* U Anity *
Wszyscy siedzieli całą noc, mając nadzieję, że uścisk ręki zwiastuje rychłe obudzenie się Marty. Jednak tak się nie stało. Ale wiedzieliśmy, że jest jakaś znacząca poprawa. Kazałam Kubie iść do domu i się wyspać. Miał wrócić później. Marta czuła się z nim bardzo dobrze. Moritz siedział po drugiej stronie łóżka zdumiony tym wydarzeniem. Był chudy, jego policzki się zapadły. Od dawna porządnie nie spał. Nie chodził do domu. Spał u boku Marty. Mario lub Marco przywozili mu świeże rzeczy. Był wykończony. Ja sama czułam się dobrze. Prawdę mówiąc zanim zemdlałam było tak samo. Ale znów działałam w sprawie Martusi. Podeszłam do Mo i przytuliłam go od tyłu.
- Mo. Proszę cię.- oparłam brodę o ramię chłopaka.- Jedź do domu. Wyśpij się, zjedz coś. Jeśli coś się wydarzy będziesz pierwszą osobą, która się dowie. Obiecuję ! - wyszeptałam mu do ucha.
- Nie mogę słońce. Nie mogę niczego przegapić.
- Ale Mo. Nic nie przegapisz. Patrzę na aparaturę i w ciągu najbliższych godzin na nic się nie zanosi. Jedź.
- Obiecujesz, że zaraz zadzwonisz jakby co? Będziesz meldowała co 30 min czy wszystko ok ?
- Tak kochany. Jedź. Obiecuję.
- Dobra, ale zaraz wracam.
- Masz się wyspać.
- I tak nie mogę spać.
- I tak cie nie wpuszczę. Więc spróbuj chociaż.
- Nic nie obiecuję.
- No dobrze, już dobrze. Jedź.
Mo wyszedł, a ja zostałam z Martą sama. Nie na długo. Po chwili wszedł Mario. Też bardzo o nią dbał. Również źle wyglądał, choć nie mógł tu nocować, tak jak Moritz. Nie chciał, by Mo miał powód do zazdrości. Korzystał z każdej okazji, kiedy nie było chłopaka. Nie chciałam ich zostawić samych. Nie byłam pewna czy coś się nie wydarzy. Ostatnio bardzo reagowała na rozmowy z najbliższymi. Kubę ścisnęła za rękę, przy Mario popłynęła jej łza, a gdy Moritz jej coś opowiadała cichutko mruknęła. Było to wspaniałe, bo wiedzieliśmy, że jest dobrze i będzie coraz lepiej. Już jesteśmy blisko. Usiadłam na stoliczku, stojącym w kącie i zabrałam się za ponowne czytanie książek i wszystkich papierów. Może coś przeoczyłam. Robiłam to po raz tysięczny, ale nadal miałam nadzieję. Mario cichutko opowiadał coś Marcie. Lubiłam go. Tak samo jak Mo. Wiedziałam, że obojętnie jak Marta wybierze nie będzie jej źle. Mój telefon zawibrował. Dostałam dwie wiadomości. Jedna była od Poli.
" Hej. Nie chce zawracać głowy kochana, ale chciałam spytać jak Galiczka. Ucałuj ją ode mnie. Zaraz jak będę mogła przyjadę. Wtedy na pewno się obudzi. "
Odpisałam jej.
" Siemka. A nie przeszkadzasz. Po raz setny czytam te papiery. U niej wszystko dobrze. Od wczoraj nic nowego nie ma. Przyjeżdżaj. Martusia cię potrzebuje "
Następna wiadomość była od Marco. Był jedynym " dorosłym " wśród nas. Dbał o wszystkich. I do tego poświęcał też czas mi i Marcie. Był cudowny.
" Właśnie przyjechałem do domu z zakupów. Kupiłem trochę rzeczy dla nas wszystkich. Ugotuję coś i przywiozę. Kocham cię "
Nie czekał na odpowiedź, więc napisałam krótko.
