sobota, 13 kwietnia 2013

Rozdział 35

Siadłam za kierownicą mojego nowiutkiego autka. Miałam go ledwo parę dni, a już przystosowałam go do swoich potrzeb. Marta lubiła lansować się samochodem, więc uznałam, że przejedziemy się, a potem może pojedziemy do restauracji.
Marta zamruczała silnikiem. Więc się ścigamy. Ruszyłam całą mocą silnika. Szłyśmy łeb w łeb. Zwolniłam lekko uważając, że należy jej się wygrana. Młoda zajechała mi drogę. Nie... nie bawię się tak. Ej, ej, ej.... Co to.. coś nie tak..... osz KUR*A. Samochód przekręcił się parę razy wokół własne osi i wylądował na dachu. KUR*A KUR*A
Podjechałam z piskiem opon do wraku.
- Boże, niech ma zapięte pasy.- powiedziałam głośno.
Nie miała... Leżała zgięta w połowie z nogami zarzuconymi za głowę. Od tej pory działałam automatycznie. Nie jak rodzina, ale jak lekarz. Dokonałam wstępnej oceny. Nie oddycha... brak tętna... Wyjęłam ją sprawnie z tego, co kiedyś nazywaliśmy samochodem. 2 wdechy i raz, dwa, trzy,...., trzydzieści. Ponownie sprawdziłam stan.
- Dziękuję- powiedziałam trochę do siebie, trochę do Marty i do każdego rodzaju sił nadprzyrodzonych. Poczułam tętno. Jedną ręką wykręciłam numer alarmowy, drugą cały czas badając akcję serca.
- Anita Olszewska, lekarz, A4 przy zjeździe, wypadek samochodowy, jedna osoba ranna. Przywrócona akcja serca,- nieruchome źrenice- wstrząśnienie mózgu, brak kontaktu z poszkodowanym, uszkodzenie kręgosłupa szyjnego,..- wymieniałam stwierdzone obrażenia. Niedługo potem usłyszałam zbiżającą się karetkę. Gdy sanitariusze wyszli z pojazdu, powtórzyłam stwierdzone uszkodzenia. Przejeli pacjentkę....Martę. Moją Martunię. Co ja zrobiłam.
Nie wiem w jaki sposób, znalazłam się w szpitalu.
- Śpiączka- było jedynym słowem.jakie do mnie doszło.
Podali mi środki uspokajające. Możliwe, że to one sprawiły, że zamiast zająć się jej dobrem, siedziałam otępiała koło łóżka, płacząc.
Wstałam . Poszłam do sklepu i kupiłam fajki. Ja. Obiecałam sobie, że nie będę paliła. Trudno. Nie wiem kiedy ubyły mi 3 papierosy. Wróciłam do sali Marty. Aparatura wskazywała idealne ciśnienie. Prześledziłam linię EKG-też w normie. Zdenerwowało mnie to bardziej. Gdyby były nieprawidłowości, mogłabym pomóc to wyjaśnić i coś zrobić. A skoro wyniki są świetne pozostała bezczynność. Śpiączka. Stan najgorszy jaki można sobie wyobrazić. Lubię znać zakończenie, masz złamaną nogę - zrośnie się, masz uszkodzony mózg - przykro mi nic się nie da zrobić. W tym przypadku najgorsza jest niepewność.
- Jak będzie, jak się obudzi? Co można zrobić? - tyle razy już słyszałam te pytania od rodzin osób w śpiączce.
- Nie wiemy- jako jedyna odpowiedź. Jednak dopiero teraz zrozumiałam, że taka wiadomość jest najgorsza ze wszystkich.
- Przepraszam. Mamy kogoś powiadomić? - spytała pielęgniarka.
- Tak. Te 2 numery: chłopak i rodzina. Oni zdecydują, co dalej.- powiedziałam podając numery i wychodząc z sali- Ten jest mój. Proszę dzwonić jakby się coś zmieniło.
- Oczywiście.
Zjechałam na dół windą. Co ja zrobiłam... Nie mogłam wytrzymać sama ze sobą. Wsiadłam do samochodu. Puściłam konkretną wiązankę słów +18, uderzając pięściami w kierownicę. Leki przestawały działać. Widziałam to po drżących dłoniach.
Odjechałam. Nie myślałam o tym gdzie i jak jadę. Wykonywałam wyuczone ruchy zmiany biegów.
Telefon. Nawet na niego nie spojrzałam. Ustawiłam, żeby dzwonił tylko przy połączeniu ze szpitalem, a teraz poprostu wibrował. Wzięłam go do ręki i rzuciłam na tylnie siedzenie.
- Chcę być sama-szepnęłam do siebie.
Zatrzymałam się i rozejrzałam. Poznałam to miejsce. To tu po raz pierwszy złapaliśmy się za ręce. To tu widziałam ją poprostu szczęśliwą. Wszystko miało być idealne.
- Trzeba było zostać w Polsce. Może niewiele by to zmieniło, ale nie byłoby dzisiejszego dnia.
Siadłam na drodze. Byłam obecna tylko ciałem. Mój duch szybował w nieznanym czasie i przestrzeni. Usłyszałam wycie wilka. Spojrzałam w niebo i zobaczyłam księżyc w pełni. Wsiadłam do samochodu i nie odczuwając zupełnie żadnych emocji zdecydowałam- nie wracam do domu. Całą noc patrzyłam na księżyc i pierwszy raz od dłuższego czasu nie wiedziałam, co może się stać.
* U Moritza *
Jechałem do domu z treningu. Myślałem, że czeka na mnie mój ósmy cud świata. Zadzwonił telefon. Nie patrząc na numer, odebrałem.
- Halo.
- Dzień dobry. Dzwonię ze szpitala w Dortmundzie. Westfallenkrankenhaus. Pani Marta Gałkowska miała wypadek.
- CO? GDZIE ? JAK ?
- Proszę przyjechać, wszystko panu wyjaśnimy.
Odłożyłem telefon i depnąłem na gaz. Byłem w pobliżu szpitala. Stojąc w windzie napisałem SMS'a.
" Marta miała wypadek. Jest w Westfallenie. "
Już nie patrzyłem, gdzie wysyłam i intuicyjnie wysłałem do wszystkich. Gdy drzwi windy się otworzyły, wybiegłem wrzeszcząc, gdzie jest moja Marta. Pielęgniarka kazała mi się uspokoić i powiedziała, że dziewczyna leży w sali obok. Już miałem tam pędzić, gdy zostałem zatrzymany.
- Panie Leitner. Ona leży w śpiączce. Nie wiemy, kiedy się wybudzi. Pani Olszewska, która była wtedy z nią, przywróciła akcję serca, mimo to mogły
* U Moritza *
Jechałem do domu z treningu. Myślałem, że czeka na mnie mój ósmy cud świata. Zadzwonił telefon. Nie patrząc na numer, odebrałem.
- Halo.
- Dzień dobry. Dzwonię ze szpitala w Dortmundzie. Westfallenkrankenhaus. Pani Marta Gałkowska miała wypadek.
- CO? GDZIE ? JAK ?
- Proszę przyjechać, wszystko panu wyjaśnimy.
Odłożyłem telefon i depnąłem na gaz. Byłem w pobliżu szpitala. Stojąc w windzie napisałem SMS'a.
" Marta miała wypadek. Jest w Westfallenie. "
Już nie patrzyłem, gdzie wysyłam i intuicyjnie wysłałem do wszystkich. Gdy drzwi windy się otworzyły, wybiegłem wrzeszcząc, gdzie jest moja Marta. Pielęgniarka kazała mi się uspokoić i powiedziała, że dziewczyna leży w sali obok. Już miałem tam pędzić, gdy zostałem zatrzymany.
- Panie Leitner. Ona leży w śpiączce. Nie wiemy, kiedy się wybudzi. Pani Olszewska, która była wtedy z nią, przywróciła akcję serca, mimo to mogły nastąpić zmiany w mózgu. Zanim się wybudzi może minąć parę dni, ale też tygodni.
- CO ? Co mogę zrobić? - płakałem i nie wierzył w to, co właśnie usłyszał.
- Nic pan nie może zrobić. Trzeba czekać.
Nie chciałem jej dłużej słuchać. Wyrwałem się i pobiegłem do sali, gdzie leżała moja księżniczka. Była blada, pokiereszowana i obłożona bandażami i tym podobnym. Wszędzie były jakieś rurki i kabelki. Wyglądała przerażająco. - Jak ja mogłem ją zostawić ? Mogłem nie pojechać na trening. Nic by się wtedy nie stało. A teraz leży bezbronna, bez cienia życia.
Płacząc siadłem obok. Delikatnie złapałem ją za rękę. Była koścista, blada i zimna. Uścisnąłem ją mocno i pocałowałem. Zadzwonił telefon. Chciałem nie odbierać, ale on nie dał za wygraną.
- Halo ! - dzwonił Marco. W tyle słyszałem Mario.
- Leitner, co ty pierdolisz ? Gdzie Marta?
- Ona.. Ona..
- CO ONA ?
- Miała wypadek. Leży w śpiączce.
- O KURWA !! ALE JAK TO ? Nie ruszaj się, jedziemy. Poinformuję jeszcze Kubę. Wiedzą rodzice Marty ?
- Tak. Dzwonili do nich. Jadą tu. Marco, jak ja mogłem ją zostawić...
- Moritz nie martw się, to nie twoja wina. Już jedziemy. Jest tam Anita ?
- Nie. Ale była z nią w czasie wypadku. Ratowała ją. Podobno serce Marcie stanęło, ale Anita ją uratowała.
- TO GDZIE ONA JEST ?
- Nie wiem. Nie ma jej tu.
- Fuck, telefonu nie odbiera. Dobra jedziemy.
Usiadłem z powrotem koło śpiącej królewny. Była taka biedna. Nie było w niej tej radości życia, jaką zawsze tryskała. Była tylko powłoka. Nie czułem jej mentalnej obecności. Siedziałem tak chwilę i wpatrywałem się w jej blade usta. Po jakimś czasie do sali wpadli Marco i Mario.
Zamurowało ich. Chyba nie spodziewali się, że jest aż tak źle. Stali chwilę w wejściu zanim odważyli się podejść. Siedli obok niej. Ich twarze wyrażaly ból. Dużo bólu. Nikt z nas nie wiedział, co będzie dalej.
Zaraz potem wpadli Kuba i Łukasz. Błaszczu rzucił się do łóżka, łapiąc twarz dziewczyny. Przez czas, w którym oczekiwali na wyniki DNA spędzali ze sobą mnóstwo czasu. Byli jak rodzeństwo. Płacząc, gładził dłonią po jej pozdzieranym policzku. Delikatnie poprawił jej włosy i pocałował w czoło. Łukasz stał i podpierał ścianę, patrząc na wskaźniki aparatury, starając się wymóc na niej, by przywróciła Martę do żywych, lecz teraz nic nie mogło nam pomóc. Od tej pory wszystko zależało od Marty. Siedzieliśmy całą noc przy niej. Nikt nie ruszył się na krok, mając nadzieję, że coś się stanie. Marco nie dość, że bał się o Martę, to jeszcze o Anitę. Nie mógł się do niej dodzwonić. Dziwił się, że nie ma jej tu i nie zajmuje się Martą. Napewno umiałaby jakoś pomóc. Też miałem do niej o to żal, bo jako lekarz mogłaby cokolwiek poradzić. Nawet wytłumaczyć, czy te wszystkie cyfry na aparaturze są właściwe. Cokolwiek. Koło 4 w nocy przyjechali rodzice Marty. Przedstawiliśmy się im i wyszliśmy z sali. Siedliśmy w holu, nadaj nie wierząc w to co się dzieję. W pewnym momencie wyszedł tata Marty i gestem ręki zawołał Kubę. Porozmawiali chwilę. Gdy Kuba wrócił, chcieliśmy wiedzieć o co chodziło.
- Chciał się dopytać co i jak. Co Marta w ostatnim czasie robiła i o co chodziło z tym wypadkiem.
- A dlaczego ty ?
- Zapomniałeś ? Jesteśmy rodziną.
- Wiedzą ?
- Tak. Marta się im chwaliła.
- Pytali o mnie ?
- Pytali jedynie czy jesteś wystarczająco dobry dla niej.
Na to już nie odpowiedziałem. Kuba usiadł na swoim starym miejscu i napisał do Agaty. Bardzo się martwiła, ale nie mogła przyjechać z dzieckiem. Co trochę dzwonił któryś z telefonów. Zła wiadomość roznosiła się błyskawicznie. Każdy chciał wiedzieć jak u niej. Chciałem jak najszybciej do niej wrócić. Każda sekunda, w której nie trzymałem jej za rękę była niepewna.
____________________________________________________
A więc jest i 35 :) bardzo przepraszam że nie dodałam wczoraj ale mam strasznie urwanie głowy :) od przyszłego tygodnia może będę miała więcej czasu :) to może będę dodawać wcześniej ale nic nie obiecuję ;) dziękuję, pozdrawiam i całuję mocno moich czytelników i jeszcze raz dziękuję za wsparcie :*

