Szybko pojechałam spakować moje rzeczy. Napisałam Anicie SMS, żeby się nie martwiła. Wsiadłam do samochodu i pojechałam. Słuchałam głośnej muzyki. Lubiłam mocny bas. Minęły 3 godziny i dojechałam do domu, wysiadłam, podeszłam do drzwi. Włożyłam klucz do zamka i weszłam.
-Cześć Mamuś.
- Witaj kochanie. Co ty tu robisz ?
- Przyjechałam do was... Nudziłam się. Gdzie tata ?
- Już jedzie do domu. Chcesz coś zjeść ?
- Nie.. jadłam przed wyjazdem... Macie pozdrowienia od Anity. A teraz ubieraj się. Jedziemy na zakupy.- narzuciłam dobry humor. Nie chciałam, by pytali. Miałam potrzebę odreagować i wydać trochę pieniędzy. Postanowiłam kupić rodzicom nowy samochód. Gdy tata przyjechał, zabrałam ich do salonu. Chciałam im kupić ładnego Mercedesa. Wiedziałam, że tata je kocha.
- Córciu, po co tu przyjechaliśmy ?
- Kupujemy ładny samochód.
- Zgłupiałaś ?
- Nie. Wybierajcie, a nie gadacie. - powiedziałam udając, że się śmieje. Chyba mi to wyszło. Rodzice nie chcieli mnie nadwyrężać, więc ja wybrałam nowe auto. Jedno z najdroższych. Niech im posłuży.
- Samochód do obioru będzie jutro.
- Dobrze. Bardzo się cieszę. - powiedziałam podając rękę sprzedawcy aut. - Do zobaczenia.
Wyszłam i wyjęłam telefon z kieszeni kurtki. Było zimno. Zobaczyłam 30 nieodebranych rozmów i 48 nie przeczytanych SMS. Nie odpisałam nikomu. Nie chciałam kontaktu.
* U Mario *
- Ku*wa, dlaczego ona nie odbiera. Wiedziałem, żeby jej nie zostawiać.... - mówiłem, łażąc nerwowo po pokoju. Postanowiłem zadzwonić do Anity i Marco. Może oni coś wiedzą.
- Hej Marco!
- Przyjacielu. Siema! Co tam u ciebie ?
- Nic ciekawego.. Nie wiecie może, gdzie jest Marta? Nie odbiera telefonu, nie odpisuje na SMS..
- Nie stary, nic nie wiemy.. - skłamał Marco.
- Dobra. Jak się czegoś dowiem to zadzwonię.
- Dobra.
Rozłączyłem się i wsiadłem do samochodu. Byłem zdziwiony, że Anita nic nie wie. Miałem nadzieję, że Marta jest w domu.. Myliłem się. Samochodu nie było, a gdy wszedłem ujrzałem karteczkę " Nie martw się. Wszystko w porządku ". To mnie jeszcze bardziej zdenerwowało. Zadzwoniłem do Moritza.
- Leitner !
- Co ku*wa. Bzykasz moją dziewczynę, a teraz dzwonisz, jak gdyby nigdy nic ?! A myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi.
- Co ty w ogóle pier*olisz ? Nie spałem z Martą. Jeden raz ją pocałowałem, ale spławiła mnie i powiedziała, że kocha ciebie. A ty jej takie coś. Byłem przy niej całą noc. A ona tylko płakała.. A teraz jeszcze..
- Mów !
- Zniknęła. Nie odbiera telefonu, Nie odpisuję, a w domu jest karteczka, że mam się nie martwić. . . Coś ty nawyrabiał stary ? Anita też nic nie wie.. Jeśli ona sobie coś zrobi, zabiję cię! Zabiję cię Moritz !!
- Boże co ja najlepszego zrobiłem... Mario muszę ją znaleźć...
- Ja już działam, więc jeśli chcesz, przyłącz się.
- Gdzie jesteś ?
- U niej w domu. Chyba wyjechała na dłużej, bo zabrała wszystkie swoje rzeczy. Lodówka pusta... Szafy też... Moritz uduszę cię !
- Wiem. Sam się uduszę, jak jej nie znajdziemy. Czekaj tam jadę do ciebie.
- Dobra. Pośpiesz się. Może jej coś odpalić...
* U Marty *
Nie chciałam siedzieć w domu. Cały czas myślałam o Mo. Zadzwoniłam do starego, znajomego trenera. Poszliśmy pobiegać.
- O matko. Ale się stęskniłam.
- A ja dopiero. Ale się zmieniłaś.
- Nie przesadzaj. . .
- Wyładniałaś.
- Dobra. Koniec gadania.
Biegaliśmy po lesie wspominając stare czasy. Śmiałam się z każdej historii. Poprawił mi humor. Dobiegał wieczór, więc wróciłam do domu, zjadłam kolacje i położyłam się spać. Spokojnie przeczytałam czekające SMS, ale nie odpisałam. Anita wiedziała co się dzieje, reszta nie musiała. Planowałam jutro rano odebrać samochód i jechać do Warszawy.
Wstałam, ubrałam się i pojechałam z rodzicami po auto. Fajny był. Prezent bardzo się spodobał. W domu zjadłam jeszcze obiad i pojechałam. Miałam dosyć wszystkiego, co kojarzyło mi się z niemieckim i Moritzem. Czas na Polskę. Wybrałam się w drogę do Warszawy.
* U Anity *
Wróciłam od Moritza nabuzowana. Jak tylko weszłam do domu, podbiegłam do Marco i przytuliłam się mocno. Żałowałam, że Marta nie może zrobić tego samego.
- Ej, ej co się dzieje?-spytał.
Opowiedziałam o wszystkim chłopakowi.
- Tylko obiecałam, że im nie powiemy.
Chce sama to załatwić.
- Dobrze, ale jak coś zrobi?
- Ona? Może jest podłamana, ale nie głupia. To silna kobieta, da sobie radę.
- Naprawdę jesteście podobne.-odpowiedział uśmiechając się.-Spakowałem cię. Zaraz mamy samolot.
Gdy jechaliśmy, zadzwonił telefon. Chodziło o Martę.
- Głupio mi go oszukiwać.-powiedział Marco po skończeniu rozmowy.
Podróż minęła bardzo szybko. Gdy dojechaliśmy do hotelu Marco rozmawiał dłużej z portierem, a potem poszliśmy do pokoju.
- Poszłabym na plażę, na słoneczko...hmm
- Jeszcze dzisiaj musisz poczekać. Daj tatuażowi trochę czasu, skóra i tak jest podrażniona. Żeby się nie wdało zakażenie.
- Ooo taka specjalistyczna wypowiedź. Nie poznaję pana, panie Reus.
- Panno Anito. Zdaję mi się, że mam pomysł, jak zapełnić czas spędzony w pokoju.- w tym momencie ktoś zapukał do drzwi. Marco otworzył i na wózku wjechał schłodzony szampan, truskawki,...
- To co pan proponuje?
- Oblejmy nowy tatuaż zacnej niewiasty.- powiedział Marco starając się opanować śmiech i zachować powagę.
- Przez caaały wieczór?-spytałam.
- Mam jeszcze jeden pomysł...-odpowiedział chłopak.
środa, 13 marca 2013
wtorek, 12 marca 2013
Rozdział 13
Mario przyjechał szybko. Wpadł jak poparzony do sypialni. Rzucił się do mnie.
- Mała, co się stało ?
- On mnie podejrzewa o zdradę..-powiedziałam załamana. Mój głos był niewyraźny. Siadł obok i przyciągnął do siebie. Przytulił mocno.
- Cii.. Już dobrze. Jestem tutaj.. Już dobrze.
- Jak on mógł...
- Cii.. Marta spokojnie.. Cichutko mała... - wtuliłam się i płakałam w jego koszulkę. Była już cała mokra..
- Spójrz na mnie mała. - podniosłam głowę i spojrzałam w jego oczy.
- Nigdy cię nie zostawię. Jesteś najważniejsza. Wszystko będzie dobrze. Będę przy tobie zawsze. Nie płacz już.- musnął moje czoło.
- Dziękuję ci..
- Śpij ..
- Zostaniesz ze mną ?
- Tak. Nie odpuszczę cię na krok. Śpij.
Położyłam głowę na jego piersi. Odwróciłam się twarzą do niego i musnęłam jego kącik ust.
Gdy się obudziłam, Mario był wciąż obok tak, jak obiecał. Bawił się moimi włosami.
- Dziękuję...
- Za co ?
- Że jesteś przy mnie.
- I zawsze będę ..
Wstałam, żeby przebrać się w świeże rzeczy. Mario nawet po nieprzespanej nocy wyglądał świetnie.
- Co dzisiaj robimy ?
- O matko.. Co ty już wymyśliłeś ?
- Nie możemy siedzieć w domu. Jest piękna pogoda, a my nie musimy do pracy. Nasz leniwy tydzień się zaczął. Pomyślałem, że może zabierzemy Piszczkom i Błaszczykowskim dziewczynki i pojedziemy z nimi na zakupy.
- Ich pewnie nie ma..
- Są. Dzwoniłem już do Kuby i Łukasza. Możemy w każdej chwili po nie jechać. Więc ubieraj się szybko i w drogę.
W tym momencie zadzwonił mój telefon.
- To zejdź na dół i zaraz jedziemy.
* U Anity *
Byłam szczęśliwa, że wszystko się wyjaśniło. Jadąc do Marco trzymaliśmy się za ręce. Bok trochę mnie jeszcze bolał.
- Kiedy pomyślałaś o nowym tatuażu?-spytał.
- Już dawno chciałam zrobić. Ale dopiero tu wiedziałam, jak ma wyglądać. Co o nim myślisz?
- Jest świetny. Kocham cię.
Dojechaliśmy do mieszkania Marco.
- To macie tydzień wolny?
- Tak. I ja mam propozycję.
- No słucham cię.
- Może pojedziemy gdzieś. Wybierz dowolne miejsce.
-Dowolnie?- zawsze chciałam wrócić na Rodos. -Rodos. Powiedziałam. Było tam przepięknie i nie musielibyśmy tracić dużo czasu na podróż.
- To już zamawiam.- uśmiechnął się chłopak.
- Dobra. A ja zadzwonię do Marty.
- Hej mała.-powiedziałam.- Ej, co jest? Czemu płaczesz?
- Mo widział scenę z Mario. Myśli, że go zdradzam.
- A powiedziałaś mu, jak to było?
- Chciałam, ale mi nie dał dokończyć.
- Nakopie mu w tę jego egoistyczną, zarozumiałą dupę. Nikt nie będzie cię tak traktował!- powiedziałam.- Już do ciebie jadę. Trzymaj się.
- Mario przyjechał i jedziemy z Sarą i Oliwką na zakupy, więc nie przyjeżdżaj.
- Kurde. Głupio mi, bo Marco zamówił nam już wakacje. Jedziemy jeszcze dzisiaj.
- Niutka spokojnie. Ty jedź. Ja i tak muszę jechać do rodziców i do Warszawy, więc nie będzie mnie w domu. Ale nie mów nikomu.
- Dla ciebie wszystko, ale do Leitnera i tak pojadę i nakopię mu. Kocham cię misiu.
- No ja ciebie też.-słyszałam, że już mówi weselszym głosem. -Pa.
- Mam być zazdrosny o Martę?-spytał Marco wchodząc do pokoju.
- O nią? Zawsze! Ale teraz muszę pojechać w jedno miejsce.
- Nie chcesz zrobić kolejnego tatuu?
- Jeszcze nie. Dobra lece.
Wypadłam zdenerwowana z domu. Leitner nie był bezpieczny. Dobrze, że po drodze nie spotkałam policji, bo musiałabym się grubo tłumaczyć. Złamałam chyba wszystkie przepisy jakie mogłam. Gdy zajechałam pod dom Moritza, jego samochód stał na podwórku.
Nawet nie pukałam, od razu weszłam.
- Leitner, co ci odbiło? Nie możesz tak traktować mojej siostry! Tym bardziej, że nic nie robiła. I czemu nic nie mówisz?! - zamiast zaprotestować albo wykazać jakąkolwiek inwencję, patrzy się beznamiętnym wzrokiem.
- Nie wiem, czy to jest dobry moment na NASZĄ rozmowę.-odpowiedział
- Czyli uważasz, że jestem stronnicza?! Zastanawiam się, czy zasługujesz na Martę!!! Rób co chcesz, ale krzywdzenie mojej siostry było najgorszą z możliwości do wybrania. A skoro nikomu nie chcesz wierzyć i ufać, to bądź sam!
Wyszła zdenerwowana od Leitnera. Zaraz zadzwoniłam do siostry, by sprawdzić jak idą przygotowania do wyjazdu i jak się czuje.
* U Marty *
Ubrałam się i umalowałam. Bardzo cieszyłam się z wypadu z dziewczynkami. Mario był cudowny. Pojechaliśmy jego samochodem do Piszczków. Tam byli już Błaszczykowscy. Zostaliśmy chwilę na kawę. Rozmawiałam chwilę z Agą i Ewą w kuchni.
- Marta co się stało ? Jesteś taka smutna.. I gdzie jest Mo ?
- Nic.. Wczoraj wieczorem uznał, że go zdradzam z Mario i pewnie lecę na dwa fronty...
- Co za szczeniak !
- Jak on mógł ?
- Nie wiem. Nie interesuje mnie to. . . Mario jest przy mnie. Pomaga mi.
- Kochany chłopak z niego.
- Na prawdę..
- Marta. Chodź jedziemy. Dużo sklepów przed nami.
- Mario nie szalej. Dać wam moją kartę ? - spytał Kuba żegnając córeczkę.
- No coś ty. Jedziemy.
Sara pobiegła ucałować jeszcze mamę i ciocię, i już mogliśmy jechać. Zakupy były cudowne. Świetnie się bawiłam, wybierając małe różowe sukieneczki. Mario siedział naprzeciwko przebieralni i mówił, czy tak, czy nie. Tak naprawdę we wszystkim super wyglądały. Wydał na nie kupę kasy, dlatego też nie pozwoliłam, żeby płacił jeszcze za mnie. Denerwował się z tego powodu. Ale mnie było stać, na moje zachcianki. Dzień zleciał szybko i nie zorientowaliśmy się, gdy nastał wieczór. Postanowiliśmy przenocować dziewczynki u nas. Położyliśmy je w moim łóżku, a sami zeszliśmy na dół. Anity nie było. Od wczoraj była z Marco. Fajnie, że się pogodzili.
Leżeliśmy na kanapie i oglądaliśmy jakiś beznadziejny film.
- Super dzień. Dziękuję ci Mario. - powiedziałam przybliżając się i całując go w policzek.
- Zawsze do usług myszko.
- Zostajesz ?
