Po treningu czekałam na Moritza. Nadal nie byłam pewna, co mam mu powiedzieć. Wybaczyć czy nie? Z jednej strony chciałam to zrobić, ale z drugiej miałam nadzieję zakochać się w Mario.
- Marta, możemy jechać?
- Tak, tak. Pewnie.
Wsiadłam do samochodu Mo i pojechaliśmy do mnie. Gdy byliśmy na miejscu, od razu weszłam do domu. Poszłam prosto do kuchni. Sięgnęłam po zimny sok. Uznałam, że lepiej będzie, gdy to ja rozpocznę rozmowę.
- Mo, ja nie mam pojęcia ,co mam ci powiedzieć. . .
- Marta przepraszam cię. Zachowałem się jak skończony dupek. Nie Powielinem tego mówić. Nie panowałem nad sobą. . .- słysząc jego słowa, rozpłakałam się.
- Ja po prostu nie pojmuję, jak mogłeś mnie nazwać kurwą... Jak ?
- Marta. Ja sam nie wiem. Jestem kretynem. Straciłem taką cudowną dziewczynę, jak ty. . . Dziękuję Bogu, że był przy tobie Mario. Nie darował bym sobie, jeśli by ci się coś stało. . .
- Chciałabym ci wybaczyć. Ale już zawszę się będę bała, że znów mi to zrobisz. Mówiłeś, że mnie nie zranisz.
- Obiecuję, że tego nie zrobię. Nigdy. Obiecuję. - dalej płakałam. Moritz podszedł i przytulił mnie. W jego ramionach byłam najszczęśliwszą osobą na całym świecie. - To jak kochanie ?
- Wiedz, że trzeciej szansy nie dostaniesz w razie czego.
- Nie będę jej potrzebował. Dziękuję ci. Kocham cię.
- Ja ciebie też.- pocałował mnie i czułam się jak w niebie.
- Nareszcie cię odzyskałem.
Poszliśmy do salonu oglądać telewizję. A raczej po to, by mieć pretekst do bycia blisko. Napisałam SMS do Mario.
" Pogodziliśmy się. Dziękuję ci za wszystko. Kocham cię i zawsze będę przy tobie. Nie zapomnij o mnie :** "
* U Mario *
Odczytałem wiadomość ze smutkiem.
Nie mogłem być na nią zły. Przecież rozmawialiśmy o tym nie raz. Powiedziałem, że nie przeszkadza mi jej miłość do Moritza. jednak żałowałem ,że to nie ja byłem jej wybrankiem. Cieszyłem się z Moritzem. Miał najwspanialszą dziewczynę w galaktyce.
* U Marty *
Był już wieczór, a ja nie mogłam się nacieszyć Moritzem.
- Zostaniesz ?
- A mam ?
- Raczej tak. Anita na pewno nie wróci. Oni są jak małżeństwo.
- Hahaha. To dobrze, że się dobrali. Zostanę.
- Na którą mamy jutro ?
- Niestety na 8..
- O matko. Jak ja wstanę ? Chodź zrobię kolacje i idziemy spać.
Poszliśmy do kuchni, zjedliśmy kolacje i udaliśmy się na górę. Wspólnie wskoczyliśmy pod prysznic. Wygłupialiśmy się tak, że cała łazienka była mokra. Byłam niesamowicie szczęśliwa.
* U Anity *
Dostałam wiadomość od Marty. Cieszyłam się, że się pogodzili. W końcu wszystko było w najlepszym porządku...no nie całkiem. Został Mario. Szkoda chłopaka. Jest super człowiekiem. Ale i jemu się w końcu poszczęści.
- To co dzisiaj robimy ? - zapytał Marco przytulając mnie od tyłu i całując w szyję.
- Może poszalejemy w centrum handlowym? Dawno nie byłam na zakupach. Może mi doradzisz.-zaproponowałam.
- Hmm...
- Jest tam taki super sklep. Victoria Secrets się nazywa. - powiedziałam, odwracając się do Marco i całując go namiętnie.
* U Marty *
O 7 zadzwonił budzik. Pocałowałam Moritza na powitanie i zeszłam na dół. Byłam zmęczona. Całą noc myślałam o Mario. Byłam ciekawa, jak się czuje. Miałam nadzieję, że wszystko u niego w porządku. Zrobiłam śniadanie dla Mo, a sama wypiłam herbatę. Poszłam na górę ubrać się.. Było bardzo gorąco, więc postanowiłam założyć sukienkę. Żakiet wzięłam w rękę. Pierwszy raz miałam rozpuszczone włosy.
- O mamusiu. Jak ty pięknie wyglądasz kochanie. - powiedział Moritz, jedząc śniadanie, gdy schodziłam po schodach. Uśmiechnęłam się i zarumieniłam. Podeszłam do niego. Pocałował mnie delikatnie, ale namiętnie. Nalałam herbaty do kubka i siadłam na przeciwko.
- Nienawidzę rano wstawać. . . - wymamrotałam chowając twarz w rękach. Chciało mi się spać.
- Ja też. Ale 8 to i tak nie najgorzej. Zanim się pojawiłaś, trener zaczynał treningi o 6.
- Nie wstała bym. Po prostu bym nie wstała. . .
- Hehe. Masz jakieś plany dzisiaj ?
- Nie. Znaczy tak. Do pracy . .
- A potem ?
- Nie mam żadnych planów. Moja kuzynka i przyjaciółka jest z Marco. . . A Pola jest w Warszawie. . .
- Powinna tu przyjechać. Ty byś kogoś miała. Z mieszkaniem nie ma problemu. Rozmawiałem z Marco i chce zaproponować, by Anita się do niego wprowadziła. I tak się nie rozstają na krok, więc nie byłoby żadnej różnicy..
- Serio ? A to nam się gołąbki dobrały. Cieszę się. A co do Poli.. Nigdy by tu nie zamieszkała. Nienawidzi niemieckiego...
- Zaproś ją. Niech przyjedzie, zobaczy... Może się jej spodoba.
- w sumie, czemu nie. A co do naszych dzisiejszych planów. To co dzisiaj robimy ?
- Zabiorę cię w jedno fajne miejsce.
- Ło. Gdzie ?
- Zobaczysz. Weź sobie rzeczy. Po treningu pojedziemy do mnie. Tam się przebierzemy.
- No dobrze. Zaraz coś wezmę. Kocham cię.
- Ja ciebie też mała. Dziękuję ci. - powiedział wychylając się nad stół. Zrobiłam to samo. Nasze usta się ponownie zetknęły.
- Ale za co ?
- Że wybaczyłaś mi.
- A zapomnijmy o tym. Jakoś to będzie.
- Cieszę się. Nie zapomnij. Jutro przyjadą twoje autka.
- Wieem. Już nie mogę się doczekać. Mam już gotowe miejsca na nie.
- Piękne te samochody. A ten dom dopiero.
- Tak. Nasz warszawski dom jest cudowny. Szukałyśmy go latami. Jeszcze jak byłyśmy w liceum, jeździłyśmy regularnie do Warszawy oglądać domy.
- Powiedz mi coś. Pracujesz od 3 tygodni, a masz 4 samochody, 2 wielkie domy. . .
- Długa historia. Straszne zamieszanie. . .
- Aha. Rozumiem.
- Tak. Kiedyś ci opowiem.
- Jestem ciekawy. A teraz powiedz mi, gdzie byłaś na swoim wypadzie ? Pojechałaś prosto do Warszawy ?
- Nie. Najpierw pojechałam do rodziców. Strasznie tęskniłam. Ale od razu jak do nich wpadłam, miałam potrzebę gdzieś jechać. Byłam strasznie roztrzęsiona. Kupiłam im samochód, odebrałam go, spotkałam się z kolegą trenerem i dopiero wtedy pojechałam do Warszawy.
- To tak jak ja. Zawsze jak przyjeżdżam do rodziców mam ochotę wracać. Tęskni ci się za nimi, a zaraz jak wpadniesz spada ci sufit na głowę. Znam to.
- Więc widzisz. Skąd wiedzieliście, gdzie macie jechać ?
- Nie pamiętasz ? Czytałem twój kalendarz. Był na nim adres z Polski. Ulica wydała mi się śmieszna i dlatego go skojarzyłem.
- Oo. Całkiem zapomniałam. No dobrze. Musimy jechać. Idę zebrać rzeczy.
Pobiegłam na górę i zebrałam szybko jakieś rzeczy. Wrzuciłam wszystko do torebki i zeszłam na dół. Moritz też był gotowy. Wsiedliśmy do pięknego Audi Mo i pojechaliśmy do pracy. Przy wejściu na stadion zauważyłam Mario. Wysiadłam z samochodu i podbiegłam do niego. Przytuliłam go i pocałowałam w policzek. Chłopak zrobił to samo całując mnie w czoło.
_________________________________________________________________
Mam nadzieję, że dalej czytacie i wam się podoba :) pozdrawiam :)
środa, 20 marca 2013
wtorek, 19 marca 2013
Rozdział 20
Nie wiedziałam, co mam odpisać. Z jednej strony chciałam się z nim spotkać i go zobaczyć, a z drugiej nie umiałam mu wybaczyć. Chciałam się zakochać w Mario i być z nim szczęśliwa. Jednak postanowiłam odpisać.
U mnie wszystko dobrze. Czuję się świetnie. Bardzo dziękuje i miło mi. Co do spotkania.. Daj mi jeszcze trochę czasu.
Miałam nadzieję, że zrozumie. Odłożyłam telefon i wskoczyłam na plecy Mario.
- Co dziś robimy piękna ?
- Może pojedziemy gdzieś z Anitą i Marco ?
- Świetny pomysł. Fajnie byli wczoraj zaskoczeni, nie ?
- Haha. Bardzo fajnie. - pocałowałam go w policzek i położyłam głowę na jego ramieniu. - Jest mi z tobą tak dobrze. Za dnia, w nocy. . .
- Mi też. Już dawno nie byłem taki szczęśliwy. - posadził mnie na blacie. Objęłam go nogami w pasie przyciągając do siebie. Pocałował mnie namiętne, głaszcząc moje uda.
- To jak, gdzie jedziemy ?
- Może zaprosimy ich do nas. Mamy basen, drinki, muzykę.. Będziemy się dobrze bawić.
- Jestem za. Kocham ten dom. Mogłabym tu zamieszkać.
- Nie ma najmniejszego problemu.
- Miałbyś mnie dość po jakimś czasie.
- Nie wydaję mi się. - powiedział całując mnie w szyję. - Idź zadzwoń do Anity, a ja pozmywam.
- No dobrze. - poszłam do salonu po telefon, wybrałam numer do Anity, która od razu odebrała.
- Siemka mała. Co tam ?
- Hej. Nic, nic nuda. Wiecie, dzisiaj jest nasz ostatni wolny dzień. Może przyjedziecie do nas i zrobimy sobie garden party. W basenie z drinkami i muzyką...
- No pewnie. Bardzo chętnie. Zaraz pozbieram rzeczy i przyjedziemy. Potrzebujesz czegoś ?
- Ahm. Tak. . . Przywieź mi świeżą bieliznę, coś do ubrania i coś do pracy na jutro, w razie jak noc bym spędziła tutaj.
- Dobrze, dobrze. Coś ci wybiorę. Zaraz będziemy.
- Okeej. Więc czekamy.
Rozłączyłam się i wróciłam do kuchni.
- Za chwilę przyjadą. Bardzo się ucieszyli.
- Fajnie. A co z Mo ?
- Nie rozmawiajmy o nim. Proszę. - powiedziałam muskając jego usta.
- Dobrze. Jak pani sobie życzy. - uszczypnęłam go i zaczęłam uciekać. Ganialiśmy się dłuższą chwilę. W końcu wylądowałam ubrana w koszulę Mario, w basenie.
* U Anity *
Gdy zajechaliśmy pod dom Mario, usłyszeliśmy muzykę grającą w ogrodzie. Zastaliśmy tam wygłupiającą się "parę".
- Pasują do siebie. - powiedział Marco, uśmiechając się w moją stronę.
- A no pasują.-powiedziałam, choć nie byłam pewna, co o tym myśleć.
* U Marty *
Gdy zobaczyłam Anite i Marco wchodzących do ogrodu, speszyłam się i skuliłam. Koszula była mokra, opięta i prześwitująca. A przecież byłam pod spodem naga.
- To ja pójdę po strój. - zaśmiałam się, biegnąc do domu. Anita poszła za mną.
* U Mario *
- Siema stary. Jak tam ? - zapytał Marco, śmiejąc się z całej sytuacji.
- Jest cudownie.
- Cieszę się. Jak sprawa Moritza ?
- Pytałem ją rano, ale poprosiła, by o nim nie rozmawiać. Jest mocno zraniona.
- No ciekawy jestem, jak to się potoczy.
- Ja też.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, głównie o mnie i Marcie. Byłem zły, że nasz urlop się kończy. Ale już niedługo koniec sezonu i wtedy miałem zamiar zabrać ją na długie wakacje. Marta wybiegła w nowym stroju. Wyglądała świetnie.
* U Marty *
Podgłosiłam muzykę i zaczęłam tańczyć. Miałam świetny humor. To Mario tak na mnie działał. Wskoczyłam do basenu ciągnąc za sobą Anitę.
Dzień był piękny. Bawiliśmy się wyśmienicie. Wieczorem nie mogliśmy się rozstać. Cały czas gadaliśmy i śmialiśmy się. Było już późno, a jutro do pracy.
- Dobra, wiecie co. My jedziemy. Jutro w pracy i tak się zobaczymy. Nie wiem jak wstaniemy na 10, ale jakoś musimy. Będzie głupio, jeśli się spóźnimy. Marta jedziesz do domu ? - zapytał Marco czekając na moją odpowiedź.
- No coś ty. Ona nigdzie nie jedzie. Zostaje ze mną. - uśmiechał się Mario, przyciągając mnie do siebie.
- No dobrze. Nie będziesz sama. - powiedziała Anita, ruszając brwiami. Czyli planowali coś na dzisiejszą noc.
Marco i Anita pojechali, a my posprzątaliśmy. Byłam mocno zmęczona, tak samo jak Mario. Padliśmy na łóżko w jego sypialni. Zdjęłam strój i wślizgnęłam się pod kołdrę. Przytuliłam się do Mario, który mnie pocałował.
Rano obudził mnie budzik. Musiałam nastawić go, byśmy się nie spóźnili do pracy. Delikatnie odkryłam kołdrę i wstałam. Podeszłam do Mario pocałowałam go.
- Hmm. Kocham takie pobudki.
- Wstawaj. Nie możemy się spóźnić. Idę się ubrać i zrobić śniadanie. A ty wstawaj. - pocałowałam go jeszcze raz. Tym razem to odwzajemnił. Ubrałam się i zeszłam na dół. Przygotowałam śniadanie dla Mario, a sama wypiłam kawę. Chłopak zszedł z torbą na ramieniu. Rzucił ją pod drzwi i zasiadł do śniadania, po którym pojechaliśmy na stadion. Byliśmy jednymi z pierwszych. Wszyscy mieli problemy ze wstaniem. Gdy weszliśmy na stadion byli już Mats, Robert, Kuba i Łukasz. Zdziwiłam się, że jest już Łukasz. Nigdy nie chciało mu się wstać i zawsze się spóźniał.