czwartek, 11 kwietnia 2013

Rozdział 34

~ parę dni później ~
Dziś były urodziny Anity. Zorganizowałam wielką imprezę u nas w domu. Nie czułam się dobrze, ale nie użalałam się nad sobą. Były to jej pierwsze urodziny w Niemczech. Chciałam, by Anita spędziła cudowny dzień w gronie przyjaciół. W międzyczasie okazało się, że jestem spokrewniona z Kubą. Pasowało nam to, nawet bardzo. Fajnie żyć ze świadomością, że masz na miejscu kogoś bliskiego. Zbliżyło mnie to do nich.
Była już 18.45, a przyjęcie zaczynało się o 19. Wyrobiłam się wcześniej, więc siedziałam na kanapie i czekałam na dzwonek. Byłam ubrana w sukienkę na specjalne życzenie Anity. Równo o 19 zadzwonił dzwonek. Otworzyłam drzwi. Weszli wszyscy goście razem z Anitą i Marco. Mieszkali już razem. Anita przeprowadziła się dosyć szybko, bo część rzeczy i tak już miała u chłopaka. Mimo to bywała u mnie częściej, niż jak tu mieszkała. Na początku było standardowo składanie życzeń. Zeszło z tym trochę, bo była cała drużyna i parę znajomych spoza pracy.
Wszyscy siedzieli i żartowali.
- Mazik, trzeba rozruszać towarzystwo.-powiedziałam Anita, włączyła głośniej muzykę.
- Może zaczniemy od tego...-zaproponowałam włączając Weekend-Ona tańczy dla mnie. Nikt oprócz nas i trójcy nie znał tej piosenki. Wskoczyłyśmy na stół i zaczęłyśmy tańczyć. Potem przyszła pora na prezenty. Na początku te mniejsze, które poprzynosili znajomi. Ja w tym czasie wyszłam z domu i wyjechałam jej nowym prezentem. Goście słysząc cichutkie mruczenie wyszli przed dom. Ze zdziwieniem ujrzeli piękne maserati.
- To dla mnie ? - Anita piszczała, skakała i płakała. Zawołałam ją gestem ręki do siebie. Otworzyłam drzwi od kierowcy i kazałam wsiąść.
- Od Marco, Mario, Moritza i mnie.
- Kocham was.-podleciała do mnie i ucałowała -Ten jeden raz zaryzykuję.-powiedziała i to samo zrobiła z Mo.-Dziękuję ci misiu.-przytuliła Marco.
Jeszcze chwilę oglądaliśmy samochód i wróciliśmy do domu. Wszyscy tańczyli na stołach, kanapie i innych rzeczach. Dobrze, że nie miałam sąsiadów, gdyż było bardzo głośno. Wszyscy się wybawili, a dom był, o dziwo, w dobrym stanie. Gdy impreza się skończyła, każdy pojechał do siebie. U mnie został tylko Moritz. Nadal nie czułam się dobrze. Cały czas wymiotowałam. Mdliło mnie i miałam zawroty głowy. Położyłam się szybko spać, by nie musieć dalej cierpieć i bratać się z muszlą.
Rano obudziła mnie kolejna fala mdłości. Moritz zadzwonił do pracy, że nie przyjadę, ale on musiał.
- Pojadę i zaraz po treningu tu wrócę. Jak coś będzie nie tak, to dzwoń. A teraz pogadam z Anitą, niech cię zbada.
- Hej Anitka. Moja ukochana choruję. Przebadasz ją ?
- Tak pewnie Mo. Już jadę.
Mo wyszedł, a zaraz a nim weszła Anita.
- Co ci mała ?
- Nie wiem. Czuję się, jakby mnie coś wypluło.
- Ciąża.
- Nie.
- To wirus. Panuje ich teraz parę. Musisz odpoczywać. Zaraz zrobię ci napój. Ostrzegam, że okropny w smaku.
Anita zeszła na dół i wróciła po 20 min.
- Boże straszne.
- Wiem, ale będzie ci lepiej...zaraz po tym.- powiedziała, gdy biegłam w stronę łazienki.
Rzeczywiście już mnie tak nie męczyło.
- Znowu żyję.
- Właśnie widzę. Aż ci się policzki zaróżowiły. Choć przewietrzysz się trochę. Ubieraj się i idziemy do parku pospacerować.
- Nie.-wiedziała, kiedy nie warto ze mną dyskutować.
- No to może sprawdzimy, który samochód jest lepszy... Twoje wyścigowe Audi R8 czy moje nowe Maserati ?
- A temu nie odmówię.
- No to ubieraj się.
Poszłam do łazienki i założyłam ubrania. W 5 minut byłam gotowa. Udałam się do garażu i wyjechałam moim pięknym autem.
- To gdzie się przejedziemy ?
- O tej porze jest A4 w miarę pusta.
- No to na A4. Chodź.
Wsiadłam do samochodu i pojechałyśmy się na autostradę. Jechałyśmy koło siebie. Na palcach odliczałam 3,2,1. I wcisnęłam gaz. Przestrzeń za mną uciekała w ogromnym tempie, zlewając się w jeden, wielki, rozmazany obraz. Skoncentrowałam się na zegarze, którego wskazówka pomału zamykała licznik. Czując flow zawróciło mi się w głowie. Zamknęłam bezwiednie oczy, próbując dojść do siebie. Dla mnie minęła sekunda, jednak tak naprawdę ujechałam ok 200m. Nagle przede mną, zupełnie niespodziewanie ukazał się zjazd. Samochód wpadł na banę koziołkując parę razy. Poczułam zimną falę zalewającą moją głowę. Nie czułam nic. Byłam zawieszona w pustej bezkształtnej przestrzeni, gdzie otaczała mnie nicość. Pustka. Więc tak chyba wygląda śmierć.