- Z tobą zawsze. - powiedział uśmiechając się szeroko. Zaczął mnie łaskotać. Zachodziłam się ze śmiechu. Miałam nadzieję, że dziewczynki nic nie słyszą, bo powinny już dawno spać. Ganialiśmy się przez chwilę, aż padłam bez sił na kanapę. Mario obok.
- Co ja bym bez ciebie zrobiła ?
- Nie zastanawiaj się. Masz mnie i jest dobrze.
- Idę się przebrać i idziemy spać...
- Wraca zły humor ?
- Wiesz. Nie można przez cały dzień nosić maski...
Poszłam się umyć i przebrać. Gdy wróciłam do salonu, Mario już pościelił i czekał na mnie.
- Chodź spać mycha. Nie będziemy płakać.
- Nie będziemy ?
- Nie będziemy.
Położyłam się jak zeszłej nocy na torsie Mario i pocałowałam go w kącik ust. Był jak moja maskotka, którą bardzo się kocha. Która wysłucha, da się wypłakać, przytulić.. odpłynęłam.
Rano obudziły nas dziewczynki, które zaczęły skakać po pokoju. Czuliśmy się jak młodzi rodzice, ze szczęśliwą rodzinką. Tylko jedna rzecz się nie zgadzała. To Moritz miał być ich ojcem.. To z nim miałam spełnić resztę życia.. Ale widać myliłam się. Nie ufał mi. . . Co to za związek, w którym ludzie sobie nie ufają ? Nie ma prawa bytu. Na każdym kroku zazdrość i kontrola. To było bez sensu.
Zjedliśmy śniadanie i obejrzeliśmy bajki. Mario pojechał do domu, bo był umówiony na obiad u rodziców. Nie chciałam z nim jechać. Zapakowałam dziewczynki do samochodu i je odwiozłam.
- Błaszczykowska, Piszczek. Całe i zdrowe.
- I jak było. Bardzo cię męczyły ?
- Nie byłam sama. Super się bawiliśmy. Mario był bardzo szczęśliwy. A tu macie dziewczynki, wasze zakupy. - otworzyłam bagażnik, w którym było pełno siatek i toreb. - Tatuśki zabierajcie.
- Rozpuszczacie nam dzieci.
- Oj tam. Świetnie się bawiliśmy. Zapomniałam na chwilę o..
- Dziewczyny nam mówiły.. Należy mu się zdrowo w mordę.
- Mam nadzieję, że on nie spotka Anity na swojej drodze... No nic. Jadę chłopaki. Mam jeszcze robotę.
- Dobrze. Ale nie siedź sama i nie wpadnij na głupi pomysł...
- Nie martwcie się. Wszystko dobrze.. Jadę. Pa.
- Pa.
Ale w mojej głowie był już plan. Postanowiłam uciec. Najpierw pojechać do rodziców, potem do Warszawy, a potem jak najdalej.
_____________________________________________________________________
Mam nadzieję że wam się nadal podoba ;) Zapraszam do komentowania :)
- Mała, co się stało ?
- On mnie podejrzewa o zdradę..-powiedziałam załamana. Mój głos był niewyraźny. Siadł obok i przyciągnął do siebie. Przytulił mocno.
- Cii.. Już dobrze. Jestem tutaj.. Już dobrze.
- Jak on mógł...
- Cii.. Marta spokojnie.. Cichutko mała... - wtuliłam się i płakałam w jego koszulkę. Była już cała mokra..
- Spójrz na mnie mała. - podniosłam głowę i spojrzałam w jego oczy.
- Nigdy cię nie zostawię. Jesteś najważniejsza. Wszystko będzie dobrze. Będę przy tobie zawsze. Nie płacz już.- musnął moje czoło.
- Dziękuję ci..
- Śpij ..
- Zostaniesz ze mną ?
- Tak. Nie odpuszczę cię na krok. Śpij.
Położyłam głowę na jego piersi. Odwróciłam się twarzą do niego i musnęłam jego kącik ust.
Gdy się obudziłam, Mario był wciąż obok tak, jak obiecał. Bawił się moimi włosami.
- Dziękuję...
- Za co ?
- Że jesteś przy mnie.
- I zawsze będę ..
Wstałam, żeby przebrać się w świeże rzeczy. Mario nawet po nieprzespanej nocy wyglądał świetnie.
- Co dzisiaj robimy ?
- O matko.. Co ty już wymyśliłeś ?
- Nie możemy siedzieć w domu. Jest piękna pogoda, a my nie musimy do pracy. Nasz leniwy tydzień się zaczął. Pomyślałem, że może zabierzemy Piszczkom i Błaszczykowskim dziewczynki i pojedziemy z nimi na zakupy.
- Ich pewnie nie ma..
- Są. Dzwoniłem już do Kuby i Łukasza. Możemy w każdej chwili po nie jechać. Więc ubieraj się szybko i w drogę.
W tym momencie zadzwonił mój telefon.
- To zejdź na dół i zaraz jedziemy.
* U Anity *
Byłam szczęśliwa, że wszystko się wyjaśniło. Jadąc do Marco trzymaliśmy się za ręce. Bok trochę mnie jeszcze bolał.
- Kiedy pomyślałaś o nowym tatuażu?-spytał.
- Już dawno chciałam zrobić. Ale dopiero tu wiedziałam, jak ma wyglądać. Co o nim myślisz?
- Jest świetny. Kocham cię.
Dojechaliśmy do mieszkania Marco.
- To macie tydzień wolny?
- Tak. I ja mam propozycję.
- No słucham cię.
- Może pojedziemy gdzieś. Wybierz dowolne miejsce.
-Dowolnie?- zawsze chciałam wrócić na Rodos. -Rodos. Powiedziałam. Było tam przepięknie i nie musielibyśmy tracić dużo czasu na podróż.
- To już zamawiam.- uśmiechnął się chłopak.
- Dobra. A ja zadzwonię do Marty.
- Hej mała.-powiedziałam.- Ej, co jest? Czemu płaczesz?
- Mo widział scenę z Mario. Myśli, że go zdradzam.
- A powiedziałaś mu, jak to było?
- Chciałam, ale mi nie dał dokończyć.
- Nakopie mu w tę jego egoistyczną, zarozumiałą dupę. Nikt nie będzie cię tak traktował!- powiedziałam.- Już do ciebie jadę. Trzymaj się.
- Mario przyjechał i jedziemy z Sarą i Oliwką na zakupy, więc nie przyjeżdżaj.
- Kurde. Głupio mi, bo Marco zamówił nam już wakacje. Jedziemy jeszcze dzisiaj.
- Niutka spokojnie. Ty jedź. Ja i tak muszę jechać do rodziców i do Warszawy, więc nie będzie mnie w domu. Ale nie mów nikomu.
- Dla ciebie wszystko, ale do Leitnera i tak pojadę i nakopię mu. Kocham cię misiu.
- No ja ciebie też.-słyszałam, że już mówi weselszym głosem. -Pa.
- Mam być zazdrosny o Martę?-spytał Marco wchodząc do pokoju.
- O nią? Zawsze! Ale teraz muszę pojechać w jedno miejsce.
- Nie chcesz zrobić kolejnego tatuu?
- Jeszcze nie. Dobra lece.
Wypadłam zdenerwowana z domu. Leitner nie był bezpieczny. Dobrze, że po drodze nie spotkałam policji, bo musiałabym się grubo tłumaczyć. Złamałam chyba wszystkie przepisy jakie mogłam. Gdy zajechałam pod dom Moritza, jego samochód stał na podwórku.
Nawet nie pukałam, od razu weszłam.
- Leitner, co ci odbiło? Nie możesz tak traktować mojej siostry! Tym bardziej, że nic nie robiła. I czemu nic nie mówisz?! - zamiast zaprotestować albo wykazać jakąkolwiek inwencję, patrzy się beznamiętnym wzrokiem.
- Nie wiem, czy to jest dobry moment na NASZĄ rozmowę.-odpowiedział
- Czyli uważasz, że jestem stronnicza?! Zastanawiam się, czy zasługujesz na Martę!!! Rób co chcesz, ale krzywdzenie mojej siostry było najgorszą z możliwości do wybrania. A skoro nikomu nie chcesz wierzyć i ufać, to bądź sam!
Wyszła zdenerwowana od Leitnera. Zaraz zadzwoniłam do siostry, by sprawdzić jak idą przygotowania do wyjazdu i jak się czuje.
* U Marty *
Ubrałam się i umalowałam. Bardzo cieszyłam się z wypadu z dziewczynkami. Mario był cudowny. Pojechaliśmy jego samochodem do Piszczków. Tam byli już Błaszczykowscy. Zostaliśmy chwilę na kawę. Rozmawiałam chwilę z Agą i Ewą w kuchni.
- Marta co się stało ? Jesteś taka smutna.. I gdzie jest Mo ?
- Nic.. Wczoraj wieczorem uznał, że go zdradzam z Mario i pewnie lecę na dwa fronty...
- Co za szczeniak !
- Jak on mógł ?
- Nie wiem. Nie interesuje mnie to. . . Mario jest przy mnie. Pomaga mi.
- Kochany chłopak z niego.
- Na prawdę..
- Marta. Chodź jedziemy. Dużo sklepów przed nami.
- Mario nie szalej. Dać wam moją kartę ? - spytał Kuba żegnając córeczkę.
- No coś ty. Jedziemy.
Sara pobiegła ucałować jeszcze mamę i ciocię, i już mogliśmy jechać. Zakupy były cudowne. Świetnie się bawiłam, wybierając małe różowe sukieneczki. Mario siedział naprzeciwko przebieralni i mówił, czy tak, czy nie. Tak naprawdę we wszystkim super wyglądały. Wydał na nie kupę kasy, dlatego też nie pozwoliłam, żeby płacił jeszcze za mnie. Denerwował się z tego powodu. Ale mnie było stać, na moje zachcianki. Dzień zleciał szybko i nie zorientowaliśmy się, gdy nastał wieczór. Postanowiliśmy przenocować dziewczynki u nas. Położyliśmy je w moim łóżku, a sami zeszliśmy na dół. Anity nie było. Od wczoraj była z Marco. Fajnie, że się pogodzili.
Leżeliśmy na kanapie i oglądaliśmy jakiś beznadziejny film.
- Super dzień. Dziękuję ci Mario. - powiedziałam przybliżając się i całując go w policzek.
- Zawsze do usług myszko.
- Zostajesz ?
- Z tobą zawsze. - powiedział uśmiechając się szeroko. Zaczął mnie łaskotać. Zachodziłam się ze śmiechu. Miałam nadzieję, że dziewczynki nic nie słyszą, bo powinny już dawno spać. Ganialiśmy się przez chwilę, aż padłam bez sił na kanapę. Mario obok.
- Co ja bym bez ciebie zrobiła ?
- Nie zastanawiaj się. Masz mnie i jest dobrze.
- Idę się przebrać i idziemy spać...
- Wraca zły humor ?
- Wiesz. Nie można przez cały dzień nosić maski...
Poszłam się umyć i przebrać. Gdy wróciłam do salonu, Mario już pościelił i czekał na mnie.
- Chodź spać mycha. Nie będziemy płakać.
- Nie będziemy ?
- Nie będziemy.
Położyłam się jak zeszłej nocy na torsie Mario i pocałowałam go w kącik ust. Był jak moja maskotka, którą bardzo się kocha. Która wysłucha, da się wypłakać, przytulić.. odpłynęłam.
Rano obudziły nas dziewczynki, które zaczęły skakać po pokoju. Czuliśmy się jak młodzi rodzice, ze szczęśliwą rodzinką. Tylko jedna rzecz się nie zgadzała. To Moritz miał być ich ojcem.. To z nim miałam spełnić resztę życia.. Ale widać myliłam się. Nie ufał mi. . . Co to za związek, w którym ludzie sobie nie ufają ? Nie ma prawa bytu. Na każdym kroku zazdrość i kontrola. To było bez sensu.
Zjedliśmy śniadanie i obejrzeliśmy bajki. Mario pojechał do domu, bo był umówiony na obiad u rodziców. Nie chciałam z nim jechać. Zapakowałam dziewczynki do samochodu i je odwiozłam.
- Błaszczykowska, Piszczek. Całe i zdrowe.
- I jak było. Bardzo cię męczyły ?
- Nie byłam sama. Super się bawiliśmy. Mario był bardzo szczęśliwy. A tu macie dziewczynki, wasze zakupy. - otworzyłam bagażnik, w którym było pełno siatek i toreb. - Tatuśki zabierajcie.
- Rozpuszczacie nam dzieci.
- Oj tam. Świetnie się bawiliśmy. Zapomniałam na chwilę o..
- Dziewczyny nam mówiły.. Należy mu się zdrowo w mordę.
- Mam nadzieję, że on nie spotka Anity na swojej drodze... No nic. Jadę chłopaki. Mam jeszcze robotę.
- Dobrze. Ale nie siedź sama i nie wpadnij na głupi pomysł...
- Nie martwcie się. Wszystko dobrze.. Jadę. Pa.
- Pa.
Ale w mojej głowie był już plan. Postanowiłam uciec. Najpierw pojechać do rodziców, potem do Warszawy, a potem jak najdalej.
_____________________________________________________________________
Mam nadzieję że wam się nadal podoba ;) Zapraszam do komentowania :)
poniedziałek, 11 marca 2013
Rozdział 12
- Mario.. Wczoraj tak zniknąłeś..
- Marta zrozum..
- Wiem, wiem Mario.. Wiem...
- A więc sama widzisz.
- Ale nadal jesteś moim najlepszym przyjacielem i za tobą tęsknie.
- Ja też.. Chcesz się potem spotkać ? - powiedział potem, bo była już 4 w nocy...
- Pewnie.
- Przyjechać do ciebie ?
- Tak. Jak już będę w domu to zadzwonię. Porozmawiamy. Zrobię ci dobry obiad. - powiedziałam uśmiechając się do słuchawki.
- Już się cieszę. Do jutra kochanie. Kocham cię mała.
- Do jutra przystojniaku.
Rozłączyłam się i odłożyłam telefon. Leżałam jeszcze przez godzinę, ale nie mogłam spać. Była już 5, więc mogłam wstać. Otworzyłam wielkie drzwi na taras, by przewietrzyć dom. Nudziło mi się, więc po cichu wysprzątałam całość. Ta posiadłość dawno nie widział kobiecej ręki. Przygotowałam śniadanie dla chłopców i wyszłam do ogrodu. Było ciepło. Siadłam na leżaku trzymając w ręku kawę. Zadzwonił telefon.
- Marta.. Jak tam Marco? Bardzo zły?
- A cześć, cześć. Śpi..
- Muszę się z nim zobaczyć..
