piątek, 29 marca 2013

Rozdział 28

Gdy skończyliśmy oglądać film, udaliśmy się na górę.
Obudził mnie budzik, nastawiony na 7. Moritz miał już niedługo samolot. Obudziłam go i zeszłam na dół.
- Zatęsknię się na śmierć Mo.
- Ja też będę tęsknił. Nie wiem jak wytrzymam.
- Nienawidzę rozłąki. Zawsze się dzieje coś złego.
- Co ty opowiadasz mała. Nic się nie stanie. Za tydzień wrócimy do domu i wszystko będzie po staremu.
- Mam nadzieję.- podszedł do mnie, przytulił mnie i pocałował.
- Wszystko będzie jak zawsze. A nawet lepiej.
Zjadł śniadanie i pojechaliśmy na lotnisko.
- Za tydzień wracam. Będę tęsknił.
- Ja też Mo. Dzwoń do mnie zawsze, jak będziesz miał chwilę czasu.
- Obiecuję, że zadzwonię.
- Zaraz jak dojedziesz do hotelu zadzwoń.
- Dobrze kochana. Nie martw się.
- Dobrze. Leć, bo się spóźnisz.
- Dobrze. Pa kochanie. - pociągnęłam go za rękę do siebie i pocałowałam namiętnie. Puściłam go i pobiegł na samolot.
Pojechałam do Anity. Moje rzeczy miałam już w samochodzie. Marco też już nie było.
- Pojechali ?
- Tak. Przed chwilą.
- Ok. Mario tu był. . .
- Skąd wiesz ?
- Domyśliłam się. Pachnie jego perfumami.
- Tak, był tu. Pojechali razem. Minęliście się.
- To dobrze. Spakowana ?
- Tak.- powiedziała Anita bardzo zadowolona.- A ty ?
- Tak. Od wczoraj. Mo mi pomógł.
- Oo. Słodko.
- Wiesz jak tęsknie ? Nie ma go od pół godziny, a..
- ..ale masz mnie. Po prostu bardzo go kochasz. I tęsknisz. Ale zleci nie wiadomo kiedy.
- Mam nadzieję. Nie mogę się doczekać jego powrotu.
- Ja też tęsknie bardzo za Marco, ale potrzebuje oderwać się, przemyśleć parę spraw. Ale chyba jestem starsza i to rozumiem.
- Jakaś aluzja do mojego wieku ? - zaśmiałam się. Byłam najmłodsza z nas wszystkich.
- Nie no coś ty. - nabijała się ze mnie.- Jak mogłabym się śmiać z mojej staruszki.
- Aha. Zapamiętam to.
- No dobrze, dobrze.
- Zbieramy się ? Przejdziemy odprawę, a potem na jakąś kawę ? Nie wypiłam dzisiaj jeszcze ani jednej...
- Pewnie. Już dzwonię po taksówkę. Chyba, że chcesz zostawić samochód na holiday parking ?
- Nie, nie chce... Bała bym się.
- No to dobrze. To dzwonię.
Taxówka przyjechała szybko. Zapakowałyśmy nasze walizki i pojechałyśmy. W drodze zadzwonił Moritz. Właśnie doleciał.
Nasz lot nie trwał długo. Pojechałyśmy do mojego domu. Anita już tu bywała.
- Lubię ten dom wiesz ?
- Wiem.
- Dokładnie mój gust. Mogłabym tu mieszkać. Co robimy ?
- Hehe. Poczekaj. Zadzwonię do Kuby.
Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do przyjaciela.
- Cześć Kubuś.
- Hej Marta. Co tam ?
- A nic. Chciałam zapytać, o której macie trening. Właśnie przyleciałam do Warszawy.
- O 17. Wiesz gdzie ?
- Tak. Stadion Polonii. Wiem, wiem.
- No to dobrze. Cieszę się, że nas odwiedzisz. Jak tatuaż ?
- A wiesz, że całkiem o nim zapomniałam. Wszystko świetnie.
- No to fajnie. Chłopaki się ucieszą, że cię zobaczą. Poznasz resztę.
- Oo serio ? Super. Wezmę Anitę.
- Też jest ?
- Tak.
- Ok. Przyjdźcie na pewno !
- Dobrze, dobrze Kubuniu.
Rozłączyłam się.
- Idziemy na trening.
- My ostatnio tylko na treningi chodzimy.
- No tak. Ale ten jest wyjątkowy. - uśmiechnęłam się szeroko. Nie mogłam się doczekać.
- Jak tam dojedziemy ?
- Pola zostawiła 2 samochody.
- Wie, że tu jesteśmy ?
- Wie.
- I pozwoliła brać samochody ?
- Tak. Kluczyki zostawiła nam tu.
Była już 16, a że w Warszawie nie można ominąć korków, wyjechałyśmy od razu. Wybrałyśmy Mercedesa .
Punktualnie o 17 byłyśmy pod stadionem. Wjechałam na parking dla piłkarzy. Przy bramie już wiedzieli kim jestem. Kuba musiał ich poinformować. Udałyśmy się w stronę wejścia. Zatrzymał nas trener Fornalik. Poznałam go kiedyś na studiach.
- Dzień dobry. Ja panią skądś znam.
- Marta Gałkowska. Poznaliśmy się kiedyś na wykładzie. Jestem dyrektorem Borussi Dortmund.
- A no tak. Marta. Utknęłaś mi wtedy w głowie. Zaimponowałaś mi.
- Bardzo mi miło. A to moja kuzynka. Anita Olszewska. Lekarz Borussi Dortmund.
- Bardzo mi miło panią poznać. Przyjechałyście podziwiać nasz trening ?
- Tak. Chcę sprawdzić czy nasze trio jest gotowe.
- Bardzo dobrze. Mogła byś też porozmawiać z resztą ?
- Tak. Z miłą chęcią.
- No to dobrze dziewczyny. Chodźcie. Wasze trio już jest na murawie.
Weszliśmy na boisko. Chłopaki do nas podbiegli. Rzuciłam się im na szyję.
- Cześć mała. Aż tak się stęskniłaś ?
- Tak. Gotowi panowie ?
- Jak zawsze.
- No to dobrze. Żebym nie musiała być zła.
- Nie będziesz musiała.
- No to dobrze. A co tam poza tym u was ?
- Wszystko spokojnie.
- Idźcie biegać. My pooglądamy.
- Nie tak szybko. Musicie poznać drużynę.- zaczęłam "zacieszać". Zawsze o tym marzyłam. Kuba zawołał wszystkich do nas. Przedstawił nam wszystkich. Byli cudowni. Wasyl od razu nas potraktował, jak członków drużyny. Żartował i śmiał się z nami. Było świetnie.
- To wy trenujcie, a my poczekamy.
- Dobra. Tylko nie ruszajcie się stąd. Jeszcze porozmawiamy.
Było świetnie. Nie mogłam się doczekać końca, by znów móc słuchać ich opowieści.