________________________________________________________
Pozdrawiam moje małpeczki i jeśli chcecie foty aut albo domu Marco to proszę mówić. :)
P.S. BVB W PÓŁFINALE LM !! <3

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Rozdział 33

Kuba czekał już w samochodzie. Energicznie siadłam ma siedzeniu obok.
- Coś się stało ?
- Kontynuacja z Mario.
- Co zrobił ?
- W sumie nic. Przyszedł do mnie, przeprosił i poprosił, żebym zapomniała. Na koniec powiedział, że mnie kocha. A ja nic. Odpowiedziałam płaczem. Nie mogłam niczego siebie wydusić.
- Dajesz jeszcze radę ?
- Jeszcze tak, ale chyba już niedługo.
- Hej. Masz mnie. I zawsze możesz na mnie liczyć. Anita i Marco też są do twojej dyspozycji.
- Wiem Kubuś. Dziękuję.
- A teraz zapomnij na chwilę. Jedziemy sprawdzić, czy mogę cię nazywać rodziną. - złapał mnie za rękę i mocno uścisą. Uśmiechnęłam się w jego stronę. - A co chciałaś mi wcześniej powiedzieć ?
- Rozmawiałam z mamą.
- I co ?
- Powiedziała, że była kiedyś taka rodzina... kontakt się urwał.
- A więc to możliwe.
- Tak.
- Dlatego musimy się dowiedzieć.
Pojechaliśmy do pobliskiego szpitala. Kuba miał tam znajomego lekarza. Pobrał od nas próbki.
- Wyniki będą za jakieś 2 - 3 tygodnie.
- Nie można tego przyśpieszyć ? Bardzo nam zależy.
- Jak dla was.. No dobrze. Zadzwonię, jak będę coś wiedział, ale niczego nie obiecuję.
- Dziękujemy.
Wyszliśmy ze szpitala. Czułam ulgę. Teraz nie było odwrotu.
- To jedziemy na obiad.
Pojechaliśmy do domu Błaszczykowskich. Gdy weszłam pachniało przyprawami i ziołami.
- Cześć kochanie. - Kuba podszedł do Agaty i pocałował ją w policzek. Wydało mi się to urocze. Wierni i kochający się rodzice małej Oliwki, która spokojnie spała w swoim łóżeczku. Tak wyobrażałam sobie swoją przyszłość. Nie wiedziałam jedynie, kto będzie moim ostatecznym wybrankiem.
- Hej Agusia.
- I jak ? Dowiedzieliście się czegoś ?
- Nie. Lekarz się odezwie, jak będą wyniki.
- To dobrze. A teraz idźcie umyć ręce i podaję obiad.
Poszłam do łazienki dla gości i energicznie umyłam dłonie. Wychodząc zajrzałam do pokoju Oliwki. Tak słodko spała. Cichutko zamknęłam drzwi i poszłam do jadalni. Siadłam za stołem.
- Jak się czujesz Marta ?
- Nie no, dobrze.
- To się cieszę. Dobra. Podaję.
Zjedliśmy pyszny obiad, a potem chwilę porozmawialiśmy. Gdy Oliwka się obudziła, pobiegłam do jej pokoiku, wzięłam na ręce i zabrałam ją do nas. Pobawiłam się z nią trochę, ale zaraz musiałam uciekać.
- Odwieźć cię ?
- Nie, no coś ty. Pojadę taksówką. Mam jeszcze parę spraw.
- Jak chcesz. Ale wolałbym cię odwieźć.
- Nie, nie. Pobaw się z córeczką. - puściłam oczko do małej. Ubrałam buty i wyskoczyłam z domu. Było dość ciepło Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer do mojego chłopaka.
- Hej kochanie.
- Hej piękna.
- Co dziś robimy ?
- A nie wiem. Nie mam planów. Gdzie jesteś ?
- Właśnie wyszłam od Błaszczykowskich.
- Odebrać cię ?
- Z chęcią.
- To czekaj tam na mnie. Będę za 5 minut.
- Ookej.
Siadłam na schodku i klikałam w telefonie. Sprawdziłam pocztę i odpisałam na parę SMS-ów od piłkarzy. Moritz szybko przyjechał. Wsiadłam.
- Hej królewno. Gdzie jedziemy ?
- Nie wiem. Może do mnie po rzeczy, a noc u ciebie ?
- Hm. Bardzo dobry pomysł. Mam kilka fajnych filmów.
- Porobimy coś. - zamruczałam. Chciałam, by zrozumiał o co mi chodzi.
Pojechaliśmy do mnie. Zabrałam parę manatków i pojechaliśmy do Mo. Wieczór spędziliśmy spokojnie. Trochę komedii i horrorów. Potem przenieśliśmy się do sypialni i oddaliśmy się przyjemności...
~2 dni później~
* U Anity *
- Czopie wstajemy!!!- krzyczałam wchodząc do pokoju Marty i rzucając się na łóżko.
- Misiu jeszcze chwilkę.
Bardzo rzadko zdarzało się, żebyśmy razem były w domu. Brakowało mi wspólnie spędzonego czasu, ale każda z nas miała swoje życie. Moje było poukładane, systematyczne, ze wspaniałym chłopakiem u boku. Żeby nie było nudno, udawało nam się raz na jakiś czas zrobić wypad do klubu. Marta nie miała takiego szczęścia. Na przeszkodzie stał jej wewnętrzny dylemat. Mogła mieć każdego. Liczyła na księcia z bajki, a dostała w pakiecie dwóch. Super, czego chcieć więcej-można pomyśleć, ale tylko w sytuacji, gdy chcesz się zabawić. Na dłuższą metę, to tak nie działa. Teoretycznie jest zdecydowana - Mo. Ale jej wspomnienia i fakt, że Mario też ją kocha sprawiają, że nie ufa sercu. Przy jednym rycerzu nie byłoby tego problemu. Zastanawiałam się od czego zalezy to, że ja mam spokojniejsze, bardziej bezproblemowe życie...
- Dobra, już ogarniam.- powiedziała Marta, przytulając się do mnie.
- Dzisiaj jest nasz dzień wolny i nie oddam cię chłopakom. Jedziemy na zakupy!!! A potem się zobaczy.
Dopiero wieczorem byłyśmy z powrotem w domu. Marta przez całą drogę siedziała jak na szpilkach. Wogóle ostatnio dziwnie się zachowywała, ale po telefonie jaki dzisiaj dostała, przechodziła samą siebie.
- Coś ty ćpała?-spytałam.
- Oj ciiicho...hihihi...
Nie zgłębiam tematu, jak będzie chciała to powie.-pomyślałam.
Weszłyśmy na domu. W przedpokoju stało wielkie pudło z kokardą.
- Ja nic nie wiem.- wiedziała. Wiem, kiedy Marta kłamie.
Na pudełku była karteczka "dla Anity zajrzyj do środka"
Otworzyłam pudełko, w którym było kolejne i kolejne...razem z 15. W najmniejszym kolejna karteczka "twój pokój" .Zerknęłam na Martę. Pełen zaciesz na twarzy. Poszłam na górę, a ona za mną. W pokoju było kolejne pudło. Wszystkie czynności powtórzyłam od początku, tyle że w ostatnim pudełku było coś ciężkiego. Klucze.
- Anito, czy zamieszkasz ze mną. - usłyszałam za plecami.
- Głupi.-odpowiedziałam i rzuciłam się chłopakowi na szyję. Marta zrobiłam nam zdjęcie.
- To teraz idziemy uczcić wyfrunięcie mojej niutki z gniazda.
Zeszliśmy na dół, gdzie czekał już Mo.
- Wiedzieliście?
- My? Nieee...-znowu kłamali.
- I tak was kocham.-powiedziałam.
Resztę wieczoru spędziliśmy na kanapie z drinkiem w ręku, śmiejąc się i żartując.