- Anita.. To na razie nie jest dobry pomysł.. Jest bardzo zły..
- Zadzwoń jak będzie już dobrze. Ja jadę do pracy. Będę dopiero wieczorem. Musimy ustalić dużo rzeczy.
- Dobra. Pa.
Wstałam i poszłam sprawdzić co u chłopaków. Moritz miał wielkie łóżko, więc położyłam się w środku i przytuliłam do mojego chłopaka. Dopiero wtedy usnęłam. Nie spałam długo. Koło 10 chłopcy wstali. Nie miałam co leżeć. Podniosłam się i poszłam do nich.
- Moritz. Głowa mnie boli jak cholera. Ile ty we mnie wlałeś ?
- Ale spokojnie. Nie zmuszałem cię do picia. I myślisz, że mnie głowa nie boli ?
- Nie wiem co cię boli, a co nie.. Ale mnie suszy. - zaczęłam się śmiać. Nie mogłam wytrzymać. Byli jak małe dzieci. Najpierw piją, a potem płaczą.
- A ty co się tak GŁOŚNO śmiejesz ? - powiedział Marco patrząc na mnie wściekłym wzrokiem.
- Wiesz co Marco. To mi działa na nerwy. Weź odpie*dol się ode mnie. Nie musisz się na mnie wyżywać.
- Dobra sorry siostra. Po prostu jesteście takie podobne. Tylko inny kolor włosów.
- No co ty dajesz. . .
- Jak was się lepiej pozna to jesteście podobne.. Bardzo .
Podszedł do mnie i mnie przytulił. - Przepraszam kochanie - pocałował mnie w głowę i przytulił mocniej.
Wyrwałam się z objęć i udałam się do swojego chłopaka.
- Chyba jadę do domu. Nie ma Anity, więc posprzątam, ugotuję.. Przyjedziecie wieczorem ? Marco musi z nią pogadać.
- Pewnie. Muszą. Mam dosyć ględzenia. . .
- Więc przyjedźcie o 17... Anity jeszcze nie będzie, więc chwilę pogadamy.
- Moja kochana martwi się o wszystkich. - złapał mnie za podbródek i podniósł go do góry. Zatopił swoje usta w moich.
- Do potem..
Wyszłam z domu i udałam się do samochodu. W drodze zadzwoniłam do Mario, że może przyjechać. Zajechałam pod drzwi i poszłam się przebrać. Mario wszedł nie dzwoniąc. Nadal miał klucze.
- Cześć Mario. Tęskniłam. - podpełzłam do niego i rzuciłam się na szyję.
- Ja też mała. Co tam u ciebie ?
- Nic nuda..
- Sama jesteś ? Gdzie reszta ferajny ?
- To także twoi przyjaciele. Nie zapomnij. Nikt ci nikogo nie zabiera. Długa historia...
- Nie martw się o mnie.. A więc opowiadaj.
Siedliśmy na sofie i gadaliśmy. Byłam koło przyjaciela i trzymałam swoje nogi na jego kolanach.
- Wczoraj zniknęła Anita.. Wszyscy jej szukali, a Marco się niepokoił.. Znalazłam ją na mieście z jakimś typem.. Zrobiła się afera. Anita mówi, że to tatuażysta u którego planuję zrobić nowy tatuaż, a nic nie mówiła, bo to miała być niespodzianka. Ale Marco nie chce w to wierzyć..
- O matko. Jak on się czuję ? Pamiętam jaki załamany był ostatnim razem..
- Niezbyt.. Cały czas jest albo smutny, albo zły i krzyczy.. Już dzisiaj rano na mnie naskoczył..
- Muszę się do niego odezwać..
- Powinieneś...
Gadaliśmy jeszcze długo. Opowiadałam mu rzeczy ze swojego życia. On mi również. Czas szybko leciał. Ugotowaliśmy obiad i zjedliśmy. Mario jeszcze pozmywał.
- Marcik, ja się zbieram . .
- Gdzie już uciekasz ? Pali się ?
- Nie nie pali. Obiecałem braciom, że do nich wpadnę. Zadzwonię później albo jutro.
- No dobrze. To leć. - przytuliłam się do niego i nie puszczałam.
- Marta muszę iść...
- Zaraz !
- Martaa...
- No dobra. Idź. Ale masz się odezwać !!
- Odezwę się na pewno.
Chciałam przygotować ciasto. Wiedziałam, że każdy lubi ciasto i na pewno rozładuje to troche atmosferę. Upiekłam murzynka. Gdy wyciągałam go z blachy, do domu weszli Moritz i Marco.
- O boże jak pachnie.. - rozmarzył się Moritz.
- Już. Poczekaj niech przestygnie.
- Muszę ?
-Tak. Będzie cię bolał brzuszek. - powiedziałam głaszcząc go po brzuchu.
- No dobrze. To czekam.
- Marco jak tam.?
-...
- Marco ?
-...
- MARCO !
- Co co ?
- Pytam się jak tam ? O czym tak myślisz ?
- O niej..
- Zaraz przyjdzie to porozmawiacie...
- No, no dobra.. - gdy to mówił, już mnie nie słuchał..
Zrobiłam kawę i pokroiłam ciasto. Chłopcy zjedli całe. Sami.
- Pyszne kochanie.
- Dziękuje.
- No to teraz poprosimy drugie siostra.
- Nie ma drugiego. Nie mogę was rozpuszczać.
- Oh.. Ale ty jesteś..
Usłyszałam klucze wkładane do zamku. Do przedpokoju weszła Anita. Odstawiła torbe i zdjęła buty. Po cichu weszła do kuchni.
- Marco.. Możemy porozmawiać ?
- Mo. Zabieramy się. Czas na "deser" - powiedziałam poruszając brwiami. Zaśmiał się i złapał mnie za ręke. Poszliśmy do mojego pokoju.
* U Anity *
- Marco.. Ja.. To nie było tak jak to wyglądało. Na prawde nie wiedziałam, że tak to wyjdzie.
- Aha. Ciekawe...
- To miała być niespodzianka, dlatego nic nie mówiłam. Byłam umówiona z tatuażystą. Siedzieliśmy na kawie i przeglądaliśmy katalog ze wzorami.
- No i ja mam w to wierzyć ? Carolin też tak mówiła..
- Super!-powiedziałam wściekła.-A miała ta twoja Caroline coś takiego?! Zobacz ! - powiedziałam podciągając koszulkę i pokazując bliznę. Na moich żebrach widniał nowy tatuaż. Był to duży napis " Let the Love Save Your Soul ... M. " . Pod napisem widniały dwie piękne róże, żółta i czerwona. Litera M stała dla Marco.
Marco wstał i podszedł do mnie. Delikatnie dotknął boku, podziwiając moją bliznę.
- Przepraszam kochanie. - objął mnie delikatnie i pocałował. Nie byłam już na niego zła. Wiedziałam, że ta sytuacja była dwuznaczna.
- Chodź jedziemy do mnie. Niech M&M-sy zostaną sami.
* U Marty *
Leżeliśmy na moim łóżku i oglądaliśmy telewizję.
- Nic nie słychać z dołu. Nie pozabijali się?
- Na pewno nie.-odpowiedziałam.
- Co dzisiaj robiłaś ?
- Nic.. Przyjechałam do domu.. Zadzwoniłam do Mario, posiedzieliśmy, pogadaliśmy...
- Co on tu robił ?
- Nic.. Przyjaźnimy się. Chcieliśmy pogadać.
- Tylko pogadać ?
- Moritz. Teraz ty popadasz w paranoję ?
- Ja popadam w paranoję ? Całujesz, spotykasz się z nim za moimi plecami.
- Że co ?
- Widziałem, jak całowaliście się ostatnio. A niby poszłaś tylko po telefon..
- To on mnie pocałował. Od razu go odepchnęłam i wytłumaczyłam, że kocham ciebie.
- Weź.. Jak by tak było to byś się dzisiaj z nim nie spotkała..
- O nie ! Nikt mi nie będzie zabraniał spotykać się z przyjacielem ! Moritz nie zdradzam cię ! Kocham tylko ciebie !
- Pewna jesteś ? A może lecisz na dwa fronty ?
- Wyjdź.
- To jak ? Przyznasz się ?
- Powiedziałam wyjdź..
- A więc nie.. KURWA.
- WYPIE*DALAJ Z MOJEGO DOMU !!!
Moritz wyszedł z domu i odjechał. Rozpłakałam się i schowałam twarz w poduszkę. Marco i Anity już nie było. Napisałam SMS..
Mario przyjedź..proszę...
_______________________________________________________
Huhuhu ale się dzieję :D mam nadzieję że się podoba ;) zapraszam do komentowania :)
- Marta zrozum..
- Wiem, wiem Mario.. Wiem...
- A więc sama widzisz.
- Ale nadal jesteś moim najlepszym przyjacielem i za tobą tęsknie.
- Ja też.. Chcesz się potem spotkać ? - powiedział potem, bo była już 4 w nocy...
- Pewnie.
- Przyjechać do ciebie ?
- Tak. Jak już będę w domu to zadzwonię. Porozmawiamy. Zrobię ci dobry obiad. - powiedziałam uśmiechając się do słuchawki.
- Już się cieszę. Do jutra kochanie. Kocham cię mała.
- Do jutra przystojniaku.
Rozłączyłam się i odłożyłam telefon. Leżałam jeszcze przez godzinę, ale nie mogłam spać. Była już 5, więc mogłam wstać. Otworzyłam wielkie drzwi na taras, by przewietrzyć dom. Nudziło mi się, więc po cichu wysprzątałam całość. Ta posiadłość dawno nie widział kobiecej ręki. Przygotowałam śniadanie dla chłopców i wyszłam do ogrodu. Było ciepło. Siadłam na leżaku trzymając w ręku kawę. Zadzwonił telefon.
- Marta.. Jak tam Marco? Bardzo zły?
- A cześć, cześć. Śpi..
- Muszę się z nim zobaczyć..
- Anita.. To na razie nie jest dobry pomysł.. Jest bardzo zły..
- Zadzwoń jak będzie już dobrze. Ja jadę do pracy. Będę dopiero wieczorem. Musimy ustalić dużo rzeczy.
- Dobra. Pa.
Wstałam i poszłam sprawdzić co u chłopaków. Moritz miał wielkie łóżko, więc położyłam się w środku i przytuliłam do mojego chłopaka. Dopiero wtedy usnęłam. Nie spałam długo. Koło 10 chłopcy wstali. Nie miałam co leżeć. Podniosłam się i poszłam do nich.
- Moritz. Głowa mnie boli jak cholera. Ile ty we mnie wlałeś ?
- Ale spokojnie. Nie zmuszałem cię do picia. I myślisz, że mnie głowa nie boli ?
- Nie wiem co cię boli, a co nie.. Ale mnie suszy. - zaczęłam się śmiać. Nie mogłam wytrzymać. Byli jak małe dzieci. Najpierw piją, a potem płaczą.
- A ty co się tak GŁOŚNO śmiejesz ? - powiedział Marco patrząc na mnie wściekłym wzrokiem.
- Wiesz co Marco. To mi działa na nerwy. Weź odpie*dol się ode mnie. Nie musisz się na mnie wyżywać.
- Dobra sorry siostra. Po prostu jesteście takie podobne. Tylko inny kolor włosów.
- No co ty dajesz. . .
- Jak was się lepiej pozna to jesteście podobne.. Bardzo .
Podszedł do mnie i mnie przytulił. - Przepraszam kochanie - pocałował mnie w głowę i przytulił mocniej.
Wyrwałam się z objęć i udałam się do swojego chłopaka.
- Chyba jadę do domu. Nie ma Anity, więc posprzątam, ugotuję.. Przyjedziecie wieczorem ? Marco musi z nią pogadać.
- Pewnie. Muszą. Mam dosyć ględzenia. . .
- Więc przyjedźcie o 17... Anity jeszcze nie będzie, więc chwilę pogadamy.
- Moja kochana martwi się o wszystkich. - złapał mnie za podbródek i podniósł go do góry. Zatopił swoje usta w moich.
- Do potem..
Wyszłam z domu i udałam się do samochodu. W drodze zadzwoniłam do Mario, że może przyjechać. Zajechałam pod drzwi i poszłam się przebrać. Mario wszedł nie dzwoniąc. Nadal miał klucze.
- Cześć Mario. Tęskniłam. - podpełzłam do niego i rzuciłam się na szyję.
- Ja też mała. Co tam u ciebie ?
- Nic nuda..
- Sama jesteś ? Gdzie reszta ferajny ?
- To także twoi przyjaciele. Nie zapomnij. Nikt ci nikogo nie zabiera. Długa historia...
- Nie martw się o mnie.. A więc opowiadaj.
Siedliśmy na sofie i gadaliśmy. Byłam koło przyjaciela i trzymałam swoje nogi na jego kolanach.
- Wczoraj zniknęła Anita.. Wszyscy jej szukali, a Marco się niepokoił.. Znalazłam ją na mieście z jakimś typem.. Zrobiła się afera. Anita mówi, że to tatuażysta u którego planuję zrobić nowy tatuaż, a nic nie mówiła, bo to miała być niespodzianka. Ale Marco nie chce w to wierzyć..
- O matko. Jak on się czuję ? Pamiętam jaki załamany był ostatnim razem..
- Niezbyt.. Cały czas jest albo smutny, albo zły i krzyczy.. Już dzisiaj rano na mnie naskoczył..
- Muszę się do niego odezwać..
- Powinieneś...
Gadaliśmy jeszcze długo. Opowiadałam mu rzeczy ze swojego życia. On mi również. Czas szybko leciał. Ugotowaliśmy obiad i zjedliśmy. Mario jeszcze pozmywał.
- Marcik, ja się zbieram . .
- Gdzie już uciekasz ? Pali się ?
- Nie nie pali. Obiecałem braciom, że do nich wpadnę. Zadzwonię później albo jutro.
- No dobrze. To leć. - przytuliłam się do niego i nie puszczałam.
- Marta muszę iść...
- Zaraz !
- Martaa...
- No dobra. Idź. Ale masz się odezwać !!
- Odezwę się na pewno.
Chciałam przygotować ciasto. Wiedziałam, że każdy lubi ciasto i na pewno rozładuje to troche atmosferę. Upiekłam murzynka. Gdy wyciągałam go z blachy, do domu weszli Moritz i Marco.
- O boże jak pachnie.. - rozmarzył się Moritz.
- Już. Poczekaj niech przestygnie.
- Muszę ?
-Tak. Będzie cię bolał brzuszek. - powiedziałam głaszcząc go po brzuchu.
- No dobrze. To czekam.
- Marco jak tam.?
-...
- Marco ?
-...
- MARCO !
- Co co ?