- Cześć chłopaki. Matko Łukasz ? Co ty tu robisz tak wcześnie ?
- Hahaha. Bardzo śmieszne. Wstałem punktualnie i jestem.
- Bardzo się cieszę. Idźcie się przebrać i na boisko. Zrobię wam rozgrzewkę. - zaniosłam torbę do gabinetu. Kiedy schodziłam, zauważyłam Moritza. Podszedł do mnie i się przywitał.
- Cześć Martuś. Jak tam u ciebie ?
- Hej. Wszystko dobrze, a u ciebie ?
- Też w miarę dobrze. Możemy się po treningu spotkać ?
- Hm.. no dobrze. Będę na ciebie czekać. Pojedziemy do mnie.. Mieszkam już prawie sama. Anita jest ciągle u Marco.
- No to dobrze.
Naszej rozmowie przyglądał się Mario. Przywitał się z Mo i stanął przy mnie. Moritz poszedł do szatni, a ja i mój przyjaciel poszliśmy na boisko.
- Co chciał ?
- Spotkać się dzisiaj.
- Zgodziłaś się ?
- Nie miałam wyjścia.
- Na kiedy się umówiliście ?
- Dzisiaj po pracy pojedziemy do mnie. Anity i Marco i tak tam nie ma..
- Ah dobra.
- Jesteś zły ?
- Nie, no coś ty. Kochasz go.
- Dziękuję. Jesteś najcudowniejszy. Ciebie też kocham. - przytuliłam go i cmoknęłam w policzek.- A teraz leć trenować ! - klepnęłam go w pośladek, by pobiegł szybciej.
___________________________________________________
Wiem że większość z was była za Marta - Mario :) I mówię na przód że będzie jeszcze wiele rozdziałów i to nie koniec :) Pozdrawiam :)
jeśli macie pytania zapraszam na mojego ask'a :)
U mnie wszystko dobrze. Czuję się świetnie. Bardzo dziękuje i miło mi. Co do spotkania.. Daj mi jeszcze trochę czasu.
Miałam nadzieję, że zrozumie. Odłożyłam telefon i wskoczyłam na plecy Mario.
- Co dziś robimy piękna ?
- Może pojedziemy gdzieś z Anitą i Marco ?
- Świetny pomysł. Fajnie byli wczoraj zaskoczeni, nie ?
- Haha. Bardzo fajnie. - pocałowałam go w policzek i położyłam głowę na jego ramieniu. - Jest mi z tobą tak dobrze. Za dnia, w nocy. . .
- Mi też. Już dawno nie byłem taki szczęśliwy. - posadził mnie na blacie. Objęłam go nogami w pasie przyciągając do siebie. Pocałował mnie namiętne, głaszcząc moje uda.
- To jak, gdzie jedziemy ?
- Może zaprosimy ich do nas. Mamy basen, drinki, muzykę.. Będziemy się dobrze bawić.
- Jestem za. Kocham ten dom. Mogłabym tu zamieszkać.
- Nie ma najmniejszego problemu.
- Miałbyś mnie dość po jakimś czasie.
- Nie wydaję mi się. - powiedział całując mnie w szyję. - Idź zadzwoń do Anity, a ja pozmywam.
- No dobrze. - poszłam do salonu po telefon, wybrałam numer do Anity, która od razu odebrała.
- Siemka mała. Co tam ?
- Hej. Nic, nic nuda. Wiecie, dzisiaj jest nasz ostatni wolny dzień. Może przyjedziecie do nas i zrobimy sobie garden party. W basenie z drinkami i muzyką...
- No pewnie. Bardzo chętnie. Zaraz pozbieram rzeczy i przyjedziemy. Potrzebujesz czegoś ?
- Ahm. Tak. . . Przywieź mi świeżą bieliznę, coś do ubrania i coś do pracy na jutro, w razie jak noc bym spędziła tutaj.
- Dobrze, dobrze. Coś ci wybiorę. Zaraz będziemy.
- Okeej. Więc czekamy.
Rozłączyłam się i wróciłam do kuchni.
- Za chwilę przyjadą. Bardzo się ucieszyli.
- Fajnie. A co z Mo ?
- Nie rozmawiajmy o nim. Proszę. - powiedziałam muskając jego usta.
- Dobrze. Jak pani sobie życzy. - uszczypnęłam go i zaczęłam uciekać. Ganialiśmy się dłuższą chwilę. W końcu wylądowałam ubrana w koszulę Mario, w basenie.
* U Anity *
Gdy zajechaliśmy pod dom Mario, usłyszeliśmy muzykę grającą w ogrodzie. Zastaliśmy tam wygłupiającą się "parę".
- Pasują do siebie. - powiedział Marco, uśmiechając się w moją stronę.
- A no pasują.-powiedziałam, choć nie byłam pewna, co o tym myśleć.
* U Marty *
Gdy zobaczyłam Anite i Marco wchodzących do ogrodu, speszyłam się i skuliłam. Koszula była mokra, opięta i prześwitująca. A przecież byłam pod spodem naga.
- To ja pójdę po strój. - zaśmiałam się, biegnąc do domu. Anita poszła za mną.
* U Mario *
- Siema stary. Jak tam ? - zapytał Marco, śmiejąc się z całej sytuacji.
- Jest cudownie.
- Cieszę się. Jak sprawa Moritza ?
- Pytałem ją rano, ale poprosiła, by o nim nie rozmawiać. Jest mocno zraniona.
- No ciekawy jestem, jak to się potoczy.
- Ja też.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, głównie o mnie i Marcie. Byłem zły, że nasz urlop się kończy. Ale już niedługo koniec sezonu i wtedy miałem zamiar zabrać ją na długie wakacje. Marta wybiegła w nowym stroju. Wyglądała świetnie.
* U Marty *
Podgłosiłam muzykę i zaczęłam tańczyć. Miałam świetny humor. To Mario tak na mnie działał. Wskoczyłam do basenu ciągnąc za sobą Anitę.
Dzień był piękny. Bawiliśmy się wyśmienicie. Wieczorem nie mogliśmy się rozstać. Cały czas gadaliśmy i śmialiśmy się. Było już późno, a jutro do pracy.
- Dobra, wiecie co. My jedziemy. Jutro w pracy i tak się zobaczymy. Nie wiem jak wstaniemy na 10, ale jakoś musimy. Będzie głupio, jeśli się spóźnimy. Marta jedziesz do domu ? - zapytał Marco czekając na moją odpowiedź.
- No coś ty. Ona nigdzie nie jedzie. Zostaje ze mną. - uśmiechał się Mario, przyciągając mnie do siebie.
- No dobrze. Nie będziesz sama. - powiedziała Anita, ruszając brwiami. Czyli planowali coś na dzisiejszą noc.
Marco i Anita pojechali, a my posprzątaliśmy. Byłam mocno zmęczona, tak samo jak Mario. Padliśmy na łóżko w jego sypialni. Zdjęłam strój i wślizgnęłam się pod kołdrę. Przytuliłam się do Mario, który mnie pocałował.
Rano obudził mnie budzik. Musiałam nastawić go, byśmy się nie spóźnili do pracy. Delikatnie odkryłam kołdrę i wstałam. Podeszłam do Mario pocałowałam go.
- Hmm. Kocham takie pobudki.
- Wstawaj. Nie możemy się spóźnić. Idę się ubrać i zrobić śniadanie. A ty wstawaj. - pocałowałam go jeszcze raz. Tym razem to odwzajemnił. Ubrałam się i zeszłam na dół. Przygotowałam śniadanie dla Mario, a sama wypiłam kawę. Chłopak zszedł z torbą na ramieniu. Rzucił ją pod drzwi i zasiadł do śniadania, po którym pojechaliśmy na stadion. Byliśmy jednymi z pierwszych. Wszyscy mieli problemy ze wstaniem. Gdy weszliśmy na stadion byli już Mats, Robert, Kuba i Łukasz. Zdziwiłam się, że jest już Łukasz. Nigdy nie chciało mu się wstać i zawsze się spóźniał.
- Cześć chłopaki. Matko Łukasz ? Co ty tu robisz tak wcześnie ?
- Hahaha. Bardzo śmieszne. Wstałem punktualnie i jestem.
- Bardzo się cieszę. Idźcie się przebrać i na boisko. Zrobię wam rozgrzewkę. - zaniosłam torbę do gabinetu. Kiedy schodziłam, zauważyłam Moritza. Podszedł do mnie i się przywitał.
- Cześć Martuś. Jak tam u ciebie ?
- Hej. Wszystko dobrze, a u ciebie ?
- Też w miarę dobrze. Możemy się po treningu spotkać ?
- Hm.. no dobrze. Będę na ciebie czekać. Pojedziemy do mnie.. Mieszkam już prawie sama. Anita jest ciągle u Marco.
- No to dobrze.
Naszej rozmowie przyglądał się Mario. Przywitał się z Mo i stanął przy mnie. Moritz poszedł do szatni, a ja i mój przyjaciel poszliśmy na boisko.
- Co chciał ?
- Spotkać się dzisiaj.
- Zgodziłaś się ?
- Nie miałam wyjścia.
- Na kiedy się umówiliście ?
- Dzisiaj po pracy pojedziemy do mnie. Anity i Marco i tak tam nie ma..
- Ah dobra.
- Jesteś zły ?
- Nie, no coś ty. Kochasz go.
- Dziękuję. Jesteś najcudowniejszy. Ciebie też kocham. - przytuliłam go i cmoknęłam w policzek.- A teraz leć trenować ! - klepnęłam go w pośladek, by pobiegł szybciej.
___________________________________________________
Wiem że większość z was była za Marta - Mario :) I mówię na przód że będzie jeszcze wiele rozdziałów i to nie koniec :) Pozdrawiam :)
jeśli macie pytania zapraszam na mojego ask'a :)
poniedziałek, 18 marca 2013
Rozdział 19
Gdy jechaliśmy do domu Mario, na moim telefonie czekała wiadomość od Moritza.
Jak się czujesz ? Wszystko dobrze ? Tęsknie :**
Odpisałam mu.
Wszystko dobrze. Czuję się ok.
Bardzo cieszyłam się z tej wiadomości, ale dalej nie mogłam mu wybaczyć tego, co do mnie powiedział. To wciąż bolało. Dojechaliśmy na miejsce, a ja zrobiłam kolację. Zaraz po niej szybko wskoczyliśmy pod prysznic, gdzie całowaliśmy się i pieściliśmy nasze ciała. Resztę rozkoszy dokończyliśmy w bardzo wygodnym łóżku Mario.
Rano obudziłam się szczęśliwa. Pogodna była cudowna, więc postanowiliśmy resztę dnia spędzić w ogrodzie.
* U Anity *
- Marco.-powiedziałam jeżdżąc palcem po jego ciele. - Pogodzą się?
- Może być trudno. Ale nie mamy na to większego wpływu.
- Długo z Miśką nie gadałam. Ciekawe jak tam.
- Dzisiaj wracamy, więc będziemy już na bieżąco. Ale tu mam cię tylko dla siebie.
- Oj jakiś ty biedny.-powiedziałam, całując go.-Musimy wstawać, bo się spóźnimy.
Podróż, jak to podróż. Byle do domu. Gdy wylądowaliśmy w Dortmundzie, nie mogłam doczekać się, aż zobaczę resztę. Przyjechaliśmy do domu, ale nikogo tam nie było.
- Gdzie ona może być? GPS jej wszczepię pod skórę, albo telefon do ręki przykleję.-powiedziałam.
- Stawiam, że u Mario.
- Dobra jedziemy.
Gdy podjechaliśmy pod dom, samochód stał przed wejściem. Podeszliśmy do drzwi i zadzwoniliśmy.
- Nikt nie otwiera, może są w ogrodzie.
- Prowadź, bo ja tu jeszcze nie byłam.
- Mario, hahahahahah MARIO PRZESTAŃ.
Gdy weszliśmy, zobaczyłam Marte, która siedziała na Mario.
- Marco, wiesz może o co chodzi?- spytałam po cichu.
- Mam nadzieję, że się dowiemy.
- DZIEŃ DOBRY ĆWOKI.-krzyknęłam.- Ale się stęskniłam grzybie. Boże jak ja cię kocham.-powiedziałam po Polsku podbiegając do Marty.
* U Marty *
- O matko. Siema. Co wy tu robicie ? - powiedziałam schodząc z Mario.
- No właśnie przyjechaliśmy. Ale nikogo w domu nie było, więc przyjechaliśmy tutaj. A wy . . .
- Tak. Spaliśmy dzisiaj tutaj. Łóżko Mario jest wygodniejsze. - powiedziałam, puszczając oczko w jego stronę.
- Możecie nam powiedzieć, co tutaj się dzieję? Już nic nie rozumiemy. . .- powiedział Marco, zajmując wolny leżak i usadzając Anitę na swoich kolanach.
- Co ma się dziać ? Wasz przyjaciel powiedział o parę słów za dużo. Byłam w Polsce, ale obydwaj przyjechali po mnie. Zabrałam resztę rzeczy i wróciłam do domu.
- To wiemy. A co dalej ?
-Nic. - powiedziałam siadając Mario na kolanach.
- A to ? - powiedział Marco, pokazując palcem na nas.
- Nie jestem z Moritzem. Robię co chcę.
Anita opuściła głowę w geście rezygnacji.
- Dupek z niego. . . - powiedział Mario pod nosem, całując moje ramię. Znów zaczął mnie łaskotać.
- Mario ! Zachowuj się. Mamy gości. - powiedziałam stanowczo, próbując przytrzymać jego ręce. - A u was jak tam ?
- Nic nowego. Normalnie i dobrze.
- No to się cieszę.
- Musimy się zbierać proszę państwa. Nasza służbowa kolacja nie poczeka. O ile pamiętam, idziesz w towarzystwie pana Błaszczykowskiego i pana Piszczka - powiedział Mario patrząc zazdrośnie.
- Tak panie Götze. Właśnie tak. Ale mam nadzieję, że się tam spotkamy.
- Też mam taką nadzieję.
Pobiegłam do sypialni Mario pozbierać swoje rzeczy. Każdy z nas pojechał w swoją stronę. Ja zabrałam Anitę swoim samochodem do domu, a Marco pojechał do siebie.
- Dobra Marta. Mów co się działo, bo nie wytrzymam.
- A co miało się dziać ?
- Wiesz !
- No co.. Moritz mnie przeprosił. Ale to nadal boli. Kocham go, ale to trudne. Potrzebuje czasu.
- A co z Mario ?
- Rozmawialiśmy o tym. Jest pewny, że tego chce i ma nadzieję, że mnie w sobie rozkocha. Trochę to działa, bo patrze na niego inaczej, ale. . .
- ... kochasz Mo.
- Tak. To Moritz jest w moich myślach. Nie umiem mu wybaczyć, ale są momenty, w których najchętniej bym do niego pobiegła. Ale wtedy przypomina mi się tamto. . . Mario jest cudowny. Seks z nim jest taki, jak z nikim innym. . . Nie mam pojęcia, co mam zrobić. . .
- Kochasz Mario ?