_________________________________________________
Siemka :) No i ja również już wróciłam do szkoły.. Zaczęłam dennie bo od 2 z łaciny ale to nic.. Ja nienawidzę łaciny, ona mnie, więc jesteśmy kwita. Mam nadzieję że nadal czytacie i się podoba. Pozdrawiam wszystkich i szczególnie moją kochaną siostrzyczkę, która mnie inspiruję.
P.S. Jutro BVB zmierzy się z Malagą. Kadrowicze Malagi CF już od niedzieli trenują na naszej ziemi. Miejmy nadzieję że wygramy :) w co nie wątpię. :)
Resovia Rzeszów pokonała Zaksę z czego jestem bardzo dumna :) Zapraszam <3

sobota, 6 kwietnia 2013

Rozdział 32

Siedzieliśmy całą noc w kuchni, wspominając i rozmawiając. Opowiadaliśmy o naszych rodzinach, dzieciństwie, śmiesznych wydarzeniach i młodzieńczych zawodach. To było niesamowite spotkanie. Nie czułam się już po nim taka zestresowana i zabiegana.
Trening był dopiero o 11, więc położyliśmy się jeszcze spać. Oczywiście wszyscy w salonie. Nasza sofa była olbrzymia, dlatego wszyscy bez problemu pomieściliśmy się.
Rano wstałam jako pierwsza. Przeskoczyłam przez wszystkich i pobiegłam do łazienki. Ogarnęłam się szybko i ubrałam. Dzisiaj znów było upalnie. Pasowało mi to. Lubiłam zimę, ale tylko przez pewien okres. W kuchni przygotowałam śniadanie i pozmywałam po wczorajszej kolacji. Zaparzyłam kawę i obudziłam towarzystwo, kładąc się na nich. No dobra-rzucając.
- Nie śpimy kochani.
- Cicho jeszcze 5 minut.
- No ja nie wiem czy chcecie jeszcze 5 minut.
- A tak. Chcemy.
- Okej. To idę po wiadro i wodę.
Wszyscy od razu się ocknęli. Udałam się do kuchni, nakryłam do stołu i zawołałam przyjaciół.
- Chodźcie.
- A co masz dobrego ?
- Wszystko. . .
- O to dobrze. Mam ochotę na wszystko.
Grzecznie zjedli śniadanie i udali się do łazienek. Nie mogłam się doczekać pierwszego dnia w pracy po urlopie. Kochałam swoje zajęcie.
Zadzwonił telefon. To była Pola.
- Halo !
- Siemka.
- A hej. Co tam ?
- Nic. Właśnie przyjechałam do Warszawy. Miałam nadzieję, że cie jeszcze spotkam, ale myliłam się.
- A no przyleciałam wczoraj do Niemiec. Ale jeśli chcesz, przyjedź do nas. Fajnie będzie.
- Ja ? Do Niemiec ? Niee.. - Pola nie lubiła wszystkiego, co miało jakikolwiek związek z niemieckim.
- Tak ty. Będzie fajnie. Pójdziemy na zakupy, pokaże ci parę fajnych miejsc.
- No nie wiem. Zastanowię się. Masz pozdrowienia od moich rodziców.
- A dziękuję i nawzajem. Powiedz, że tęsknie. - zawsze uwielbiałam rodziców Poli. Byli mi bliscy. Tak samo jak moi dla niej. Byłyśmy jak bliźniaczki.
- Powiem im, potem jak zadzwonię. Gdzie kluczyki od Mercedesa ?
- Leżą tam gdzie powinny leżeć. W koszyczku.
- A no dobrze. Nie zarysowałaś mojego cudeńka ?
- Nie. Nic ci z nim nie zrobiłam.
- Grzeczna galiczka. Dobra kończę, bo jestem umówiona z koleżankami na mieście. Papaty.
- No pa.
Miałam nadzieję, że Pola przyjedzie. Gdy ostatnio się widziałyśmy, nie miałyśmy zbyt wiele czasu dla siebie. Wiedziałam, że się zgodzi. Ona zawsze się tak droczyła. A wiedziałam to dlatego, że kochała zakupy, modę i zagraniczne sklepy. Jak to fashionistki. Byłam pewna, że szybko się zdecyduję.
- Chodźcie. Jedziemy do pracy.
- Przydałby mi się urlop. Już nie mogę biegać.
- Ah Marco. Nie marudź. Było zostać bankierem, a nie piłkarzem.
- High five grzybie.-powiedziała uśmiechnięta Anita.
- Bardzo śmieszne. Dobra chodźcie.
Wsiedliśmy do swoich samochodów i pojechaliśmy do SIGNAL IDUNA PARK.
Przy wejściu na stadion stał Kuba z Agą i Oliwką. Wysiadłam i podeszłam do nich.
- Co tam rodzinko Błaszczykowskich ?
- Nic. Marta chcieliśmy porozmawiać.
- Tak ? Chodźcie do gabinetu. - byłam zaniepokojona tym, co chcieli mi powiedzieć. Nie byłam pewna czy będzie to coś dobrego, czy raczej złego.. Otworzyłam drzwi. Siadłam w fotelu i wskazałam na sofę. Goście usiedli.
- Przeglądaliśmy wczoraj nasze zdjęcia. Te od babci.
- I co ?
- Znaleźliśmy to. - Agata pokazała mi zdjęcie. Byłam na nim JA. Ale co ja tam robiłam. Wiem, że to byłam ja, bo prawie wogóle się nie zmieniłam. Poza tym poznałam ubranie i ten sam, od tylu lat wyraz twarzy.
- O matko. Co ja tam robię ?
- Nie wiemy. Ale coś musicie mieć wspólnego. Zróbcie ten test DNA.
- Dobrze. Nie ma problemu. Nic nie rozumiem. Jak to możliwe.
- Może po prostu jacyś dalecy krewni. Nigdy nie wiadomo jak to było z przodkami.
- Nie mam pojęcia. Nikt mi nigdy nic nie opowiadał.
- Mi też nie, ale to może jakiś grząski temat.
- Nie mam pojęcia.
- Dzisiaj jeśli chcesz, możemy zaraz po pracy pojechać do szpitala na badanie. A potem zabiorę cię do nas na obiad.
- Nie chce wam zawracać głowy.
- Ale co ty opowiadasz ? Dla nas to przyjemność. Oliwka cię uwielbia, tak samo jak my.
- No dobrze. To po pracy.
- Okej. To ja lecę gotować, a Kubuś na trening.
- Okej.
Wyszli z gabinetu. Nie wiedziałam co się dzieję. Co ja robiłam na tym zdjęciu? Czy rodzina coś przede mną ukrywała ? A może to zbieg okoliczności ? Niee. Nigdy w takie coś nie wierzyłam. Czegoś takiego jak zbieg okoliczności nie było. Wyjęłam telefon i wykręciłam numer do mamy.
- Hej mamuś. Masz chwilkę ?
- Cześć kochanie. Tak. Co tam ?
- Wiesz chciałam się zapytać, czy mamy jakąś rodzinę, z którą urwaliśmy kontakt ?
- Nie wiem.. Nie jestem pewna. - jej głos był niepewny.
- Mamo ! Ty coś wiesz.
- No dobrze, już dobrze. Był kiedyś taki wujek. Nie wiem czy o to ci chodzi, ale kontakt rodzinny się urwał. Popełnił straszną zbrodnię. Rodzina się od niego odwróciła.
- Aha. Dobra. Resztę wiem. Dzięki.
Rozłączyłam się. Wiedziałam o kogo i o co chodziło. Wszystko było pewne. Więc najprawdopodobniej byłam spokrewniona z Kubą. Teraz trzeba nam było tego na papierze. Wyrwałam się z zamyślenia i zeszłam na dół do zawodników. Trener nakazał mi się przebrać, gdyż miałam dzisiaj znów trenować z drużyną. Dobrze na nich działałam. A poza tym, poprawiałam moją formę. Pobiegłam do szatni i szybko wróciłam. Złapałam Kubę za rękę i wyszeptałam :
- Wszystko wiem. Opowiem ci potem.
Rozgrzałam się i zaczęłam grać w piłkę. Potknęłam się parę razy, zdzierając sobie kolana. Byłam strasznie niezdarna tego dnia. Chłopaki mieli niezły ubaw. Ale to ja miałam lepszy zespół i wygraliśmy. Pod koniec treningu była zbiórka u trenera.
- A więc. Już za parę dni mecz z Stuttgartem. Wiecie, że musicie wygrać ?
- Tak trenerze. Wiemy. - odpowiedzieli chórem. Ja stałam i się im przyglądałam.
- Dlatego chciałbym cię Marto poprosić, byś w czasie meczy była moją asystentką. Świetnie na nich działasz. Słuchają cię. Motywujesz ich. Przydasz mi się u boku.
- Bardzo chętnie. Miło mi się pracuję z chłopakami i mam nadzieję, że będę mogła pomóc.
- Będziesz, będziesz. Bardzo się cieszę. Gońcie się przebrać. Widzimy się jutro znów o 11.
Pomalutku podreptałam do szatni. Już miałam wchodzić, gdy zatrzymał mnie Mario.
- Hej kochana. Możemy porozmawiać ?
- Tak. Chodź. - zaciągnęłam go do szatni. Zamknęłam za nami drzwi.
- Marta tęskniłem.
- Ja też Mario. - przytuliłam go.
- Możemy zapomnieć o zajściu w klubie ?
- Staram się.
- Wiem, że cię to bolało. Bardzo cię przepraszam. Mówiłem, że nigdy cię nie zranię...
- Wiem, że byłeś pijany..
- To mnie nie tłumaczy. Nie powinienem.
- Ale właśnie w tym rzecz Mario. Powinieneś. Przecież nie jesteś mi nic winny. Nie jesteśmy razem. Możesz bzykać, całować i kto wie co robić, z kim tylko chcesz. A mnie to nie powinno obchodzić.
- Ale obchodzi. Tak samo mnie obchodzi, jak widzę ciebie z Mo lub kimś innym. Po prostu tak jest i koniec. - rozpłakałam się i przytuliłam do przyjaciela. Siedliśmy przy ścianie. Ja w jego objęciach, wtulona w jego ciało płacząc. - Kocham cię i tyle. - przytulił mnie mocniej. Pocałował, jak zawsze w czubek głowy. Siedzieliśmy jeszcze 15 minut, ale nie miałam więcej czasu. Szybko się przebrałam i pobiegłam do Kuby, który na mnie czekał.