- Pytam się jak tam ? O czym tak myślisz ?
- O niej..
- Zaraz przyjdzie to porozmawiacie...
- No, no dobra.. - gdy to mówił, już mnie nie słuchał..
Zrobiłam kawę i pokroiłam ciasto. Chłopcy zjedli całe. Sami.
- Pyszne kochanie.
- Dziękuje.
- No to teraz poprosimy drugie siostra.
- Nie ma drugiego. Nie mogę was rozpuszczać.
- Oh.. Ale ty jesteś..
Usłyszałam klucze wkładane do zamku. Do przedpokoju weszła Anita. Odstawiła torbe i zdjęła buty. Po cichu weszła do kuchni.
- Marco.. Możemy porozmawiać ?
- Mo. Zabieramy się. Czas na "deser" - powiedziałam poruszając brwiami. Zaśmiał się i złapał mnie za ręke. Poszliśmy do mojego pokoju.
* U Anity *
- Marco.. Ja.. To nie było tak jak to wyglądało. Na prawde nie wiedziałam, że tak to wyjdzie.
- Aha. Ciekawe...
- To miała być niespodzianka, dlatego nic nie mówiłam. Byłam umówiona z tatuażystą. Siedzieliśmy na kawie i przeglądaliśmy katalog ze wzorami.
- No i ja mam w to wierzyć ? Carolin też tak mówiła..
- Super!-powiedziałam wściekła.-A miała ta twoja Caroline coś takiego?! Zobacz ! - powiedziałam podciągając koszulkę i pokazując bliznę. Na moich żebrach widniał nowy tatuaż. Był to duży napis " Let the Love Save Your Soul ... M. " . Pod napisem widniały dwie piękne róże, żółta i czerwona. Litera M stała dla Marco.
Marco wstał i podszedł do mnie. Delikatnie dotknął boku, podziwiając moją bliznę.
- Przepraszam kochanie. - objął mnie delikatnie i pocałował. Nie byłam już na niego zła. Wiedziałam, że ta sytuacja była dwuznaczna.
- Chodź jedziemy do mnie. Niech M&M-sy zostaną sami.
* U Marty *
Leżeliśmy na moim łóżku i oglądaliśmy telewizję.
- Nic nie słychać z dołu. Nie pozabijali się?
- Na pewno nie.-odpowiedziałam.
- Co dzisiaj robiłaś ?
- Nic.. Przyjechałam do domu.. Zadzwoniłam do Mario, posiedzieliśmy, pogadaliśmy...
- Co on tu robił ?
- Nic.. Przyjaźnimy się. Chcieliśmy pogadać.
- Tylko pogadać ?
- Moritz. Teraz ty popadasz w paranoję ?
- Ja popadam w paranoję ? Całujesz, spotykasz się z nim za moimi plecami.
- Że co ?
- Widziałem, jak całowaliście się ostatnio. A niby poszłaś tylko po telefon..
- To on mnie pocałował. Od razu go odepchnęłam i wytłumaczyłam, że kocham ciebie.
- Weź.. Jak by tak było to byś się dzisiaj z nim nie spotkała..
- O nie ! Nikt mi nie będzie zabraniał spotykać się z przyjacielem ! Moritz nie zdradzam cię ! Kocham tylko ciebie !
- Pewna jesteś ? A może lecisz na dwa fronty ?
- Wyjdź.
- To jak ? Przyznasz się ?
- Powiedziałam wyjdź..
- A więc nie.. KURWA.
- WYPIE*DALAJ Z MOJEGO DOMU !!!
Moritz wyszedł z domu i odjechał. Rozpłakałam się i schowałam twarz w poduszkę. Marco i Anity już nie było. Napisałam SMS..
Mario przyjedź..proszę...
_______________________________________________________
Huhuhu ale się dzieję :D mam nadzieję że się podoba ;) zapraszam do komentowania :)
niedziela, 10 marca 2013
Rozdział 11
* U Anity *
Obudziłam się wtulona w Marco. Wygląda słodko, gdy śpi. Zauważyłam, że dostałam smsa.
"Widzimy się o 10 mała" -ucieszyłam się.
Wstałam tak, aby nie obudzić chłopaka. Miałam jeszcze półtorej godziny, więc poszłam pobiegać. Zaniedbałam się po przyjeździe do Niemiec. Potem szybko przebrałam się i pojechałam do miasta, gdy wszyscy jeszcze spali.
-Dzień dobry.
-Hej Anita.
-Proszę, powiedz że masz kawę.-powiedziałam z nadzieją do mężczyzny.
-Zaraz obok jest kafejka. Wezmę tylko album i idziemy.
-Dobra.
Siedzieliśmy na dworze, bo była bardzo ładna pogoda, ale nie było upału.
-To tym stylem. Tu wstawimy to, a tu tak. Jak ci się to widzi?-spytałam.
-Czemu nie. A gdzie?
-Tu bym chciała.
-Hmmm...ok.
-Kiedy skończymy?
-Musimy się jutro zobaczyć i będzie super.
Byłam bardzo zadowolona.
-Kurde. Telefon mi padł. Wracamy na górę?-zaproponowałam.
Ok 18 wróciłam do domu. Marta siedziała w kuchni zasmucona.
-Hej młoda? Co się dzieje? Ty nie z Mo?
Widać po niej, że była wkurzona.
-Anita, co ty odpierdzielasz?!
-Hmm? -rzuciłam, jednocześnie próbując skojarzyć co takiego zrobiłam.
* U Marty *
Gdy rano wstaliśmy, Marty już nie było. Pomyślałam, że poszła biegać, więc jej nie przeszkadzaliśmy. Wytłumaczyłam to Marco. Miałam czas z nim porozmawiać.
- Chodźcie chłopaki. Pogadamy. - powiedziałam człapiąc do kanapy. Obydwaj siedli obok mnie i mnie objęli.
- Więc to na poważnie ? - zapytałam odwracając się w stronę Reusa - Wiedz, że jeśli ją zranisz powyrywam ci nogi z dupy. Nie dam jej nic zrobić.
- To na poważnie. Kocham ją bardziej, niż wtedy Caro... Masz ode mnie pozwolenie. Jeśli coś mi odpali, po prostu się mną zajmij.
- No dobrze braciszku. Robię to, bo was kocham. Jeśli ona, by coś odpaliła to ją zabiję. Zależy mi na was wszystkich. - powiedziałam całując chłopców w policzki.
- Moritz.
- Tak ?
- To samo tyczy się ciebie. Jeśli jej coś zrobisz.. To wiedz, że jest z tobą źle. To moja SIOSTRA.-zagroził Marco.
- Nie mam najmniejszego zamiaru. - powiedział Mo odgarniając mi włosy i muskając szyję.
- Nie strasz go, bo mnie zostawi i wtedy będę ciebie zamęczać.
- Po to jestem kochana. Obojętne co jest, możesz do mnie przyjść. To że jest Anita nic nie zmieniło. Dalej jesteś moją malutką.
- A ty moim dużym braciszkiem.
Gadaliśmy tak jeszcze trochę. Była już 15, a Anity dalej nie było. Marco bardzo się niepokoił, bo jej telefon nie odpowiadał. Postanowiliśmy pojeździć po mieście. Rozdzieliliśmy się. Pierwszy raz od wypadku usiadłam za kierownicą. Uznałam, że czuję się już dobrze.
Jeździliśmy w kółko. Cały czas byliśmy w kontakcie. Jechałam koło kawiarni, gdy zobaczyłam Anitę z jakimś chłopakiem. Siedzieli blisko siebie. Bardzo blisko.
- O F*CK !! - rozmawiałam właśnie z Marco przez jeden telefon, a z Mo przez drugi.
- MARTA !! CO SIĘ DZIEJĘ ? - wydarł się zaniepokojony Moritz do telefonu.
- Spokojnie. Mi nic nie jest.. Jedźcie do domu, już wracam...
- A co z Anitą ?? - powiedział zdenerwowany Marco.
- Zguba się znalazła. Nie powinnam jej przeszkadzać. . .
- Marta ! Co ty zobaczyłaś ?
- Jedzcie do mnie.. Wszystko wam wytłumaczę.
- Dobra. Pośpiesz się.
Rozłączyłam się i złapałam za jeden z telefonów. Szybko zrobiłam zdjęcie. Chciałam mieć dowód.. Byłam na nią bardzo, baardzo zła. Pojechałam szybko do domu.
- Dobra chłopaki widziałam ją..
- No i gdzie ona jest ?
- Siedziała na kawie, ale..
- CO ALE ?
Nie byłam pewna, czy mam mówić Marco. Ale uznałam, że nie powinnam ani ja, ani ona go oszukiwać. . .
- Nie była sama..
- Jak to ?
- Marco to mógł być znajomy, rodzina... Nie wiem kto. To nie musiało nic znaczyć.. - wyjęłam telefon i pokazałam im zdjęcie.
- O nie. To nie znajomy. Wiecie co... Chyba pojadę do domu.
- MARCO !! NIE RÓB NIC GŁUPIEGO ! MARCO ! - wydarłam się na niego i wskoczyłam mu na szyje. Wiedziałam, że jest z nim źle. Nie mogłam go puścić samego.
- Marco idioto. Możesz na nas liczyć. Nie rób nic głupiego, bo cię uduszę stary...
- Mo on nie może pojechać sam. Jedź z nim. Ja na nią poczekam. Powytykam i przyjadę do was. Nie mam zamiaru z nią siedzieć...
- Nie Marta. Ja chce być sam..
- Nie Marco ! Nie ma chce być sam. Nie chcesz. Wierz mi, nie chcesz. Jedźcie !
Chłopcy pojechali, a ja weszłam do domu. Byłam zła. Byłam też smutna, że własna siostra tak wykorzystała mojego prawie brata. Gdyby podeszła mi teraz pod rękę byłoby źle. Poszłam do kuchni i napiłam się wody. Usiadłam. Musiała ze mnie zejść złość. Mogłabym ją zabić... Nie miałam zbyt wiele czasu, bo po 18 przyszła do domu.
-Hej młoda? Co się dzieje? Ty nie z Mo? - spytała zadowolona.
-Anita, co ty odpierdzielasz ?! - wrzasnęłam wstając od stołu.
-Hmm? -rzuciła.
- I ty się jeszcze pytasz ?! My jeździmy, martwimy się, a ty sobie randkujesz ?
- O co ci chodzi ? Jakie randkowanie ?
- Dzwoniliśmy, ale miałaś wyłączony telefon. Marco postawił wszytko do góry nogami żeby cię znaleźć. W końcu pomyślałam o kawiarni koło parku. Jadę, rozglądam się, a ty ..aaaaaaaaa - wrzeszczałam pokazując jej zdjęcie.
- Marta to nie tak..
- A jak ? I to nie mi powinnaś się tłumaczyć. Tylko Marco. Jest z nim źle ! Bardzo.
- Po bieganiu byłam umówiona. Nikomu nie mówiłam, bo to była niespodzianka. Chcę sobie zrobić tatuaż. Poszliśmy na kawę i rozmawialiśmy o projekcie. A to, że siedzimy sobie prawie na kolanach, to dlatego, że zaglądaliśmy do jednego katalogu. A to, że mnie dotyka to przypadek. Rozmawialiśmy o miejscu tatuażu.
- Anita. Mówi się o czymś takim. Wiesz jak Marco się teraz czuje. Nie mogłam go puścić samego do domu. . . Dobra koniec gadania. Jadę tam.
- Jadę z tobą !
- Nigdzie nie jedziesz. Ja mu to jakoś wytłumaczę. Niech ochłonie.
Wsiadłam do samochodu i pojechałam. Byłam mocno rozkojarzona. W głowie miałam scenę Anity i tatuażysty. Mnie i Mario.. Nie patrzyłam na drogę. Przejechałam na czerwonym świetle. . . Miałam szczęście, że nic nie jechało. Już bym leżała na wyciągu albo co gorsza w piachu.. Gdy zajechałam, zgasiłam samochód i jeszcze chwilę siedziałam. Nie mogłam się wyrwać z zamyślenia.. Moritz usłyszał samochód i wyszedł przed dom. Otworzył moje drzwi.
- Wszystko w porządku kochanie ?
- Taak... tak wszystko dobrze. Wytłumaczyło się..
- Cieszę się. Chodź pogadasz z nim.
Weszłam do domu Moritza. Marco leżał na kanapie i udawał, że ogląda film. Podniosłam jego głowę i usiadłam. Położyłam jego blond fryzurę na swoich nogach. Głaskałam go po głowie.
- Widzisz mówiłam, że to zbieg okoliczności.. To był tatuażysta. Oglądali katalog.. telefon jej się rozładował.
- Oj dobra.. Caro też tak mówiła. Skończ. - złapałam go mocnej za kłaki. Dałam mu do zrozumienia "grzeczniej ". - ał.. dobra..
- Marco nie zamartwiaj się. . .
- Stary. Głowa do góry. Trzeba mu polać. - powiedział Mo, sięgając po butelkę z koniakiem. Nalał do szklani i podał przyjacielowi, który wypił wszystko na raz.
Siedziałam i słuchałam rozmowy chłopaków. Rozmawiali o dziewczynach, samochodach, piłce,... Byli pijani. Postanowiłam przerwać ich alkoholowy tok.
- Dobra chłopaki. Koniec. Spać. Wy tam. - powiedziałam do chłopaków wskazując na sypialnie Moritza - a ja tu.
- No dobra.. A nie chcesz z nami ?
- O nie nie. Ja z pijakami nie śpię.
- No dobra..
Zaprowadziłam panów do sypialni. Od razu odpłynęli. Nakryłam ich kocykiem i zrobiłam zdjęcie. Nie mogłam się powstrzymać. Wyszłam z pokoju i przymknęłam drzwi. Nie chciałam ich zamykać, by słyszeć czy oddychają.
Nie mogłam spać... Chodziło mi po głowie tysiące myśli. Sięgnęłam po telefon i wybrałam numer do Mario.
- Marta.. Co się dzieję. Czemu dzwonisz o tej porze.. - powiedział Mario mocno zaspany.
- O matko. Mario przepraszam.. Zapomniałam, która godzina. Przepraszam. Dobranoc.
- Marta myszko. O co chodzi ?
- ...
_________________________________________________________
Zapraszam do komentowania :) Mam nadzieję że się podoba ;)
Obudziłam się wtulona w Marco. Wygląda słodko, gdy śpi. Zauważyłam, że dostałam smsa.
"Widzimy się o 10 mała" -ucieszyłam się.
Wstałam tak, aby nie obudzić chłopaka. Miałam jeszcze półtorej godziny, więc poszłam pobiegać. Zaniedbałam się po przyjeździe do Niemiec. Potem szybko przebrałam się i pojechałam do miasta, gdy wszyscy jeszcze spali.