- W pewien sposób tak. . .
- Kochasz Moritza ?
- Bardzo.
- Więc masz odpowiedź.
- Jeszcze poczekam. Chce, żeby wiedział co zrobił.
- No dobrze. Dokończymy potem. Chodź musimy się wyszykować.
Dzisiejszego wieczoru szłam na kolację z Kubą i Łukaszem. Poprosili mnie o to na ostatniej imprezie. Agata i Ewa nie miały czasu. Cieszyłam się, gdyż uwielbiałam tę dwójkę. Zawsze mieli dobry humor. Ubrałam się i zeszłam na dół, gdzie czekali już na mnie Kuba z Łukaszem. Marco i Anita byli gotowi i stali przy schodach.
- Wow!!
- Panowie spokojnie.
- Mam siostrę laskę.
- MAMY siostrę laskę.-poprawiła Marco Anita.- Ach te nasze geny.
Wsiadłam do samochodu chłopaków i pojechaliśmy. Pod restauracją obydwaj panowie wzięli mnie pod rękę. Z jednej strony Kuba, z drugiej Łukasz. Tak wkroczyliśmy do środka. Oczy wszystkich były skierowane w naszą stronę, a konkretnie na mnie. Błądziłam wzrokiem po sali, szukając Mario i Moritza. Są.
Uśmiechnęłam się lekko i odwróciłam wzrok.
- A więc mamy wszystkich w komplecie. - powiedział Juergen podnosząc kieliszek. - wznieśmy toast, by nasz zespół, już zawsze był taki świetny.
Wznieśliśmy kieliszki i impreza zaczęła się rozkręcać. Nie piłam alkoholu. Chciałam panować nad wszystkim, co się dzieje. Wkroczyłam na parkiet ciągnąć za rękę Łukasza. Kuba porwał Anitę. Gdy tańczyliśmy, przyglądali nam się Mo i Mario. Pomyślałam, że uważają, że dobrze tańczę i wkręciłam się jeszcze bardziej. Nie schodziłam już z parkietu. Wymieniałam tylko partnerów. Noc zleciała szybko. Kuba i Łukasz byli lekko pijani, więc postanowiliśmy z Mario ich odwieźć. Podeszłam do Anity i Marco.
- Możecie dziś jechać do nas. Nie wracam na noc. - puściłam im oczko i odeszłam.
- Opowiesz mi o co chodzi ? - zapytał zdezorientowany Reus.
- Tak, ale potem kochany. Idziemy tańczyć.- powiedziała Anita uśmiechając się w moją stronę.
Wsadziliśmy do samochodu moje osoby towarzyszące. Mario siadł za kierownicą.
- Piłeś coś ?
- Nie.
- Na pewno ?
- Tak. Myślałem, że ty będziesz piła i chciałem panować nad wszystkim.
- O to jest nas dwoje.
Odwieźliśmy chłopców do domów, a sami pojechaliśmy do Mario.
- Zostaniesz ?
- A mogę ?
- Ty ? Zawsze. - powiedział porywając mnie i rozpinając moją sukienkę.
Rano obudził mnie zapach świeżego pieczywa. Zbiegłam na dół zapominając, że nie mam nic na sobie. Na szczęście Mario był sam.
- Kocham ten widok. - powiedział podchodząc do mnie i całując w czubek głowy - Dzień dobry.
- O matko ! Zapomniałam. Dzień dobry kochany. - pobiegłam z powrotem na górę po koszulę Mario.
- Chodź na śniadanie.
- Hm. Codziennie tak byś mógł. Jutro do pracy też poproszę.
- Jeśli będziesz u mnie spała, nie ma najmniejszego problemu.
- Hm. Zastanowię się.
Podeszłam po telefon, na którym znów była wiadomość od Leitnera.
Jak się czujesz po imprezie ? Pięknie wyglądałaś. Jak zawsze. Niestety nie zdążyłem z tobą zatańczyć. Ale nadrobię to. :** Spotkamy się ?
______________________________________________________________
A więc jest już 19. :D Mam nadzieję, że nie wieję nudą i dalej czytacie :)
Jak się czujesz ? Wszystko dobrze ? Tęsknie :**
Odpisałam mu.
Wszystko dobrze. Czuję się ok.
Bardzo cieszyłam się z tej wiadomości, ale dalej nie mogłam mu wybaczyć tego, co do mnie powiedział. To wciąż bolało. Dojechaliśmy na miejsce, a ja zrobiłam kolację. Zaraz po niej szybko wskoczyliśmy pod prysznic, gdzie całowaliśmy się i pieściliśmy nasze ciała. Resztę rozkoszy dokończyliśmy w bardzo wygodnym łóżku Mario.
Rano obudziłam się szczęśliwa. Pogodna była cudowna, więc postanowiliśmy resztę dnia spędzić w ogrodzie.
* U Anity *
- Marco.-powiedziałam jeżdżąc palcem po jego ciele. - Pogodzą się?
- Może być trudno. Ale nie mamy na to większego wpływu.
- Długo z Miśką nie gadałam. Ciekawe jak tam.
- Dzisiaj wracamy, więc będziemy już na bieżąco. Ale tu mam cię tylko dla siebie.
- Oj jakiś ty biedny.-powiedziałam, całując go.-Musimy wstawać, bo się spóźnimy.
Podróż, jak to podróż. Byle do domu. Gdy wylądowaliśmy w Dortmundzie, nie mogłam doczekać się, aż zobaczę resztę. Przyjechaliśmy do domu, ale nikogo tam nie było.
- Gdzie ona może być? GPS jej wszczepię pod skórę, albo telefon do ręki przykleję.-powiedziałam.
- Stawiam, że u Mario.
- Dobra jedziemy.
Gdy podjechaliśmy pod dom, samochód stał przed wejściem. Podeszliśmy do drzwi i zadzwoniliśmy.
- Nikt nie otwiera, może są w ogrodzie.
- Prowadź, bo ja tu jeszcze nie byłam.
- Mario, hahahahahah MARIO PRZESTAŃ.
Gdy weszliśmy, zobaczyłam Marte, która siedziała na Mario.
- Marco, wiesz może o co chodzi?- spytałam po cichu.
- Mam nadzieję, że się dowiemy.
- DZIEŃ DOBRY ĆWOKI.-krzyknęłam.- Ale się stęskniłam grzybie. Boże jak ja cię kocham.-powiedziałam po Polsku podbiegając do Marty.
* U Marty *
- O matko. Siema. Co wy tu robicie ? - powiedziałam schodząc z Mario.
- No właśnie przyjechaliśmy. Ale nikogo w domu nie było, więc przyjechaliśmy tutaj. A wy . . .
- Tak. Spaliśmy dzisiaj tutaj. Łóżko Mario jest wygodniejsze. - powiedziałam, puszczając oczko w jego stronę.
- Możecie nam powiedzieć, co tutaj się dzieję? Już nic nie rozumiemy. . .- powiedział Marco, zajmując wolny leżak i usadzając Anitę na swoich kolanach.
- Co ma się dziać ? Wasz przyjaciel powiedział o parę słów za dużo. Byłam w Polsce, ale obydwaj przyjechali po mnie. Zabrałam resztę rzeczy i wróciłam do domu.
- To wiemy. A co dalej ?
-Nic. - powiedziałam siadając Mario na kolanach.
- A to ? - powiedział Marco, pokazując palcem na nas.
- Nie jestem z Moritzem. Robię co chcę.
Anita opuściła głowę w geście rezygnacji.
- Dupek z niego. . . - powiedział Mario pod nosem, całując moje ramię. Znów zaczął mnie łaskotać.
- Mario ! Zachowuj się. Mamy gości. - powiedziałam stanowczo, próbując przytrzymać jego ręce. - A u was jak tam ?
- Nic nowego. Normalnie i dobrze.
- No to się cieszę.
- Musimy się zbierać proszę państwa. Nasza służbowa kolacja nie poczeka. O ile pamiętam, idziesz w towarzystwie pana Błaszczykowskiego i pana Piszczka - powiedział Mario patrząc zazdrośnie.
- Tak panie Götze. Właśnie tak. Ale mam nadzieję, że się tam spotkamy.
- Też mam taką nadzieję.
Pobiegłam do sypialni Mario pozbierać swoje rzeczy. Każdy z nas pojechał w swoją stronę. Ja zabrałam Anitę swoim samochodem do domu, a Marco pojechał do siebie.
- Dobra Marta. Mów co się działo, bo nie wytrzymam.
- A co miało się dziać ?
- Wiesz !
- No co.. Moritz mnie przeprosił. Ale to nadal boli. Kocham go, ale to trudne. Potrzebuje czasu.
- A co z Mario ?
- Rozmawialiśmy o tym. Jest pewny, że tego chce i ma nadzieję, że mnie w sobie rozkocha. Trochę to działa, bo patrze na niego inaczej, ale. . .
- ... kochasz Mo.
- Tak. To Moritz jest w moich myślach. Nie umiem mu wybaczyć, ale są momenty, w których najchętniej bym do niego pobiegła. Ale wtedy przypomina mi się tamto. . . Mario jest cudowny. Seks z nim jest taki, jak z nikim innym. . . Nie mam pojęcia, co mam zrobić. . .
- Kochasz Mario ?
- W pewien sposób tak. . .
- Kochasz Moritza ?
- Bardzo.
- Więc masz odpowiedź.
- Jeszcze poczekam. Chce, żeby wiedział co zrobił.
- No dobrze. Dokończymy potem. Chodź musimy się wyszykować.
Dzisiejszego wieczoru szłam na kolację z Kubą i Łukaszem. Poprosili mnie o to na ostatniej imprezie. Agata i Ewa nie miały czasu. Cieszyłam się, gdyż uwielbiałam tę dwójkę. Zawsze mieli dobry humor. Ubrałam się i zeszłam na dół, gdzie czekali już na mnie Kuba z Łukaszem. Marco i Anita byli gotowi i stali przy schodach.
- Wow!!
- Panowie spokojnie.
- Mam siostrę laskę.
- MAMY siostrę laskę.-poprawiła Marco Anita.- Ach te nasze geny.
Wsiadłam do samochodu chłopaków i pojechaliśmy. Pod restauracją obydwaj panowie wzięli mnie pod rękę. Z jednej strony Kuba, z drugiej Łukasz. Tak wkroczyliśmy do środka. Oczy wszystkich były skierowane w naszą stronę, a konkretnie na mnie. Błądziłam wzrokiem po sali, szukając Mario i Moritza. Są.
Uśmiechnęłam się lekko i odwróciłam wzrok.
- A więc mamy wszystkich w komplecie. - powiedział Juergen podnosząc kieliszek. - wznieśmy toast, by nasz zespół, już zawsze był taki świetny.
Wznieśliśmy kieliszki i impreza zaczęła się rozkręcać. Nie piłam alkoholu. Chciałam panować nad wszystkim, co się dzieje. Wkroczyłam na parkiet ciągnąć za rękę Łukasza. Kuba porwał Anitę. Gdy tańczyliśmy, przyglądali nam się Mo i Mario. Pomyślałam, że uważają, że dobrze tańczę i wkręciłam się jeszcze bardziej. Nie schodziłam już z parkietu. Wymieniałam tylko partnerów. Noc zleciała szybko. Kuba i Łukasz byli lekko pijani, więc postanowiliśmy z Mario ich odwieźć. Podeszłam do Anity i Marco.
- Możecie dziś jechać do nas. Nie wracam na noc. - puściłam im oczko i odeszłam.
- Opowiesz mi o co chodzi ? - zapytał zdezorientowany Reus.
- Tak, ale potem kochany. Idziemy tańczyć.- powiedziała Anita uśmiechając się w moją stronę.
Wsadziliśmy do samochodu moje osoby towarzyszące. Mario siadł za kierownicą.
- Piłeś coś ?
- Nie.
- Na pewno ?
- Tak. Myślałem, że ty będziesz piła i chciałem panować nad wszystkim.
- O to jest nas dwoje.
Odwieźliśmy chłopców do domów, a sami pojechaliśmy do Mario.
- Zostaniesz ?
- A mogę ?
- Ty ? Zawsze. - powiedział porywając mnie i rozpinając moją sukienkę.
Rano obudził mnie zapach świeżego pieczywa. Zbiegłam na dół zapominając, że nie mam nic na sobie. Na szczęście Mario był sam.
- Kocham ten widok. - powiedział podchodząc do mnie i całując w czubek głowy - Dzień dobry.
- O matko ! Zapomniałam. Dzień dobry kochany. - pobiegłam z powrotem na górę po koszulę Mario.
- Chodź na śniadanie.
- Hm. Codziennie tak byś mógł. Jutro do pracy też poproszę.
- Jeśli będziesz u mnie spała, nie ma najmniejszego problemu.
- Hm. Zastanowię się.
Podeszłam po telefon, na którym znów była wiadomość od Leitnera.
Jak się czujesz po imprezie ? Pięknie wyglądałaś. Jak zawsze. Niestety nie zdążyłem z tobą zatańczyć. Ale nadrobię to. :** Spotkamy się ?
______________________________________________________________
A więc jest już 19. :D Mam nadzieję, że nie wieję nudą i dalej czytacie :)
niedziela, 17 marca 2013
Rozdział 18
Gdy rano otworzyłam oczy, naprzeciwko mnie leżał Mario. Nie zdziwiłam się. Zeszłego wieczoru byłam trzeźwa i wiedziałam co robię. Mario jeszcze spał. Miał lekkie wypieki. Skóra na policzkach była tak delikatna i miękka. Palcem błądziłam po jego torsie.
- Łaskocze.- powiedział mając zamknięte oczy i uśmiechając się pod nosem.
- To dobrze. - owinęłam go swoją nogą w pasie. Nasze ciała były nadal nagie.
- Cudowna jesteś.
- Miło mi. Kiedy powtórka ? - zapytałam kokieteryjnie, muskając jego szyję.
- Może teraz ? - złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Przechyliłam go i położyłam się na nim.
- Bardzo chętnie. Ale mamy gości. . . - gdy to mówiłam, Mario całował mnie namiętnie.
- Całkiem zapomniałem . . . Chodź, sprawdzimy kto został. - wstałam bezwstydnie kręcąc biodrami. Chłopak pożerał mnie wzrokiem. Gdy on wstał, to ja nie mogłam się powstrzymać od patrzenia. Muskularne i potężne ciało, które zbliżało się w moją stronę.
- Wspólny prysznic ? -powiedziałam delikatnie mrucząc do jego ucha.
Delikatnie mnie podsadził tak, że mogłam objąć jego biodra nogami. Ręce zaplotłam na szyi. Całując się, zmierzaliśmy w stronę wielkiego prysznica. Mario oparł się plecami o zimną marmurową ścianę.
- Nie możemy. Przestań. - powiedziałam śmiejąc się i odpychając go. Walczyłam sama ze sobą.
- Oh no dobra.
Nasza kąpiel trwała dłuższą chwilę. Namydlaliśmy się nawzajem, śmiejąc się i polewając wodą. Wytarliśmy i ubraliśmy się. Gdy zeszłam na dół, każdy jeszcze spał. Nie wiedziałam, która jest godzina. Nie chciałam ich budzić. Słodko spali. Posprzątałam cichutko i wyjęłam wodę. Środki na kaca też już miałam przygotowane. Poszłam z powrotem na górę.