________________________________________________
Huhuhu.. No to teraz zacznie się dziać :) Jak zawszę dziękuję czytelnikom i zapraszam na dalszy ciąg opowiadania. :)

czwartek, 4 kwietnia 2013

Rozdział 31

* U Anity *
Wybiła 22, a Marty nie było. Martwiłam się. Ale wiedziałam, że jest mądra i nic złego nie robi. Choć w sumie jej ostatnia sytuacja, mogła różnie na nią wpłynąć. Siedziałam w kuchni i delektowałam się ciastem. Zadzwoniłam do Łukasza.
- Siema Łukasz.
- Hej Anita. Co tam ?
- Jest u was Marta ?
- Nie, nie ma jej, a co ?
- Wyleciała parę godzin temu z domu i nie odbiera telefonu.
- Nie martw się. Jest zabiegana. Zna się w Warszawie z wieloma osobami. Jest mądra nic jej nie będzie. Pewnie kogoś spotkała.
- No dobrze.
- Jak przyjedzie to zadzwoń lub napisz. W razie co, będziemy jej szukać.
- Okej. Napisze. Dzięki bardzo.
Rozłączyłam się i poszłam do salonu. Do domu przyjechała Marta. Szybko napisałam do Łukasza.
- Hej. Sorki, że tak późno.
- Siemka. Utrupie cię kiedyś za to znikanie. Martwię się o ciebie siostra. A gdzie się szwendałaś?
- A stare rzeczy. Trzeba pozamykać niektóre sprawy.
- Aha. Robimy coś ?
- Idziemy do klubu ?
- Już myślałam, że nigdy nie zaproponujesz.

* U Marty *
Poszłam na górę i przebrałam się.. Telefon i pieniądze wrzuciłam do kieszeni kurtki. Jak zawsze nie miałam torebki. Nosiłam je tylko do pracy. Nie byłam damą z torebką. Siadłam na łóżku. Byłam strasznie roztrzęsiona. Ten cały stres... Usłyszałam wołanie Anity. Zeszłam na dół.
- No nareszcie. Co tak długo ?
- A nic, nic.
- Jedziemy metrem ?
- Nie. Jedziemy samochodem. Nie będę piła.
- Marta. Musisz się trochę rozerwać. Nie będziemy chlały niewiadomo ile. Nie musisz być abstynentem.
- Ale chce. Nie mogę stracić kontroli nad sobą. Kto wie, co by się wtedy stało.
- Hm. No dobrze.
Napisałam szybko SMS do Moritza, by się nie martwił. Złapałam za kluczyki i wślizgnęłam się do samochodu. Anita siadła obok. Pojechałyśmy do ulubionego klubu Poli. Często tam chodziłyśmy. Zaparkowałam i weszłyśmy do środka. Anita od razu porwała mnie na parkiet. Już za chwilę każda z nas tańczyła z kimś innym.
Anita wypiła dużo. Nie trzymała się na nogach. Złapałam ją pod bok i zaciągnęłam do samochodu. Posadziłam i zapięłam. Siadłam za kierownicą i pokierowałam się w stronę domu. Gdy tam dojechałyśmy, wzięłam ją na ręce i położyłam na kanapie. Nie miałam siły zanieść ją na górę. Zdjęłam jej buty i przykryłam kocem. Sama poszłam do siebie. Zdjęłam kurtkę, wyjęłam telefon z kiszeni, który położyłam na stoliczku. Delikatnie rozpięłam buty i odstawiłam je na bok. Poszłam do łazienki. Zrzuciłam z siebie ubrania, stanęłam przed lustrem. Wyglądałam blado i na zmęczoną. Moje ręce trzęsły się jak u alkoholika. Nie mogłam na siebie patrzeć. Odkręciłam wodę w wannie i położyłam się do niej. Ciepła woda muskała moje ciało. Już usypiałam, gdy usłyszałam huk. Wyszłam z wanny, owinęłam się ręcznikiem i zbiegłam na dół. Zobaczyłam Anitę, która spała na zimnej posadce. Podniosłam ją, nie budząc i położyłam z powrotem na sofie. Weszłam do swojej sypialni. Opuściłam ręcznik i podeszłam do walizki. Wyjęłam długą koszulkę, która należała do mojego chłopaka. Ubrałam ją i płożyłam się do łóżka. Usnęłam po chwili. Śnili mi się Anita i Marco. Jako szczęśliwa rodzina z dziećmi. A ja sama, jako ich ciocia.
Obudziłam się i zastanawiałam, co mi się śniło. Ale niestety już nie pamiętałam. A może na szczęście ? Odkryłam kołdrę i wyślizgnęłam się z łóżka. Poszłam do łazienki, umyłam się i ubrałam. Zeszłam na dół. Anita już nie spała. Raczej leżała i jęczała z bólu. Nic nie mówiąc, pokierowałam się do kuchni, wyciągając środki pomagające na takie dolegliwości. Podałam siostrze tabletki i wodę.
- Jak się czujesz ?
- Dobrze..Ale wezmę tylko wodę... - gdy to mówiła, była przyssana do butelki z wodą.
- Nie widać.
- Zaraz się poprawię. Daj mi chwilkę.
- No dobrze.
- A ty jak ?
- Dobrze.
- Pierd*ol, pierd*ol ja posłucham. - zawsze wiedziała, kiedy kłamię.
- Tak ? To dobrze.
- Dzisiaj mecz kadry ?
- Tak. Mam bilety, jeśli chcesz.
- Pewnie, że chcę. O matko, ale super. Nie mogę się doczekać. - już nie było widać jej kaca.
- No to pojedziemy.
Dzień zleciał nam szybko. Głównie opalałyśmy się nad basenem w ogrodzie. Wieczorem wybrałyśmy się na mecz naszej reprezentacji. Miałyśmy miejsca w obszarze V.I.P. Załatwił nam je trener. Te, i na kolejny mecz. Polska przegrała wynikiem 3:1. Wszyscy byli załamani. Jako jedne z ostatnich wyszłyśmy ze stadionu. Wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmy do domu.
~ Urlop zleciał ~
Dziś był dzień powrotu. Byłam szczęśliwa. Bardzo tęskniłam za nimi wszystkimi, a przede wszystkim za Mo. Będąc w Warszawie próbowałam zamknąć wszystkie sprawy. Tak samo te ciemne, jak i całą resztę. Chciałam być wolna od przeszłych zobowiązań.Nie zawsze byłam grzeczną dziewczynką. Nasz samolot podchodził do lądowania. W terminalu mieli czekać chłopcy. Zapięłam pas i zacisnęłam dłonie w pięści. Oparłam je na kolanach. Samolot wylądował. Po wszystkim wstałam, wzięłam moją torbę, która była oczywiście z Borussi i kierowałam się do wyjścia. Zaraz za mną szła Anita. Złapałam ją za rękę i pobiegłam do odprawy. Gdy wyszłam i zobaczyłam stojącą TRÓJKĘ, oszalałam. Rzuciłam torbę i wskoczyłam na Mo. Ręce zaplotłam wokół szyi, a nogi dookoła pasa. Nasze twarze były naprzeciwko siebie. Dotykaliśmy się czołem. Przycięłam swoje usta do jego. Pocałował mnie bardzo namiętnie.
- Kocham cię. Tęskniłem.
- Tęskniłam. Kocham cię nad życie.
Jeszcze raz przycięłam jego usta do swoich. Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Zeszłam z Moritza i przywitałam się z Marco i Mario. Goetze przytulił mnie mocno. Miałam uczucie, że nigdy nie puści. Pocałował mnie w czubek głowy, jak to zazwyczaj robił, a ja go w policzek. Anita spokojnie podeszła do Marco i pocałowała go. Moritz złapał za moją walizkę, a Mario za torbę. Poszliśmy w stronę samochodu. Wszyscy pojechaliśmy do nas do domu. Teraz miom zadaniem było upieczenie ciasta. Wszystko było już w domu. Szybko stanęłam przy kuchni i coś upiekłam.
- Skąd ty to wszystko umiesz ?
- Po mamie.
- To chciałbym spróbować jej wypieków i potraw. Poznamy ją kiedyś ?
- A chcecie ?
- Bardzo.
- Zaproszę ją w wolnej chwili.
- Fajnie. Jaka jest ?
- Taka jak ja.
- Fajna babka.
- A no fajna.
- Ma się zajebistą chrzestną. -powiedziała Anita.
- Dziewczyny, nigdy nic nie mówiłyście. Macie rodzeństwo?
- Tak. Ja mam młodszą siostrę, a Marta starszego brata. Więc wiecie. Nie zajdźcie jej za skórę, bo brat się wami zajmie do spółki ze mną.
- Uuu. Ile starszy ?
- 9 lat.
- Fajnie jest mieć starszego brata ?
- Pewnie. Zawsze mogłam go zawołać, gdy coś nie szło po mojej myśli.
- A widzisz. Mała szantażystka.
- A no trzeba.
- I to od urodzenia. -Anita zaczęła się śmiać.
Zbliżał się wieczór, a my siedzieliśmy w kuchni i rozmawialiśmy. Zapomniałam o problemach i wszystkich sprawach. Byłam szczęśliwa. Tęskniłam za naszymi spokojnymi rozmowami w gronie przyjaciół. Nie chciałam, by ten wieczór się kończył.