____________________________________________________
Wiem że nudzi wam się jak na razie za co przepraszam ale chce byście poznali trochę inne życie Marty. Będzie się działo :) Mam już napisanych parę kolejnych więc obiecuję że będzie akcja :) Pozdrawiam stałych czytelników i dziękuję bardzo że mnie wspieracie przez komentarze. Jesteście świetni i uwielbiam was :) Jeśli chcecie jakieś zdjęcia. Czyli nie wiecie jak macie sobie coś wyobrazić lub nie wiecie jak ja to widzę to piszcie :) Pozdrawiam <3
P.S. Za parę rozdziałów zrobię sondę lub będziecie pisać w komentarzach " z kim ma być Marta ". Chce zobaczyć co wy o tym wszystkim co się dzieję myślicie. :)
Jeśli macie jakieś pytania lub tym podobne : http://ask.fm/piszczek1897

czwartek, 28 marca 2013

Rozdział 27

Anita weszła bez pukania do gabinetu. Siedziałam na małej sofce, postawionej przy ścianie.
- Cześć siostra. Jak się czujesz ?
- Hej Niutka. Nie wiem.. Dobrze chyba..
- Hej, co się dzieje ?
- Nic... Marco jutro wyjeżdża, pomyślałam, że mogłybyśmy pojechać do Warszawy... Muszę się rozerwać. Nie wiem co mam robić.
- Prosze nie przypominaj mi. Ale w sumie czemu nie. Też chciałam ci to zaproponować. Dużo się dzieje ostatnio. A dlaczego Warszawa ? Możemy też pojechać do Lublina. Nie musisz jechać do babci. Możemy pojechać do moich rodziców.
- Nie.. Warszawa bo... Będzie tam kadra..
- Rozumiem. Więc Warszawa.
- Dom będziemy miały dla siebie. Pola pojechała do Lublina. Nie będzie jej jakiś czas. Więc. .
- Pewnie. Jedziemy czy lecimy ?
- Teoretycznie możemy też polecieć. Pola zostawiła dwa samochody w domu...
- Więc lećmy. Będziemy szybciej.
- Dobrze. - podeszłam do biurka po laptopa. - jutro o 13 ?
- Pewnie.
- Więc trzeba się potem spakować.. Nic tam nie zostawiłam.
- A jak tam sprawa z Mario ?
- Przyszedł tu wczoraj. Przeprosił mnie. Ale nie jest mi nic winny. Jest dorosły. Może robić co chce.
- Aj grzybie. Nie możesz kochać dwóch, a nie powiesz że tak nie jest.
- Ah szkoda gadać. Nie mogę się doczekać Warszawy. Poszaleję jak kiedyś.
- Przyda ci się.
Zeszłyśmy na dół. Od dzisiaj miałam trenować. Przebrałam się i poszłam do trenera.
- Witaj Marta.
- Dzień dobry Juergen.
- Zaczynamy z treningami ?
- Tak.
- Więc goń do chłopaków. Dzisiaj nie będą robić nic ciężkiego. Na razie 10 kółeczek proszę.
Zaczęłam robić swoje okrążenia. Chłopcy siedzieli na środku boiska i podziwiali mój bieg.
- A wy co tak patrzycie ?
- A nic, folia ci spod bluzki wystaje.- miałam mocno wyciętą koszulkę.
- To mój tatuaż. - powiedziałam dumnie do Roberta.
- Masz tatuaż ?
- Taaak.
- Pokaż !
- Czekaj. Zrobię swoje kółeczka to ci pokaże.
- No dobrze.
Biegałam tak jeszcze chwilę. Gdy skończyłam mieliśmy zacząć się rozciągać.
- No weź. Pokaż !
- Spokojnie Robert ! Nie ucieknie.
- No weź. Ciekawy jestem.
- No masz. - podciągnęłam bluzkę.
- Woow Marta. Szacun. Bardzo fajny.
- A no dziękuję. Też mi się podoba.
Tego dnia musiałam swój tatuaż pokazać jeszcze parę razy. Gdy trening się skończył, poszłam na masaż do Anity. Byłam tak zmęczona, że usnęłam. Obudziła mnie klapsem w tyłek po wszystkim. Ubrałam się i pojechaliśmy do Moritza. Musiał się spakować na jutro. Śmialiśmy się, gdy znalazłam w jego szafie parę starych rzeczy. Przymierzałam je i robiliśmy zdjęcia.
- Chyba muszę cię zabrać ze sobą.
- Nie możesz. A dlaczego byś chciał ?
- Zanudzę się bez ciebie. O tęsknocie nie wspomnę.
- Wytrzymasz. Będziemy dzwonić do siebie.
- No to na pewno. Ale to tylko tydzień. Zleci nie wiadomo kiedy. Rozmawiałaś z Anitą ?
- Tak. Była dzisiaj rano u mnie.
- I jak ?
- Cieszyła się z wyjazdu... Lecimy jutro o 13. Ale miałam przeczucie, że coś się dzieje. Ale nie mam pojęcia co. .
- Może ci się zdawało ? Masz ostatnio dużo stresów. . .
- Nie. Nie wydaję mi się.. Mam nadzieję, że się dowiem.
- Ciekawe co jest. Może coś między nimi ?
- Nie. Patrzą na siebie jak na cuda. Na pewno nie. To coś innego. Okaże się.
- A no okaże. Miejmy nadzieję że nic poważnego.
- Miejmy.
Porozmawialiśmy jeszcze trochę. Gdy Moritz skończył się pakować, pojechaliśmy do mnie. Zaparkowałam jego samochód do olbrzymiego garażu. Miał tam czekać na jego powrót.
- Chodź ci coś pokaże.
- Co ?
- Prezent Anity na urodziny.
- Już jest ?
- Tak. Wczoraj przyjechał.
- No ciekawy jestem, czy był wart tych pieniędzy.
- Wierz mi ! Był !
Podciągnęłam plandekę.
- O matko. Serio. Jest warty każdego grosza.
- Też tak uważam. Mam nadzieję, że będzie jej się podobał.
- Będzie.
Weszliśmy do domu. Teraz była moja kolej pakowania się. Wzięłam kupę rzeczy. Mo cały czas śmiał się, że mam tyle ubrań. Ale jak kobieta może mieć mało ? Nie da się. Zaniósł walizkę do mojego samochodu. Siadłam przed telewizorem, włączyłam YUMA'E i zaczęłam oglądać. Gdy Mo wrócił siadł obok i oglądał ze mną. Byłam strasznie padnięta. Fizycznie i psychicznie.
* U Anity *
Siedziałam na schodach, czekając na Marco.
- Piękna.
- Jedziesz jutro.- powiedziałam wstając i kierując się w stronę samochodu.
- Tydzień. Szybko zleci. Potem twoje urodziny.
- Nie przypominaj, robię się starsza.
- Moja starowinka.
- Ale ja cię nie puszczę tak po prostu.
- Co masz na myśli?-spytał Marco.
- 1 to ja prowadzę, a 2...-pocałowałam go namiętnie.
- Podoba mi się twój pomysł.
Wracając, znowu przekroczyłam dość dużo dozwoloną prędkość. Jestem postrzegana przez wszystkich jako ta grzeczna, miła i sumienna. To prawda. Zawsze śmieszyło mnie to, że byłam osobą, która gwarantowała bezpieczeństwo, ale i dobrą zabawę na imprezach. Ile to razy moje imię gwarantowało zgodę na jakiś wypad. Ale lubię oderwać się od tej etykietki. Być odpowiedzialna tylko za siebie, a nie za wszystkich dookoła. Prędkość. Tu wszystko zależało ode mnie i maszyny.
Dojechaliśmy do domu. Od razu zostałam złapana, przerzucona przez ramię i zaniesiona do ogrodu.
- Tutaj?-spytałam.
- A czemu nie. Musimy korzystać z lata...
No i musiałam się rano pakować...