-Dzień dobry.
-Hej Anita.
-Proszę, powiedz że masz kawę.-powiedziałam z nadzieją do mężczyzny.
-Zaraz obok jest kafejka. Wezmę tylko album i idziemy.
-Dobra.
Siedzieliśmy na dworze, bo była bardzo ładna pogoda, ale nie było upału.
-To tym stylem. Tu wstawimy to, a tu tak. Jak ci się to widzi?-spytałam.
-Czemu nie. A gdzie?
-Tu bym chciała.
-Hmmm...ok.
-Kiedy skończymy?
-Musimy się jutro zobaczyć i będzie super.
Byłam bardzo zadowolona.
-Kurde. Telefon mi padł. Wracamy na górę?-zaproponowałam.
Ok 18 wróciłam do domu. Marta siedziała w kuchni zasmucona.
-Hej młoda? Co się dzieje? Ty nie z Mo?
Widać po niej, że była wkurzona.
-Anita, co ty odpierdzielasz?!
-Hmm? -rzuciłam, jednocześnie próbując skojarzyć co takiego zrobiłam.
* U Marty *
Gdy rano wstaliśmy, Marty już nie było. Pomyślałam, że poszła biegać, więc jej nie przeszkadzaliśmy. Wytłumaczyłam to Marco. Miałam czas z nim porozmawiać.
- Chodźcie chłopaki. Pogadamy. - powiedziałam człapiąc do kanapy. Obydwaj siedli obok mnie i mnie objęli.
- Więc to na poważnie ? - zapytałam odwracając się w stronę Reusa - Wiedz, że jeśli ją zranisz powyrywam ci nogi z dupy. Nie dam jej nic zrobić.
- To na poważnie. Kocham ją bardziej, niż wtedy Caro... Masz ode mnie pozwolenie. Jeśli coś mi odpali, po prostu się mną zajmij.
- No dobrze braciszku. Robię to, bo was kocham. Jeśli ona, by coś odpaliła to ją zabiję. Zależy mi na was wszystkich. - powiedziałam całując chłopców w policzki.
- Moritz.
- Tak ?
- To samo tyczy się ciebie. Jeśli jej coś zrobisz.. To wiedz, że jest z tobą źle. To moja SIOSTRA.-zagroził Marco.
- Nie mam najmniejszego zamiaru. - powiedział Mo odgarniając mi włosy i muskając szyję.
- Nie strasz go, bo mnie zostawi i wtedy będę ciebie zamęczać.
- Po to jestem kochana. Obojętne co jest, możesz do mnie przyjść. To że jest Anita nic nie zmieniło. Dalej jesteś moją malutką.
- A ty moim dużym braciszkiem.
Gadaliśmy tak jeszcze trochę. Była już 15, a Anity dalej nie było. Marco bardzo się niepokoił, bo jej telefon nie odpowiadał. Postanowiliśmy pojeździć po mieście. Rozdzieliliśmy się. Pierwszy raz od wypadku usiadłam za kierownicą. Uznałam, że czuję się już dobrze.
Jeździliśmy w kółko. Cały czas byliśmy w kontakcie. Jechałam koło kawiarni, gdy zobaczyłam Anitę z jakimś chłopakiem. Siedzieli blisko siebie. Bardzo blisko.
- O F*CK !! - rozmawiałam właśnie z Marco przez jeden telefon, a z Mo przez drugi.
- MARTA !! CO SIĘ DZIEJĘ ? - wydarł się zaniepokojony Moritz do telefonu.
- Spokojnie. Mi nic nie jest.. Jedźcie do domu, już wracam...
- A co z Anitą ?? - powiedział zdenerwowany Marco.
- Zguba się znalazła. Nie powinnam jej przeszkadzać. . .
- Marta ! Co ty zobaczyłaś ?
- Jedzcie do mnie.. Wszystko wam wytłumaczę.
- Dobra. Pośpiesz się.
Rozłączyłam się i złapałam za jeden z telefonów. Szybko zrobiłam zdjęcie. Chciałam mieć dowód.. Byłam na nią bardzo, baardzo zła. Pojechałam szybko do domu.
- Dobra chłopaki widziałam ją..
- No i gdzie ona jest ?
- Siedziała na kawie, ale..
- CO ALE ?
Nie byłam pewna, czy mam mówić Marco. Ale uznałam, że nie powinnam ani ja, ani ona go oszukiwać. . .
- Nie była sama..
- Jak to ?
- Marco to mógł być znajomy, rodzina... Nie wiem kto. To nie musiało nic znaczyć.. - wyjęłam telefon i pokazałam im zdjęcie.
- O nie. To nie znajomy. Wiecie co... Chyba pojadę do domu.
- MARCO !! NIE RÓB NIC GŁUPIEGO ! MARCO ! - wydarłam się na niego i wskoczyłam mu na szyje. Wiedziałam, że jest z nim źle. Nie mogłam go puścić samego.
- Marco idioto. Możesz na nas liczyć. Nie rób nic głupiego, bo cię uduszę stary...
- Mo on nie może pojechać sam. Jedź z nim. Ja na nią poczekam. Powytykam i przyjadę do was. Nie mam zamiaru z nią siedzieć...
- Nie Marta. Ja chce być sam..
- Nie Marco ! Nie ma chce być sam. Nie chcesz. Wierz mi, nie chcesz. Jedźcie !
Chłopcy pojechali, a ja weszłam do domu. Byłam zła. Byłam też smutna, że własna siostra tak wykorzystała mojego prawie brata. Gdyby podeszła mi teraz pod rękę byłoby źle. Poszłam do kuchni i napiłam się wody. Usiadłam. Musiała ze mnie zejść złość. Mogłabym ją zabić... Nie miałam zbyt wiele czasu, bo po 18 przyszła do domu.
-Hej młoda? Co się dzieje? Ty nie z Mo? - spytała zadowolona.
-Anita, co ty odpierdzielasz ?! - wrzasnęłam wstając od stołu.
-Hmm? -rzuciła.
- I ty się jeszcze pytasz ?! My jeździmy, martwimy się, a ty sobie randkujesz ?
- O co ci chodzi ? Jakie randkowanie ?
- Dzwoniliśmy, ale miałaś wyłączony telefon. Marco postawił wszytko do góry nogami żeby cię znaleźć. W końcu pomyślałam o kawiarni koło parku. Jadę, rozglądam się, a ty ..aaaaaaaaa - wrzeszczałam pokazując jej zdjęcie.
- Marta to nie tak..
- A jak ? I to nie mi powinnaś się tłumaczyć. Tylko Marco. Jest z nim źle ! Bardzo.
- Po bieganiu byłam umówiona. Nikomu nie mówiłam, bo to była niespodzianka. Chcę sobie zrobić tatuaż. Poszliśmy na kawę i rozmawialiśmy o projekcie. A to, że siedzimy sobie prawie na kolanach, to dlatego, że zaglądaliśmy do jednego katalogu. A to, że mnie dotyka to przypadek. Rozmawialiśmy o miejscu tatuażu.
- Anita. Mówi się o czymś takim. Wiesz jak Marco się teraz czuje. Nie mogłam go puścić samego do domu. . . Dobra koniec gadania. Jadę tam.
- Jadę z tobą !
- Nigdzie nie jedziesz. Ja mu to jakoś wytłumaczę. Niech ochłonie.
Wsiadłam do samochodu i pojechałam. Byłam mocno rozkojarzona. W głowie miałam scenę Anity i tatuażysty. Mnie i Mario.. Nie patrzyłam na drogę. Przejechałam na czerwonym świetle. . . Miałam szczęście, że nic nie jechało. Już bym leżała na wyciągu albo co gorsza w piachu.. Gdy zajechałam, zgasiłam samochód i jeszcze chwilę siedziałam. Nie mogłam się wyrwać z zamyślenia.. Moritz usłyszał samochód i wyszedł przed dom. Otworzył moje drzwi.
- Wszystko w porządku kochanie ?
- Taak... tak wszystko dobrze. Wytłumaczyło się..
- Cieszę się. Chodź pogadasz z nim.
Weszłam do domu Moritza. Marco leżał na kanapie i udawał, że ogląda film. Podniosłam jego głowę i usiadłam. Położyłam jego blond fryzurę na swoich nogach. Głaskałam go po głowie.
- Widzisz mówiłam, że to zbieg okoliczności.. To był tatuażysta. Oglądali katalog.. telefon jej się rozładował.
- Oj dobra.. Caro też tak mówiła. Skończ. - złapałam go mocnej za kłaki. Dałam mu do zrozumienia "grzeczniej ". - ał.. dobra..
- Marco nie zamartwiaj się. . .
- Stary. Głowa do góry. Trzeba mu polać. - powiedział Mo, sięgając po butelkę z koniakiem. Nalał do szklani i podał przyjacielowi, który wypił wszystko na raz.
Siedziałam i słuchałam rozmowy chłopaków. Rozmawiali o dziewczynach, samochodach, piłce,... Byli pijani. Postanowiłam przerwać ich alkoholowy tok.
- Dobra chłopaki. Koniec. Spać. Wy tam. - powiedziałam do chłopaków wskazując na sypialnie Moritza - a ja tu.
- No dobra.. A nie chcesz z nami ?
- O nie nie. Ja z pijakami nie śpię.
- No dobra..
Zaprowadziłam panów do sypialni. Od razu odpłynęli. Nakryłam ich kocykiem i zrobiłam zdjęcie. Nie mogłam się powstrzymać. Wyszłam z pokoju i przymknęłam drzwi. Nie chciałam ich zamykać, by słyszeć czy oddychają.
Nie mogłam spać... Chodziło mi po głowie tysiące myśli. Sięgnęłam po telefon i wybrałam numer do Mario.
- Marta.. Co się dzieję. Czemu dzwonisz o tej porze.. - powiedział Mario mocno zaspany.
- O matko. Mario przepraszam.. Zapomniałam, która godzina. Przepraszam. Dobranoc.
- Marta myszko. O co chodzi ?
- ...
_________________________________________________________
Zapraszam do komentowania :) Mam nadzieję że się podoba ;)
sobota, 9 marca 2013
Rozdział 10
Szybko zapomniałam o zajściu z Mario. Wiedziałam, że mnie kocha, ale byłam pewna moich uczuć do Mo. To jego kochałam. Moja niepewność z przed paru dni minęła i wiedziałam już czego chce. On też coś do mnie czuł. Można było to zobaczyć w jego oczach. Zawsze gdy na mnie zerkał, patrzył jak na 8 cud świata. Bardzo mi się to podobało. Nigdy nie miałam powodzenia u płci przeciwnej. Tak uważałam ja. Pola mówiła, że po prostu tego nie widzę, bo jestem zbyt zajęta odpychaniem od siebie wszystkich, którzy chcą dla mnie dobrze. Moje przemyślenia przerwała Anita, która weszła do pokoju.
- Czemu udajesz, że myślisz?
- Chodź. Zamknij drzwi. Musze ci o czymś powiedzieć.
- Nie mów, że jesteś w ciąży ? - zapytała z uśmiechem.
- Nie ! Nie szybko zostaniesz ciocią.
- Więc o co chodzi ?
- Przedtem. Jak byłam po telefon. Mario wszedł za mną i mnie ...
- Co ?
- Pocałował..
- €£%#@&π√©¶€£ ! Co on sobie myśli ! Ty jesteś z Moritzem. Chyba nie chcesz go zostawić dla Mario?
- No coś ty ! Kocham Moritza jak nikogo innego ! Na pewno nie. Ale czuję się winna w stosunku do Mario. Wyznał mi miłość, a ja go spławiłam...
- No to dobrze.. Weź przestań. Po prostu kochasz Mo, a nie jego. Trudno. Głowa do góry i koko dżambo.
- Wiem, ale on jest taki.. Biedny. Byli trzema singlami, a teraz został sam. Marco ma ciebie, a Moritz mnie.
- Nie martw się o niego. Jest kochany i ładny. Niejedna się za nim ogląda.
- Mam nadzieję.
- Chcesz o tym powiedzieć Mo ?
- Nie. Nie chce ich poróżnić. Nie chce żeby Moritz go znienawidził. To nie jego wina.
- Masz rację. Uważaj na siebie.
- Na pewno.
Pojechałyśmy na stadion. Przed meczem spotkałyśmy się w drużyna.
- No dobra ! Koniec zabawy. Jak mi nie wygracie to nie wiem co wam zrobię... - powiedziałam poważna patrząc na każdego.
- Aa.. Mamy się bać ?
- Mnie ?
- Tak..
- Macie.
- Oo jest niedobrze. Pani Leitner jest zła. - powiedział Moritz obejmując mnie w pasie. Uśmiechnęłam się i odepchnęłam go.
- Powiedziałam koniec zabawy panie LEITNER. - specjalnie podkreśliłam Leitner. Chciałam, żeby nie rozumiał mnie źle.- Dobra gońcie ! Nie poobijajcie sobie dup i nie pozdzierajcie tatuaży.
Mecz był udany dla Borussi. Wygraliśmy wynikiem 3:1. Po meczu każdy przeniósł się do nas. Była gruba impreza. Alkohol płyną wszędzie. Tańczyłam z każdym. Ale tylko z Mo tańczyłam w ten specjalny sposób. Wiedziałam, że w nocy będzie się działo. Marco i Mario pokazywali wszystkim swoje " dziary " jak to nazywali. Nie lubiłam tatuaży, ale jeden mały chciała bym mieć. Nie chciałam, by wszyscy znowu u nas nocowali. Chciałam chwilę prywatności. Pozamawiałam taksówki i powysyłałam pijanych gości do domu. Koło 4 była już tylko nasza czwórka. Poszliśmy do naszych pokoi.
Już przy drzwiach Moritz zaczął rozpinać moją koszulę. Zatopiłam w nim swoje usta. Kochałam go, jego ciało i każdy gest który wykonywał. Kochałam, gdy mnie dotykał i całował. Szybko go rozebrałam. Pragnęłam jego ciała. Byłam głodna jego pieszczot. Tym razem to ja dominowałam. Klęczałam nad nim podziwiając jego tors. Jego skóra mieniła się w świetle księżyca.
* U Błaszczykowskich *
- Kubuś wiesz.. Lubię Martę.. Wydaje mi się że skądś ją znam.. Już ją kiedyś widziałam..
- Nie mam pojęcia gdzie. Jest z Lubelskiego, a studiowała w Warszawie..
- Kuba wiem ! Widziałam ją na zdjęciach u twojej babci !!
- No ciekawe jak. Obca dziewczyna na naszych zdjęciach...
- Skąd wiesz, że jest obca...