___________________________________________________
Coś ostatnio nie czytacie chyba.. 1, 2 komentarze.. No nic :) ja wstawiam :)
Będę pisać jeszcze przez jakiś czas. Jest to dla mnie niezłą odskocznią od rzeczywistości i zlanie wszystkich emocji i przejść które mnie trapią. Mam nadzieję że będziecie ze mną do końca. Jeśli chcecie bym już skończyła, powiedzcie. Obetnę w jednym miejscu i napiszę epilog ;)
Pozdrawiam wszystkich czytelników i zaglądaczy :)
Co do meczu.
Szału nie było. Mario jest bardzo podbity obecną jego sytuacją. Mówi że jest na siebie zły bo mógł pomóc drużynie. A tak nic nie zrobił za co bardzo przeprasza. To nie był poprostu jego dzień. Sebastian Kehl nasz El Kapitano na to że nie ma się czym przejmować. Dobrze grał a że nie udało mu się strzelić gola nic nie szkodzi. Nawet jednego obronił więc jest dobrze. Roman powiedział że wynik 0:0 jest dobrym wynikiem i nie mamy się czym martwić. Jest jeszcze rewanż gdzie muszą z siebie 190,9 % z siebie dać i będzie dobrze.
Co do spekulacji i krytyki na temat Kevina Grosskreuza się nie zgadzam. Chłopak dawał z siebie wszystko. Był wszędzie. Zawsze jak ktoś go potrzebował on tam był. Pokazał że Kubie można dać od czasu do czasu przerwę, bo on da sobie radę. Pokazał fajną formę. Nie dużo mu brakowało do bramki. Jestem dumna z niego i mam nadzieję że od tej pory będzie częściej grał. A zdrowie Kubusia będzie mniej obciążane.
Pozdrawiam :) https://twitter.com/madziulkaaheh