___________________________________________________
Mam nadzieję że wybaczycie mi tą nudę ale już niedługo będzie akcja :) Pozdrawiam <3

środa, 27 marca 2013

Rozdział 26

Do gabinetu wszedł Mario.
- Hej. Możemy pogadać ?
- Tak, pewnie. Wchodź.
Siadł naprzeciwko mnie.
- Marta. Ja przepraszam. Byłem pijany. Nie wiedziałem, co robię.
- Ale Mario, nie musisz mi się tłumaczyć. Przecież nie jesteśmy razem. Możemy robić co chcemy.
- Ale chce. Rozmawiałem z Marco. Wiem, że to przeżyłaś.
- Mario. . .
- Marta, wiem co się dzieje. Wybacz mi. Byłem kompletnym idiotą. - podszedł do mnie i przytulił. Rozpłakałam się. Przycisną mnie mocniej do siebie. Pocałował delikatnie w czubek głowy. - Przepraszam kochanie. Jestem głupi. Przepraszam.
Staliśmy tak jeszcze chwilę. Nie mogłam się pozbierać. Nic nie mówiłam. Nie dałam rady wydusić z siebie słowa.
Mario poszedł. Zaczynał się trening. Do gabinetu przyszedł Marco. Nadal płakałam. Siedziałam skulona na kanapie przy ścianie. Siadł obok, przytulając mnie.
- Hej malutka. Już dobrze. Nie płacz. Wszystko się ułoży. - wytarł mi łzy. - Chodź ze mną na dół. Pobiegamy. A potem pojedziemy zrobić tatuaż. Poprawię ci humor.
Po treningu nasza czwórka pojechała do mnie i Anity. Zrobiłam obiad dla wszystkich. Po posiłku byliśmy umówieni z tatuażystą Marco.
- To jak kochanie. Boisz się ?
- A powinnam ? - spytałam spanikowana.
- No coś ty. My już wszyscy mamy. Teraz twoja kolej.
- Hm. No to nie mam wyjścia.
- Myślałaś już gdzie ? - spytała Anita. Podciągnęłam koszulkę i wskazałam miejsce pod piersią.
- Tu.
- No to zbieramy się i jedziemy.
- Już ?!
- No tak. Jesteśmy umówieni na 18. Jest już 17. . .
- O bosz. No dobra. Jedźmy.
Pojechaliśmy do dużego salonu w samym środku miasta. Marco wszedł jako pierwszy pewnym krokiem.
- To jak ty, to i ja.
- Ty też ?
- No tak. Jesteśmy " rodzeństwem ". Jak moja siostra coś robi, to ja też, więc siadamy. Ty tutaj, ja tu i robimy.
Położyłam się na fotelu obok Marco. Złapałam go za rękę. Mocno ścięłam. Dałam sobie wytatuować słowa mojego "brata" : Life is brutal.
Gdy poczułam igłę, zacisnęłam zęby. Cały czas trzymałam rękę Reusa.
- Hej. Malutka. Spokojnie.
Otworzyłam jedno oko i popatrzyłam dookoła.
- Widzisz ?
Nie bolało. Nie spodziewałam się. Rozluźniłam się i delikatnie opadłam na fotel. Dłoń rozluźniłam delikatnie, jednak nie puściłam. Tatuażysta szybko skończył. Podeszłam do lustra.
- Zajebiste.
- Cieszę się, że ci się podoba.
Delikatnie posmarował moją bliznę i owinął folią. Odetchnęłam. Gdy jechaliśmy do domu patrzyłam na mój tatuaż. W domu stałam przed lustrem i nadal patrzyłam. Bardzo mi się podobał. Moritz podszedł od tyłu i przytulił mnie delikatnie, gładząc mój nagi brzuch.
- Piękna.
- Dziękuję kochanie. A co z naszymi planami z rano ? Nadal aktualne ?
- Oo i to bardzo. - obróciłam się i pocałowałam go namiętnie. Anity i Marco już nie było. Ruszyliśmy w stronę łóżka. Zerwałam z niego kraciastą koszulę. Tęskniłam za jego ciałem.
Gdy rano się obudziłam, leżałam nago w objęciach Mo. Noc była cudowna. Miałam ochotę powtórzyć wszystko jeszcze raz. Gdy chciałam wyrwać się z objęć, Moritz mnie przyciągnął do siebie.
- Gdzie idziesz księżniczko ?
- Jeśli nie śpisz to nigdzie.
- A to dobrze. Jak tatuaż ?
- Nie boli. Wszystko dobrze.
- Cieszę się. Wstajemy ?
- Musimy. Praca. . .
- Całkiem zapomniałem . . .
- Upojna noc. - zachichotałam.
- I to bardzo. Była cudowna i wyjątkowa.
- Kocham cię wiesz ?
- Wiem. A ja ciebie. Wiesz ?
- Wiem. A teraz chodź. Zrobię ci śniadanie i jedziemy do pracy.
- Nie zapomnij, że od dzisiaj trenujesz.
- Nie mam siły . . .
- Wymiękasz kochanie ?
- No coś ty. Wstawaj.
Pobiegłam do łazienki. Stanęłam pod prysznicem razem z Mo. Ubraliśmy się i zeszliśmy na dół. Zrobiłam śniadanie i wypiłam kawę. Spakowałam rzeczy na trening. W samochodzie rozmawialiśmy o planach.
- Jutro zgrupowanie. . .
- Już tak szybko ? Całkiem zapomniałam. Chyba pojadę do Warszawy. Pooglądam polską kadrę i dowiem się w końcu. . .
- Chodzi o Kubę ?
- Tak. Nie rozumiem, o co chodzi. No dobrze. Dużo na to wskazuję. Ale jak to możliwe ?
- Nie wiem kochanie. Musimy się dowiedzieć.
- O której lecisz ?
- Z samego rana. Musimy mieć dużo czasu. . . Będziemy trenować. W tym roku Mistrzostwa Europy U-21.
- Zawiozę cię.
- Nie musisz kochanie.
- Muszę. Kocham cię i chcę spędzić z tobą jak najwięcej czasu. - pocałowałam go w policzek.
- No dobrze. Zabierzesz ze sobą Anitę do Polski ?
- Tak.. Marco wyjeżdża nie zostawię jej samej.
Dojechaliśmy na stadion. Nie chciało mi się wysiadać. Byłam taka szczęśliwa. Bałam się co się wydarzy, jak zobaczę Mario. Wysiadłam i poszłam prosto do gabinetu. Wybrałam numer do Anity.
- Siemka mała.
- Hejka. Co tam ?
- Jesteś już w pracy ?
- Właśnie parkujemy.
- Przyjdziesz do mnie do gabinetu ?
- Pewnie. Pewnie.
Odłożyłam telefon i spojrzałam przez wielkie okno. Na murawie nikogo nie było. Wszedł Mario. Od razu popatrzył na moje okno. Odwróciłam wzrok. Siadłam w fotelu i czekałam, aż przyjdzie Anita. Musiałam z nią porozmawiać. Szybko.
__________________________________________________________
Mam nadzieję że nadal czytacie :) Pozdrawiam :)