- Marta pogadamy ?
- Pewnie.
- Marta ja widzę, co się dzieję. Ty kochasz Moritza.
- Mario. . .
- Ale Marta. Mi to nie przeszkadza. Może kiedyś to mnie pokochasz. Ja będę czekał. Chcę ci w tym pomóc i mam nadzieję, że nocy jak ta ostatnia będzie coraz więcej. Było mi tak dobrze, jak nigdy wcześniej.
- Mario. Dziękuję ci. Jesteś cudowny. Mi też z tobą było bardzo dobrze. Uwielbiam cię, że jesteś obok mnie, kiedy cię potrzebuję i też chce być przy tobie na zawsze. Mam nadzieję, że się doczekasz. - nie mogłam się oszukiwać. Po prostu kochałam Moritza. Miałam nadzieję, że jeszcze mi się odmieni. Chciałam się zakochać w Mario. Ufałam mu. Byłam pewna, że nigdy nie powiedziałby do mnie tego, co powiedział Mo. Ale to chyba prawda, że dziewczyny wolą drani. Co do zeszłej nocy nie czułam się winna. Mnie i Moritza już nic nie łączyło. Mogłam robić co tylko chciałam. A chciałam kochać się właśnie z Mario. I nikt mi nie mógł tego zabronić. Podeszłam do niego i przytuliłam go. Delikatnie mnie pocałował.
- Ciesze się. Na pewno się doczekam. Jestem tego pewny. A teraz chodź. Rozpakujemy cię.
Rozpakowaliśmy moje rzeczy. Na dole robiło się ruchliwie. Towarzystwo zaczęło wstawać. Zeszłam i zrobiłam śniadanie.
- Co dzisiaj robimy ? - zapytał Mario, gdy goście już się rozjechali do domów.
- A co chcesz?
- Może gdzieś pojedziemy ?
- Co proponujesz ?
- Wypad nad wodę. Jest bardzo gorąco. Powygłupiamy się.- powiedział poruszając brwiami i uśmiechając się szeroko.
- Hmm. - zamruczałam. - Bardzo chętnie kochany. - podeszłam opierając się rękoma o jego tors i cmokając w usta.
Szybko pobiegłam na górę po rzeczy. Wsiadłam do swojego samochodu, ale od strony pasażera. Pojechaliśmy do Mario. Gdy czekałam, aż się przebierze i zbierze swoje manatki, leżałam na jego bardzo wygodnym łóżku.
- Hmm, ale wygodnie. Chyba będę tu dzisiaj nocować.
- A masz bieliznę na przebranie ?
- A potrzebuję ? - zapytałam nonszalancko. Mario się zaśmiał i położył obok.
- Raczej nie. - powiedział obracając mnie i namiętnie całując.
- To dobrze. A teraz chodź jedziemy. Musisz mnie zobaczyć w nowym bikini.
Wyszliśmy z domu i udaliśmy się do samochodu. Pojechaliśmy nad jezioro. Wybraliśmy lekko odludne miejsce. Nie chcieliśmy pisku fanek i krzyków kibiców. Poza tym po co miał nam ktoś przeszkadzać.
Nic nie myśląc zerwałam z siebie ubrania.
- Piękna. - wyszeptał Mario patrząc się na mnie. Miałam tego nie słyszeć, więc udałam, że tak jest. Wbiegłam do wody zanurzając się po pas.
- A ty co będziesz się tak patrzył czy przyjdziesz tu w końcu ? - Mario wstał na zawołanie i podszedł do mnie, podniósł i delikatnie podgryzł w szyję.
- Mam ci oddać ?
- Na to liczę. - złapałam za jego wargę i delikatnie podgryzłam.
- Ał. - powiedział bardziej żartując.
Dzień zleciał nam bardzo szybko. Cały czas się wygłupialiśmy i całowaliśmy. Było cudownie. Ale cały czas myślałam o Mo. Nie przejmowałam się faktem, co robimy z Mario, a zastanawianiem się co w danym momencie może robić.
* U Anity *
Wakacje mijały niesamowicie szybko. Dopiero przyjechaliśmy, a tu już ostatni dzień. Marta już w Dortmundzie. Cieszyłam się z tego, choć nie byłam pewna jak to się dalej potoczy-myślałam, stojąc pod prysznicem. Nagle poczułam czyjąś obecność. Marco. Podszedł od tyłu, przesuwają dłońmi po mojej talii. Objął mnie mocno. Czułam każdy centymetr jego umięśnionego ciała. Powietrze w łazience było gorące i lepkie, tak samo jak nasze ciała. Oparłam głowę o jego ramię w czasie, gdy błądził rękami po moim biuście. Czułam rozkoszny ucisk w dole brzucha, który wynikał z niesamowitego podniecenia.
- Bierz mnie.
W tym momencie poczułam, jak Marco staje na wysokości zadania. Jego członek wbijał mi się w plecy. Jedną ręką uciskał moje piersi, podczas gdy drugą dłonią zjechał między moje nogi. Czułam narastające we mnie napięcie i coraz szybszy oddech Marco na policzku. Jego ręka odnalazła to właściwe miejsce. Dreszcze przechodziły mnie, gdy chłopak zwiększał intensywność pieszczot. Doskonale wpasował się w mój rytm. Oparłam się rękami o chłodne płytki. Wiedziałam, że zaraz zaleje mnie fala niewypowiedzianej rozkoszy. Marco obsypywał pocałunkami moje plecy, podczas gdy ja byłam już w innym świecie. Odwróciłam się. To on dał mi taką przyjemność, jakiej nie czułam nigdy wcześniej. Powoli obniżając się, całowałam krok po kroku, każdy jego mięsień, poczynając od rozgrzanych ust, aż do wyraźnych dołeczków mięśni brzucha.
- Mmmmmhhh...
Marco czuł zbliżającą się przyjemność.
Krążyłam dłońmi po jego udach, podbrzuszu nie dochodząc do celu.
- Anita, nie drażnij się.
Przystąpiłam do dzieła. Na początku powoli i stopniowo coraz szybciej. Czułam, że zaraz dojdzie. Nie myliłam się. W jednej chwili zostałam podciągnięta do góry i oparta o ścianę. Oplotłam nogą jego pas. Poziom podniecenia był tak wysoki, że bezwiednie wbiłam paznokcie w rozgrzane, mokre plecy Marco. Nie mogliśmy złapać oddechu, ale też nie mogliśmy doczekać się kolejnych uniesień.
- Proszę-szepnęłam.
I wtedy poczułam jak jego nabrzmiały, gotowy do gry członek zanurza się we mnie. Początkowo powoli, z wyczuciem falującym ruchem. Narastało we mnie napięcie, które znowu oddawałam wbijając paznokcie. Marco wyczuł chwilę i pchnął mocniej, doprowadzając mnie do ekstazy. Po chwili doszliśmy w jednym momencie.
- Nie wracajmy do Niemiec. Zostańmy tu. -zaproponował.
- Ja jestem za. Ale jutro wracamy.-odpowiedziałam kładąc się koło boga na łożu.
______________________________________________________________
Troszkę krótko ale będzie lepiej :) Pozdrawiam <3
- Łaskocze.- powiedział mając zamknięte oczy i uśmiechając się pod nosem.
- To dobrze. - owinęłam go swoją nogą w pasie. Nasze ciała były nadal nagie.
- Cudowna jesteś.
- Miło mi. Kiedy powtórka ? - zapytałam kokieteryjnie, muskając jego szyję.
- Może teraz ? - złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Przechyliłam go i położyłam się na nim.
- Bardzo chętnie. Ale mamy gości. . . - gdy to mówiłam, Mario całował mnie namiętnie.
- Całkiem zapomniałem . . . Chodź, sprawdzimy kto został. - wstałam bezwstydnie kręcąc biodrami. Chłopak pożerał mnie wzrokiem. Gdy on wstał, to ja nie mogłam się powstrzymać od patrzenia. Muskularne i potężne ciało, które zbliżało się w moją stronę.
- Wspólny prysznic ? -powiedziałam delikatnie mrucząc do jego ucha.
Delikatnie mnie podsadził tak, że mogłam objąć jego biodra nogami. Ręce zaplotłam na szyi. Całując się, zmierzaliśmy w stronę wielkiego prysznica. Mario oparł się plecami o zimną marmurową ścianę.
- Nie możemy. Przestań. - powiedziałam śmiejąc się i odpychając go. Walczyłam sama ze sobą.
- Oh no dobra.
Nasza kąpiel trwała dłuższą chwilę. Namydlaliśmy się nawzajem, śmiejąc się i polewając wodą. Wytarliśmy i ubraliśmy się. Gdy zeszłam na dół, każdy jeszcze spał. Nie wiedziałam, która jest godzina. Nie chciałam ich budzić. Słodko spali. Posprzątałam cichutko i wyjęłam wodę. Środki na kaca też już miałam przygotowane. Poszłam z powrotem na górę.
- Marta pogadamy ?
- Pewnie.
- Marta ja widzę, co się dzieję. Ty kochasz Moritza.
- Mario. . .
- Ale Marta. Mi to nie przeszkadza. Może kiedyś to mnie pokochasz. Ja będę czekał. Chcę ci w tym pomóc i mam nadzieję, że nocy jak ta ostatnia będzie coraz więcej. Było mi tak dobrze, jak nigdy wcześniej.
- Mario. Dziękuję ci. Jesteś cudowny. Mi też z tobą było bardzo dobrze. Uwielbiam cię, że jesteś obok mnie, kiedy cię potrzebuję i też chce być przy tobie na zawsze. Mam nadzieję, że się doczekasz. - nie mogłam się oszukiwać. Po prostu kochałam Moritza. Miałam nadzieję, że jeszcze mi się odmieni. Chciałam się zakochać w Mario. Ufałam mu. Byłam pewna, że nigdy nie powiedziałby do mnie tego, co powiedział Mo. Ale to chyba prawda, że dziewczyny wolą drani. Co do zeszłej nocy nie czułam się winna. Mnie i Moritza już nic nie łączyło. Mogłam robić co tylko chciałam. A chciałam kochać się właśnie z Mario. I nikt mi nie mógł tego zabronić. Podeszłam do niego i przytuliłam go. Delikatnie mnie pocałował.
- Ciesze się. Na pewno się doczekam. Jestem tego pewny. A teraz chodź. Rozpakujemy cię.
Rozpakowaliśmy moje rzeczy. Na dole robiło się ruchliwie. Towarzystwo zaczęło wstawać. Zeszłam i zrobiłam śniadanie.
- Co dzisiaj robimy ? - zapytał Mario, gdy goście już się rozjechali do domów.
- A co chcesz?
- Może gdzieś pojedziemy ?
- Co proponujesz ?
- Wypad nad wodę. Jest bardzo gorąco. Powygłupiamy się.- powiedział poruszając brwiami i uśmiechając się szeroko.
- Hmm. - zamruczałam. - Bardzo chętnie kochany. - podeszłam opierając się rękoma o jego tors i cmokając w usta.
Szybko pobiegłam na górę po rzeczy. Wsiadłam do swojego samochodu, ale od strony pasażera. Pojechaliśmy do Mario. Gdy czekałam, aż się przebierze i zbierze swoje manatki, leżałam na jego bardzo wygodnym łóżku.
- Hmm, ale wygodnie. Chyba będę tu dzisiaj nocować.
- A masz bieliznę na przebranie ?
- A potrzebuję ? - zapytałam nonszalancko. Mario się zaśmiał i położył obok.
- Raczej nie. - powiedział obracając mnie i namiętnie całując.
- To dobrze. A teraz chodź jedziemy. Musisz mnie zobaczyć w nowym bikini.
Wyszliśmy z domu i udaliśmy się do samochodu. Pojechaliśmy nad jezioro. Wybraliśmy lekko odludne miejsce. Nie chcieliśmy pisku fanek i krzyków kibiców. Poza tym po co miał nam ktoś przeszkadzać.
Nic nie myśląc zerwałam z siebie ubrania.
- Piękna. - wyszeptał Mario patrząc się na mnie. Miałam tego nie słyszeć, więc udałam, że tak jest. Wbiegłam do wody zanurzając się po pas.
- A ty co będziesz się tak patrzył czy przyjdziesz tu w końcu ? - Mario wstał na zawołanie i podszedł do mnie, podniósł i delikatnie podgryzł w szyję.
- Mam ci oddać ?
- Na to liczę. - złapałam za jego wargę i delikatnie podgryzłam.
- Ał. - powiedział bardziej żartując.
Dzień zleciał nam bardzo szybko. Cały czas się wygłupialiśmy i całowaliśmy. Było cudownie. Ale cały czas myślałam o Mo. Nie przejmowałam się faktem, co robimy z Mario, a zastanawianiem się co w danym momencie może robić.
* U Anity *
Wakacje mijały niesamowicie szybko. Dopiero przyjechaliśmy, a tu już ostatni dzień. Marta już w Dortmundzie. Cieszyłam się z tego, choć nie byłam pewna jak to się dalej potoczy-myślałam, stojąc pod prysznicem. Nagle poczułam czyjąś obecność. Marco. Podszedł od tyłu, przesuwają dłońmi po mojej talii. Objął mnie mocno. Czułam każdy centymetr jego umięśnionego ciała. Powietrze w łazience było gorące i lepkie, tak samo jak nasze ciała. Oparłam głowę o jego ramię w czasie, gdy błądził rękami po moim biuście. Czułam rozkoszny ucisk w dole brzucha, który wynikał z niesamowitego podniecenia.
- Bierz mnie.
W tym momencie poczułam, jak Marco staje na wysokości zadania. Jego członek wbijał mi się w plecy. Jedną ręką uciskał moje piersi, podczas gdy drugą dłonią zjechał między moje nogi. Czułam narastające we mnie napięcie i coraz szybszy oddech Marco na policzku. Jego ręka odnalazła to właściwe miejsce. Dreszcze przechodziły mnie, gdy chłopak zwiększał intensywność pieszczot. Doskonale wpasował się w mój rytm. Oparłam się rękami o chłodne płytki. Wiedziałam, że zaraz zaleje mnie fala niewypowiedzianej rozkoszy. Marco obsypywał pocałunkami moje plecy, podczas gdy ja byłam już w innym świecie. Odwróciłam się. To on dał mi taką przyjemność, jakiej nie czułam nigdy wcześniej. Powoli obniżając się, całowałam krok po kroku, każdy jego mięsień, poczynając od rozgrzanych ust, aż do wyraźnych dołeczków mięśni brzucha.
- Mmmmmhhh...
Marco czuł zbliżającą się przyjemność.
Krążyłam dłońmi po jego udach, podbrzuszu nie dochodząc do celu.
- Anita, nie drażnij się.
Przystąpiłam do dzieła. Na początku powoli i stopniowo coraz szybciej. Czułam, że zaraz dojdzie. Nie myliłam się. W jednej chwili zostałam podciągnięta do góry i oparta o ścianę. Oplotłam nogą jego pas. Poziom podniecenia był tak wysoki, że bezwiednie wbiłam paznokcie w rozgrzane, mokre plecy Marco. Nie mogliśmy złapać oddechu, ale też nie mogliśmy doczekać się kolejnych uniesień.
