- No to na pewno. Ale to tylko tydzień. Zleci nie wiadomo kiedy. Rozmawiałaś z Anitą ?
- Tak. Była dzisiaj rano u mnie.
- I jak ?
- Cieszyła się z wyjazdu... Lecimy jutro o 13. Ale miałam przeczucie, że coś się dzieje. Ale nie mam pojęcia co. .
- Może ci się zdawało ? Masz ostatnio dużo stresów. . .
- Nie. Nie wydaję mi się.. Mam nadzieję, że się dowiem.
- Ciekawe co jest. Może coś między nimi ?
- Nie. Patrzą na siebie jak na cuda. Na pewno nie. To coś innego. Okaże się.
- A no okaże. Miejmy nadzieję że nic poważnego.
- Miejmy.
Porozmawialiśmy jeszcze trochę. Gdy Moritz skończył się pakować, pojechaliśmy do mnie. Zaparkowałam jego samochód do olbrzymiego garażu. Miał tam czekać na jego powrót.
- Chodź ci coś pokaże.
- Co ?
- Prezent Anity na urodziny.
- Już jest ?
- Tak. Wczoraj przyjechał.
- No ciekawy jestem, czy był wart tych pieniędzy.
- Wierz mi ! Był !
Podciągnęłam plandekę.
- O matko. Serio. Jest warty każdego grosza.
- Też tak uważam. Mam nadzieję, że będzie jej się podobał.
- Będzie.
Weszliśmy do domu. Teraz była moja kolej pakowania się. Wzięłam kupę rzeczy. Mo cały czas śmiał się, że mam tyle ubrań. Ale jak kobieta może mieć mało ? Nie da się. Zaniósł walizkę do mojego samochodu. Siadłam przed telewizorem, włączyłam YUMA'E i zaczęłam oglądać. Gdy Mo wrócił siadł obok i oglądał ze mną. Byłam strasznie padnięta. Fizycznie i psychicznie.
* U Anity *
Siedziałam na schodach, czekając na Marco.
- Piękna.
- Jedziesz jutro.- powiedziałam wstając i kierując się w stronę samochodu.
- Tydzień. Szybko zleci. Potem twoje urodziny.
- Nie przypominaj, robię się starsza.
- Moja starowinka.
- Ale ja cię nie puszczę tak po prostu.
- Co masz na myśli?-spytał Marco.
- 1 to ja prowadzę, a 2...-pocałowałam go namiętnie.
- Podoba mi się twój pomysł.
Wracając, znowu przekroczyłam dość dużo dozwoloną prędkość. Jestem postrzegana przez wszystkich jako ta grzeczna, miła i sumienna. To prawda. Zawsze śmieszyło mnie to, że byłam osobą, która gwarantowała bezpieczeństwo, ale i dobrą zabawę na imprezach. Ile to razy moje imię gwarantowało zgodę na jakiś wypad. Ale lubię oderwać się od tej etykietki. Być odpowiedzialna tylko za siebie, a nie za wszystkich dookoła. Prędkość. Tu wszystko zależało ode mnie i maszyny.
Dojechaliśmy do domu. Od razu zostałam złapana, przerzucona przez ramię i zaniesiona do ogrodu.
- Tutaj?-spytałam.
- A czemu nie. Musimy korzystać z lata...
No i musiałam się rano pakować...
___________________________________________________
Mam nadzieję że wybaczycie mi tą nudę ale już niedługo będzie akcja :) Pozdrawiam <3
środa, 27 marca 2013
Rozdział 26
Do gabinetu wszedł Mario.
- Hej. Możemy pogadać ?
- Tak, pewnie. Wchodź.
Siadł naprzeciwko mnie.
- Marta. Ja przepraszam. Byłem pijany. Nie wiedziałem, co robię.
- Ale Mario, nie musisz mi się tłumaczyć. Przecież nie jesteśmy razem. Możemy robić co chcemy.
- Ale chce. Rozmawiałem z Marco. Wiem, że to przeżyłaś.
- Mario. . .