poniedziałek, 25 marca 2013

Rozdział 25

Weszliśmy do garażu. Pokazałam mu piękne, nowiutkie Maserati.
- Oto ono.
- Wow. Nie myślałem że będzie aż tak piękne.
- Też nie myślałam.
- Chodź wracamy bo zobaczy.
- Dobra dobra.
- A wiesz może kto zapłacił za to wszystko ?
- Pewnie on.
- No to dziękuję za prezent ale się nie zgadzam. Niech sobie wsadzi swoje pieniądze . . .
- Hej. Spokojnie kochana. . .- znów mnie przytulił.
- Nie mam już siły. Najchętniej zabrała bym jedną koszulę wsiadła w pociąg i pojechała najdalej jak się da.
- Nie tak szybko mała. Dopiero zaczęłaś nowe życie. Damy radę. Jestem z tobą.
- Wiem braciszku wiem. Ale. . . To trudne jak cholera.
- Nikt nie powiedział że będzie łatwo. Life is brutal.
- Wiesz chyba zrobię sobie taki tatuaż . . Podoba mi się ten twój jeden.
- Tobie ? Tatuaż ? O matko. Trzeba cię szybko zabrać do salonu. Zanim się rozmyślisz.
- Może się nie rozmyśle. Będziesz mnie trzymał za rękę ?
- Pewnie. Może dzisiaj po południu ? Na poprawę humoru ?
- A bardzo chętnie.
Byliśmy już w domu. Do kuchni doczołgał się Mats.
Marco nic nie mówiąc podał koledze wodę i środki na kaca. Chwilę nic nie mówiliśmy.
- O matko. Ale mam kaca. Moja głowa boooli.
- Oh Mats. A gdzie masz Cathy ?
- A śpi jeszcze. Ona lubi się po dobrej imprezie wyspać.
- No to dobrze. Niech śpią. Może zrobić wam naleśniki ? - zapytałam byle by zmienić temat imprezy.
- Zrobiła byś to dla nas ?
- Pewnie. Mamy jeszcze kupę czasu. Jeszcze nawet 8 nie ma..
- To poprosimy.
Szybko załapałam się za potrzebne rzeczy i zrobiłam kopiec naleśników. Chciałam by starczyło też dla śpiących gości. Rozstawiłam dżemy, sosy i oczywiście nutelle by każdy mógł zrobić swojego naleśnika. Poszłam na górę do sypialni się obrać. Mo jeszcze spał. Był bardzo słodki. Podeszłam, pocałowałam go w policzek i uśmiechnęłam się. Podeszłam do wielkiej szafy i wyjęłam ubrania. Weszłam do łazienki. Ubrałam się, uczesałam i umalowałam delikatnie. Gdy wyszłam z łazienki Mo się przebudził.
- Śpij kochanie. dopiero 8. Masz jeszcze czas.
- Ale bez ciebie nie mogę spać. - ojej jak słodko.
- Mam gości. Ale ty śpij. Przyda ci się trochę snu. Ostatnio nie miałeś go zbyt wiele.- wskoczyłam na łóżko obok. Pocałowałam go namiętnie zakładając na niego nogę.
- Mam na ciebie ochotę. - wyszeptał.
- Jestem tego samego zdania. Niestety mam gości. Ale dzisiaj wieczorem . .
- O już się cieszę. - delikatnie złapałam go za pupę. Pocałowałam jeszcze raz szybko i wyskoczyłam.
- Śpij jeszcze kochany.
Wyszłam z sypialni. Przy stole siedziało już parę osób. Marco się nimi zajął.
- Idź do Anity. Ja sobie poradzę.
- Okejka.
Marco pobiegł na górę.
- Marta pyszne te naleśniki. Chyba nie starczy dla innych.
- O to się nie martw. Jest wystarczająco Łukaszku.
- A no to dobrze. A masz biały ser ? Zjadłbym naszych polskich naleśników.
- A tak się składa że mam.
Obróciłam się, przygotowałam ser i nałożyłam na naleśniki.
- Yhm. Pychota. Zawsze tak świetnie gotujesz ?
- A no zawsze. Mam talent po mamie.
- Chyba częściej będę wpadać na obiady do ciebie.
- Zapraszam.
Poszłam do salonu. Na stoliczku leżał mój telefon. Spojrzałam. Był SMS od Mario. Nie byłam pewna czy mam go przeczytać. Jednak nie mogłam się powstrzymać.
" Przepraszam. Kocham cię. "
Odłożyłam szybko telefon nie odpisując. Wróciłam do kuchni. Siadłam na blacie i przyglądałam się jedzącym Kubie, Łukaszowi, Matsowi, Agacie, Ewie i Marcelowi.
- Marta a ty czemu nic nie jesz ?
- Nie lubię śniadań. Tylko po alkoholu. A że wczoraj nic nie piłam.
- To tak jak Kuba ! On też nie je śniadań. Dopiero jak musi w drodze na trening. Ja wam mówię. Macie coś wspólnego.
- Przypaadek. - zaśmiałam się.
Z góry zeszła Anita i Marco. W salonie obudziła się reszta gości.
- Zapraszam na śniadanie !
Pobiegłam na górę do mojego chłopaka.
- A może masz ochotę na naleśniki ?
- Wiedziałem że coś pachnie ! Czemu nie mówiłaś wcześniej. - wyskoczył z łóżka.
- Smacznegooo ! - krzyknęłam za nim.
W mojej kuchni zrobiło się tłocznie. Wyciągnęliśmy dwie części stołu. Stał się od razu większy. Każdy miał miejsce. Rozstawiłam talerzyki i wystawiłam naleśniki. Goście zjedli śniadanie, ubrali się i pojechali do domu. Jak zawsze została tylko nasz czwórka.
- Wiecie co ?
- Hm ?
- Marta chce sobie zrobić tatuaż. Obiecała mi że dzisiaj to zrobi.
- Seriooo ? Moja dziewczyna się odważyła ?
- Głupi. Ja się nie bałam. Po prostu nie miałam koncepcji. Poza tym nigdy mi się nie podobały.
- No dobrze. Niech ci będzie. Ale i tak robimy dzisiaj tatuaż.
- No dobrze.
Posprzątałam szybko. Był czas do pracy. Pojechaliśmy wszyscy razem. Mieliśmy jeszcze trochę czasu. Zajechaliśmy do mojej małej piekarenki na kawę. Wypiłam jedną dużą. Siedzieliśmy jeszcze chwilę przy samochodzie i pojechaliśmy na SIGNAL IDUNA PARK. Byliśmy pierwsi. Chłopacy poszli się przebrać a my z Anitą wyszłyśmy na murawę. Zaczęłyśmy się tarzać i ganiać. Jak za dawnych czasów. Gdy przyszła reszta Anita musiała lecieć do pracy. Musiała wymasować naszych chłopaków. Siedziałam sama na środku boiska podziwiając wszystko dookoła. Miałam chwilę czasu, bo chłopaki były na masażu. jednak nie długą chwilę.
- Dzień dobry Marta.
- Dzień dobry trenerze.
- Zaczynamy z twoją kondycją ?
- Bardzo chętnie.
- A więc od jutra. jeśli się zgadzasz za chwilę złożymy ci plan.
- Tak zgadzam się. Bardzo dziękuję.
- No dobrze. To my idziemy palować a ty tu siedź. - zaśmiał się.
Siedziałam jeszcze chwilę. Poszłam do mojego biura. Już dawno tam nie byłam. Siadłam za wielkim biurkiem. Otworzyłam teczkę z papierami. Przeczytałam, wypełniłam i odłożyłam. Położyłam głowę na rękach i rozmarzyłam się. Z toku wyrwało mnie pukanie.