" To dobrze. Czekamy. Też cię kocham "
Mario nadal rozmawiał z Martą. A raczej prowadził monolog. Tak wyglądały te rozmowy. Moja kochana słuchała. Po prostu miała zaklejone usta i nie mogła nic powiedzieć. Patrzyłam na nią usiłując ujrzeć jakiś znak. Miałam nadzieję, że i tym razem da nam do zrozumienia, że nas słyszy. Jeden z aparatów zaczął pykać. Zerwałam się, zrzucając wszystko ze stołu. Podbiegłam do aparatury, by dowiedzieć się co może być przyczyną. Niestety, a może i na szczęście był to jakiś błąd. Uciszyłam ustrojstwo, pocałowałam siostrę w skroń i wróciłam do stołu, zbierając rozrzucone rzeczy. Miałam nadzieję, że to wszystko nie potrwa długo. Każdy z nas wyczulony na najmniejszy pisk. Słyszeliśmy wszystko, nie chcą niczego przegapić. Mijało 40 minut od wyjazdu Moritza. Już dzwonił.
- Miałaś się odezwać.
- Wiem. Przepraszam zaczytałam się. Miałeś spać.
- Dopiero dojechałem. Straszny korek na mieście. To co u mojej księżniczki ?
- Wszystko po staremu. Śpiąca królewna.
- Za równe 30 minut zadzwoń.
- Napiszę ci. Masz wtedy już spać.
- Dobrze, ale napisz. Nie dam rady usnąć.
- Obiecałeś.
- No dobre. Spróbuję.
- No właśnie. Więc idź spać, ja ci napiszę za pół godziny.
- Czekam.
- Okejka kochany.
Rozłączyłam się i odłożyłam telefon. Cudownie, że tak się o nią martwił. Lecz miałam nadzieję, że już wkrótce nie będzie miał powodu, bo nasza Marta będzie brykała i tryskała radością. Nudziłam się.
- O czym rozmawiacie dzieciaki?
- O wszystkim co się da. Opowiadałem Marcie jakie widziałem buty. Na pewno by jej się podobały.
- Kupisz jej jak się obudzi. Na sto procent jeszcze będą.
- Też mam taką nadzieję. Świetnie będzie wyglądała. Z resztą jak zawsze.
Podeszłam do przyjaciela. Siadłam obok i położyłam głowę na jego ramieniu.
- Kochasz ją ?
- Strasznie. Nad życie. Szalenie.
- To dobrze.
- Myślisz, że mam szanse ?
- Może. Wiem, że kocha was obu. Ciebie również. Ale nikt nie wie jak wybierze.. Chyba nawet ona nie jest pewna.
- Okaże się. Niech wybierze najlepiej dla niej. Będę się cieszył, jeśli to będę ja, ale również będę się cieszył, jeśli wybierze Mo.
- Kochany jesteś. - pocałowałam go w policzek i jeszcze chwilę tak siedzieliśmy, patrząc się na nasze słoneczko.
* U Marco *
Więc byłem jedynym rozsądnym osobnikiem w naszym gronie. Wszyscy bardzo martwiliśmy się o Martę. I każdy zaniedbywał siebie. Nawet Anita odcięła się od obowiązków, żeby pomóc siostrze. Moim zadaniem było pilnowanie wszystkiego i wszystkich. Nie ukrywam, że było to trudne. Zawsze w biegu. Dostałem parę mandatów za przekroczenie prędkości, ale dla Marty wszystko. Była naszym słoneczkiem. Nie dało się jej nie lubić. Gdy pierwszego dnia ją poznałem, wiedziałem, że będziemy się przyjaźnić i będziemy blisko. Każdy czuł sympatię do jej osoby. Była taka naładowana pozytywną energią. Wszystkie złe emocje zamykała w sobie i rzadko dawała im jakiś upust. Gdy się ją lepiej pozna widzi się, że jest jej trudno, ale wie się też, że jest twarda i silna. Tak zwana kobieta z jajem. Nie da sobie dmuchać w kaszę. Każdy marzy o takiej kobiecie. Ja miałem Anitę, która była identyczna. Jako kuzynki nie różniły się niczym, poza wyglądem. Ale i tu była podobizna. Były jak bliźniaki. Pasowało to do nich. Mieliśmy szczęście poznać je i zatrzymać przy sobie.