- Proszę-szepnęłam.
I wtedy poczułam jak jego nabrzmiały, gotowy do gry członek zanurza się we mnie. Początkowo powoli, z wyczuciem falującym ruchem. Narastało we mnie napięcie, które znowu oddawałam wbijając paznokcie. Marco wyczuł chwilę i pchnął mocniej, doprowadzając mnie do ekstazy. Po chwili doszliśmy w jednym momencie.
- Nie wracajmy do Niemiec. Zostańmy tu. -zaproponował.
- Ja jestem za. Ale jutro wracamy.-odpowiedziałam kładąc się koło boga na łożu.
______________________________________________________________
Troszkę krótko ale będzie lepiej :) Pozdrawiam <3
sobota, 16 marca 2013
Rozdział 17
Wstałam, ale nie miałam ochoty wychodzić z pokoju. Wiedziałam kto jest na dole. Pola była na imprezie całą noc. Rano nie prędko wracała do domu. Czasami dopiero po paru dniach.
- Marta śpisz ? - przeanalizowałam głos.
- Nie. . .
Podszedł do mojego łóżka i położył się obok. A więc i w tym łóżku leżał już jakiś piłkarz. Przytuliłam się do Mario rozkoszując się jego zapachem. Musnęłam jego szyję. Następnie usta.
- Wybaczysz mu ?
- Nie mam najmniejszego zamiaru . . .
- Kochasz go ?
- Nie. - oczywiście, że go kochałam. Ale Mario dobrze o tym wiedział, niezależnie od mojej odpowiedzi.
- To jedziemy do domu ?
- Tak. . .
- Załatwię przewóz. Zabiorą wszystkie auta. Będziesz miała wszystko, co twoje. Twój dom będzie w Dortmundzie. Z nami.
- Zrobisz to dla mnie ?
- Już to zrobiłem. Z samego rana. Mam znajomą firmę.
- Jesteś cudowny. - ponownie cmoknęłam go w usta.
Zabrałam wszystkie walizki jakie były i spakowałam swoje rzeczy. W kartony popakowałam drobne przedmioty, które nazbierały się przez te 4 lata w Warszawie. Mario i Moritz zapakowali wszystko do swojego i mojego samochodu.
Gdy siedziałam już na schodach i ubierałam buty, pomyślałam o Poli. Pewnie spała gdzieś, jak zawsze po imprezie. Napisałam jej wielka kartkę, którą położyłam na stole.
Pola, wczoraj tu przyjechali i niestety ich spotkałam. Wracam do Dortmundu. Zabieram swoje rzeczy. Jesteś w każdej chwili bardzo mile widziana. Kocham cię i czekam, aż przyjedziesz.
Marta :**
- Jedziemy ?
- Taa . . .
Nie pozwoliłam nikomu jechać ze mną. Niech oni będą razem, ja muszę sama. Nie lubiłam, jak ktoś kontrolował moją jazdę. Włączyłam muzykę, otworzyłam bramę, obejrzałam się i odjechałam.
*U Anity*
Spałam długo, może raczej spałabym, gdyby nie telefon.
- Cze...
Znowu oni. Rozumiem, że się martwią, ale mówisz im, że jest cała, a oni swoje.
- Mario. Nic jej nie jest, musi się oderwać.
No tak. Też można. Trzeba uprzedzić Martę. Niech się zastanowi co zrobić.
- Tak, ja zadzwonię. -wiedziałam, że Marco zapyta, więc nie czekając wykręciłam numer do młodej.
-Nie wiem co z nimi będzie.-szepnęłam wtulając się w Marco.
-Głupia sytuacja.
-Szkoda mi całej trójki. Mario kocha, ale nie może mieć. Misia też kocha, ale chłopaka poniosło i teraz na pewno będzie się musiał nagimnastykować, żeby Marta do niego wróciła. -z każdym zdaniem bardziej wtulałam się w chłopaka, myśląc jakie mam szczęście.
- Zobacz. Jak przyszłam było wszystko super, po naszym wyjściu chwila i cały świat się Marcie zawalił. To był moment, a zmiana...
- O 180 stopni- dokończył za mnie Marco. - Zadzwonimy do siostry później i sprawdzimy co i jak. Teraz idziemy korzystać z wakacji...
Jak to u nas ostatnio bywa, korzystaliśmy bardzo intensywnie. Nie mogliśmy się od siebie odkleić...
* U Marty *
Gdy dojechałam do domu, byłam szczęśliwa. Nie wiem dlaczego. Ale bardzo tęskniłam za domem. Zaparkowałam samochód przy drzwiach. Otworzyłam je i weszłam. Zamurowało mnie. W moim salonie stała cała drużyna, oprócz Marco i Anity. Wszystkie żony i dzieci. Dziewczynki nie mogły się doczekać i rzuciły mi się na szyję.
- Ciociaa.
- Cześć maleństwa.
- Widzisz Łukasz. Tu jej się mówi "nie rób nic głupiego", a tu jedzie w podróż. Zwiedzać jej się zachciało.
- Cześć chłopaki.- podeszłam do każdego z nich, przytuliłam i pocałowałam w policzek. Potem przywitałam się z resztą.
Impreza się udała. Umówiłam się z Kubą i Łukaszem na sobotnią kolację służbową. Ewa i Aga nie mogły się tam wybrać, więc ja miałam być osobą towarzyszącą moich kolegów. Jak zwykle nocowało u mnie dużo ludzi. Tym razem nie przeszkadzało mi to, gdyż tęskniłam za nimi i chciałam spędzić z nimi jak najwięcej czasu. Nie piłam nic tego wieczoru. Tak samo jak Moritz i Mario. Wiedziałam, że będę musiała porozmawiać z Mo i byłam pewna, że stanie sie to lada chwila. Nie myliłam się.
- Marta.. Możemy porozmawiać ?
- Tak.. Chodź.- poszliśmy na górę, gdzie nikogo nie było.
- Marta ja cię bardzo przepraszam. Obawiałem się Mario. To co zobaczyłem wystraszyło mnie. Resztę sobie dośpiewałem. Ale to mnie nie tłumaczy. Nie mogłem tak do ciebie powiedzieć. Jestem największym kretynem jaki jest. . . Wybacz mi proszę. Kocham cię. Nie mogę bez ciebie żyć.
- Mo nawet nie wiesz, jak mnie to zabolało. Dziękuj Mario. Gdyby nie on, nie wiem jak bym skończyła. W chwilach, kiedy byłam sama miałam różne myśli. . . Nie wiem czy mogę ci wybaczyć. Twoje słowa nie wychodzą mi z głowy. Dudni mi to jedno, najbardziej bolesne. Nie mam już siły. - po moich policzkach popłynęły łzy. Widziałam po Mo, że bardzo go to bolało. Powinno.
- Mała ja naprawdę nie wiem, co mam zrobić. Żałuje każdego słowa. KOCHAM CIĘ.
- Moritz. Ja.. Na razie nie mogę.
- Będę czekał. Zawsze.
Wyszedł z pokoju, a zaraz za nim wszedł Mario.
- Pogodziliście się ?
- Nie.
- To dlatego wypadł jak poparzony i pojechał do domu ?
- Może..Zostajesz ze mną ?
- Chcesz ?
- Taak. - wstałam i zamknęłam drzwi na klucz. Nie chciałam, by ktoś z pijanego towarzystwa wparował mi do sypialni. Dalej byłam roztrzęsiona i płakałam.
- Chodź, dawno nie przytulaliśmy się. - podeszłam i siadłam mu na kolanach. Zaciągnęłam sie jego zapachem, który kochałam. Jego usta dotknęły mojego podbródka. Szybko przeniósł się wyżej. Nasze usta się zetknęły i połączyły w pocałunku. Wsunęłam swój język do jego ust. Z chęcią go przyjął. Nie mogłam się doczekać widoku jego ciała. Zdjęłam szybko jego czarna bawełnianą koszulkę. Wbiłam wzrok w jego umięśnione ramiona. Nie został mi dłużny. Rozebrał mnie całą w mgnieniu oka. Ekspresowo pozbyłam się jego dolnych partii ubioru. - Chce tego. - wymruczałam. Wolne kobiece mruczenie wywoływało wibracje w jego ciele, które zmierzały wprost do jego męskości. Był twardy jak stal, gorący i gotowy. Moje delikatne, różowe sutki stwardniały niczym kamienie i błagały go, by ich spróbował. Nachylił głowę i zaczął je pieścić językiem, ssał i przygryzał, warcząc z przyjemności. Nie mogąc doczekać się jego penisa, wołałam jego imię. Podsunął się do mnie. Pocałował mnie głęboko i namiętnie. Pocałunek był bardzo zaborczy. Położył swoje ręce na moich udach, delikatnie je gładząc. Wilgotnym językiem narysował szlak na moim ciele. Od ust do pasa. Spokojnie rozłożył moje uda. Schował swoją twarz w moim kroczu. Gdy jego usta mnie dotknęły zadrżałam. Rozkosz rozlała się po całym ciele. Moje mięśnie zacisnęły się. Zdrętwiałe nogi zgięłam. Stopami dotknęłam jego pleców. - Anioł ! - wyszeptałam. Palcami dotknęłam jego ramion, przyciągając go do góry. Jego twarz znalazła się naprzeciwko mojej. Wsadziłam język w jego usta, dotykając jego podniebienia. Moja ręka dotknęła jego pasa. Przeciągnęłam palcem po całym członku, a moja bezwstydna pieszczota powodowała, że jeszcze bardziej rósł i stał się jeszcze twardszy. Pocałowałam go tak, jakbym już nigdy nie miała puścić. Nasze podniecenie sięgało szczytu. Umierał z pragnienia, by wreszcie we mnie wejść. Pochylił się, sięgając dłonią pomiędzy moje uda. Jego wielkie palce dotarły do mojego sekretnego miejsca. Przyciągnął mnie do siebie i palcem pieścił gorące, wilgotne jądro mojej kobiecości. Pożądanie stało się na tyle silne, że nie mogliśmy go kontrolować. Ciepłym dotykiem złapał moje biodra i delikatnie uniósł. Wsunął mnie na całą długość swojego penisa. Jęczałam, gdy podnosił mnie i opuszczał powoli. Nie spieszył się, smakował każde westchnienie, rozkoszując się każdym tchnieniem szczęścia, które mu ofiarowywałam. Przeszły mnie dreszcze przyjemności, aż wycisnęły się łzy z oczu. Moje mięśnie zaciskały się i rozluźniały na imponujących rozmiarów penisie, który teraz czułam w sobie. Gdy we mnie ponownie wszedł, poczuł się jak w domu. Wbił się głęboko i objął mnie w pasie. Nigdy nie odczuwał takiej czystej i intensywnej przyjemności z seksu. Uśmiechałam się, seksowanie rozchylając usta i całując go nagle. Jego penis odpowiedział natychmiast, a ogień w jego żyłach doprowadziła krew ponownie do wrzenia. Gwałtownie przyciągnęłam jego twarz do swojej i całując go wsunęłam język do jego ust.
_____________________________________________________________
A się dzieję ^^ podoba się ? :) Zapraszam do komentowania :)
- Marta śpisz ? - przeanalizowałam głos.
- Nie. . .
Podszedł do mojego łóżka i położył się obok. A więc i w tym łóżku leżał już jakiś piłkarz. Przytuliłam się do Mario rozkoszując się jego zapachem. Musnęłam jego szyję. Następnie usta.
- Wybaczysz mu ?
- Nie mam najmniejszego zamiaru . . .
- Kochasz go ?
- Nie. - oczywiście, że go kochałam. Ale Mario dobrze o tym wiedział, niezależnie od mojej odpowiedzi.
- To jedziemy do domu ?
- Tak. . .
- Załatwię przewóz. Zabiorą wszystkie auta. Będziesz miała wszystko, co twoje. Twój dom będzie w Dortmundzie. Z nami.
- Zrobisz to dla mnie ?
- Już to zrobiłem. Z samego rana. Mam znajomą firmę.
- Jesteś cudowny. - ponownie cmoknęłam go w usta.
Zabrałam wszystkie walizki jakie były i spakowałam swoje rzeczy. W kartony popakowałam drobne przedmioty, które nazbierały się przez te 4 lata w Warszawie. Mario i Moritz zapakowali wszystko do swojego i mojego samochodu.
Gdy siedziałam już na schodach i ubierałam buty, pomyślałam o Poli. Pewnie spała gdzieś, jak zawsze po imprezie. Napisałam jej wielka kartkę, którą położyłam na stole.
Pola, wczoraj tu przyjechali i niestety ich spotkałam. Wracam do Dortmundu. Zabieram swoje rzeczy. Jesteś w każdej chwili bardzo mile widziana. Kocham cię i czekam, aż przyjedziesz.
Marta :**
- Jedziemy ?
- Taa . . .
Nie pozwoliłam nikomu jechać ze mną. Niech oni będą razem, ja muszę sama. Nie lubiłam, jak ktoś kontrolował moją jazdę. Włączyłam muzykę, otworzyłam bramę, obejrzałam się i odjechałam.
*U Anity*
Spałam długo, może raczej spałabym, gdyby nie telefon.
- Cze...
Znowu oni. Rozumiem, że się martwią, ale mówisz im, że jest cała, a oni swoje.
- Mario. Nic jej nie jest, musi się oderwać.
No tak. Też można. Trzeba uprzedzić Martę. Niech się zastanowi co zrobić.
- Tak, ja zadzwonię. -wiedziałam, że Marco zapyta, więc nie czekając wykręciłam numer do młodej.
-Nie wiem co z nimi będzie.-szepnęłam wtulając się w Marco.
-Głupia sytuacja.
-Szkoda mi całej trójki. Mario kocha, ale nie może mieć. Misia też kocha, ale chłopaka poniosło i teraz na pewno będzie się musiał nagimnastykować, żeby Marta do niego wróciła. -z każdym zdaniem bardziej wtulałam się w chłopaka, myśląc jakie mam szczęście.
- Zobacz. Jak przyszłam było wszystko super, po naszym wyjściu chwila i cały świat się Marcie zawalił. To był moment, a zmiana...
- O 180 stopni- dokończył za mnie Marco. - Zadzwonimy do siostry później i sprawdzimy co i jak. Teraz idziemy korzystać z wakacji...
Jak to u nas ostatnio bywa, korzystaliśmy bardzo intensywnie. Nie mogliśmy się od siebie odkleić...
* U Marty *
Gdy dojechałam do domu, byłam szczęśliwa. Nie wiem dlaczego. Ale bardzo tęskniłam za domem. Zaparkowałam samochód przy drzwiach. Otworzyłam je i weszłam. Zamurowało mnie. W moim salonie stała cała drużyna, oprócz Marco i Anity. Wszystkie żony i dzieci. Dziewczynki nie mogły się doczekać i rzuciły mi się na szyję.
- Ciociaa.
- Cześć maleństwa.
- Widzisz Łukasz. Tu jej się mówi "nie rób nic głupiego", a tu jedzie w podróż. Zwiedzać jej się zachciało.