- Marta, wiem co się dzieje. Wybacz mi. Byłem kompletnym idiotą. - podszedł do mnie i przytulił. Rozpłakałam się. Przycisną mnie mocniej do siebie. Pocałował delikatnie w czubek głowy. - Przepraszam kochanie. Jestem głupi. Przepraszam.
Staliśmy tak jeszcze chwilę. Nie mogłam się pozbierać. Nic nie mówiłam. Nie dałam rady wydusić z siebie słowa.
Mario poszedł. Zaczynał się trening. Do gabinetu przyszedł Marco. Nadal płakałam. Siedziałam skulona na kanapie przy ścianie. Siadł obok, przytulając mnie.
- Hej malutka. Już dobrze. Nie płacz. Wszystko się ułoży. - wytarł mi łzy. - Chodź ze mną na dół. Pobiegamy. A potem pojedziemy zrobić tatuaż. Poprawię ci humor.
Po treningu nasza czwórka pojechała do mnie i Anity. Zrobiłam obiad dla wszystkich. Po posiłku byliśmy umówieni z tatuażystą Marco.
- To jak kochanie. Boisz się ?
- A powinnam ? - spytałam spanikowana.
- No coś ty. My już wszyscy mamy. Teraz twoja kolej.
- Hm. No to nie mam wyjścia.
- Myślałaś już gdzie ? - spytała Anita. Podciągnęłam koszulkę i wskazałam miejsce pod piersią.
- Tu.
- No to zbieramy się i jedziemy.
- Już ?!
- No tak. Jesteśmy umówieni na 18. Jest już 17. . .
- O bosz. No dobra. Jedźmy.
Pojechaliśmy do dużego salonu w samym środku miasta. Marco wszedł jako pierwszy pewnym krokiem.
- To jak ty, to i ja.
- Ty też ?
- No tak. Jesteśmy " rodzeństwem ". Jak moja siostra coś robi, to ja też, więc siadamy. Ty tutaj, ja tu i robimy.
Położyłam się na fotelu obok Marco. Złapałam go za rękę. Mocno ścięłam. Dałam sobie wytatuować słowa mojego "brata" : Life is brutal.
Gdy poczułam igłę, zacisnęłam zęby. Cały czas trzymałam rękę Reusa.
- Hej. Malutka. Spokojnie.
Otworzyłam jedno oko i popatrzyłam dookoła.
- Widzisz ?
Nie bolało. Nie spodziewałam się. Rozluźniłam się i delikatnie opadłam na fotel. Dłoń rozluźniłam delikatnie, jednak nie puściłam. Tatuażysta szybko skończył. Podeszłam do lustra.
- Zajebiste.
- Cieszę się, że ci się podoba.
Delikatnie posmarował moją bliznę i owinął folią. Odetchnęłam. Gdy jechaliśmy do domu patrzyłam na mój tatuaż. W domu stałam przed lustrem i nadal patrzyłam. Bardzo mi się podobał. Moritz podszedł od tyłu i przytulił mnie delikatnie, gładząc mój nagi brzuch.
- Piękna.
- Dziękuję kochanie. A co z naszymi planami z rano ? Nadal aktualne ?
- Oo i to bardzo. - obróciłam się i pocałowałam go namiętnie. Anity i Marco już nie było. Ruszyliśmy w stronę łóżka. Zerwałam z niego kraciastą koszulę. Tęskniłam za jego ciałem.
Gdy rano się obudziłam, leżałam nago w objęciach Mo. Noc była cudowna. Miałam ochotę powtórzyć wszystko jeszcze raz. Gdy chciałam wyrwać się z objęć, Moritz mnie przyciągnął do siebie.
- Gdzie idziesz księżniczko ?
- Jeśli nie śpisz to nigdzie.
- A to dobrze. Jak tatuaż ?
- Nie boli. Wszystko dobrze.
- Cieszę się. Wstajemy ?
- Musimy. Praca. . .
- Całkiem zapomniałem . . .
- Upojna noc. - zachichotałam.
- I to bardzo. Była cudowna i wyjątkowa.
- Kocham cię wiesz ?
- Wiem. A ja ciebie. Wiesz ?
- Wiem. A teraz chodź. Zrobię ci śniadanie i jedziemy do pracy.
- Nie zapomnij, że od dzisiaj trenujesz.