Przyjechałem do domu i ugotowałem szybki obiad. Robiłem tak codziennie. Jechałem do szpitala i karmiłem moje dzieci. Czułem się jak odpowiedzialny rodzic. Chciałem też, by moje najmłodsze dziecko w końcu się obudziło. Robiliśmy wszystko co się dało. Niestety to nie wystarczało. Postanowiłem zadziałać na własną rękę. Poszłem po laptop i zacząłem szperać po internecie. Znalazłem cudownego uzdrowiciela, który miałby ją obudzić i wyleczyć z wszystkich dolegliwości. Jednak nigdy nie wierzyłem w takie czary mary i nie brałem tego na serio, niezależnie od komentarzy ludzi, którzy uznawali, że cudowny doktor uratował im życie i dał drugą młodość. Śmiałem się z tych naiwniaków. Były też różne ziółka, które trzeba palić przy chorym. Ale w to, to już na pewno bym nie uwierzył. Szukałem komentarzy ludzi, którzy sami byli w śpiączce i mogą opowiedzieć, co się w danym momencie dzieję. Co czuła Marta. Natknąłem się na kobietę, która miała podobny wypadek. Od razu skontaktowałem się z nią. Miałem szczęście, bo szybko odpisała. Poprosiłem o spotkanie. Najszybciej jak można. Kobieta zgodziła się na spotkanie za pół godziny w małej kafejce w centrum. Była z Dortmundu i mogła szybko zareagować. Wsiadłem do samochodu i pojechałem na spotkanie. Byłem strasznie ciekawy i nie wiedziałem, czego mam się spodziewać. Może to co przeżywała Marta było czymś okropnym i bardzo się męczyła nie mogąc nam nic powiedzieć ? Nie miałem pojęcia, ale musiałem się szybko dowiedzieć.
_________________________________________________________
Przepraszam robaczki że tak rzadko i czasami nudno ale cierpię na częstą chorobę pisarza : - brakus wenus -
Każdy ktopisze wie że jest taki moment, w którym nie wie się co i jak ma się pisać. Własnie tak mam wiec przepraszam za nie-aktyność :) dziękuje za liczne komentarze i prywatne wiadomości :) uwielbiam was - moich czytelników - :)
Pozdrawiam i całuję cieplutko :*
sobota, 20 kwietnia 2013
środa, 17 kwietnia 2013
Rozdział 36
* U Anity *
Obudziłam się. Choć to może za dużo powiedziane. Wyszłam z otępienia będzie lepsze. Promienie słoneczne nieśmiało wznosiły się nad widnokrąg. Jest tu tak pięknie - pomyślałam, poprawiając się na obitym skórą siedzeniu. Nie miałam najmniejszej ochoty wracać do żywych. Marty stan się nie poprawił, bo nie dzwonili ze szpitala. ...
Moje myśli krążyły po różnych tematach. Wracałam powoli do siebie.
-Marcin.-pomyślałam. Spojrzałam na zegarek. 15 godzina.- Biblioteka otworzona do 17. Trzeba się śpieszyć.
Sięgnęłam po telefon, który od wczoraj leżał na tylnim siedzeniu. Nawet nie spojrzałam na powiadomienia, tylko od razu wykręciłam numer, jednocześnie odjeżdżając w stronę miasta.
- Good morning. My name is Anita Olszewska and I want to talk with...
Po 3 godzinach.
Weszłam na oddział intensywnej terapii mając w rękach tyle książek, wydruków, płyt i kartek ile zdołałam wziąć. Znałam to uczucie, które teraz mną kierowało. Ten stan sprawiał, że stawałam się królową lodu, dyktatorem, gwiazdą,... różne określenia słyszałam. Stan głębokiej gotowości do walki o to, co było moim celem. Stawanie mi na drodze.był bez sensu.
Z daleka widziałam ludzi stojących pod salą Marty. Byli tam wszyscy. Część coś do mnie mówiła, ale ja powiedziałam- U mnie w porządku. -i weszłam do pokoju. Koło łóżka byli Mo, Mario, Marco i rodzice Marty .
- Dzień dobry.- podnieśli głowy na dźwięk mojego głosu. Ciocia od razu podbiegła do mnie i przytuliła mnie.
- Dobrze, że nic ci nie jest.
Widziałam, że Marco podnosi się i idzie w moją stronę.