- Cześć chłopaki.- podeszłam do każdego z nich, przytuliłam i pocałowałam w policzek. Potem przywitałam się z resztą.
Impreza się udała. Umówiłam się z Kubą i Łukaszem na sobotnią kolację służbową. Ewa i Aga nie mogły się tam wybrać, więc ja miałam być osobą towarzyszącą moich kolegów. Jak zwykle nocowało u mnie dużo ludzi. Tym razem nie przeszkadzało mi to, gdyż tęskniłam za nimi i chciałam spędzić z nimi jak najwięcej czasu. Nie piłam nic tego wieczoru. Tak samo jak Moritz i Mario. Wiedziałam, że będę musiała porozmawiać z Mo i byłam pewna, że stanie sie to lada chwila. Nie myliłam się.
- Marta.. Możemy porozmawiać ?
- Tak.. Chodź.- poszliśmy na górę, gdzie nikogo nie było.
- Marta ja cię bardzo przepraszam. Obawiałem się Mario. To co zobaczyłem wystraszyło mnie. Resztę sobie dośpiewałem. Ale to mnie nie tłumaczy. Nie mogłem tak do ciebie powiedzieć. Jestem największym kretynem jaki jest. . . Wybacz mi proszę. Kocham cię. Nie mogę bez ciebie żyć.
- Mo nawet nie wiesz, jak mnie to zabolało. Dziękuj Mario. Gdyby nie on, nie wiem jak bym skończyła. W chwilach, kiedy byłam sama miałam różne myśli. . . Nie wiem czy mogę ci wybaczyć. Twoje słowa nie wychodzą mi z głowy. Dudni mi to jedno, najbardziej bolesne. Nie mam już siły. - po moich policzkach popłynęły łzy. Widziałam po Mo, że bardzo go to bolało. Powinno.
- Mała ja naprawdę nie wiem, co mam zrobić. Żałuje każdego słowa. KOCHAM CIĘ.
- Moritz. Ja.. Na razie nie mogę.
- Będę czekał. Zawsze.
Wyszedł z pokoju, a zaraz za nim wszedł Mario.
- Pogodziliście się ?
- Nie.
- To dlatego wypadł jak poparzony i pojechał do domu ?
- Może..Zostajesz ze mną ?
- Chcesz ?
- Taak. - wstałam i zamknęłam drzwi na klucz. Nie chciałam, by ktoś z pijanego towarzystwa wparował mi do sypialni. Dalej byłam roztrzęsiona i płakałam.
- Chodź, dawno nie przytulaliśmy się. - podeszłam i siadłam mu na kolanach. Zaciągnęłam sie jego zapachem, który kochałam. Jego usta dotknęły mojego podbródka. Szybko przeniósł się wyżej. Nasze usta się zetknęły i połączyły w pocałunku. Wsunęłam swój język do jego ust. Z chęcią go przyjął. Nie mogłam się doczekać widoku jego ciała. Zdjęłam szybko jego czarna bawełnianą koszulkę. Wbiłam wzrok w jego umięśnione ramiona. Nie został mi dłużny. Rozebrał mnie całą w mgnieniu oka. Ekspresowo pozbyłam się jego dolnych partii ubioru. - Chce tego. - wymruczałam. Wolne kobiece mruczenie wywoływało wibracje w jego ciele, które zmierzały wprost do jego męskości. Był twardy jak stal, gorący i gotowy. Moje delikatne, różowe sutki stwardniały niczym kamienie i błagały go, by ich spróbował. Nachylił głowę i zaczął je pieścić językiem, ssał i przygryzał, warcząc z przyjemności. Nie mogąc doczekać się jego penisa, wołałam jego imię. Podsunął się do mnie. Pocałował mnie głęboko i namiętnie. Pocałunek był bardzo zaborczy. Położył swoje ręce na moich udach, delikatnie je gładząc. Wilgotnym językiem narysował szlak na moim ciele. Od ust do pasa. Spokojnie rozłożył moje uda. Schował swoją twarz w moim kroczu. Gdy jego usta mnie dotknęły zadrżałam. Rozkosz rozlała się po całym ciele. Moje mięśnie zacisnęły się. Zdrętwiałe nogi zgięłam. Stopami dotknęłam jego pleców. - Anioł ! - wyszeptałam. Palcami dotknęłam jego ramion, przyciągając go do góry. Jego twarz znalazła się naprzeciwko mojej. Wsadziłam język w jego usta, dotykając jego podniebienia. Moja ręka dotknęła jego pasa. Przeciągnęłam palcem po całym członku, a moja bezwstydna pieszczota powodowała, że jeszcze bardziej rósł i stał się jeszcze twardszy. Pocałowałam go tak, jakbym już nigdy nie miała puścić. Nasze podniecenie sięgało szczytu. Umierał z pragnienia, by wreszcie we mnie wejść. Pochylił się, sięgając dłonią pomiędzy moje uda. Jego wielkie palce dotarły do mojego sekretnego miejsca. Przyciągnął mnie do siebie i palcem pieścił gorące, wilgotne jądro mojej kobiecości. Pożądanie stało się na tyle silne, że nie mogliśmy go kontrolować. Ciepłym dotykiem złapał moje biodra i delikatnie uniósł. Wsunął mnie na całą długość swojego penisa. Jęczałam, gdy podnosił mnie i opuszczał powoli. Nie spieszył się, smakował każde westchnienie, rozkoszując się każdym tchnieniem szczęścia, które mu ofiarowywałam. Przeszły mnie dreszcze przyjemności, aż wycisnęły się łzy z oczu. Moje mięśnie zaciskały się i rozluźniały na imponujących rozmiarów penisie, który teraz czułam w sobie. Gdy we mnie ponownie wszedł, poczuł się jak w domu. Wbił się głęboko i objął mnie w pasie. Nigdy nie odczuwał takiej czystej i intensywnej przyjemności z seksu. Uśmiechałam się, seksowanie rozchylając usta i całując go nagle. Jego penis odpowiedział natychmiast, a ogień w jego żyłach doprowadziła krew ponownie do wrzenia. Gwałtownie przyciągnęłam jego twarz do swojej i całując go wsunęłam język do jego ust.
_____________________________________________________________
A się dzieję ^^ podoba się ? :) Zapraszam do komentowania :)
piątek, 15 marca 2013
Rozdział 16
* U Mario *
Wsiedliśmy do samochodu i wyruszyliśmy w drogę. Było przed nami 15 godzin jazdy. Jednak naszym celem było znalezienie Marty. Wiedziałem, że nie chce byśmy przyjechali, i że jeśli jest w Warszawie, to nie jest sama, ale chcieliśmy być pewni. Nie zastanawiałem się co zrobimy, jeśli jej tam nie będzie.
- Moritz nie śpiesz się tak. Chcę do niej dojechać, a nie ...
- Dojedziesz. Nie marudź.
* U Marty *
Wstałyśmy, zjadłyśmy śniadanie i ubrałam się.
- Ale piękna pogoda. Galiczka co robimy ?
- Nie wiem..
- Nie myśl już o nim. Dupek i tyle. Chodź idziemy się opalać. - Pola kochała słońce. Wykorzystywała każdą sekundę. Co lato wyglądała jak skwarek.
- No dobrze mój skwareczku. .
Opalałyśmy się cały dzień. Gdy miałyśmy już dosyć słońca, wystawiłyśmy nasze autka z garażu. Były zakurzone i zaniedbane. Pola wzięła szlaufa. Zaczęłyśmy polewać auta i siebie. Śmiałam się i udawałam seksi laskę, która myje samochód oblewając się pianą. Pola robiła zdjęcia. W tym momencie zapomniałam o Mo. Czułam się jak kiedyś, gdy byłyśmy małe i każdy nasz wakacyjny dzień, był dniem spędzonym na dworze.
- Boże galiczka, co my robimy ?
- Cicho. Bawimy się dalej. . .
Robiłyśmy nasze zdjęcia, gdy zadzwonił telefon.
* U Mario *
- Zadzwonię do Marco.
Wyjąłem telefon i wybrałem numer.
- Siema Marco.
- Cze.
- Dobra gadajcie, gdzie jest Marta.
- Nie wiem. Co ty chcesz?
- Marco nie pal głupa. Wiemy, że wiesz.
- Nic nie wiem...
- Mario. Nic jej nie jest, musi się oderwać.-powiedziała Anita.
- Dobra, nie chcesz pomóc to nie. Sami sobie poradzimy.
- Chłopaki, co wy robicie ?
- Jedziemy do Warszawy. Elo.
- Mario zostawcie ją.. Ona naprawdę musi pobyć sama.
* U Marty *
To, że telefon dzwonił mnie nie zdziwiło. Dzwoniła Anita.
- Chłopaki jadą.
- Ale gdzie ?
- Do was. Nie mam pojęcia skąd wiedzą. Nic nie powiedzieliśmy. . .
- Moritz. . .
- Obydwaj.
- Nie, nie o to chodzi. To on wie, gdzie i jak?
- Nie mam pojęcia, ale mówili, że jadą do Wa-wy.
- Dobra zmywam się.
- GDZIE ?
- Nie wiem. Jak się dowiem, to ci powiem.
Rozłączyłam się.
- Pola zbieraj dupę. Jedziemy.
- Boże, gdzie ?
- Powiem ci potem. Jedzie tu Mo. Zabieraj się szybciej.
- Możemy pojechać na nocne zakupy.
- Dobra. Obojętne. Zbieraj się.
Żeby ich zmylić wybrałam inny samochód .
Pola siadła na miejscu pasażera.
- Kocham takie przygody. Ale sobie zaraz coś kupię. Może jakieś buty..
Wcisnęłam guzik od pilota, by otworzyć bramę. Wyjechałam nerwowo z piskiem opon. Z jednej strony chciałam ich zobaczyć jak najszybciej. Z drugiej czułam obrzydzenie do Moritza. Nie mogłam sobie wytłumaczyć jak można osobę, którą się kocha nazwać kurwą. A może mnie nie kochał i wymyśliłam to sobie.
- Pola leć ja zaraz dojdę. Muszę coś załatwić.
- Dobrze. Dzwoń jak coś.
- Pewnie. Pewnie..
Zostawiłam Polę pod galerią, a sama pojechałam. Wstąpiłam na stacje. Musiałam zatankować samochód. Kupiłam też papierosy. Nigdy nie paliłam. Odjechałam na parking i wysiadłam. Odpaliłam papierosa i się zaciągnęłam. W pewnym momencie mnie zatkało. Zauważyłam piękny samochód Moritza.
- KU*WA !!
Nie mogłam już uciec. Widzieli mnie. Oparłam się o maskę i jeszcze raz mocno zaciągnęłam się papierosem. Wypuściłam dym nosem. Samochód podjechał. Wyskoczył z niego Mario.
- Mario. CO WY TU DO CHOLERY ROBICIE ?
- Marta. Martwiliśmy się. Anita nic nie chciała powiedzieć. . . - z samochodu wysiadł Moritz. Pewnym krokiem podszedł do mnie. Wyciągnęłam rękę.
- Nie zbliżaj się.
- Marta ja..
- Nie chce nic słyszeć.
- Marta, pogadajcie i wróć do domu.
- Nie mamy o czym rozmawiać. Nazwał mnie kurwą. Wszystko skończone. - delektowałam się dymem papierosa.
- Czemu mi tego nie powiedziałaś ?
- Co by to zmieniło?
- Marta ja przepraszam, poniosło mnie. - próbował się tłumaczyć.
- Weź... Nie wysilaj się. - odpaliłam kolejną fajkę.
- Marta ! Od kiedy ty palisz ? - spojrzałam na zegarek.
- Od jakichś 5 minut.
- Zostaw to mała. - wyrwał mi papierosa z ręki i szybko zdeptał. Przyciągnął i przytulił. Moritz był zazdrosny i zły, że nie mógł zrobić tego samego. Mario musnął delikatnie czubek mojej głowy. Zadzwonił telefon. Wyrwałam się, by odebrać.
- Galiczka, gdzie ty jesteś ?
- Mam małe spotkanie piacho. . . Wiesz, jeśli chcesz możesz nie wracać na noc. - to była bardziej sugestia.
- Dobrze się składa. Jest impra u koleżanki z uczelni..
- No widzisz. Idź. Jedź taksówką. Zapłacę.
- No dobrze. Papatki.
- Pa.
Rozłączyłam się i włożyłam telefon do kieszeni.
- No i co wam to dało, że przyjechaliście ?
- Wiemy, że jesteś cała i zdrowa kochanie. - powiedział Moritz nie zastanawiając się co mówi. Od razu wybuchłam
- Leitner KU*WA. Żadne kochanie. Nie łączny nas już nic. Zniszczyłeś wszystko w jednej sekundzie. - rozpłakałam się. Łzy spłynęły mi szybko po policzku.
- Marta..
Mario podszedł ponownie i mnie uścisnął.
- I co teraz ?
- Nie wiem. Ja jadę do domu. Poli nie ma. Więc albo wracajcie, albo chodźcie.
Nic nie mówiąc siadłam za kierownicą porsche. Zamknęłam szybę i odjechałam. Mario i Moritz jechali blisko za mną. Gdy wcisnęłam guzik i brama się otworzyła widziałam w tylnim lusterku, że chłopaki są zaskoczeni. Gdy wysiadłam zapytali.
- To wszystko twoje ? Te auta.. Ten dom . . .
- Tak. - powiedziałam znudzona, kierując się do drzwi. Otworzyłam je nerwowo, bo wiedziałam, że Moritz zbliża się od tyłu. Zrzuciłam buty i pobiegłam do kuchni. Wyjęłam z lodówki sok. Zdenerwowana otworzyłam go trzęsącymi się rękoma i wypiłam. Byłam pewna, że mam depresję. Przecież nigdy nie miałam takich dolegliwości.
- Marta spokojnie. - Moritz złapał mnie za rękę. Przez sekundę zapomniałam o wszystkim. Ale zaraz wyrwałam ją z uścisku Mo. Znów się rozpłakałam. Pobiegłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko. Drzwi od sypialni się otworzyły.
- CO ?
- Marta. To ja spokojnie. Chodź do mnie. Tęskniłem za tobą. Martwiłem się.
- Mario.. Ale po co go tu przywiozłeś ?
- Marta. Wiem, że go kochasz. Wszystko sobie wytłumaczyliśmy. On cię naprawdę kocha.
- Niech spada.
- Nie mów tak, bo tak nie uważasz.
- A właśnie, że uważam.
- Wrócisz ze mną do domu ?
- Nie wiem.
- Wróć. Potrzebuję cie. Nie ma mi kto pysznie gotować, piec. . .
- Pewny jesteś, że chcesz mnie mieć na garbie ?
- Tak jestem.
- No to jedziemy do domu. Jutro rano. A teraz chodź spać. Mam dosyć emocji. Idę zapalić.
- Marta. . .
- Daj spokój. . . Spójrz na mnie. Daj mi chociaż zapalić.
Zeszłam na dół. Nie chciałam palić w domu, bo byłam pewna, że Pola to wyczuje. Otworzyłam tarasowe drzwi i stanęłam w ogródku. Była już noc. Bardzo ciepła. Chłopaki rozmawiali w salonie. Spaliłam spokojnie i wróciłam do pokoju. Rozebrałam się i wślizgnęłam pod świeżą pościel... Byłam ciekawa co wydarzy się jutro...