______________________________________
Jutro znów jadę do Warszawy :) Jadę na mecz Polska - San Marino. Myślicie że polacy się popiszą ? ;) 

niedziela, 24 marca 2013

Rozdział 24

Zamarłam. Nie mogłam na to patrzeć.
Gdy drzwi się otworzyły, zobaczyłam Mario bzykającego i całującego jakąś blondynę. Nie myślałam, że może upaść, aż tak nisko, by piep*zyć obcą dziewczynę.
Wybiegłam z klubu. Oparłam się o samochód. Za rękę złapał mnie Marco.
- Marta.
- Co on odpierdziela. . .
- Martuś kochanie. . - przytuliłam się do przyjaciela.
- Nie wiesz. Nic mi do tego. Jestem przecież z Moritzem.
- Kochanie mnie nie oszukasz. Jestem twoim bratem. Wiem, że kochasz ich obu.
- Marco. - rozpłakałam się.
- Wiem mała. Znam cię już dość dobrze. Cichutko. Jest pijany. Nie wie co robi.
- . . .
- Gdybyś go nie kochała, nie spędziła byś tego tygodnia z nim. Chodź, odwiozę cię do domu. Poczekaj tu na mnie, ja zaraz przyjdę.

* U Marco *
Zanim pobiegłem za Martą, wykrzyczałem mu w twarz : IDIOTAA!!
Poszłem na górę. Powiedziałem Anicie, co się dzieję. Musiała zostać, by być jako kierowca. Miała powiedzieć Moritzowi, że Marta się źle poczuła i szybko ją odwiozłem, i że również nie może do niej jechać, bo musi odwieźć resztę. Gdy wróciłem do samochodu, Marta siedziała na ulicy oparta o drzwi. Podeszłem, poniosłem ją, przytuliłem i pocałowałem w czoło. Pomogłem jej wsiąść i zawiozłem do domu. Poszłem z nią na górę i usiadłem na łóżku. Delikatnie objąłem jej twarz, gładząc palcem po jej policzku. Kochałem ją. Szybko usnęła. Była bardzo zmęczona. Wyszłem, zamknąłem drzwi na klucz i pojechałem z powrotem do klubu. Ktoś musiał ich przywieźć.
Gdy wszedłem po schodach, zatrzymał mnie Moritz.
- Marco ! Jak Marta ?
- Zawiozłem ją. Poczekałem, aż uśnie. Jest dobrze.
- Ok. Dzięki stary. - przytulił mnie.
- Nie ma problemu Mo. Chodź, pozbieramy towarzystwo.
Pozbieraliśmy wszystkich. Wsadziliśmy do samochodu i pojechaliśmy do Marty i Anity. Zostawiliśmy je tam. Przypomniało mi się, że jest tam jeszcze Mario. Byłem na niego cholernie zły. Ale postanowiłem się wrócić. Zostawiłem Anitę i Moritza, by pilnowali gości i domu. Wsiadłem do samochodu i pojechałem spowrotem do klubu. Podeszłem do baru, gdzie stał Patrick. Barman.
- Siema Patrick. Widziałeś Goetze ?
- Tak. Posadziłem go z tyłu. Jest nawalony w trzy dupy. A Marta mnie prosiła, żebym ich nie spił. Nie wiem, jak on to zrobił.
- Nie martw się stary. Nie jest zła. Wie, że to nie twoja wina. Nie mam pojęcia, jak on to zrobił.
- A to dobrze.
- To mogę go zabrać ?
- Tak pewnie. Idź.
Puścił mnie na zaplecze. Zobaczyłem pijanego kupla. Podszedłem do niego, złapałem go i zaciągnąłem do samochodu. Nie mogłem go zawieźć do Marty, więc pojechaliśmy do niego.
- Goetze ku*wa. Wyśpij się i zadzwoń do mnie. Jestem ciekawy, jak się wytłumaczysz.
On już nie kontaktował. Zostawiłem go. Wyszłem i pojechałem do Marty. W domu było cicho. Wszyscy już spali. Tylko Anita i Moritz siedzieli w kuchni i rozmawiali.
- Boże jaki on spity. Nic do niego nie dochodziło.
- A szkoda gadać. Gdzie go zostawiłeś ?
- Zawiozłem go do siebie. Niech sam się martwi, jak jest taki głupi i tyle pije.
- Pojadę do niego na trochę, żeby mu się nic nie stało. Będę spowrotem za 2 godziny kochanie.-powiedziała Anita.
- A no dobrze. Chodźmy spać.
Poszedłem do pokoju Anity, a Moritz do Marty.
Rano obudziłem się jako pierwszy. Nie chciałem budzić Anity. Miała jeszcze czas. Była 7... A mieliśmy na 11. Gdy schodziłem na dół, z sypialni obok wyszła Marta. Podszedłem do niej i ją przytuliłem. Zeszliśmy na dół, zrobiłem jej herbatę, a sobie śniadanie.
- Jak się czujesz mała ?
- Szkoda gadać. . . Nie mogę pozbyć się tego obrazka. . .
- Hej kochanie. Już dobrze. Idiota i tyle.
- Mówiłeś coś . . . - nie dałem jej skończyć.
- Nie, nic nie mówiłem Mo. Anita wie, ale nikt inny.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też siostrzyczko.
- Dziękuję ci.
- Nie ma za co Marta. Nie ma za co.
Zadzwonił mój telefon. Wyjąłem go i zobaczyłem numer Mario. Wyszłem z domu. Siadłem na schodku i odebrałem.
- Goetze, coś ty najlepszego narobił ?
- Nic nie pamiętam.
- Bzykałeś jakąś blondynę. Marta to zobaczyła.
- O KURWA.
- No właśnie. Baranie ty.
- Jak ona się czuję ?
- No skłamię, jeśli powiem, że dobrze.
- Co ja narobiłem ?
- Ni nic dobrego. Dobra Mario kończę. Siedzi sama muszę do niej wracać.
- Dobra. Przeproś ją.
- Dobra.
Rozłączyłem się i wróciłem do kuchni. Osłupiała patrzyła w okno. Nie wiedziałem co mam zrobić.

* U Marty *
Byłam zszokowana. No, ale nie da się wrócić czasu. Byłam zła, że zgodziłam się na tą imprezę. Pod bramę podjechała lara. Przyjechały moje samochodziki. Wyleciałam w piżamie przed dom. Otworzyłam wjazd.
- Wszystkie pani ?
- Tak. Wszystkie moje.
- No to co, zjeżdżamy ?
- Tak. Tak. Poproszę.
Moje samochodziki zjechały. Zaparkowałam je w wielkim garażu.
- To ile się należy ?
- Nic. Wszystko jest opłacone.
- Tak ?
- Tak.
- To proszę. Napiwek dla pana. I dziękuję bardzo.
- Dziękuję i polecamy się na przyszłość.
- Bardzo chętnie.
Zawołałam Marco, by pokazać mu nasz wspólny prezent na zbliżające się urodziny Anity.

_______________________________________________________________
Przepraszam że nie dodaję codziennie ale jestem na urlopie :) We wtorek z powrotem do stolicy <3 Mam nadzieję że się podoba :) Pozdrawiam