- Nie mam siły . . .
- Wymiękasz kochanie ?
- No coś ty. Wstawaj.
Pobiegłam do łazienki. Stanęłam pod prysznicem razem z Mo. Ubraliśmy się i zeszliśmy na dół. Zrobiłam śniadanie i wypiłam kawę. Spakowałam rzeczy na trening. W samochodzie rozmawialiśmy o planach.
- Jutro zgrupowanie. . .
- Już tak szybko ? Całkiem zapomniałam. Chyba pojadę do Warszawy. Pooglądam polską kadrę i dowiem się w końcu. . .
- Chodzi o Kubę ?
- Tak. Nie rozumiem, o co chodzi. No dobrze. Dużo na to wskazuję. Ale jak to możliwe ?
- Nie wiem kochanie. Musimy się dowiedzieć.
- O której lecisz ?
- Z samego rana. Musimy mieć dużo czasu. . . Będziemy trenować. W tym roku Mistrzostwa Europy U-21.
- Zawiozę cię.
- Nie musisz kochanie.
- Muszę. Kocham cię i chcę spędzić z tobą jak najwięcej czasu. - pocałowałam go w policzek.
- No dobrze. Zabierzesz ze sobą Anitę do Polski ?
- Tak.. Marco wyjeżdża nie zostawię jej samej.
Dojechaliśmy na stadion. Nie chciało mi się wysiadać. Byłam taka szczęśliwa. Bałam się co się wydarzy, jak zobaczę Mario. Wysiadłam i poszłam prosto do gabinetu. Wybrałam numer do Anity.
- Siemka mała.
- Hejka. Co tam ?
- Jesteś już w pracy ?
- Właśnie parkujemy.
- Przyjdziesz do mnie do gabinetu ?
- Pewnie. Pewnie.
Odłożyłam telefon i spojrzałam przez wielkie okno. Na murawie nikogo nie było. Wszedł Mario. Od razu popatrzył na moje okno. Odwróciłam wzrok. Siadłam w fotelu i czekałam, aż przyjdzie Anita. Musiałam z nią porozmawiać. Szybko.
__________________________________________________________
Mam nadzieję że nadal czytacie :) Pozdrawiam :)
- Hej. Możemy pogadać ?
- Tak, pewnie. Wchodź.
Siadł naprzeciwko mnie.
- Marta. Ja przepraszam. Byłem pijany. Nie wiedziałem, co robię.
- Ale Mario, nie musisz mi się tłumaczyć. Przecież nie jesteśmy razem. Możemy robić co chcemy.
- Ale chce. Rozmawiałem z Marco. Wiem, że to przeżyłaś.
- Mario. . .
- Marta, wiem co się dzieje. Wybacz mi. Byłem kompletnym idiotą. - podszedł do mnie i przytulił. Rozpłakałam się. Przycisną mnie mocniej do siebie. Pocałował delikatnie w czubek głowy. - Przepraszam kochanie. Jestem głupi. Przepraszam.
Staliśmy tak jeszcze chwilę. Nie mogłam się pozbierać. Nic nie mówiłam. Nie dałam rady wydusić z siebie słowa.
Mario poszedł. Zaczynał się trening. Do gabinetu przyszedł Marco. Nadal płakałam. Siedziałam skulona na kanapie przy ścianie. Siadł obok, przytulając mnie.
- Hej malutka. Już dobrze. Nie płacz. Wszystko się ułoży. - wytarł mi łzy. - Chodź ze mną na dół. Pobiegamy. A potem pojedziemy zrobić tatuaż. Poprawię ci humor.
Po treningu nasza czwórka pojechała do mnie i Anity. Zrobiłam obiad dla wszystkich. Po posiłku byliśmy umówieni z tatuażystą Marco.
- To jak kochanie. Boisz się ?
- A powinnam ? - spytałam spanikowana.
- No coś ty. My już wszyscy mamy. Teraz twoja kolej.
- Hm. No to nie mam wyjścia.
- Myślałaś już gdzie ? - spytała Anita. Podciągnęłam koszulkę i wskazałam miejsce pod piersią.
- Tu.
- No to zbieramy się i jedziemy.