wtorek, 2 kwietnia 2013

Rozdział 30

Wstałam bardzo rano. Nie mogłam spać. Znów myślałam o Mario. No, ale cóż. Nic nie szło zrobić. Ubrałam się i wyszłam z domu. Biegałam po parku blisko domu. Godzinę później byłam już z powrotem. Wykąpałam się i ubrałam. Napiłam się kawy i siadłam w salonie. Anita jeszcze spała. Była wczoraj bardzo zmęczona. Pojechałam na uczelnię. Miałam do odebrania jakieś papiery. Zrobiłam, co miałam zrobić i pojechałam do hotelu kadry. Byłam umówiona z Kubą. To była moja ważna sprawa. Mieliśmy załatwić parę rzeczy dla Kuby i ja robiłam za szofera. Najpierw pojechaliśmy do jego babci. Chciałam poczekać w samochodzie, ale uparł się bym weszła. Powiedział, że babcia mnie pokocha. Wysiadłam i podreptałam za nim.
- Cześć babciu ! - darł się Kuba już od wejścia.
- O Kubusiu. Cześć. Co ty tu robisz ?
- Przyjechałem na chwilę babciu. Przywiozła mnie przyjaciółka.- podałam rękę babci Kuby.
- Bardzo mi miło. Marta.
- Witaj Marta. Jaka znajoma buźka. Śliczna dziewczynka. Skąd się znacie ?
- Marta była studentką w Warszawie. Potem przyjechała do Dortmundu i zaczęła z nami pracować. A teraz ma wolne, więc przyjechała do domu.
- No tak. Właśnie tak.
- I musisz wozić Kubusia ?
- Tak. Ale bardzo chętnie to robię. Kocham jeździć samochodem.
- Tak jak ja. Dlatego to ja prowadzę z powrotem.
- Tylko nie zarysuj. To auto Poli. Dostała je ode mnie na urodziny.
- No dobrze. Chodźcie dzieciaczki.
Weszliśmy do przytulnej kuchni. Była staromodna, taka jaką pamiętałam z domu mojego dziadka. Zawsze chętnie tam jeździłyśmy razem z Anitą.
- Co u ciebie Kubuś ?
- Nic babciu. Wszystko dobrze. Agata zdrowa, Oliwka też. .
- Cieszę się.
- Przyjechałem sprawdzić co u ciebie.
- Nic. Spokojnie.
- Babciu, Aga się pytała czy masz te zdjęcia, które ostatnim razem oglądała.
- Pewnie, że mam.
- Mogę je wziąć? Chciała je przejrzeć. Zabierzesz je ze sobą Marta ? Nie chce ich ciągnąć do hotelu i w ogulę.
- Tak, tak. Nie ma problemu. Wezmę.
- Martuś. Masz taki znajomy głos. Jak bym cię już kiedyś widziała.- zaśmiałam się jedynie. Nie wiedziałam, o co im wszystkim chodziło. Odezwał się Kuba.
- Każdy nam to mówi. Zachowujemy się tak samo, mamy takie same znaki spostrzegawcze...
- Hm. Dziwne.
- O i to bardzo.
Posiedzieliśmy jeszcze chwile. Musieliśmy się zbierać. Kuba chciał kierować. Siadłam na fotelu pasażera, rozluźniłam się i słuchałam muzyki.
- Martuś, co się dzieję? Ostatnio jesteś taka rozkojarzona.
- A wiesz Kubuś. Dużo się dzieje. . .chciałabym wrócić do zwykłego, nudnego życia.
- Opowiedz mi wszystko. Chyba, że nie chcesz.
- Opowiem. Myślę, że jesteśmy przyjaciółmi.
- Jesteśmy. Na pewno.
- Więc dzieję się dużo. Gdy rozstałam się ostatnio z Mo.. ten czas spędziłam z Mario. Ale nie na przyjacielsko. Było coś więcej. W końcu powiedziałam mu, że kocham Mo. Raczej się to nie zmieni i nic na to nie poradzę. Gdy pogodziłam się z Leitnerem, byłam w siódmym niebie. Ale cały czas brakowało mi Mario. Tak samo jak byłam z nim, brakowało mi Mo.
- Dziwna sprawa. Opowiadaj dalej.
- Jak byliśmy ostatnio na imprezie, wiesz, wtedy co dzieci były u mamy Marco.
- Wiem kiedy.
- Nakryłam, a raczej zobaczyłam Mario w łazience z jakąś szmatą. Strasznie mnie to zabolało. Ale nie powinno. Bo przecież kocham Moritza. Jestem tego tak pewna, jak tego, że słońce jest gorące, ale ...
- Kochasz i Mario.
- Nie wiem. Przeprosił mnie, ale ja dalej mam ten obraz przed oczyma. Nie mogę się go pozbyć.
- Rozumiem cię. Czujesz się zdradzona i zraniona.
- No właśnie. Nie chce tego. Przecież nie można kochać dwóch osób na raz.
- Ale ty kochasz.
- No i jest problem.
- Mówiłaś o tym Moritzowi ?
- No coś ty. Kocham go !
- To dobrze. Wiedz, że zawsze cię wysłucham i doradzę kochana.
- Dziękuję Kubuniu.
Rozmawialiśmy, aż zajechaliśmy pod jedną bramę. Powiedziałam Błaszczykowskiemu, by został w samochodzie. Wyskoczyłam szybko. Musiałam coś załatwić. Wróciłam po 5 minutach. Jeździliśmy tak do 15. O 16 Kuba miał trening. Zostawiłam go pod hotelem, a sama pojechałam do domu. Anita oglądała telewizję.
- Siemka. Gdzie byłaś ?
- Hej. Jeździłam z Błaszczem. Miał parę spraw do załatwienia.
- Aha. Okej.
- Idę coś upiec. Mam ochotę na ciasto.
Zawsze, gdy byłam rozkojarzona i zestresowana gotowałam albo piekłam. Zrobiłam ciasteczka, babeczki i babkę. Chciałam ją wieczorem zawieźć do hotelu. Zadzwonił telefon.
- Halo !
- Możesz przyjechać ? - poznałam głos od razu.
- Tak.
- To dajesz. Tam gdzie wcześniej.
- Ok. Już jadę.
- Hej Anita. Ja muszę wyskoczyć. Jak chcesz to masz ciastka, babeczki i ciasto. Zaraz wrócę.
Wsiadłam do Mercedesa i pojechałam pod bramę.
* U Anity *
~Czas w Warszawie był cudowny. Rozerwałam się i odcięłam od nowego życia. Dzisiaj wieczorem chciałam iść na imprezę. Zastanawiałam się co się dzieję z Martą. Bardzo się zamartwiała z powodu Mario, tęskniła za Moritzem i ganiały ją rzeczy z Warszawy. Najlepiej byłoby jakby wróciła do swojego starego życia. Nie byłam pewna czy poradzi sobie ze wszystkimi problemami. Ale nie mogłam jej nakazać wrócić. Mogłam jedynie wspierać. Miałyśmy samolot dopiero za pół tygodnia. Nie byłam na nią zła, że zostawiła mnie w domu. Widziałam, że była zajęta. A że dom mi się bardzo podobał, chętnie w nim przebywałam. Z resztą nie byłam dzieckiem, daję sobie radę sama. Mogłam odwiedzić swoją grupę, z którą trenowałam dancehall. Super czasy i wspomnienia. A jeszcze upiekła mi takie dobroci.~
Myślałam jedząc ciastko. Zadzwonił do mnie Marco.
- Siemka kochanie.
- Hej.
- Co tam u was ?
- Stęskniłam się za Polską. A teraz siedzę w domciu.
- A gdzie Marta ?
- Ma parę spraw na mieście.
- Aha.
- No. A co tam u was ?
- Nic. Trening się właśnie skończył.
- A jak Mario? Bo Martę to dość mocno gryzie. Widać po niej.
- A no nijak. Nie wiem co z nimi będzie.
- Nie mam pojęcia. Marta ma wszystkiego dosyć. Jest zestresowana. Wszędzie biega. Strach jej dać samochód. Pędzi jak szalona.
- Biedna. Wierzę jej, że ma dosyć. Nie może się odciąć.
- Wiesz boję się o jej zdrowie. Jest z nią źle.
- Ah... Mam nadzieję, że da radę.
- Da. Jest z niej bardzo twarda baba. Z wszystkim daje radę. Z resztą ma nas.
- Więc będzie dobrze.
- Będzie. Dobra kończę, bo muszę zjeść jeszcze ciasteczka, babeczki i ciasto, które mi upiekła.
- Ooo. Zazdroszczę.
- Hehe. To wpadnijcie do nas.
- Chciałbym.
Rozmawialiśmy jeszcze. Po głowie mi chodziła Marta. Gdzie ona się tak śpieszyła ?

________________________________________________________
No i mamy już 30.. Planowałam max. 25 a tu już tyle. Mam nadzieję że nadal się podoba :)
Pozdrawiam wszystkich i jeśli macie jakieś uwagi to zapraszam na aska :) http://ask.fm/piszczek1897
Dziękuję wszystkim którzy komentują i tym którzy czytają mojego bloga " po cichu " :)