piątek, 22 marca 2013

Rozdział 23

Za oknem zobaczyłam pełno samochodów. Wszystkie były drogie. Przyjrzałam się i zauważyłam, że siedzą w nich piłkarze Burussi z rodzinami. CO ONI TU ROBIĄ ? CO ONI PLANUJĄ ?
Pobiegłam do łazienki, gdzie Moritz brał prysznic.
- Mo co wy planujecie.
- Nic. Zobaczysz.
- Mo, ja już zobaczyłam. Cała Borussia jest pod naszym oknem.
- Nosz.. Mówiłem im, żeby się nie śpieszyli.
- To powiesz mi ?
- Nie. - patrzyłam na niego zła. Uśmiechnął się do mnie szeroko. Był nagi. Bardzo mi się ten widok podobał. Siedziałam z jabłkiem w ręku naprzeciwko prysznica. Przyglądałam mu się.
- Co się tak przyglądasz kochanie ?
- Dawno cię tak nie widziałam. - uśmiechnęłam się.
Moritz skończył brać prysznic, ubrał się i wyszedł z łazienki. Oczywiście przed tym zaczęliśmy się całować. Wyszliśmy z domu. Śmiałam się bez końca. Wsiadłam do samochodu i pojechaliśmy.
Jechaliśmy przez polne drogi i góry. Dojechaliśmy do wielkiej łąki. Wszyscy zaparkowali samochody. Szybko zaczęli wysiadać i rozkładać koce. Czyli przyjechaliśmy spędzić piknikowy dzień na łące. Cudowne.
Podeszłam do Leitnera i uwiesiłam mu się na szyi.
- Dziękuję.
- Za co kochanie.
- Że mnie tu zabrałeś. - pocałowałam go i udałam się do reszty. Byli wszyscy. Bez wyjątków. Podbiegłam do Mario i jemu również uwiesiłam się na szyi.
- O jaka ciężka.
- Cicho.
- Żartuję. Jak ci się podoba ?
- Bardzo. - pocałowałam go w czubek nosa i już leciałam gdzieś indziej. Podeszłam do Kuby.
- Co tam Kubulku ? - zapytałam po polsku.
- Nic, a tam Martuś ?
- Nic. Wszystko suuuper.
- Cieszę się. - podeszli Łukasz, Agata i Ewa.
- Ewa mówię ci, oni muszą być rodziną. Zobacz. Te same wyrazy twarzy. Zobacz ! Marta ma dwa pieprzyki na kostce, które wyglądają jak guziki. Kuba też takie ma !
- O czym wy mówicie . . . ? - spytałam bardzo zdezorientowana.
- Zobacz ! - Aga podciągnęła nogę Kuby i pokazała mi pieprzyki. - Widzisz ?
- Tak, ale. . .
- Nie wiem Marta, o co jej chodzi. Ubzdurała sobie, że widziała cię na zdjęciach u mojej babci.
- Kuba ! Nie ubzdurałam sobie. Spójż. Nawet tak samo stoicie w tej chwili. - zerknęłam na Kubę. Stał identycznie jak ja. Cały ciężar trzymał na jednej nodze, drugą miał skuloną. Ręce założone. Wyglądałam tak samo.
- Nie wiem. Nie rozumiem. Ale dziwne. - zaczęłam się śmiać.
- Strasznie. Ale mniejsza z tym. Chodźcie do reszty.
Podeszliśmy do pozostałej części drużyny. Siadłam koło Anity. Delikatnie się o nią oparłam.
- O matko jaki grzyb. Nie ma siły nawet siedzieć.
- Cicho. Nie marudź. Co tam ?
- Świetnie jak zawsze, a tam ?
- Spoko. Spoko.
- A no to dobrze.
- A no dobrze dobrze.
Opierałam się o nią i rozkoszowałam się słońcem. Tak pięknie prażyło. Rozmawiałyśmy o wszystkich pierdołach, jakie przyszły nam do głowy, oczywiście po polsku. Lecz długo nie mogłam tego robić. Dzieci naszych piłkarzy chciały się bawić. A że dzieci mnie kochały, byłam pierwszą osobą do której podeszły. Pociągnęłam Anitę za rękę i odeszłyśmy z dzieciakami od dorosłych. W samochodzie znalazłam piłki, rakietki i tym podobne. Świetnie bawiłam się z dziećmi. Najpierw w ganianego, potem w chowanego, a na koniec kopaliśmy piłkę. Padłam zmęczona na koc obok Matsa i Marcela.
- Ło matko jak się zmęczyła. Jakbym maraton przebiegła. Śmiejesz się ? To teraz twoja kolej.
- Nie śmieję, nie śmieję. Szacun mała.
- No i tak ma być. Hahahaha. - zaczęliśmy się śmiać. - A ty co się śmiejesz. Chcesz, aby ci dzieci dokopały ?
- Nie no, coś ty Martuś. Nie śmieję się z ciebie.
- No to masz szczęście. - zaśmiałam się. Miałam świetny humor. Nie chciałam, aby ten dzień się kończył. Ale pomału słońce zachodziło. Zaczęliśmy się zbierać.