* U Marty *
Noc była cudowna. Jak każda z nim spędzona. Leżałam jak najbliżej niego. Poje piersi dotykały jego klatki. Moje usta całowały jego. Mój język muskał jego język. Wszystko było idealne. Jego dłoń delikatnie głaskała najpierw moją szyję, potem moje plecy, biodra, tyłek... Kochałam to. Przechodziły mnie ciarki.
- Mam nadzieję, że już zawsze tak będzie. .
- Będzie. - powiedział rozmarzony i wtopiony w moje oczy.
- Nadal nie wieżę w moje szczęście.. - nachylił się i namiętnie mnie pocałował.
- A teraz ?
- Może troszkę. - powiedziałam uśmiechnięta
- Popracujemy jeszcze nad tym.
- Już nie mogę się doczekać. - nachyliłam się i musnęłam jego ramie.
- Planowałaś już kiedyś przyszłość ?
- Planowałam. Ale do pewnego momentu. Chciałam studiować w Warszawie i pracować dla Borussi. Mieć piękny dom i dużo samochodów. I cudownego chłopaka. A więc wszystko już spełniłam. . .
- Też kiedyś planowałem. . .
- I co się stało z planami ?
- Spełniły się. Leżysz obok mnie.. - było mi miło. Znów zaczęliśmy się namiętnie całować i dotykać. I wróciliśmy do naszego ulubionego zajęcia.
U Anity
Pierwszy dzień praktyk już za mną. Nie miałam dużo do roboty. Po meczu pomogłam rozmasować mięśnie chłopaków i wróciłam ze wszystkimi do domu. Wszyscy się wybawili, jednak ilość pustych butelek nie była imponująca. Marco uznał, że dzisiaj nie pije, więc postanowiłam mu towarzyszyć. Koło 3 Marta miała już dosyć i po nasz dom zajechały taksówki. Mój erotoman od razu zniknął razem z Mo.
-Mam nadzieję, że nie zostawisz mnie z nimi?- spytałam się misia, siadając mu na kolanach.
-Ciebie? Nigdy!
Właśnie w telewizji leciała powtórka dzisiejszego meczu.
-Ale ciacho. Boże, co za Adonis. Ale bym...hmm..
Marco spoglądał na mnie zaniepokojony.
-Zobacz. W żółtej koszulce. 11 pisze.-odwróciłam się do niego i pocałowałam. Spojrzałam mu w oczy i widziałam miłość która mnie darzy. Byłam pewną że mur mógł zniknąć. Porwałam go na górę gdzie oddaliśmy się przyjemności.
____________________________________________
No i jest już 10 :) zapraszam do komentowania :)
- Czemu udajesz, że myślisz?
- Chodź. Zamknij drzwi. Musze ci o czymś powiedzieć.
- Nie mów, że jesteś w ciąży ? - zapytała z uśmiechem.
- Nie ! Nie szybko zostaniesz ciocią.
- Więc o co chodzi ?
- Przedtem. Jak byłam po telefon. Mario wszedł za mną i mnie ...
- Co ?
- Pocałował..
- €£%#@&π√©¶€£ ! Co on sobie myśli ! Ty jesteś z Moritzem. Chyba nie chcesz go zostawić dla Mario?
- No coś ty ! Kocham Moritza jak nikogo innego ! Na pewno nie. Ale czuję się winna w stosunku do Mario. Wyznał mi miłość, a ja go spławiłam...
- No to dobrze.. Weź przestań. Po prostu kochasz Mo, a nie jego. Trudno. Głowa do góry i koko dżambo.
- Wiem, ale on jest taki.. Biedny. Byli trzema singlami, a teraz został sam. Marco ma ciebie, a Moritz mnie.
- Nie martw się o niego. Jest kochany i ładny. Niejedna się za nim ogląda.
- Mam nadzieję.
- Chcesz o tym powiedzieć Mo ?
- Nie. Nie chce ich poróżnić. Nie chce żeby Moritz go znienawidził. To nie jego wina.
- Masz rację. Uważaj na siebie.
- Na pewno.
Pojechałyśmy na stadion. Przed meczem spotkałyśmy się w drużyna.
- No dobra ! Koniec zabawy. Jak mi nie wygracie to nie wiem co wam zrobię... - powiedziałam poważna patrząc na każdego.
- Aa.. Mamy się bać ?
- Mnie ?
- Tak..
- Macie.
- Oo jest niedobrze. Pani Leitner jest zła. - powiedział Moritz obejmując mnie w pasie. Uśmiechnęłam się i odepchnęłam go.
- Powiedziałam koniec zabawy panie LEITNER. - specjalnie podkreśliłam Leitner. Chciałam, żeby nie rozumiał mnie źle.- Dobra gońcie ! Nie poobijajcie sobie dup i nie pozdzierajcie tatuaży.
Mecz był udany dla Borussi. Wygraliśmy wynikiem 3:1. Po meczu każdy przeniósł się do nas. Była gruba impreza. Alkohol płyną wszędzie. Tańczyłam z każdym. Ale tylko z Mo tańczyłam w ten specjalny sposób. Wiedziałam, że w nocy będzie się działo. Marco i Mario pokazywali wszystkim swoje " dziary " jak to nazywali. Nie lubiłam tatuaży, ale jeden mały chciała bym mieć. Nie chciałam, by wszyscy znowu u nas nocowali. Chciałam chwilę prywatności. Pozamawiałam taksówki i powysyłałam pijanych gości do domu. Koło 4 była już tylko nasza czwórka. Poszliśmy do naszych pokoi.
Już przy drzwiach Moritz zaczął rozpinać moją koszulę. Zatopiłam w nim swoje usta. Kochałam go, jego ciało i każdy gest który wykonywał. Kochałam, gdy mnie dotykał i całował. Szybko go rozebrałam. Pragnęłam jego ciała. Byłam głodna jego pieszczot. Tym razem to ja dominowałam. Klęczałam nad nim podziwiając jego tors. Jego skóra mieniła się w świetle księżyca.
* U Błaszczykowskich *
- Kubuś wiesz.. Lubię Martę.. Wydaje mi się że skądś ją znam.. Już ją kiedyś widziałam..
- Nie mam pojęcia gdzie. Jest z Lubelskiego, a studiowała w Warszawie..
- Kuba wiem ! Widziałam ją na zdjęciach u twojej babci !!
- No ciekawe jak. Obca dziewczyna na naszych zdjęciach...
- Skąd wiesz, że jest obca...
* U Marty *
Noc była cudowna. Jak każda z nim spędzona. Leżałam jak najbliżej niego. Poje piersi dotykały jego klatki. Moje usta całowały jego. Mój język muskał jego język. Wszystko było idealne. Jego dłoń delikatnie głaskała najpierw moją szyję, potem moje plecy, biodra, tyłek... Kochałam to. Przechodziły mnie ciarki.
- Mam nadzieję, że już zawsze tak będzie. .
- Będzie. - powiedział rozmarzony i wtopiony w moje oczy.
- Nadal nie wieżę w moje szczęście.. - nachylił się i namiętnie mnie pocałował.
- A teraz ?
- Może troszkę. - powiedziałam uśmiechnięta
- Popracujemy jeszcze nad tym.
- Już nie mogę się doczekać. - nachyliłam się i musnęłam jego ramie.
- Planowałaś już kiedyś przyszłość ?
- Planowałam. Ale do pewnego momentu. Chciałam studiować w Warszawie i pracować dla Borussi. Mieć piękny dom i dużo samochodów. I cudownego chłopaka. A więc wszystko już spełniłam. . .
- Też kiedyś planowałem. . .
- I co się stało z planami ?
- Spełniły się. Leżysz obok mnie.. - było mi miło. Znów zaczęliśmy się namiętnie całować i dotykać. I wróciliśmy do naszego ulubionego zajęcia.
U Anity
Pierwszy dzień praktyk już za mną. Nie miałam dużo do roboty. Po meczu pomogłam rozmasować mięśnie chłopaków i wróciłam ze wszystkimi do domu. Wszyscy się wybawili, jednak ilość pustych butelek nie była imponująca. Marco uznał, że dzisiaj nie pije, więc postanowiłam mu towarzyszyć. Koło 3 Marta miała już dosyć i po nasz dom zajechały taksówki. Mój erotoman od razu zniknął razem z Mo.
-Mam nadzieję, że nie zostawisz mnie z nimi?- spytałam się misia, siadając mu na kolanach.
-Ciebie? Nigdy!
Właśnie w telewizji leciała powtórka dzisiejszego meczu.
-Ale ciacho. Boże, co za Adonis. Ale bym...hmm..
Marco spoglądał na mnie zaniepokojony.
-Zobacz. W żółtej koszulce. 11 pisze.-odwróciłam się do niego i pocałowałam. Spojrzałam mu w oczy i widziałam miłość która mnie darzy. Byłam pewną że mur mógł zniknąć. Porwałam go na górę gdzie oddaliśmy się przyjemności.
____________________________________________
No i jest już 10 :) zapraszam do komentowania :)
czwartek, 7 marca 2013
Rozdizał 9
Obudził mnie odgłos skrzypiących schodów. Pomyślałam, że to Anita wróciła do domu. Obróciłam się twarzą do drzwi, które nagle się otworzyły. Do sypialni wszedł Moritz. Od razu poderwałam się z łóżka całkiem zapominając o nodze.
- Cześć myszko.
- Cześć. Stęskniłam się. Myślałam, że to Anita.
- Ja też się strasznie stęskniłem. Oni szaleją u siebie w pokoju. - powiedział Moritz śmiejąc się.
- Grube ściany. Nic nie słyszałam.
- Dziwne. Jest u nich baaardzo głośno.
- Hehehe. Ciekawe jak było u nas. - powiedziałam całując chłopaka w usta. Wiedziałam, że Mo jest zmęczony, bo miał za sobą długą drogę.
- Idź się przebierz kochanie. Wiem, że jesteś wykończony.
Moritz wziął szybki prysznic, wrócił do pokoju i położył się obok. Pocałował mnie przytulając do siebie. Byłam szczęśliwa. Nigdzie mi się nie śpieszyło. Była noc, więc mieliśmy jeszcze sporo czasu dla siebie.
Spaliśmy do 12. Moritz musiał być wypoczęty, bo był w wyjściowej 11 na dzisiejszy mecz przeciwko Freiburgowi. Gdy zeszliśmy w objęciach na dół, przy stole siedzieli Marco i Anita. Gdy ich zobaczyłam nie mogłam się powstrzymać. Parsknęłam śmiechem. Nie wiedzieli o co chodzi. Tylko Mo rozumiał i się przyłączył.
- Upojna noc. - powiedział mój ukochany szturchając Marco.
- Yyy... ale jak to? - zapytała Anita bardzo speszona.
- Przyjechałem w nocy. Na schodach było głośno.
- Oj tam. U was na pewno nie było lepiej.
- U nas się nic nie działo. Moritz wrócił zmęczony i od razu usnęliśmy.
- No, ale Anita mi opowiadała jak zastała wczoraj wasz dom.-rzucił Marco śmiejąc się.
- A to to już coś innego. - powiedziałam uśmiechnięta całując Leitnera.
Chłopcy i Anita zjedli śniadanie, a ja wypiłam kawę.
-Ooo Marta, życie za kawę.- powiedziała Anita, więc zrobiłam jeszcze jedną.
Ubraliśmy się i pojechaliśmy na trening. Siedziałyśmy na ławce, gdy przybiegły Oliwka i Sara.
- Cześć dziewczynki. A gdzie mamy ?
-Idą idą. - powiedziała Oliwia wskakując mi na kolana. Anita umieściła Sarę na swoich.
- Cześć mamuśki. Jak tam po imprezie ?
- A no z nami dobrze. Gorzej z nimi.- powiedziała Ewa wskazując na siedzących Kubę i Łukasza.
- A mówiłam. Jak nie dojdą do siebie do wieczora to im nakopię do dupy. - powiedziałam, wściekłym wzrokiem patrząc w stronę piłkarzy.
- Będzie dobrze. - powiedziała Anita wpatrzona w Marco.
Trening szybko zleciał i już jechaliśmy do naszego domu. Na szybki obiad wpadł i Mario. Anita, Marco i Moritz gotowali, a ja poszłam do sypialni, gdyż zapomniałam rano telefonu. Zaraz za mną wszedł Mario.
- Hej Marta...
- Tak Mario?
Podszedł do mnie, złapał w pasie i przyciągnął do siebie. Nie zdążyłam się odsunąć, gdy zatopił swoje usta w moich. Przez moment dałam się ponieść przyjemności, ale zaraz po chwili zrozumiałam co robimy i odepchnęłam go.
- Mario co ty robisz ? Dobrze wiesz, że jestem z Moritzem.
- Marta ja już nie mogę. Cały czas o tobie myślę. . . Gdy śpię, śnisz mi się ... Potrzebuję cię.
- Mario. Jesteś dla mnie ważny. Ale jako brat i najlepszy przyjaciel. Kocham cię, ale inaczej. Jak członka rodziny. . .
- Nie zmienisz zdania..
- Nie. Raczej nie..
- Będę czekał . . . - podeszłam do niego i przytuliłam. Nie chciałam stracić przyjaciela.
Zabrałam telefon i zeszłam na dół. Z moją nogą było już dobrze. Anita naciskała żebym ćwiczyła, więc pomagała mi w rehabilitacjach. Dobrze nam to szło.
Zadzwoniłam do Poli.
- Hej Poluś.
- Hej Martaa! Co się nie odzywasz do mnie. Zapomniałaś ?
- Nie, nie.. Dużo się dzieje. Chciałam się spytać, kiedy masz czas, żebym przyjechała po swoje rzeczy..
- A więc nie wracasz do mnie..?
- Moje miejsce jest tutaj z Mo..
- Mo ?
- Moritz.
- Moritz ?
- Leitner.
- Leitner ?
- Borussia Dortmund.
- Aa. To to wiem. Klub tam u ciebie w Dortmundzie. Mecz kiedyś oglądałyśmy.
- Tak 100 punktów. A teraz dalej. To jest piłkarz tego klubu.
- Ooo. A dobra dupa ?
- Tak. A teraz już cicho. To jak? Kiedy ?
- Nie wiem. Kiedy chcesz.. To jest nadal twój dom.. Samochody tęsknią..
- Ja za nimi też. Najbardziej za R8.. To w przyszłym tygodniu przyjadę.
- Dobrze. Nie mogę się doczekać. Przyjeżdżaj do mnie. Tęsknie.
- Ja też. Dobra lecę. Papatki kochanie.
- Papatki.
Rozłączyłam się i odłożyłam telefon. Mario już nie było. Pożegnał się z resztą i pojechał. Było mi przykro, ale rozumiałam go. . .
- Dobra dziewczyny. Obiad gotowy. Chodźcie.