niedziela, 31 marca 2013

Rozdział 29

Po treningu dostałyśmy zaproszenie na wspólną kolację w hotelu u piłkarzy. Byłam podekscytowana. Czułam się mały kibic, który w końcu miał okazję poznać swoją ukochaną kadrę. Pojechałyśmy naszym samochodem do hotelu. Chłopcy już czekali. Przy wejściu powitała nas cała reprezentacja.
- No nareszcie jesteście.
- Co się tak pieklisz Łukasz. Aż tak nas kochasz ?
- A co nie mogę ?
- Masz żonę. - powiedziałam wystawiając mu język.
- Którą bardzo kocham. Ale mam też przyjaciółki, którymi jesteście wy. I was też bardzo kocham ,ale inaczej. Tak rodzinnie.
- Dobra nie tłumacz się.-powiedziała Anita.
- Aha. No to rozumiemy wszystko. - przytuliłyśmy Łukasza. Lubiłam go od samego początku. Nigdy nie był niemiły, zawsze miał dobry humor, a poza tym był bardzo przyjacielski. Tak jak Kuba. Świetnie do siebie " pasowali ".
Po kolacji porozmawialiśmy jeszcze w większym gronie. Piłkarze chwalili się pociechami i żonami lub dziewczynami. Traktowali nas jak kumpli. Podobało mi się to. Czułam się jak w szkole. Zawsze chłopcy traktowali mnie, jak równego sobie kolegę. Nigdy mi to nie przeszkadzało. Po wszystkim pojechałyśmy do domu. Byłam tak nabuzowana, że nie mogłam usnąć. Napisałam SMS do Moritza :
" Śpisz kochanie ? Tęsknie strasznie :** Odliczam minuty aż znów się zobaczymy <3 "
Miałam ochotę napisać do Mario, ale nadal nie wiedziałam o co chodzi i dlaczego tak mnie bolał obraz, kochającego się Goetze z tą blondyną. Dlatego postanowiłam nie pisać. Na odpowiedź od Mo nie musiałam długo czekać.
" Nie śpię kochana.<3 Też bardzo tęsknię i odliczam sekundy Kocham cię:**. Chcesz porozmawiać ? "
Od razu wybrałam numer do chłopaka. Musiałam mu wszystko opowiedzieć.
- Cześć księżniczko. Czemu nie śpisz ?
- Hej misiu. Tyle się dzisiaj działo. Nie mogę zasnąć.
- Stało się coś złego ?
- Nie. Wręcz przeciwnie.
- Więc opowiadaj.
Opowiedziałam mojemu chłopakowi wszystko od początku do końca. Cieszył się ze mną. Opowiadał mi co się działo u niego. Słyszałam w jego głosie coś niepokojącego.
- Mo co się dzieję ?
- Nic.. Szkoda gadać...
- Mów.
- Dzwoniłem do Marco. Mario podobno coś źle się trzyma. . Nie wiem o co chodzi.
- Serio ? Też nie rozumiem. - o nie ja to dobrze wiedziałam. Nawet za dobrze. No, ale nie mogłam tego powiedzieć Moritzowi. Znów byśmy się pokłócili. Nie chciałam go ranić. Kocham go za bardzo.
- Nie mam pojęcia.. Mam nadzieję, że się ogarnie. W najbliższym czasie czeka go wiele ważnych meczy.
- Może się ogarnie.
- Byłoby dobrze. Jakie masz plany na jutro ?
- Hm. Chyba żadnych. Wyśpię się, poopalam, ugotuję obiad, może coś upiekę.
- Oo zjadłbym twojego ciasta. Już dawno nie robiłaś.
- A no dawno. Jak przyjedziesz upiekę ci dwa.
- Już się cieszę. Leć spać myszko. Jest już późno.
- No dobrze. No to dobranoc. Kocham cię najbardziej na świecie. Pamiętaj.
- Pamiętam. Ja ciebie też kochanie. I ty też o tym pamiętaj.
- Pamiętam. Papa.
- Dobranoc.
Rozłączyłam się i odłożyłam telefon. Po głowie chodziły mi słowa Mo. Dokładnie to, co mówił o Mario. Hm. Mogłam coś na to poradzić ? Nie mam pojęcia. Czułam zapach jego perfum. Jeszcze jakiś czas temu leżał tu. To on był mi wtedy najbliższy. Rozkoszując się tym zapachem usnęłam. Rano obudziłam się dopiero o 12. Anita już nie spała. Leżała na kanapie ubrana, umalowana i uczesana. Zaspana położyłam się koło niej. A raczej na niej.
- O matko. A ty co jeszcze śpisz ?
- Taak. Śpię.
- Ooo jak mi cię szkoda. Żartowałam. Ubieraj się jedziemy na miasto.
- Jeju tak wcześnie ?
- Jakie wcześnie ? Jest południe.
- No to wcześnie.
- Oj cicho. Musimy coś robić.
- No dobra. To ja idę się ubrać. Gadałaś z Marco ?
- Tak, a co ?
- Gadałam w nocy z Moritzem. Rozmawiał z Reusem i mówił, że z Mario coś się dzieję.
- Też mi to mówił. Ale Marta, nie martw się. Jeśli jest idiotą i nie umie zawalczyć, tylko woli piepszyć jakiegoś pustaka to ma pecha. Nie martw się. A teraz goń.
Poszłam na górę do mojej sypiali. Szybko wybrałam jakieś ubrania które wrzuciłam na siebie. Uczesałam niechlujny kok na czubku w głowy. Nie malowałam się tego dnia. Zeszłam na dół do Anity.
- Jemy na mieście czy mam coś ugotować ?
- Jak chcesz.
- To zjemy na mieście. Pokaże ci fajne miejcie. Jako studentka bywałam tam prawie codziennie.
- No to dobrze.
- To chodź.
Pojechałyśmy do centrum handlowego niedaleko mojej starej uczelni. Od razu pobiegłam do wielkiego sklepu sportowego. Pracował tam mój kolega. Zawsze siedziałam godzinami w sklepie, gdy on pracował. Miałam szczęście. Był tam.
- Marta ?
- Siema Kamil.
- Ale cię długo nie widziałem. Służy ci ten Dortmund. Wyglądasz świetnie.
- O jejku. Dziękuję. Bardzo mi miło.
- Co cię sprowadza ?
- Chciałam cię zobaczyć. Poza tym mam tydzień urlopu, więc przyjechałam do domu.
- Cieszę się. Chodź mała. - przytulił mnie.
- A to poznaj. Moja kuzynka. Anita.
- Hej. Anita jestem.
- Siema. Kamil.
- Okej kochani. My lecimy, a ty pracuj. Jak będę miała chwilę czasu, to może pójdziemy na jakąś kawę.
- Bardzo chętnie. Papa.
Poszłyśmy do małej chińskiej knajpki. Często tam jadałam. Jak zawsze wybrałam makaron. Gdy zjadłyśmy obiad, odwiedziłyśmy parę sklepów. Zadzwonił polski telefon.
- Halo !
- Hej dziewczyny.
- Co tam Kubuś ?
- Co robicie ?
- Nic. Latamy po galeri. Nuda jak zawsze. A wam się nudzi ?
- No szczerze mówiąc to tak. I to bardzo. Może wpadniecie do nas ?
- No ja nie wiem co na to trener.
- Ah. Nie gadaj. On cię lubi. Nie będzie miał nic przeciwko.
- No dobrze. Potrzebujecie czegoś ? Mogę wam przywieźć.
- Nie kochana. Mamy wszystko. Zjadłbym jedynie jakiegoś ciasta.
- O Kubusiu ja nie wiem czy to możliwe.
- Ja teeeż ! - wydarł się Łukasz.
- No proszę. - zawołał Kuba.
- No dobrze. Ale malutki kawałeczek. Coś wam przywiozę.
- Dzięki. Czekamy.
Poszłam do cukierni i kupiłam ciasto dla łasuchów. Pojechałyśmy do hotelu chłopaków. Ciasto schowałam w torebce Anity. Nie można im było podjadać. Ale rozumiałam Kubę. To też mieliśmy wspólne. Kochamy słodycze. W holu siedzieli Ludo, Robert i Wasyl.
- Hej chłopaki.
- O cześć dziewczyny. Co tam ?
- W sumie nic ciekawego. A tam ?
- A no też nic.
Przy windzie czekali Kuba i Łukasz. Podeszłam do nich.
- Masz ciacho ?
- Mam.
- Dużo ?
- Troszkę.
- Kochamy cię. Jesteś najlepsza. Daj.
- Poczekaj. Jak trener zobaczy, to mi się oberwie. Dostaniecie w pokoju.
Pojechaliśmy do pokoju Łukasza i Kuby. Wyjęłam ciasto. Od razu się na nie rzucili. Jak dzieci. Siedziałam na sofie. Nogi miałam założone na stolik.
- Kuba zobacz. Marta jest dokładnie jak ty. Wolna amerykanka. Nogi na stole. Jak ty ! - Łukasz mówił delektując się ciastem.
- Oj cicho. Ty Martuś, może jakimiś klonami jesteśmy.
- A kto nas wie. Mi to nie przeszkadza. Przynajmniej się przez to lepiej poznajemy.
- A no właśnie. Ale Anita jest zupełnie inna. Wcale nie podobna do was . Cicha, grzeczna.
- Oj tam, oj tam. - powiedziała.
- Jakaś aluzja ? Jestem niegrzeczna ?
- No coś ty ! Nie to miałem na myśli. Jesteś najukochańszą osobą jaką znam, zaraz po mojej żonie.
- No to dobrze. Cieszę się.
- A wy powinniście sobie zrobić test dna.
- Ło matko. To żeś wymyślił.
Jeszcze chwilę rozmawialiśmy o tym teście. Śmiałam się z pomysłów Anity i Łukasza. Było już późno. Piłkarze dawno powinni spać. Śmiejąc się, wyślizgnęłyśmy się z pokoju. Gdy dojechałyśmy do domu, dalej śmiałam się z ich pomysłów. Pobiegłam na górę, wzięłam prysznic i przebrałam się. Zaraz po tym, zadzwonił do mnie Leitner. Rozmawialiśmy dość długo. Jak już położyłam się do łóżka, od razu usnęłam. Jutro miałam do załatwienia bardzo ważną sprawę.

__________________________________________________________
Święta, święta i po świętach. Wiem że trochę rzadko dodaję i może być nudno ale jest mi troszkę trudno w tym świątecznym stresie. Przyjechałam sama do moich dziadków. Ale już w piątek wracam do domu, do rodziców i ukochanego pieska. <3
Pozdrawiam wszystkich czytelników.
Jesteście świetni <3
Co do meczu. Dużo fauli, no fair - play.. Co jeszcze dodać. Szkoda mi Schmelle ( Schmelzer'ka ) bo wyglądało to bardzo boleśnie. Dobrze że wszystko się w miarę ok skończyło i w środę najprawdopodobniej zagra <3 życzę mu dużo zdrówka i szybkiego powrotu du zdrowia. :)