__________________________________________
Mam nadzieję że się podoba :) Pozdrawiam wszystkich czytelników <3 I zapraszam do komentowania :) I dziękuję za liczne komentarze :**
P.S. Zadowoleni z losowania " Champions league " ? :)
Wsiedliśmy do samochodu i wyruszyliśmy w drogę. Było przed nami 15 godzin jazdy. Jednak naszym celem było znalezienie Marty. Wiedziałem, że nie chce byśmy przyjechali, i że jeśli jest w Warszawie, to nie jest sama, ale chcieliśmy być pewni. Nie zastanawiałem się co zrobimy, jeśli jej tam nie będzie.
- Moritz nie śpiesz się tak. Chcę do niej dojechać, a nie ...
- Dojedziesz. Nie marudź.
* U Marty *
Wstałyśmy, zjadłyśmy śniadanie i ubrałam się.
- Ale piękna pogoda. Galiczka co robimy ?
- Nie wiem..
- Nie myśl już o nim. Dupek i tyle. Chodź idziemy się opalać. - Pola kochała słońce. Wykorzystywała każdą sekundę. Co lato wyglądała jak skwarek.
- No dobrze mój skwareczku. .
Opalałyśmy się cały dzień. Gdy miałyśmy już dosyć słońca, wystawiłyśmy nasze autka z garażu. Były zakurzone i zaniedbane. Pola wzięła szlaufa. Zaczęłyśmy polewać auta i siebie. Śmiałam się i udawałam seksi laskę, która myje samochód oblewając się pianą. Pola robiła zdjęcia. W tym momencie zapomniałam o Mo. Czułam się jak kiedyś, gdy byłyśmy małe i każdy nasz wakacyjny dzień, był dniem spędzonym na dworze.
- Boże galiczka, co my robimy ?
- Cicho. Bawimy się dalej. . .
Robiłyśmy nasze zdjęcia, gdy zadzwonił telefon.
* U Mario *
- Zadzwonię do Marco.
Wyjąłem telefon i wybrałem numer.
- Siema Marco.
- Cze.
- Dobra gadajcie, gdzie jest Marta.
- Nie wiem. Co ty chcesz?
- Marco nie pal głupa. Wiemy, że wiesz.
- Nic nie wiem...
- Mario. Nic jej nie jest, musi się oderwać.-powiedziała Anita.
- Dobra, nie chcesz pomóc to nie. Sami sobie poradzimy.
- Chłopaki, co wy robicie ?
- Jedziemy do Warszawy. Elo.
- Mario zostawcie ją.. Ona naprawdę musi pobyć sama.
* U Marty *
To, że telefon dzwonił mnie nie zdziwiło. Dzwoniła Anita.
- Chłopaki jadą.
- Ale gdzie ?
- Do was. Nie mam pojęcia skąd wiedzą. Nic nie powiedzieliśmy. . .
- Moritz. . .
- Obydwaj.
- Nie, nie o to chodzi. To on wie, gdzie i jak?
- Nie mam pojęcia, ale mówili, że jadą do Wa-wy.
- Dobra zmywam się.
- GDZIE ?
- Nie wiem. Jak się dowiem, to ci powiem.
Rozłączyłam się.
- Pola zbieraj dupę. Jedziemy.
- Boże, gdzie ?
- Powiem ci potem. Jedzie tu Mo. Zabieraj się szybciej.
- Możemy pojechać na nocne zakupy.
- Dobra. Obojętne. Zbieraj się.
Żeby ich zmylić wybrałam inny samochód .
Pola siadła na miejscu pasażera.
- Kocham takie przygody. Ale sobie zaraz coś kupię. Może jakieś buty..
Wcisnęłam guzik od pilota, by otworzyć bramę. Wyjechałam nerwowo z piskiem opon. Z jednej strony chciałam ich zobaczyć jak najszybciej. Z drugiej czułam obrzydzenie do Moritza. Nie mogłam sobie wytłumaczyć jak można osobę, którą się kocha nazwać kurwą. A może mnie nie kochał i wymyśliłam to sobie.
- Pola leć ja zaraz dojdę. Muszę coś załatwić.
- Dobrze. Dzwoń jak coś.
- Pewnie. Pewnie..
Zostawiłam Polę pod galerią, a sama pojechałam. Wstąpiłam na stacje. Musiałam zatankować samochód. Kupiłam też papierosy. Nigdy nie paliłam. Odjechałam na parking i wysiadłam. Odpaliłam papierosa i się zaciągnęłam. W pewnym momencie mnie zatkało. Zauważyłam piękny samochód Moritza.
- KU*WA !!
Nie mogłam już uciec. Widzieli mnie. Oparłam się o maskę i jeszcze raz mocno zaciągnęłam się papierosem. Wypuściłam dym nosem. Samochód podjechał. Wyskoczył z niego Mario.
- Mario. CO WY TU DO CHOLERY ROBICIE ?
- Marta. Martwiliśmy się. Anita nic nie chciała powiedzieć. . . - z samochodu wysiadł Moritz. Pewnym krokiem podszedł do mnie. Wyciągnęłam rękę.
- Nie zbliżaj się.
- Marta ja..
- Nie chce nic słyszeć.
- Marta, pogadajcie i wróć do domu.
- Nie mamy o czym rozmawiać. Nazwał mnie kurwą. Wszystko skończone. - delektowałam się dymem papierosa.
- Czemu mi tego nie powiedziałaś ?
- Co by to zmieniło?
- Marta ja przepraszam, poniosło mnie. - próbował się tłumaczyć.
- Weź... Nie wysilaj się. - odpaliłam kolejną fajkę.
- Marta ! Od kiedy ty palisz ? - spojrzałam na zegarek.
- Od jakichś 5 minut.
- Zostaw to mała. - wyrwał mi papierosa z ręki i szybko zdeptał. Przyciągnął i przytulił. Moritz był zazdrosny i zły, że nie mógł zrobić tego samego. Mario musnął delikatnie czubek mojej głowy. Zadzwonił telefon. Wyrwałam się, by odebrać.
- Galiczka, gdzie ty jesteś ?
- Mam małe spotkanie piacho. . . Wiesz, jeśli chcesz możesz nie wracać na noc. - to była bardziej sugestia.
- Dobrze się składa. Jest impra u koleżanki z uczelni..
- No widzisz. Idź. Jedź taksówką. Zapłacę.
- No dobrze. Papatki.
- Pa.
Rozłączyłam się i włożyłam telefon do kieszeni.
- No i co wam to dało, że przyjechaliście ?
- Wiemy, że jesteś cała i zdrowa kochanie. - powiedział Moritz nie zastanawiając się co mówi. Od razu wybuchłam
- Leitner KU*WA. Żadne kochanie. Nie łączny nas już nic. Zniszczyłeś wszystko w jednej sekundzie. - rozpłakałam się. Łzy spłynęły mi szybko po policzku.
- Marta..
Mario podszedł ponownie i mnie uścisnął.
- I co teraz ?
- Nie wiem. Ja jadę do domu. Poli nie ma. Więc albo wracajcie, albo chodźcie.
Nic nie mówiąc siadłam za kierownicą porsche. Zamknęłam szybę i odjechałam. Mario i Moritz jechali blisko za mną. Gdy wcisnęłam guzik i brama się otworzyła widziałam w tylnim lusterku, że chłopaki są zaskoczeni. Gdy wysiadłam zapytali.
- To wszystko twoje ? Te auta.. Ten dom . . .
- Tak. - powiedziałam znudzona, kierując się do drzwi. Otworzyłam je nerwowo, bo wiedziałam, że Moritz zbliża się od tyłu. Zrzuciłam buty i pobiegłam do kuchni. Wyjęłam z lodówki sok. Zdenerwowana otworzyłam go trzęsącymi się rękoma i wypiłam. Byłam pewna, że mam depresję. Przecież nigdy nie miałam takich dolegliwości.
- Marta spokojnie. - Moritz złapał mnie za rękę. Przez sekundę zapomniałam o wszystkim. Ale zaraz wyrwałam ją z uścisku Mo. Znów się rozpłakałam. Pobiegłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko. Drzwi od sypialni się otworzyły.
- CO ?
- Marta. To ja spokojnie. Chodź do mnie. Tęskniłem za tobą. Martwiłem się.
- Mario.. Ale po co go tu przywiozłeś ?
- Marta. Wiem, że go kochasz. Wszystko sobie wytłumaczyliśmy. On cię naprawdę kocha.
- Niech spada.
- Nie mów tak, bo tak nie uważasz.
- A właśnie, że uważam.
- Wrócisz ze mną do domu ?
- Nie wiem.
- Wróć. Potrzebuję cie. Nie ma mi kto pysznie gotować, piec. . .
- Pewny jesteś, że chcesz mnie mieć na garbie ?
- Tak jestem.
- No to jedziemy do domu. Jutro rano. A teraz chodź spać. Mam dosyć emocji. Idę zapalić.
- Marta. . .
- Daj spokój. . . Spójrz na mnie. Daj mi chociaż zapalić.
Zeszłam na dół. Nie chciałam palić w domu, bo byłam pewna, że Pola to wyczuje. Otworzyłam tarasowe drzwi i stanęłam w ogródku. Była już noc. Bardzo ciepła. Chłopaki rozmawiali w salonie. Spaliłam spokojnie i wróciłam do pokoju. Rozebrałam się i wślizgnęłam pod świeżą pościel... Byłam ciekawa co wydarzy się jutro...
__________________________________________
Mam nadzieję że się podoba :) Pozdrawiam wszystkich czytelników <3 I zapraszam do komentowania :) I dziękuję za liczne komentarze :**
P.S. Zadowoleni z losowania " Champions league " ? :)
czwartek, 14 marca 2013
Rozdział 15
Byłam jeszcze we Frankfurcie. Zjadłam, ubrałam się i postanowiłam pojechać. Miałam przeczucie, że muszę szybko wyjechać. Złapałam za torbę ze swoimi rzeczami i wsiadłam do samochodu. Przed tym pożegnałam się z rodzicami i moim kochanym psem. Słońce dzisiaj pięknie świeciło, więc fajnie mi się jechało. Zadzwoniłam do Poli.
- Siemka piacho.
- Hej galiczka, co tam ?
- Nic, jadę właśnie do NASZEGO domu ?
- Przeprowadziłaś się do Moritza ?
- Nie. Jadę do Warszawy. Spędzimy trochę czasu ze sobą.
- O jejku. Na ile przyjeżdżasz ?
- Nie wiem... Może na stałe. - wyszeptałam..
- Marta. Co się stało ?
- Nic. Jadę do domu. Siedź tam i czekaj.
- Dobra. Już nie mogę się doczekać. Lece, kupie coś dobrego. I sok bananowy. - wiedziała, że go uwielbiam. - I kupię Nutellkę.
- Hahaha. Dobra. To idź, a ja za parę godzin będę.
Nie jechałam długo. Droga była pusta, bo był początek lata. Studenci mieli już wolne. Tak jak ja. Tyle, że ja już skończyłam studia. A dzieci jeszcze nie miały wakacji. Gdy tylko wjechałam do Warszawy, miałam uśmiech od ucha do ucha. Kochałam wielkie miasta. W Warszawie spędziłam swoje najlepsze lata. Tyle wspomnień... Zajechałam pod nasz dom. Do garażu od razu wleciała Pola.
- O matko, ale się stęskniłam. Gaaaaaliczka. Ty grzybie mój.
- Cześć kochanie. Boże ja też. Taka nuda bez ciebie. Nie mogę normalnie.
- Widzisz. Niemiec ci się zachciało. Wszędzie dobrze, ale w Warszawie najlepiej.
- Hahaha. Ty to masz zryty łeb. Chodź. Moje samochodziki mnie potrzebują.- podeszłam do każdego z nich i musnęłam je ręką.
- Zostaw samochody i chodź na sok i nutellkę.
- O matko. Tam chodzę biegać, a tu będziesz mnie napychać Nutellą. Ale soku poproszę.
- Co poproszę. Jesteś w domu. Sama sobie weź.
- A weź spadaj. - podeszłam do niej i ją przytuliłam. Tęskniłam za moją małą blondynką.
Weszłam do domu, rzuciłam torbę w kąt i wpadłam na moją ukochaną kanapę.
- Boże, nie ma to jak w domu.
- To teraz opowiadaj. Wracasz na stałe ? A co z Moritzem ? A jak tam Anita ?
- Anita świetnie. Wyrwała Marco Reusa. Też piłkarz Borussi.
- Nooo dobra.-i tak wiedziałam, że nie wie który to.- A dalej ?
- Chyba na stałe. . . Nic mnie tam nie trzyma. . . Będę tęsknić bardzo za Mario, ale jakoś przeżyję.
- Mario ?
- Piłkarz Borussi. Zaprzyjaźniliśmy się bardzo.
- No, a co z Mo ?
- A nieważne.
- Marta !
- Powiedział, że na pewno go zdradzam i że lecę na dwa fronty. Widać nie był tym jedynym.
- Ale ch*j. . .
- A no jo. Wiesz co. Idę do siebie. Muszę się wykąpać w swojej wannie. . . Moje ubranka czekają. . .
- Idź, idź. Ja nam przygotuję filmową noc. I odbierz w końcu ten telefon, bo już mnie wkurza..
- Dobra dobra.. - telefon cały czas dzwonił. Nie mogłam go wyłączyć, bo w każdej chwili mogła dzwonić Anita. Poszłam na górę i pierwsze co zrobiłam, to wypróbowałam moje stare łóżko. Nie było takie wygodne jak to w Dortmundzie ale, przynajmniej nie leżał w nim żaden piłkarz. Wstałam weszłam do łazienki i wzięłam kąpiel. Piacho jak zawsze nie pozwoliła mi się wykąpać i weszła.
- Jak ty się zawsze długo wylegujesz w tej wannie. Nudzi mi się. Usiądę z tobą. - całkiem zapomniałam, ale zawsze tak robiła. Siadała tyłem do mnie i patrzyła przez wielkie okno. Wyszłam z wanny, ubrałam dres i zeszłam na dół. Telefon dalej dzwonił.
- Zaraz zepsuję ten telefon.
- Przyzwyczaisz się. - uśmiechnęłam się szeroko do niej. Zajęłam jak najszybciej ulubione miejsce w salonie.
Wieczór zleciał szybko. Pola nie mogła się mną nacieszyć, więc spałyśmy razem w salonie. Ja przynajmniej próbowałam. Patrzyłam na telefon i po raz kolejny czytałam zaległe wiadomości. Zadzwoniła Anita. Wstałam i wybiegałam z pokoju, żeby nie obudzić mojej przyjaciółki.
- Halo ?
- Widziałam, że nie śpi.. - powiedziała do kogoś, ale raczej nie do mnie.
- Aha. Co tam ?
- Gdzie ty do cholery jesteś ?
- Mówiłam, że jadę w " trasę "
- Ale gdzie teraz jesteś ?
- Dzisiaj przyjechałam do Warszawy . . . Ale jak coś powiesz, to cię zabiję.