- Już ?!
- No tak. Jesteśmy umówieni na 18. Jest już 17. . .
- O bosz. No dobra. Jedźmy.
Pojechaliśmy do dużego salonu w samym środku miasta. Marco wszedł jako pierwszy pewnym krokiem.
- To jak ty, to i ja.
- Ty też ?
- No tak. Jesteśmy " rodzeństwem ". Jak moja siostra coś robi, to ja też, więc siadamy. Ty tutaj, ja tu i robimy.
Położyłam się na fotelu obok Marco. Złapałam go za rękę. Mocno ścięłam. Dałam sobie wytatuować słowa mojego "brata" : Life is brutal.
Gdy poczułam igłę, zacisnęłam zęby. Cały czas trzymałam rękę Reusa.
- Hej. Malutka. Spokojnie.
Otworzyłam jedno oko i popatrzyłam dookoła.
- Widzisz ?
Nie bolało. Nie spodziewałam się. Rozluźniłam się i delikatnie opadłam na fotel. Dłoń rozluźniłam delikatnie, jednak nie puściłam. Tatuażysta szybko skończył. Podeszłam do lustra.
- Zajebiste.
- Cieszę się, że ci się podoba.
Delikatnie posmarował moją bliznę i owinął folią. Odetchnęłam. Gdy jechaliśmy do domu patrzyłam na mój tatuaż. W domu stałam przed lustrem i nadal patrzyłam. Bardzo mi się podobał. Moritz podszedł od tyłu i przytulił mnie delikatnie, gładząc mój nagi brzuch.
- Piękna.
- Dziękuję kochanie. A co z naszymi planami z rano ? Nadal aktualne ?
- Oo i to bardzo. - obróciłam się i pocałowałam go namiętnie. Anity i Marco już nie było. Ruszyliśmy w stronę łóżka. Zerwałam z niego kraciastą koszulę. Tęskniłam za jego ciałem.
Gdy rano się obudziłam, leżałam nago w objęciach Mo. Noc była cudowna. Miałam ochotę powtórzyć wszystko jeszcze raz. Gdy chciałam wyrwać się z objęć, Moritz mnie przyciągnął do siebie.
- Gdzie idziesz księżniczko ?
- Jeśli nie śpisz to nigdzie.
- A to dobrze. Jak tatuaż ?
- Nie boli. Wszystko dobrze.
- Cieszę się. Wstajemy ?
- Musimy. Praca. . .
- Całkiem zapomniałem . . .
- Upojna noc. - zachichotałam.
- I to bardzo. Była cudowna i wyjątkowa.
- Kocham cię wiesz ?
- Wiem. A ja ciebie. Wiesz ?
- Wiem. A teraz chodź. Zrobię ci śniadanie i jedziemy do pracy.
- Nie zapomnij, że od dzisiaj trenujesz.
- Nie mam siły . . .
- Wymiękasz kochanie ?
- No coś ty. Wstawaj.
Pobiegłam do łazienki. Stanęłam pod prysznicem razem z Mo. Ubraliśmy się i zeszliśmy na dół. Zrobiłam śniadanie i wypiłam kawę. Spakowałam rzeczy na trening. W samochodzie rozmawialiśmy o planach.
- Jutro zgrupowanie. . .
- Już tak szybko ? Całkiem zapomniałam. Chyba pojadę do Warszawy. Pooglądam polską kadrę i dowiem się w końcu. . .
- Chodzi o Kubę ?
- Tak. Nie rozumiem, o co chodzi. No dobrze. Dużo na to wskazuję. Ale jak to możliwe ?
- Nie wiem kochanie. Musimy się dowiedzieć.
- O której lecisz ?
- Z samego rana. Musimy mieć dużo czasu. . . Będziemy trenować. W tym roku Mistrzostwa Europy U-21.
- Zawiozę cię.
- Nie musisz kochanie.
- Muszę. Kocham cię i chcę spędzić z tobą jak najwięcej czasu. - pocałowałam go w policzek.
- No dobrze. Zabierzesz ze sobą Anitę do Polski ?
- Tak.. Marco wyjeżdża nie zostawię jej samej.