- O matko znowu jedzenie...
- Jak ty dzisiaj jeszcze nic nie jadłaś.. - powiedziała Anita z wyrazem twarzy " Are you kidding me ? "
- Tak ?
- Tak.
- A no to dobra. Przygotowało moje kochanie więc muszę zjeść - powiedziałam podchodząc do Moritza i szczypiąc go. Obrócił się, złapał mnie i podniósł. Przerzucił przez ramie i zarósł do salonu. Rzucił na kanapę i zaczął łaskotać. Nienawidziłam tego. Strasznie głośno się śmiałam. Nie mogłam się obronić. Jego palce były wszędzie.
- O matko.. Nie mogę już - mówiłam zadyszana.
- No więc nie zadzieraj ze mną.
- Dobrze kochanie. - powiedziałam, rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam. Miałam ochotę na niego gdy poczułam zapach jego skóry. Niestety nie było na to czasu. Za chwilę mieli mecz.
Po obiedzie chłopcy pojechali do domów i na stadion. Byliśmy umówieni na stadionie przed meczem. Anita miała dzisiaj zacząć swoje praktyki. Miała być lekarzem naszych piłkarzy. Bardzo się cieszyła.
- Ale nam się udało..
- Z czym ? - zapytałam zdziwiona jedząc jabłko.
- No z chłopakami. . . Nigdy nie myślałam że spotka mnie takie szczęście.
- A no jo. - był to mój standardowy tekst jeśli nie wiedziałam co odpowiedzieć. - Udało się. Wiesz może to głupie ale chciała bym by to on był ojcem moich dzieci. A co ja gadam. Nie chce dzieci. - powiedziałam śmiejąc się, żując jabłko i czytając gazetę.
- Jak nie chcesz dziec ? Odmieni ci się .
- Może ...
- A u was jak ? Nie miałyśmy nawet czasu porozmawiać.
- No jak widać dobrze. Mam nadzieję że nigdy nie będzie inaczej.
- Ja tez..
- Jedziemy na zakupy. Mamy jeszcze chwile czasu a ja nie mam już w co się ubrać.
- Dobry pomysł. Chodź.
Pojechałyśmy na zakupy. Szybko znalazłam parę koszul i fajnych legginsów dla siebie. Ale szybko trzeba było wracać do domu. . .
- Cześć myszko.
- Cześć. Stęskniłam się. Myślałam, że to Anita.
- Ja też się strasznie stęskniłem. Oni szaleją u siebie w pokoju. - powiedział Moritz śmiejąc się.
- Grube ściany. Nic nie słyszałam.
- Dziwne. Jest u nich baaardzo głośno.
- Hehehe. Ciekawe jak było u nas. - powiedziałam całując chłopaka w usta. Wiedziałam, że Mo jest zmęczony, bo miał za sobą długą drogę.
- Idź się przebierz kochanie. Wiem, że jesteś wykończony.
Moritz wziął szybki prysznic, wrócił do pokoju i położył się obok. Pocałował mnie przytulając do siebie. Byłam szczęśliwa. Nigdzie mi się nie śpieszyło. Była noc, więc mieliśmy jeszcze sporo czasu dla siebie.
Spaliśmy do 12. Moritz musiał być wypoczęty, bo był w wyjściowej 11 na dzisiejszy mecz przeciwko Freiburgowi. Gdy zeszliśmy w objęciach na dół, przy stole siedzieli Marco i Anita. Gdy ich zobaczyłam nie mogłam się powstrzymać. Parsknęłam śmiechem. Nie wiedzieli o co chodzi. Tylko Mo rozumiał i się przyłączył.
- Upojna noc. - powiedział mój ukochany szturchając Marco.
- Yyy... ale jak to? - zapytała Anita bardzo speszona.
- Przyjechałem w nocy. Na schodach było głośno.
- Oj tam. U was na pewno nie było lepiej.
- U nas się nic nie działo. Moritz wrócił zmęczony i od razu usnęliśmy.
- No, ale Anita mi opowiadała jak zastała wczoraj wasz dom.-rzucił Marco śmiejąc się.
- A to to już coś innego. - powiedziałam uśmiechnięta całując Leitnera.
Chłopcy i Anita zjedli śniadanie, a ja wypiłam kawę.
-Ooo Marta, życie za kawę.- powiedziała Anita, więc zrobiłam jeszcze jedną.
Ubraliśmy się i pojechaliśmy na trening. Siedziałyśmy na ławce, gdy przybiegły Oliwka i Sara.
- Cześć dziewczynki. A gdzie mamy ?
-Idą idą. - powiedziała Oliwia wskakując mi na kolana. Anita umieściła Sarę na swoich.
- Cześć mamuśki. Jak tam po imprezie ?
- A no z nami dobrze. Gorzej z nimi.- powiedziała Ewa wskazując na siedzących Kubę i Łukasza.
- A mówiłam. Jak nie dojdą do siebie do wieczora to im nakopię do dupy. - powiedziałam, wściekłym wzrokiem patrząc w stronę piłkarzy.
- Będzie dobrze. - powiedziała Anita wpatrzona w Marco.
Trening szybko zleciał i już jechaliśmy do naszego domu. Na szybki obiad wpadł i Mario. Anita, Marco i Moritz gotowali, a ja poszłam do sypialni, gdyż zapomniałam rano telefonu. Zaraz za mną wszedł Mario.
- Hej Marta...
- Tak Mario?
Podszedł do mnie, złapał w pasie i przyciągnął do siebie. Nie zdążyłam się odsunąć, gdy zatopił swoje usta w moich. Przez moment dałam się ponieść przyjemności, ale zaraz po chwili zrozumiałam co robimy i odepchnęłam go.
- Mario co ty robisz ? Dobrze wiesz, że jestem z Moritzem.
- Marta ja już nie mogę. Cały czas o tobie myślę. . . Gdy śpię, śnisz mi się ... Potrzebuję cię.
- Mario. Jesteś dla mnie ważny. Ale jako brat i najlepszy przyjaciel. Kocham cię, ale inaczej. Jak członka rodziny. . .
- Nie zmienisz zdania..
- Nie. Raczej nie..
- Będę czekał . . . - podeszłam do niego i przytuliłam. Nie chciałam stracić przyjaciela.
Zabrałam telefon i zeszłam na dół. Z moją nogą było już dobrze. Anita naciskała żebym ćwiczyła, więc pomagała mi w rehabilitacjach. Dobrze nam to szło.
Zadzwoniłam do Poli.
- Hej Poluś.
- Hej Martaa! Co się nie odzywasz do mnie. Zapomniałaś ?
- Nie, nie.. Dużo się dzieje. Chciałam się spytać, kiedy masz czas, żebym przyjechała po swoje rzeczy..
- A więc nie wracasz do mnie..?
- Moje miejsce jest tutaj z Mo..
- Mo ?
- Moritz.
- Moritz ?
- Leitner.
- Leitner ?
- Borussia Dortmund.
- Aa. To to wiem. Klub tam u ciebie w Dortmundzie. Mecz kiedyś oglądałyśmy.
- Tak 100 punktów. A teraz dalej. To jest piłkarz tego klubu.
- Ooo. A dobra dupa ?
- Tak. A teraz już cicho. To jak? Kiedy ?
- Nie wiem. Kiedy chcesz.. To jest nadal twój dom.. Samochody tęsknią..
- Ja za nimi też. Najbardziej za R8.. To w przyszłym tygodniu przyjadę.
- Dobrze. Nie mogę się doczekać. Przyjeżdżaj do mnie. Tęsknie.
- Ja też. Dobra lecę. Papatki kochanie.
- Papatki.
Rozłączyłam się i odłożyłam telefon. Mario już nie było. Pożegnał się z resztą i pojechał. Było mi przykro, ale rozumiałam go. . .
- Dobra dziewczyny. Obiad gotowy. Chodźcie.
- O matko znowu jedzenie...
- Jak ty dzisiaj jeszcze nic nie jadłaś.. - powiedziała Anita z wyrazem twarzy " Are you kidding me ? "
- Tak ?
- Tak.
- A no to dobra. Przygotowało moje kochanie więc muszę zjeść - powiedziałam podchodząc do Moritza i szczypiąc go. Obrócił się, złapał mnie i podniósł. Przerzucił przez ramie i zarósł do salonu. Rzucił na kanapę i zaczął łaskotać. Nienawidziłam tego. Strasznie głośno się śmiałam. Nie mogłam się obronić. Jego palce były wszędzie.
- O matko.. Nie mogę już - mówiłam zadyszana.
- No więc nie zadzieraj ze mną.
- Dobrze kochanie. - powiedziałam, rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam. Miałam ochotę na niego gdy poczułam zapach jego skóry. Niestety nie było na to czasu. Za chwilę mieli mecz.
Po obiedzie chłopcy pojechali do domów i na stadion. Byliśmy umówieni na stadionie przed meczem. Anita miała dzisiaj zacząć swoje praktyki. Miała być lekarzem naszych piłkarzy. Bardzo się cieszyła.
- Ale nam się udało..
- Z czym ? - zapytałam zdziwiona jedząc jabłko.
- No z chłopakami. . . Nigdy nie myślałam że spotka mnie takie szczęście.
- A no jo. - był to mój standardowy tekst jeśli nie wiedziałam co odpowiedzieć. - Udało się. Wiesz może to głupie ale chciała bym by to on był ojcem moich dzieci. A co ja gadam. Nie chce dzieci. - powiedziałam śmiejąc się, żując jabłko i czytając gazetę.
- Jak nie chcesz dziec ? Odmieni ci się .
- Może ...
- A u was jak ? Nie miałyśmy nawet czasu porozmawiać.
- No jak widać dobrze. Mam nadzieję że nigdy nie będzie inaczej.
- Ja tez..
- Jedziemy na zakupy. Mamy jeszcze chwile czasu a ja nie mam już w co się ubrać.
- Dobry pomysł. Chodź.
Pojechałyśmy na zakupy. Szybko znalazłam parę koszul i fajnych legginsów dla siebie. Ale szybko trzeba było wracać do domu. . .
Rozdział 8
Byłam bardzo szczęśliwa tej nocy. Tylko ta świadomość, że Moritz musi jutro wyjechać. Obudziłam się o 7. Razem ze mną wstał on. Patrzyliśmy na siebie i swoje nagie ciała. Pocałował mnie jak zeszłej nocy. Był to cudowny pocałunek. Jego wargi były krwiste i miękkie. Jego język giętki i delikatny. Wtuliłam się w niego, próbując nie myśleć o naszym rozstaniu. Kochałam zapach jego skóry. Był słodki. Nie chciałam, by gdzieś wychodził. Ale musiałam go puścić, jeśli chciałam żeby szybko wrócił.
- Było mi z tobą cudownie..
- Mi z tobą również. Jeszcze z nikim tak się nie kochałem... - gdy to mówił patrzył mi głęboko w oczy. Jego ręka głaskała moje biodro.
Wstaliśmy, by zjeść jeszcze razem śniadanie. Wiedziałam, że Anita nie wróci szybko. . . Noga dziś już nie bolała. Siniaki pomału bledły. Czułam się w pełni zdrowa. Moritz się śpieszył, gdyż musiał zjawić się na treningu, a potem jechał do Monachium. Jutro będzie niedziela, więc odbędzie się mecz Bundesligi. Postanowiłam wybrać się do pracy, by porozmawiać z chłopakami, dlatego pojechałam z moim wybrankiem.
Gdy dojechaliśmy, drużyna już trenowała. Moritz był usprawiedliwiony. Trener wiedział, że zawsze jeden u nas nocuję. Weszłam na murawę.
- Cześć wszystkim. - powiedziałam i pomachałam kulą.
- O jeju kogo my tu mamy. Nasza chora Martusia ! - krzyknął Łukasz biegnąc z drugiego końca boiska. Przywitałam się z wszystkimi i porozmawiałam chwile.
- Dobra chłopaki, jutro mecz. Jak dalej nie będziecie nic robić, to jutro przegracie. Ale jeśli się ogarniecie i dzisiaj nie będziecie balować, to jutro wygracie. - mrugnęłam do Łukasza i Kuby, którzy organizowali dzisiaj kolację.
Po treningu pożegnałam się z Mo, który jechał do rodziców, pocałunkiem. Do domu odwoził mnie Mario.
- Więc jesteśmy zaproszeni na 19. Będę po ciebie o 18.30. Jeśli będziesz potrzebować pomocy dzwoń i przyjadę szybciej.
- Nie ma problemu. Wszystko jasne. Do potem. - uśmiechnęłam się i wysiadłam z samochodu. Pomachałam Mario, gdy odjeżdżał.
Stałam przed drzwiami i szukałam kluczy, gdy nagle otworzyły się. Była to Anita, która też właśnie wróciła do domu.
- Hej mała. Idziecie dzisiaj do Kuby ?
- Hej duża-odpowiedziała z wywalonym językiem. -Tak. A gdzie Moritz ?
- Musiał pojechać do rodziców. . .
- A co tu się wczoraj działo ? - zapytała poruszając brwiami. Zapomniałam o rzeczach, które leżały rozrzucone po domu.
- Niiic...
- To było to szalone nic - uśmiechnęła się - ale nie wnikam kochanie. Robimy jakiś obiad ?
- Pewnie, pomogę ci.
Przygotowałyśmy obiad, którego nie jadłam. Było już późno i musiałyśmy się ubierać. Nie miałam nic wyjściowego. Przecież planowałam zaraz wrócić do domu. Pożyczyłam sukienkę od Anity.
Chłopcy byli punktualnie o 18.30. Gdy dojechaliśmy na imprezę wszyscy już tam byli.
- A mówiłam, że macie się wyspać i nie imprezować.. I wy chcecie jutro wygrać ?!
- No pewnie. Jesteśmy Borussia Dortmund. My zawsze wygrywamy. Nawet na kacu.
- Łukasz może mieć rację. Mam znajomą co zawsze była zawodnikiem meczu, jak była na kacu.-rzuciła Anita.
- No dobrze, dobrze . Przekonamy się jutro.
Mario zniknął gdzieś z Leo, Marco jak zawsze z Anitą, Kuba i Łukasz bawili się w DJ'ów, a ja stałam w kuchni z Ewą i Agatą.
- Ale dziewczyny wy to macie szczęście. Cudowni mężowie, dzieci,.. Czego chcieć więcej ?
-To prawda. Udało nam się. A ty i Mario jesteście parą?
- Nie.. MÓJ Moritz pojechał do Monachium. A z Mario się przyjaźnię.