- Idziemy gdzieś na miasto ? - zaproponował Reus.
- Marco ma mnie już po prostu dosyć.- powiedziała Anita.
- O matko. Skąd wy macie tą energie ?
- Trzeba ci wyrobić formę.
- Wiesz Reusik. My mamy dzieci. . .
- Ale to nie problem. Możemy je podrzucić do mojej mamy. Świetnie się tam będą bawić.
- No właśnie. Weźcie ludzie. Jutro dopiero na 11. Bawmy się. - wtrącił się Mario.
- Masz ochotę ? - zapytał mnie Moritz.
- No niech będzie. Nie codziennie mamy okazję się wszyscy spotkać.
- No to widzicie. Jedziemy do domów przebrać się i spotykamy się u. . .
- U Marty. Jak zawsze. - zaśmiał się bardzo głośno Hummels.
- No dobrze niech będzie. To weźcie rzeczy i przenocujecie u nas. A rano pojedziemy na trening. Dziewczyny odbiorą dzieci od mamy Marco.
- No dobrze. Niech tak będzie. To jedziemy.
Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu. Wstąpiliśmy do Moritza, by się przebrał. Szybko pojechaliśmy do nas. W domu była już Anita i Marco.
- O jak dawno was tu nie widziałam. Anita, przeprowadziłaś się ?
- Bardzo śmieszne. Normalnie się uśmiałam.
- Tak ? To dobrze.
- Grzybie, bo się naprawdę wyprowadzę.
Pobiegłyśmy na górę się przebrać. Ubrałam się jak zawsze na lajcie.
- Piękna moja.
- A no dziękuję.
- A no proszę.
Przyjechali wszyscy. Zapakowaliśmy się do samochodów. Było parę osób, które powiedziały, że nie piją. Byłam jedną z nich. Byłam jedną z nich. Marco, Moritz i Anita również.
Gdybym wtedy wiedziała co tam zobaczę. . .
Dojechaliśmy do ulubionego klubu. Jako, że byliśmy Borussia weszliśmy od razu. Siadłam przy barze. Barmana znałam już dosyć dobrze.
- Siema Patrick.
- O siema. Borussia się bawi ?
- A no bawi. . . Mają jutro na 11, więc szaleję.
- Ahaha. Co mam podać.
- No mi to sok. Jestem kierowcą. Ale chciałam cie poprosić, żebyś ich trochę pilnował. Jutro jest trening, a potem mecz.. Niech się nie schleją.
- Pewnie Marta, nie ma problemu. A jaki sok ?
- Hm.. Może pomarańczowy ?
- Jak sobie życzysz. - nalał soku. - Proszę.
- Dzięki Patrick. Jesteś wielki.
- Nie ma sprawy Marta. Serio.
- Ok. Dzięki jeszcze raz. - oddaliłam się od baru i udałam się do stolika na górze.
- A ty co tak o soku ?
- Ktoś was musi zawieść do domu.
- O jaka kochana. Myśli o nas.
- A kiedyś tego nie robiłam ?
- Nie no zawsze.
- No właśnie. Anita chodź. Pogadamy.
Poszłam z siostrą na bok. Siadłam na poręczy.
- Co tam mała ?
- Kłóciliście się z Marco od ostatniego czasu ?
- Nie było nic poważnego od czasu tatuażu. Jest naprawdę super.
- A to dobrze. Cieszę się.
- A co ?
- Nie nic.
- Ok. A teraz mi powiedz, co Mario na to że ty i Moritz wróciliście do siebie.
- Powiedział, że wszystko w porządku.
- Wiesz, że tak nie jest ?
- Wiem. Jestem głupia. Powinnam zostawić ich obu, a nie przebieram.
- Oj weź nie gadaj. Powiedziałaś Mario na początku, że kochasz Moritza. Ale z drugiej strony dałaś mu nadzieję.
- I czuję się winna.
- Nie powinnaś. Teraz będzie już tylko lepiej kochanie.-przytuliła mnie.
- Ale się czuję. No, ale dobrze.
Podszedł Moritz.
- Czy pani ze mną zatańczy ?
- Pewnie, pewnie. - oddałam szklane Anicie, a sama udałam się na parkiet z Moritzem. Tańczyliśmy długo. Gdy wróciliśmy do stolika Goetze nie trzymał się na nogach. Wtedy skończyła się dla mnie impreza. Wiedziałam, że to nie wina Patricka. Sam na pewno nie chodził do baru, tylko ktoś przynosił dla wszystkich. A on pił. Nie chciałam nic mówić, bo wiedziałam, że będzie dym. Siadłam przy stoliku i patrzyłam na niego. Podeszła do mnie Ewa. Rozmawiałyśmy chwilę. Gdy spojrzałam na miejsce Mario, było puste. Złapałam Marco za rękę i udaliśmy się w stronę toalet. Pomyślałam, że poczuł się źle. Marco otworzył drzwi. Gdy to zobaczyłam zamarłam.