Dojechaliśmy na stadion. Nie chciało mi się wysiadać. Byłam taka szczęśliwa. Bałam się co się wydarzy, jak zobaczę Mario. Wysiadłam i poszłam prosto do gabinetu. Wybrałam numer do Anity.
- Siemka mała.
- Hejka. Co tam ?
- Jesteś już w pracy ?
- Właśnie parkujemy.
- Przyjdziesz do mnie do gabinetu ?
- Pewnie. Pewnie.
Odłożyłam telefon i spojrzałam przez wielkie okno. Na murawie nikogo nie było. Wszedł Mario. Od razu popatrzył na moje okno. Odwróciłam wzrok. Siadłam w fotelu i czekałam, aż przyjdzie Anita. Musiałam z nią porozmawiać. Szybko.
__________________________________________________________
Mam nadzieję że nadal czytacie :) Pozdrawiam :)
poniedziałek, 25 marca 2013
Rozdział 25
Weszliśmy do garażu. Pokazałam mu piękne, nowiutkie Maserati.
- Oto ono.
- Wow. Nie myślałem że będzie aż tak piękne.
- Też nie myślałam.
- Chodź wracamy bo zobaczy.
- Dobra dobra.
- A wiesz może kto zapłacił za to wszystko ?
- Pewnie on.
- No to dziękuję za prezent ale się nie zgadzam. Niech sobie wsadzi swoje pieniądze . . .
- Hej. Spokojnie kochana. . .- znów mnie przytulił.
- Nie mam już siły. Najchętniej zabrała bym jedną koszulę wsiadła w pociąg i pojechała najdalej jak się da.
- Nie tak szybko mała. Dopiero zaczęłaś nowe życie. Damy radę. Jestem z tobą.
- Wiem braciszku wiem. Ale. . . To trudne jak cholera.
- Nikt nie powiedział że będzie łatwo. Life is brutal.
- Wiesz chyba zrobię sobie taki tatuaż . . Podoba mi się ten twój jeden.
- Tobie ? Tatuaż ? O matko. Trzeba cię szybko zabrać do salonu. Zanim się rozmyślisz.
- Może się nie rozmyśle. Będziesz mnie trzymał za rękę ?
- Pewnie. Może dzisiaj po południu ? Na poprawę humoru ?
- A bardzo chętnie.
Byliśmy już w domu. Do kuchni doczołgał się Mats.
Marco nic nie mówiąc podał koledze wodę i środki na kaca. Chwilę nic nie mówiliśmy.
- O matko. Ale mam kaca. Moja głowa boooli.
- Oh Mats. A gdzie masz Cathy ?
- A śpi jeszcze. Ona lubi się po dobrej imprezie wyspać.
- No to dobrze. Niech śpią. Może zrobić wam naleśniki ? - zapytałam byle by zmienić temat imprezy.
- Zrobiła byś to dla nas ?
- Pewnie. Mamy jeszcze kupę czasu. Jeszcze nawet 8 nie ma..
- To poprosimy.
Szybko załapałam się za potrzebne rzeczy i zrobiłam kopiec naleśników. Chciałam by starczyło też dla śpiących gości. Rozstawiłam dżemy, sosy i oczywiście nutelle by każdy mógł zrobić swojego naleśnika. Poszłam na górę do sypialni się obrać. Mo jeszcze spał. Był bardzo słodki. Podeszłam, pocałowałam go w policzek i uśmiechnęłam się. Podeszłam do wielkiej szafy i wyjęłam ubrania. Weszłam do łazienki. Ubrałam się, uczesałam i umalowałam delikatnie. Gdy wyszłam z łazienki Mo się przebudził.
- Śpij kochanie. dopiero 8. Masz jeszcze czas.
- Ale bez ciebie nie mogę spać. - ojej jak słodko.
- Mam gości. Ale ty śpij. Przyda ci się trochę snu. Ostatnio nie miałeś go zbyt wiele.- wskoczyłam na łóżko obok. Pocałowałam go namiętnie zakładając na niego nogę.
- Mam na ciebie ochotę. - wyszeptał.
- Jestem tego samego zdania. Niestety mam gości. Ale dzisiaj wieczorem . .