- Twój . Rozumiem o co chodzi. - powiedziała Ewa ruszając brawami. Śmiesznie to wyglądało. Jeszcze chwilę porozmawiałyśmy na różne tematy. Dziewczynki bardzo dokuczały, bo chciały spać, więc odciążyłam ich mamy i położyłam je do łóżek. Lubiłam śpiewać, dlatego zaintonowałam im kołysankę i odpłynęły. Miałam z dziećmi świetny kontakt. Dziewczynki nazywały mnie już ciocią. Gdy wychodziłam z pokoju Oliwki, zobaczyłam w kącie całującą się parę. Nie wnikałam kto to. Zeszłam na dół i siadłam na kanapie. Napisałam SMS do Mo.
Jest super. Brakuję tylko ciebie. Tęsknie i nie mogę się doczekać jutra :**
Gdy wysyłałam SMS zorientowałam się, że ktoś nade mną stoi i czyta moją wiadomość.
- Więc jesteście razem ?
- Tak.. Mam nadzieję, że między nami się nic nie zmieniło. Prawda Mario?
- Nie, nie. Wszystko po staremu mała. - przytulił mnie. Nie wiedziałam, że był załamany. Padałam z nóg, więc odwiózł mnie do domu. Czułam się dobrze, dlatego nie musiał ze mną nikt zostawać. Anita i Marco gdzieś zniknęli-znowu- i nie wiem, gdzie byli. Jednak się nie martwiłam, bo wiedziałam, że Anita jest w dobrych rękach. Wpęzłam po schodach, przebrałam się w piżamę, odczytałam SMS od Leitnera i poszłam spać. W wiadomości pisało :
Też tęsknie. Już do ciebie wracam. Jeśli chcesz przyjadę prosto do ciebie.
Odpisałam że bardzo tego pragnę i usnęłam.
* U Anity *
Obudziłam się, gdy Marco był już na treningu. Ku mojemu zaskoczeniu przez wyjściem zrobił mi śniadanie i zastawił kluczyki do samochodu. Byłam wniebowzięta. Brakowało tylko chłopaka. Ogarnęłam się i wróciłam do domu.
Chłpaki przyjechali punktualnie. Stęskniłam się za Marco niesamowicie choć nie widzieliśmy się tylko pare godzin.
Wiedziałam, że nie pobędziemy tam długo. Nie mogliśmy się od siebie oderwać.
Po godzinie Marco zabrał mnie na przejażdżkę.
Gdy byliśmy już pod domem, nie mogliśmy się rozstać. Reus przyciągnął mnie do siebie, pocałował i spojrzał głęboko w oczy. Zauważyłam w nich uczucie, ale nie samo pożądanie. Widziałam też miłość. Byłam pewna, że nie będzie to przygoda "do pierwszego razu". Wiedziałam już, że będzie miał kto rano znieść Marte ze schodów...
Zamknęliśmy po cichu drzwi i weszliśmy na górę, całując się przez całą drogę.
-Żebyśmy nie obudzili Marty.-szepnęłam.
-Niczego nie obiecuję.-odpowiedział po czym delikatnie, ale z przekonaniem zaczął mnie całować. Powoli zbliżaliśmy się do mojego pokoju. Jednak szło nam to coraz wolniej, bo odrywaliśmy od siebie nasze rozgrzane usta tylko, by zaczerpnąć powietrza. Serca biły coraz szybciej, ciała były coraz bliżej siebie. Emocje dodatkowo podsycał fakt, że w każdej chwili Marta mogła nas nakryć. Czułam się trochę jak nastolatka, która przemyca chłopaka do pokoju po swojej 'godzinie policyjnej'. W końcu doszliśmy do naszego celu. Nie czuliśmy już skrępowania. Marco powoli odgarnął mi brąz włosy z zarumienionej twarzy.
-Kocham Cię-szepnął.
Nie zdążyłam mu odpowiedzieć, bo zamknął mi usta innym pocałunkiem. Nie był to lekki, wesoły, spokojny, a pełen namiętności, dzikości i pożądania. Marco błądził pocałunkami po mojej wilgotnej już szyi, a ja chłonęłam jego zapach. Był niesamowicie męski, nie do końca pasujący do wesołego i beztroskiego chłopca, jakim się zdaje. Gdy dotknął ustami mojego obojczyka zadrżałam. Powoli zaczęłam rozpinać jego koszule, modląc się w duchu by nie zaprzestał pieszczot. Chwile potem jego koszula i moja sukienka wylądowały na podłodze. Zostałam w samej bieliźnie. Ustawiłam Marco tyłem do łóżka i lekko pchnęłam. On lekko upadł na materac, nie odrywając ode mnie przepełnionych żądzą oczu. Usiadłam na nim i całując, zaczęłam majstrować przy pasku. Zdjęłam jego spodnie, które wylądowały obok reszty garderoby. Od tej chwili wszystko potoczyło się w zawrotnym tempie. Nasze ciała zlały się w jedno, a ja chciałam, by chwila trwała wiecznie. Jednak tak nie było, za to nadrobiliśmy to powtarzając wszystko od nowa.
-Jesteś niesamowity.-powiedziałam do Marco leząc do niego tyłem i gładząc po twarzy.
Ciepło naszych ciał wyraźnie kontrastowało z chłodem satynowej pościeli.
-Chyba będziemy musieli kupić zatyczki do uszu dla Marty, jeśli zawsze będzie tak niesamowicie.-odpowiedział jeżdżąc palcem po lwie, którego miałam wytatuowanego między biodrem, a kością łonową.
-Gdzie ty się byłaś całe moje życie Anito....
- Było mi z tobą cudownie..
- Mi z tobą również. Jeszcze z nikim tak się nie kochałem... - gdy to mówił patrzył mi głęboko w oczy. Jego ręka głaskała moje biodro.
Wstaliśmy, by zjeść jeszcze razem śniadanie. Wiedziałam, że Anita nie wróci szybko. . . Noga dziś już nie bolała. Siniaki pomału bledły. Czułam się w pełni zdrowa. Moritz się śpieszył, gdyż musiał zjawić się na treningu, a potem jechał do Monachium. Jutro będzie niedziela, więc odbędzie się mecz Bundesligi. Postanowiłam wybrać się do pracy, by porozmawiać z chłopakami, dlatego pojechałam z moim wybrankiem.
Gdy dojechaliśmy, drużyna już trenowała. Moritz był usprawiedliwiony. Trener wiedział, że zawsze jeden u nas nocuję. Weszłam na murawę.
- Cześć wszystkim. - powiedziałam i pomachałam kulą.
- O jeju kogo my tu mamy. Nasza chora Martusia ! - krzyknął Łukasz biegnąc z drugiego końca boiska. Przywitałam się z wszystkimi i porozmawiałam chwile.
- Dobra chłopaki, jutro mecz. Jak dalej nie będziecie nic robić, to jutro przegracie. Ale jeśli się ogarniecie i dzisiaj nie będziecie balować, to jutro wygracie. - mrugnęłam do Łukasza i Kuby, którzy organizowali dzisiaj kolację.
Po treningu pożegnałam się z Mo, który jechał do rodziców, pocałunkiem. Do domu odwoził mnie Mario.
- Więc jesteśmy zaproszeni na 19. Będę po ciebie o 18.30. Jeśli będziesz potrzebować pomocy dzwoń i przyjadę szybciej.
- Nie ma problemu. Wszystko jasne. Do potem. - uśmiechnęłam się i wysiadłam z samochodu. Pomachałam Mario, gdy odjeżdżał.
Stałam przed drzwiami i szukałam kluczy, gdy nagle otworzyły się. Była to Anita, która też właśnie wróciła do domu.
- Hej mała. Idziecie dzisiaj do Kuby ?
- Hej duża-odpowiedziała z wywalonym językiem. -Tak. A gdzie Moritz ?
- Musiał pojechać do rodziców. . .
- A co tu się wczoraj działo ? - zapytała poruszając brwiami. Zapomniałam o rzeczach, które leżały rozrzucone po domu.
- Niiic...
- To było to szalone nic - uśmiechnęła się - ale nie wnikam kochanie. Robimy jakiś obiad ?
- Pewnie, pomogę ci.
Przygotowałyśmy obiad, którego nie jadłam. Było już późno i musiałyśmy się ubierać. Nie miałam nic wyjściowego. Przecież planowałam zaraz wrócić do domu. Pożyczyłam sukienkę od Anity.
Chłopcy byli punktualnie o 18.30. Gdy dojechaliśmy na imprezę wszyscy już tam byli.
- A mówiłam, że macie się wyspać i nie imprezować.. I wy chcecie jutro wygrać ?!
- No pewnie. Jesteśmy Borussia Dortmund. My zawsze wygrywamy. Nawet na kacu.
- Łukasz może mieć rację. Mam znajomą co zawsze była zawodnikiem meczu, jak była na kacu.-rzuciła Anita.
- No dobrze, dobrze . Przekonamy się jutro.
Mario zniknął gdzieś z Leo, Marco jak zawsze z Anitą, Kuba i Łukasz bawili się w DJ'ów, a ja stałam w kuchni z Ewą i Agatą.
- Ale dziewczyny wy to macie szczęście. Cudowni mężowie, dzieci,.. Czego chcieć więcej ?
-To prawda. Udało nam się. A ty i Mario jesteście parą?
- Nie.. MÓJ Moritz pojechał do Monachium. A z Mario się przyjaźnię.
- Twój . Rozumiem o co chodzi. - powiedziała Ewa ruszając brawami. Śmiesznie to wyglądało. Jeszcze chwilę porozmawiałyśmy na różne tematy. Dziewczynki bardzo dokuczały, bo chciały spać, więc odciążyłam ich mamy i położyłam je do łóżek. Lubiłam śpiewać, dlatego zaintonowałam im kołysankę i odpłynęły. Miałam z dziećmi świetny kontakt. Dziewczynki nazywały mnie już ciocią. Gdy wychodziłam z pokoju Oliwki, zobaczyłam w kącie całującą się parę. Nie wnikałam kto to. Zeszłam na dół i siadłam na kanapie. Napisałam SMS do Mo.
Jest super. Brakuję tylko ciebie. Tęsknie i nie mogę się doczekać jutra :**
Gdy wysyłałam SMS zorientowałam się, że ktoś nade mną stoi i czyta moją wiadomość.
- Więc jesteście razem ?
- Tak.. Mam nadzieję, że między nami się nic nie zmieniło. Prawda Mario?
- Nie, nie. Wszystko po staremu mała. - przytulił mnie. Nie wiedziałam, że był załamany. Padałam z nóg, więc odwiózł mnie do domu. Czułam się dobrze, dlatego nie musiał ze mną nikt zostawać. Anita i Marco gdzieś zniknęli-znowu- i nie wiem, gdzie byli. Jednak się nie martwiłam, bo wiedziałam, że Anita jest w dobrych rękach. Wpęzłam po schodach, przebrałam się w piżamę, odczytałam SMS od Leitnera i poszłam spać. W wiadomości pisało :
Też tęsknie. Już do ciebie wracam. Jeśli chcesz przyjadę prosto do ciebie.
Odpisałam że bardzo tego pragnę i usnęłam.
* U Anity *
Obudziłam się, gdy Marco był już na treningu. Ku mojemu zaskoczeniu przez wyjściem zrobił mi śniadanie i zastawił kluczyki do samochodu. Byłam wniebowzięta. Brakowało tylko chłopaka. Ogarnęłam się i wróciłam do domu.
Chłpaki przyjechali punktualnie. Stęskniłam się za Marco niesamowicie choć nie widzieliśmy się tylko pare godzin.
Wiedziałam, że nie pobędziemy tam długo. Nie mogliśmy się od siebie oderwać.
Po godzinie Marco zabrał mnie na przejażdżkę.
Gdy byliśmy już pod domem, nie mogliśmy się rozstać. Reus przyciągnął mnie do siebie, pocałował i spojrzał głęboko w oczy. Zauważyłam w nich uczucie, ale nie samo pożądanie. Widziałam też miłość. Byłam pewna, że nie będzie to przygoda "do pierwszego razu". Wiedziałam już, że będzie miał kto rano znieść Marte ze schodów...
Zamknęliśmy po cichu drzwi i weszliśmy na górę, całując się przez całą drogę.
-Żebyśmy nie obudzili Marty.-szepnęłam.
-Niczego nie obiecuję.-odpowiedział po czym delikatnie, ale z przekonaniem zaczął mnie całować. Powoli zbliżaliśmy się do mojego pokoju. Jednak szło nam to coraz wolniej, bo odrywaliśmy od siebie nasze rozgrzane usta tylko, by zaczerpnąć powietrza. Serca biły coraz szybciej, ciała były coraz bliżej siebie. Emocje dodatkowo podsycał fakt, że w każdej chwili Marta mogła nas nakryć. Czułam się trochę jak nastolatka, która przemyca chłopaka do pokoju po swojej 'godzinie policyjnej'. W końcu doszliśmy do naszego celu. Nie czuliśmy już skrępowania. Marco powoli odgarnął mi brąz włosy z zarumienionej twarzy.
-Kocham Cię-szepnął.
Nie zdążyłam mu odpowiedzieć, bo zamknął mi usta innym pocałunkiem. Nie był to lekki, wesoły, spokojny, a pełen namiętności, dzikości i pożądania. Marco błądził pocałunkami po mojej wilgotnej już szyi, a ja chłonęłam jego zapach. Był niesamowicie męski, nie do końca pasujący do wesołego i beztroskiego chłopca, jakim się zdaje. Gdy dotknął ustami mojego obojczyka zadrżałam. Powoli zaczęłam rozpinać jego koszule, modląc się w duchu by nie zaprzestał pieszczot. Chwile potem jego koszula i moja sukienka wylądowały na podłodze. Zostałam w samej bieliźnie. Ustawiłam Marco tyłem do łóżka i lekko pchnęłam. On lekko upadł na materac, nie odrywając ode mnie przepełnionych żądzą oczu. Usiadłam na nim i całując, zaczęłam majstrować przy pasku. Zdjęłam jego spodnie, które wylądowały obok reszty garderoby. Od tej chwili wszystko potoczyło się w zawrotnym tempie. Nasze ciała zlały się w jedno, a ja chciałam, by chwila trwała wiecznie. Jednak tak nie było, za to nadrobiliśmy to powtarzając wszystko od nowa.
-Jesteś niesamowity.-powiedziałam do Marco leząc do niego tyłem i gładząc po twarzy.
Ciepło naszych ciał wyraźnie kontrastowało z chłodem satynowej pościeli.
-Chyba będziemy musieli kupić zatyczki do uszu dla Marty, jeśli zawsze będzie tak niesamowicie.-odpowiedział jeżdżąc palcem po lwie, którego miałam wytatuowanego między biodrem, a kością łonową.
-Gdzie ty się byłaś całe moje życie Anito....
Subskrybuj:
Posty (Atom)