_________________________________________________________________
Zostawiam wam 23 :) Nie wiem czy jutro dodam rozdział, gdyż jadę do stolicy :) Zapraszam :D

czwartek, 21 marca 2013

Rozdział 22

- Hej kochany. Jak tam ?
- Dobrze. Wszystko w porządku. Pięknie wyglądasz kochanie.
- Dziękuję. Bardzo mi miło.
- Powinnaś częściej nosić sukienki.
- A przestań. Mam ich dużo, ale nie noszę. Wolę spodnie.
- Ah głupiutka moja. Chodź na trening, bo jak się spóźnimy, będę musiał robić dodatkowe kółeczka.
- No dobrze. - w tym momencie podszedł Moritz.
- Cześć stary.
- Siema. - przywitali się w swój standardowy sposób przytulając się. Wiedziałam, że wszystko jest po staremu.
Zaniosłam torbę do gabinetu. Miałam dzisiaj spotkanie służbowe z innym klubem. Udałam się do sali konferencyjnej. Przygotowałam wszystko. Gdy spotkanie się, skończyło pan Zorc mnie zatrzymał.
- Świetna robota Marta. Już wiem, że mogę cię zostawić samą. Nigdy nie mogłem sobie wziąć urlopu, bo nikt nie mógł tego zrobić tak jak ja. Ale ty robisz to świetnie. Bardzo się cieszę.
- Dziękuję. Miło mi.
- A teraz leć do Juergena. Przyda mu się twoja pomoc.
Zbiegłam na dół do drużyny. Jak zawsze się wygłupiali. Podeszłam do trenera podałam mu rękę.
- Mogę.
- Pewnie Marta. Ty zawsze.
- Dziękuje.
Podeszłam bliżej i krzyknęłam
- EEEEJ CHŁOPAKI !
Nic.
- HEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEJ !
Nic.
No dobra to inaczej. Zaczęłam piszczeć. Od razu każdy na mnie spojrzał.
- No. Nareszcie. To co robimy ?
- Gramy w piłkę, a ty z nami !
- No ciekawe. W sukience ?
- Przecież wiemy, że masz rzeczy na zmianę. Masz własną szafkę. Chodzisz tu na siłownie. - hm. Kurcze. Skąd oni to wiedzą. Prześwietlili mnie. No cóż. Więc nie mam wyjścia.
- Hm. No dobra. Bądźcie grzeczni, a ja pójdę się przebrać.
Pobiegłam do szatni damskiej i przebrałam się . Wyszłam z kabiny i udałam się na murawę.
- No i jest !
- No to zaczynamy.
- O matko. Jak ja dawno nie grałam.
- Więc nadrobisz. Wybierajcie drużyny. Marta. Zbieraj swoich.
- No dobra. Roman, Kuba, Łukasz, Robert, Moritz, Mario, Marco, Marcel, Mats i Leo.
- Dobra. To zaczynamy.
Ciężko mi było wejść w grę. Ja mała dziewczynka. Mała, bo mam 158 cm. Już jako nastolatka miałam z tym problem. Aż pewien kolega powiedział : Ale nie martw się. Małe jest piękne. Od tej pory byłam dumna z bycia małym człowiekiem.
Kopałam dosyć dobrze. Nasza drużyna wygrała. Byłam bardzo dumna.
- Dobra dzieciaki. Chłopaki do szatni, a ty Marta zostań chwilkę.- chłopcy się rozeszli.
- Marta. Chciałem cię spytać, czy nie chciała lub mogłabyś częściej z nimi grać. Świetnie na nich działasz. Ruszali się. Naprawdę trenowali.
- Bardzo chętnie. Ale to musi mi trener pomóc w formie. Po jednym meczu jestem taka zmęczona, że nie mogę.
- Dobrze. Popracujemy nad tym. Świetny pomysł.
- To bardzo mi miło.
- Goń się przebrać i widzimy się jutro o . .
- Byle nie rano.- zaśmiałam się.
- No dobrze. To o 11.
- Oh dziękuję. Przekaże chłopakom. Bardzo dziękuję.
Pobiegłam się przebrać. Wzięłam szybki prysznic i wskoczyłam w rzeczy, które miałam spakowane na wypad z Mo. Gdy wyszłam, chłopaki stali w grupie i plotkowali.
- Co już plotkujecie dupy ? Obgadujecie kogoś.
- No ! Ciebie.
- Ło matko. Jakie plotkary się znalazły. Co wam już nie pasuje ? - rozmowa toczyła się pomiędzy mną i Marco.
- No co ma nam nie pasować ? No wszystko.
- O bosz. Ale wy macie problemy. - zaśmiałam się. Całość była jednym wielkim żartem.
- Joke mała. Nie. Gadamy, bo ciekawi jesteśmy, co chciał trener.
- A nie interesujcie się, bo kociej mordki dostaniecie. Jutro na 11.
- O jak dobrze. Wyśpię się. - jak zawsze, jeśli chodziło o spanie odezwał się Łukasz. - A zapomniał bym. Moja Sara ma urodziny.. - na parking weszła Anita. Też już skończyła pracę. - O poczekajmy na Anitę, nie będę musiał mówić dwa razy.
- Cześć siostra. Hej chłopaki. Co tam ?
- Nic Niutka. Słuchaj, bo Łukasz się wypowiada. - zaśmiałam się.
- Jak przemawia to ja słucham.
- A więc jak już mówiłem, moja Sara ma urodziny. Robimy wielką imprezę. Macie wszyscy być. Bez wyjątków. Obiecałem Sarze, że każdy wujek i ciocia będzie, więc nie rozczarujcie mnie. Co do daty ugadamy się. Po naszych urlopach.
- Dobrze, dobrze. Będziemy.
- No to dobrze.
Pożegnaliśmy się i pojechaliśmy do Moritza. On poszedł wziąć prysznic, a ja położyłam się na kanapie. Dali mi straszny wycisk na treningu. Byłam ciekawa, gdzie mnie zabiera. Poszłam do kuchni, złapałam za jabłko i spojrzałam za okno.
- O matko !
______________________________________________________
Ciekawi co zobaczyła Marta ? zapraszam na koleje rozdziały :)