- O już się cieszę. - delikatnie złapałam go za pupę. Pocałowałam jeszcze raz szybko i wyskoczyłam.
- Śpij jeszcze kochany.
Wyszłam z sypialni. Przy stole siedziało już parę osób. Marco się nimi zajął.
- Idź do Anity. Ja sobie poradzę.
- Okejka.
Marco pobiegł na górę.
- Marta pyszne te naleśniki. Chyba nie starczy dla innych.
- O to się nie martw. Jest wystarczająco Łukaszku.
- A no to dobrze. A masz biały ser ? Zjadłbym naszych polskich naleśników.
- A tak się składa że mam.
Obróciłam się, przygotowałam ser i nałożyłam na naleśniki.
- Yhm. Pychota. Zawsze tak świetnie gotujesz ?
- A no zawsze. Mam talent po mamie.
- Chyba częściej będę wpadać na obiady do ciebie.
- Zapraszam.
Poszłam do salonu. Na stoliczku leżał mój telefon. Spojrzałam. Był SMS od Mario. Nie byłam pewna czy mam go przeczytać. Jednak nie mogłam się powstrzymać.
" Przepraszam. Kocham cię. "
Odłożyłam szybko telefon nie odpisując. Wróciłam do kuchni. Siadłam na blacie i przyglądałam się jedzącym Kubie, Łukaszowi, Matsowi, Agacie, Ewie i Marcelowi.
- Marta a ty czemu nic nie jesz ?
- Nie lubię śniadań. Tylko po alkoholu. A że wczoraj nic nie piłam.
- To tak jak Kuba ! On też nie je śniadań. Dopiero jak musi w drodze na trening. Ja wam mówię. Macie coś wspólnego.
- Przypaadek. - zaśmiałam się.
Z góry zeszła Anita i Marco. W salonie obudziła się reszta gości.
- Zapraszam na śniadanie !
Pobiegłam na górę do mojego chłopaka.
- A może masz ochotę na naleśniki ?
- Wiedziałem że coś pachnie ! Czemu nie mówiłaś wcześniej. - wyskoczył z łóżka.
- Smacznegooo ! - krzyknęłam za nim.
W mojej kuchni zrobiło się tłocznie. Wyciągnęliśmy dwie części stołu. Stał się od razu większy. Każdy miał miejsce. Rozstawiłam talerzyki i wystawiłam naleśniki. Goście zjedli śniadanie, ubrali się i pojechali do domu. Jak zawsze została tylko nasz czwórka.
- Wiecie co ?
- Hm ?
- Marta chce sobie zrobić tatuaż. Obiecała mi że dzisiaj to zrobi.
- Seriooo ? Moja dziewczyna się odważyła ?
- Głupi. Ja się nie bałam. Po prostu nie miałam koncepcji. Poza tym nigdy mi się nie podobały.
- No dobrze. Niech ci będzie. Ale i tak robimy dzisiaj tatuaż.
- No dobrze.
Posprzątałam szybko. Był czas do pracy. Pojechaliśmy wszyscy razem. Mieliśmy jeszcze trochę czasu. Zajechaliśmy do mojej małej piekarenki na kawę. Wypiłam jedną dużą. Siedzieliśmy jeszcze chwilę przy samochodzie i pojechaliśmy na SIGNAL IDUNA PARK. Byliśmy pierwsi. Chłopacy poszli się przebrać a my z Anitą wyszłyśmy na murawę. Zaczęłyśmy się tarzać i ganiać. Jak za dawnych czasów. Gdy przyszła reszta Anita musiała lecieć do pracy. Musiała wymasować naszych chłopaków. Siedziałam sama na środku boiska podziwiając wszystko dookoła. Miałam chwilę czasu, bo chłopaki były na masażu. jednak nie długą chwilę.
- Dzień dobry Marta.
- Dzień dobry trenerze.
- Zaczynamy z twoją kondycją ?
- Bardzo chętnie.
- A więc od jutra. jeśli się zgadzasz za chwilę złożymy ci plan.
- Tak zgadzam się. Bardzo dziękuję.
- No dobrze. To my idziemy palować a ty tu siedź. - zaśmiał się.