- Nic nie powiem. Nie sraj się. Powiedziałam tylko Marco, ale on też nic nie powie. Tylko następnym razem przynajmniej pisz co jakiś czas, czy żyjesz...- Marco wyrwał jej telefon.
- Marta !
- Co braciszku ?
- Gdzie ty jesteś i co masz zamiar zrobić ?
- Jestem w moim starym domku i jeszcze nie wiem co zrobię..
- No jak nie wiesz ? Wrócić do mnie. Do twojego DOMU.
- Nie wiem. . .
- Nie ma nie wiem. Jak zacznie się praca w przyszłym tygodniu, masz być na miejscu. Ch*j z Moritzem. Niech spada. Masz jeszcze mnie.. i Mario.
- Jakby to było takie proste Marco... Mi nawet głupia podłoga go przypomina.. Nasze wygłupy..
- Marco daj jej spokój. Musi ochłonąć.-usłyszałam Anitę w tle.
- Ah mała. Na pewno wszystko się wyjaśni.
- Może.
- A więc nie urlopuj się zbyt długo, bo tęsknię.
-Jestem zazdrosna!!-powiedziała dość głośno Anita, żebym i ja ją usłyszała.
- Masz dziewczynę. Nie możesz za mną tęsknić.
- Kto tak powiedział ? Jesteś tak samo moją jak i jej siostrą. A ona też za tobę tęskni. Wracaj szybko.
- To prawda ciole.-znowu Anita.
- Postaram się kochany.
- Trzymaj się miśka. I nie rób nic głupiego..
- Pefka.
Wróciłam do Poli. Tak słodko spała. . .
* U Mario *
- No dobra. Nie wiem, gdzie szukać. Zabrała wszystko. Został tylko dom i meble.. - powiedziałem nerwowo, gdy następnego dnia przyjechaliśmy do domu Marty. Wczoraj nic nie wydumaliśmy. Postanowiliśmy porozmawiać i wytłumaczyć sobie wszystko.
- Dzwoniłeś do Marco ?
- Tak.
- I co ?
- Nic nie wiedzą. . .
- Pewny jesteś ? - powiedział Leitner podejrzliwie.
- Skąd ta myśl ?
- Była u mnie Anita. Zaraz po zajściu. Wiedziała o co chodzi. A ty mówiłeś, że z nikim się nie kontaktowała. - (Mario nie widział o rozmowie Marty z Anitą.)
- No tak. . .
- Więc musiała jej powiedzieć. Gdyby nic nie wiedzieli, nie byli by tacy spokojni. Wiesz jak Marco zależy na Marcie, a dziewczyny martwią się o siebie, jak mało kto. Anita na pewno coś wie. .
- Nawet jeśli, to i tak nic nie powie. Jeśli Marta ją o to poprosiła, na pewno nic nie piśnie. . .- Musimy działaś na własną rękę.
- Musimy.
- Ale Moritz ja nie mam pojęcia gdzie.
- Mogła pojechać do Warszawy. Już od tygodnia się piekliła, by tam jechać. . .
- Tylko gdzie..? Warszawa jest wielka.
- MARIO ! Wiem ! Przypomniałem sobie. Czytałem kiedyś w jej kalendarzu. Ulica mi się skojarzyła.
- No to ci pier*olisz. Jedziemy.
* U Anity *
- Chłopaki będą naciskać.
- Wiem, ale zaufaj mi i Marcie. Ona jest już duża. Jak zacznie kombinować to się nią zajmiemy.- powiedziałam przytulając się do Marco.
W pokoju było już bardzo jasno.
- Panie doktorze, czy dzisiaj już mogę wyjść na słońce?-spytałam unosząc się na łokciu.
- A bardzo ci się śpieszy?- powiedział zbliżając swoją twarz do mojej.
- Sądzę, że mogę jeszcze poczekać.
Nie było problemu z ubraniami, bo już ich nie mieliśmy. Naszła mnie ogromna ochota na Marco. Przetoczyłam go na plecy i usiadłam na nim.
- Ile razy mnie jeszcze zaskoczysz?
- Misiu, ja dopiero zaczynam.-mruknęłam seksownie.
Po wszystkim przebrałam się w bikini, poszliśmy zjeść obiad i udaliśmy się na plażę. Gdy byliśmy na miejscu, nie mogłam przestać myśleć o Marcie.
- Nie wiemy...- nie musiałam słuchać dalej rozmowy Marco, bo już wszystko wiedziałam. Chłopaki. Trudno. Nie kazała nic mówić. Po powrocie do hotelu uznałam, że trzeba się rozerwać, więc poszliśmy na dyskotekę. Obeszliśmy pół miasteczka, wszędzie dookoła ludzie z całego świata i my. Byłam szczęśliwa, że mogę być w tym wyjątkowym miejscu z Marco.
Po powrocie do hotelu powiedziałam:
- Dzwonię do miśki.
- Kotek, jutro. Teraz na pewno śpi.
- Trudno najwyżej ją obudzę, ale nie zdaje mi się.
____________________________________________________________
No i mamy już 15 :) Jak wam się podoba moje opo. ? ;)
Sypialnia Mary :
Sypialnia Anity :
Łazienka Maty :
Łazienka Anity :
Salon i Kuchnia :
:)
- Siemka piacho.
- Hej galiczka, co tam ?
- Nic, jadę właśnie do NASZEGO domu ?
- Przeprowadziłaś się do Moritza ?
- Nie. Jadę do Warszawy. Spędzimy trochę czasu ze sobą.
- O jejku. Na ile przyjeżdżasz ?
- Nie wiem... Może na stałe. - wyszeptałam..
- Marta. Co się stało ?
- Nic. Jadę do domu. Siedź tam i czekaj.
- Dobra. Już nie mogę się doczekać. Lece, kupie coś dobrego. I sok bananowy. - wiedziała, że go uwielbiam. - I kupię Nutellkę.
- Hahaha. Dobra. To idź, a ja za parę godzin będę.
Nie jechałam długo. Droga była pusta, bo był początek lata. Studenci mieli już wolne. Tak jak ja. Tyle, że ja już skończyłam studia. A dzieci jeszcze nie miały wakacji. Gdy tylko wjechałam do Warszawy, miałam uśmiech od ucha do ucha. Kochałam wielkie miasta. W Warszawie spędziłam swoje najlepsze lata. Tyle wspomnień... Zajechałam pod nasz dom. Do garażu od razu wleciała Pola.
- O matko, ale się stęskniłam. Gaaaaaliczka. Ty grzybie mój.
- Cześć kochanie. Boże ja też. Taka nuda bez ciebie. Nie mogę normalnie.
- Widzisz. Niemiec ci się zachciało. Wszędzie dobrze, ale w Warszawie najlepiej.
- Hahaha. Ty to masz zryty łeb. Chodź. Moje samochodziki mnie potrzebują.- podeszłam do każdego z nich i musnęłam je ręką.
- Zostaw samochody i chodź na sok i nutellkę.
- O matko. Tam chodzę biegać, a tu będziesz mnie napychać Nutellą. Ale soku poproszę.
- Co poproszę. Jesteś w domu. Sama sobie weź.
- A weź spadaj. - podeszłam do niej i ją przytuliłam. Tęskniłam za moją małą blondynką.
Weszłam do domu, rzuciłam torbę w kąt i wpadłam na moją ukochaną kanapę.
- Boże, nie ma to jak w domu.
- To teraz opowiadaj. Wracasz na stałe ? A co z Moritzem ? A jak tam Anita ?
- Anita świetnie. Wyrwała Marco Reusa. Też piłkarz Borussi.
- Nooo dobra.-i tak wiedziałam, że nie wie który to.- A dalej ?
- Chyba na stałe. . . Nic mnie tam nie trzyma. . . Będę tęsknić bardzo za Mario, ale jakoś przeżyję.
- Mario ?
- Piłkarz Borussi. Zaprzyjaźniliśmy się bardzo.
- No, a co z Mo ?
- A nieważne.
- Marta !
- Powiedział, że na pewno go zdradzam i że lecę na dwa fronty. Widać nie był tym jedynym.
- Ale ch*j. . .
- A no jo. Wiesz co. Idę do siebie. Muszę się wykąpać w swojej wannie. . . Moje ubranka czekają. . .
- Idź, idź. Ja nam przygotuję filmową noc. I odbierz w końcu ten telefon, bo już mnie wkurza..
- Dobra dobra.. - telefon cały czas dzwonił. Nie mogłam go wyłączyć, bo w każdej chwili mogła dzwonić Anita. Poszłam na górę i pierwsze co zrobiłam, to wypróbowałam moje stare łóżko. Nie było takie wygodne jak to w Dortmundzie ale, przynajmniej nie leżał w nim żaden piłkarz. Wstałam weszłam do łazienki i wzięłam kąpiel. Piacho jak zawsze nie pozwoliła mi się wykąpać i weszła.
- Jak ty się zawsze długo wylegujesz w tej wannie. Nudzi mi się. Usiądę z tobą. - całkiem zapomniałam, ale zawsze tak robiła. Siadała tyłem do mnie i patrzyła przez wielkie okno. Wyszłam z wanny, ubrałam dres i zeszłam na dół. Telefon dalej dzwonił.
- Zaraz zepsuję ten telefon.
- Przyzwyczaisz się. - uśmiechnęłam się szeroko do niej. Zajęłam jak najszybciej ulubione miejsce w salonie.
Wieczór zleciał szybko. Pola nie mogła się mną nacieszyć, więc spałyśmy razem w salonie. Ja przynajmniej próbowałam. Patrzyłam na telefon i po raz kolejny czytałam zaległe wiadomości. Zadzwoniła Anita. Wstałam i wybiegałam z pokoju, żeby nie obudzić mojej przyjaciółki.
- Halo ?
- Widziałam, że nie śpi.. - powiedziała do kogoś, ale raczej nie do mnie.
- Aha. Co tam ?
- Gdzie ty do cholery jesteś ?
- Mówiłam, że jadę w " trasę "
- Ale gdzie teraz jesteś ?
- Dzisiaj przyjechałam do Warszawy . . . Ale jak coś powiesz, to cię zabiję.
- Nic nie powiem. Nie sraj się. Powiedziałam tylko Marco, ale on też nic nie powie. Tylko następnym razem przynajmniej pisz co jakiś czas, czy żyjesz...- Marco wyrwał jej telefon.
- Marta !
- Co braciszku ?
- Gdzie ty jesteś i co masz zamiar zrobić ?
- Jestem w moim starym domku i jeszcze nie wiem co zrobię..
- No jak nie wiesz ? Wrócić do mnie. Do twojego DOMU.
- Nie wiem. . .
- Nie ma nie wiem. Jak zacznie się praca w przyszłym tygodniu, masz być na miejscu. Ch*j z Moritzem. Niech spada. Masz jeszcze mnie.. i Mario.
- Jakby to było takie proste Marco... Mi nawet głupia podłoga go przypomina.. Nasze wygłupy..
- Marco daj jej spokój. Musi ochłonąć.-usłyszałam Anitę w tle.
- Ah mała. Na pewno wszystko się wyjaśni.
- Może.
- A więc nie urlopuj się zbyt długo, bo tęsknię.
-Jestem zazdrosna!!-powiedziała dość głośno Anita, żebym i ja ją usłyszała.
- Masz dziewczynę. Nie możesz za mną tęsknić.
- Kto tak powiedział ? Jesteś tak samo moją jak i jej siostrą. A ona też za tobę tęskni. Wracaj szybko.
- To prawda ciole.-znowu Anita.
- Postaram się kochany.
- Trzymaj się miśka. I nie rób nic głupiego..
- Pefka.
Wróciłam do Poli. Tak słodko spała. . .
* U Mario *
- No dobra. Nie wiem, gdzie szukać. Zabrała wszystko. Został tylko dom i meble.. - powiedziałem nerwowo, gdy następnego dnia przyjechaliśmy do domu Marty. Wczoraj nic nie wydumaliśmy. Postanowiliśmy porozmawiać i wytłumaczyć sobie wszystko.
- Dzwoniłeś do Marco ?
- Tak.
- I co ?
- Nic nie wiedzą. . .
- Pewny jesteś ? - powiedział Leitner podejrzliwie.
- Skąd ta myśl ?
- Była u mnie Anita. Zaraz po zajściu. Wiedziała o co chodzi. A ty mówiłeś, że z nikim się nie kontaktowała. - (Mario nie widział o rozmowie Marty z Anitą.)
- No tak. . .
- Więc musiała jej powiedzieć. Gdyby nic nie wiedzieli, nie byli by tacy spokojni. Wiesz jak Marco zależy na Marcie, a dziewczyny martwią się o siebie, jak mało kto. Anita na pewno coś wie. .
- Nawet jeśli, to i tak nic nie powie. Jeśli Marta ją o to poprosiła, na pewno nic nie piśnie. . .- Musimy działaś na własną rękę.
- Musimy.
- Ale Moritz ja nie mam pojęcia gdzie.
- Mogła pojechać do Warszawy. Już od tygodnia się piekliła, by tam jechać. . .
- Tylko gdzie..? Warszawa jest wielka.
- MARIO ! Wiem ! Przypomniałem sobie. Czytałem kiedyś w jej kalendarzu. Ulica mi się skojarzyła.
- No to ci pier*olisz. Jedziemy.
* U Anity *
- Chłopaki będą naciskać.
- Wiem, ale zaufaj mi i Marcie. Ona jest już duża. Jak zacznie kombinować to się nią zajmiemy.- powiedziałam przytulając się do Marco.
W pokoju było już bardzo jasno.
- Panie doktorze, czy dzisiaj już mogę wyjść na słońce?-spytałam unosząc się na łokciu.
- A bardzo ci się śpieszy?- powiedział zbliżając swoją twarz do mojej.
- Sądzę, że mogę jeszcze poczekać.
Nie było problemu z ubraniami, bo już ich nie mieliśmy. Naszła mnie ogromna ochota na Marco. Przetoczyłam go na plecy i usiadłam na nim.
- Ile razy mnie jeszcze zaskoczysz?
- Misiu, ja dopiero zaczynam.-mruknęłam seksownie.
Po wszystkim przebrałam się w bikini, poszliśmy zjeść obiad i udaliśmy się na plażę. Gdy byliśmy na miejscu, nie mogłam przestać myśleć o Marcie.
- Nie wiemy...- nie musiałam słuchać dalej rozmowy Marco, bo już wszystko wiedziałam. Chłopaki. Trudno. Nie kazała nic mówić. Po powrocie do hotelu uznałam, że trzeba się rozerwać, więc poszliśmy na dyskotekę. Obeszliśmy pół miasteczka, wszędzie dookoła ludzie z całego świata i my. Byłam szczęśliwa, że mogę być w tym wyjątkowym miejscu z Marco.
Po powrocie do hotelu powiedziałam:
- Dzwonię do miśki.
- Kotek, jutro. Teraz na pewno śpi.
- Trudno najwyżej ją obudzę, ale nie zdaje mi się.
____________________________________________________________
No i mamy już 15 :) Jak wam się podoba moje opo. ? ;)
Sypialnia Mary :
Sypialnia Anity :
Łazienka Maty :
Łazienka Anity :
Salon i Kuchnia :
:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