Siedziałam jeszcze chwilę. Poszłam do mojego biura. Już dawno tam nie byłam. Siadłam za wielkim biurkiem. Otworzyłam teczkę z papierami. Przeczytałam, wypełniłam i odłożyłam. Położyłam głowę na rękach i rozmarzyłam się. Z toku wyrwało mnie pukanie.
______________________________________
Jutro znów jadę do Warszawy :) Jadę na mecz Polska - San Marino. Myślicie że polacy się popiszą ? ;)
- Oto ono.
- Wow. Nie myślałem że będzie aż tak piękne.
- Też nie myślałam.
- Chodź wracamy bo zobaczy.
- Dobra dobra.
- A wiesz może kto zapłacił za to wszystko ?
- Pewnie on.
- No to dziękuję za prezent ale się nie zgadzam. Niech sobie wsadzi swoje pieniądze . . .
- Hej. Spokojnie kochana. . .- znów mnie przytulił.
- Nie mam już siły. Najchętniej zabrała bym jedną koszulę wsiadła w pociąg i pojechała najdalej jak się da.
- Nie tak szybko mała. Dopiero zaczęłaś nowe życie. Damy radę. Jestem z tobą.
- Wiem braciszku wiem. Ale. . . To trudne jak cholera.
- Nikt nie powiedział że będzie łatwo. Life is brutal.
- Wiesz chyba zrobię sobie taki tatuaż . . Podoba mi się ten twój jeden.
- Tobie ? Tatuaż ? O matko. Trzeba cię szybko zabrać do salonu. Zanim się rozmyślisz.
- Może się nie rozmyśle. Będziesz mnie trzymał za rękę ?
- Pewnie. Może dzisiaj po południu ? Na poprawę humoru ?
- A bardzo chętnie.
Byliśmy już w domu. Do kuchni doczołgał się Mats.
Marco nic nie mówiąc podał koledze wodę i środki na kaca. Chwilę nic nie mówiliśmy.
- O matko. Ale mam kaca. Moja głowa boooli.
- Oh Mats. A gdzie masz Cathy ?
- A śpi jeszcze. Ona lubi się po dobrej imprezie wyspać.
- No to dobrze. Niech śpią. Może zrobić wam naleśniki ? - zapytałam byle by zmienić temat imprezy.
- Zrobiła byś to dla nas ?
- Pewnie. Mamy jeszcze kupę czasu. Jeszcze nawet 8 nie ma..
- To poprosimy.
Szybko załapałam się za potrzebne rzeczy i zrobiłam kopiec naleśników. Chciałam by starczyło też dla śpiących gości. Rozstawiłam dżemy, sosy i oczywiście nutelle by każdy mógł zrobić swojego naleśnika. Poszłam na górę do sypialni się obrać. Mo jeszcze spał. Był bardzo słodki. Podeszłam, pocałowałam go w policzek i uśmiechnęłam się. Podeszłam do wielkiej szafy i wyjęłam ubrania. Weszłam do łazienki. Ubrałam się, uczesałam i umalowałam delikatnie. Gdy wyszłam z łazienki Mo się przebudził.
- Śpij kochanie. dopiero 8. Masz jeszcze czas.
- Ale bez ciebie nie mogę spać. - ojej jak słodko.
- Mam gości. Ale ty śpij. Przyda ci się trochę snu. Ostatnio nie miałeś go zbyt wiele.- wskoczyłam na łóżko obok. Pocałowałam go namiętnie zakładając na niego nogę.
- Mam na ciebie ochotę. - wyszeptał.
- Jestem tego samego zdania. Niestety mam gości. Ale dzisiaj wieczorem . .
- O już się cieszę. - delikatnie złapałam go za pupę. Pocałowałam jeszcze raz szybko i wyskoczyłam.
- Śpij jeszcze kochany.
Wyszłam z sypialni. Przy stole siedziało już parę osób. Marco się nimi zajął.
- Idź do Anity. Ja sobie poradzę.
- Okejka.
Marco pobiegł na górę.
- Marta pyszne te naleśniki. Chyba nie starczy dla innych.
- O to się nie martw. Jest wystarczająco Łukaszku.
- A no to dobrze. A masz biały ser ? Zjadłbym naszych polskich naleśników.
- A tak się składa że mam.
Obróciłam się, przygotowałam ser i nałożyłam na naleśniki.
- Yhm. Pychota. Zawsze tak świetnie gotujesz ?
- A no zawsze. Mam talent po mamie.
- Chyba częściej będę wpadać na obiady do ciebie.
- Zapraszam.
Poszłam do salonu. Na stoliczku leżał mój telefon. Spojrzałam. Był SMS od Mario. Nie byłam pewna czy mam go przeczytać. Jednak nie mogłam się powstrzymać.
" Przepraszam. Kocham cię. "
Odłożyłam szybko telefon nie odpisując. Wróciłam do kuchni. Siadłam na blacie i przyglądałam się jedzącym Kubie, Łukaszowi, Matsowi, Agacie, Ewie i Marcelowi.
- Marta a ty czemu nic nie jesz ?
- Nie lubię śniadań. Tylko po alkoholu. A że wczoraj nic nie piłam.
- To tak jak Kuba ! On też nie je śniadań. Dopiero jak musi w drodze na trening. Ja wam mówię. Macie coś wspólnego.
- Przypaadek. - zaśmiałam się.
Z góry zeszła Anita i Marco. W salonie obudziła się reszta gości.
- Zapraszam na śniadanie !
Pobiegłam na górę do mojego chłopaka.
- A może masz ochotę na naleśniki ?
- Wiedziałem że coś pachnie ! Czemu nie mówiłaś wcześniej. - wyskoczył z łóżka.
- Smacznegooo ! - krzyknęłam za nim.
W mojej kuchni zrobiło się tłocznie. Wyciągnęliśmy dwie części stołu. Stał się od razu większy. Każdy miał miejsce. Rozstawiłam talerzyki i wystawiłam naleśniki. Goście zjedli śniadanie, ubrali się i pojechali do domu. Jak zawsze została tylko nasz czwórka.
- Wiecie co ?
- Hm ?
- Marta chce sobie zrobić tatuaż. Obiecała mi że dzisiaj to zrobi.
- Seriooo ? Moja dziewczyna się odważyła ?
- Głupi. Ja się nie bałam. Po prostu nie miałam koncepcji. Poza tym nigdy mi się nie podobały.
- No dobrze. Niech ci będzie. Ale i tak robimy dzisiaj tatuaż.
- No dobrze.
Posprzątałam szybko. Był czas do pracy. Pojechaliśmy wszyscy razem. Mieliśmy jeszcze trochę czasu. Zajechaliśmy do mojej małej piekarenki na kawę. Wypiłam jedną dużą. Siedzieliśmy jeszcze chwilę przy samochodzie i pojechaliśmy na SIGNAL IDUNA PARK. Byliśmy pierwsi. Chłopacy poszli się przebrać a my z Anitą wyszłyśmy na murawę. Zaczęłyśmy się tarzać i ganiać. Jak za dawnych czasów. Gdy przyszła reszta Anita musiała lecieć do pracy. Musiała wymasować naszych chłopaków. Siedziałam sama na środku boiska podziwiając wszystko dookoła. Miałam chwilę czasu, bo chłopaki były na masażu. jednak nie długą chwilę.
- Dzień dobry Marta.
- Dzień dobry trenerze.
- Zaczynamy z twoją kondycją ?
- Bardzo chętnie.
- A więc od jutra. jeśli się zgadzasz za chwilę złożymy ci plan.
- Tak zgadzam się. Bardzo dziękuję.
- No dobrze. To my idziemy palować a ty tu siedź. - zaśmiał się.
Siedziałam jeszcze chwilę. Poszłam do mojego biura. Już dawno tam nie byłam. Siadłam za wielkim biurkiem. Otworzyłam teczkę z papierami. Przeczytałam, wypełniłam i odłożyłam. Położyłam głowę na rękach i rozmarzyłam się. Z toku wyrwało mnie pukanie.
______________________________________
Jutro znów jadę do Warszawy :) Jadę na mecz Polska - San Marino. Myślicie że polacy się popiszą ? ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)