- To moja wina, więc ja ją z tego wyciągnę. Na pewno, ale musicie dać mi czas sam na sam z Martą. Wiem, że się nie zgodzicie, ale muszę spróbować niekonwencjonalnych metod. Pozwólcie mi spróbować.
Nie czekając na reakcję, położyłam wszystkie swoje rzeczy na podłodze. Siadłam na środku, rozłożyłam kartki i książki dookoła siebie i zaczęłam czytać. Po chwili podniosłam głowę, dalej czując obecność innych osób.
- Proszę.- powiedziałam błagalnym tonem, wkładając jednocześnie płytę z ulubionymi piosenkami Marty do niewielkiego odtwarzacza.
Nie wiem czy z to z litości, czy po prostu z zaufania, ale reszta osób opuściła pokój.
Zaczęłam pracować. Robiłam wszystko jak maszyna. Czytałam, szukałam, kojarzyłam i zapamiętywałam fakty. Marta. Tylko ona w tym momencie dla mnie istniała. Kartki z notatkami rozłożone po całym pokoju wyglądały przerażająco.
- Martuś kochanie, a pamiętasz jak jeździłyśmy na dziadka i grałyśmy w nim w karty? Oczywiście na pieniądze. Zawsze przegrywał. Albo uciekanie przed moją siostrą. I święta Bożego Narodzenia u mnie w domu.
Muzyka, wspomnienia, ciepłe słowa, wesoła atmosfera... wszystko jest. Ufałam Marcinowi. Był jednym z najmłodszych profesorów w Polsce i od kilku lat badał wpływ różnych czynników na śpiączkę.
- Tylko pamiętaj. Żadnych łez, rozpaczy. Ma być miłość i dużo wspomnień, żeby pobudzić mózg.
Trzeba był to rozszerzyć. Potrzebowałam... cioci. Pierwszy raz od 18 godzin wyszłam z sali. Miałam nadzieję, że rodzice są na korytarzu. Nie myliłam się. Z resztą nie tylko oni.
- Ciociu musisz powspominać z nią. Same rzeczy.- stałam i słuchałam monologu. Wierzyłam, że to wszystko choć trochę pomoże Martuni.
Tę samą procedurę powtórzyłam z wujkiem, Mo i Kubą. W końcu przyszedł czas na Mario. Zerknęłam na zegarek 19. Niedługo minie 60 godzin od wypadku. Nie odczuwałam od tamtej pory żadnych potrzeb.. nie jadłam, nie piłam, nie spała... Nagle.zauważyłam coś dziwnego. Łza. Czyli jednak to działa. Mario akurat mówił o czasie zaraz przed moim powrotem z wakacji. Ich wspólnie spędzony czas. Chłopak też to zauważył.
- Anita, co się dzieje? Anita? Anita!
- Nie drzyj się.- powiedziałam spokojnym tonem.- Opowiadaj dalej...
3 dni później
- Kawa dla pani.-powiedziała pielęgniarka podchodząc do mnie.- Niech pani jedzie do domu. Odpocznie.
- Dziękuję.-odpowiedziałam jej, jednocześnie dając do zrozumienia, żeby już wyszła. Całe dnie spędzałam przy Martuni. Od wypadku nie byłam w domu. Z sali wychodziłam tylko do łazienki, albo żeby wpuścić kogoś do środka. Żyłam w swoim świecie, nie wiedząc co się dookoła dzieje. W sali przybywało kartek, książek i aparatury. Musiałam mieć wszystko pod ręką. Dla niej.
- Anita. Musisz pojechać do domu. Nic nie jadłaś. Nie spałaś.- Marco się martwił.
- Będąc w domu jej nie pomogę.
Do pracy motywowały mnie poprawiające się wyniki czynności mózgu.
- Martuś, jeszcze trochę. -mówiłam wiele razy, ściskając jej rękę.
Wiedziałam, że mnie słyszy, ale nie może odpowiedzieć.
- Więcej nie da się zrobić. Postaraj się kochana.
Nadzorowałam każde odwiedziny dziewczyny. - Tylko dobre wspomnienia.- powtarzałam.
Mijały kolejne dni. Już dawno minął tydzień odkąd ostatni raz jadłam posiłek.
- Marco chcesz wejść do Ma...- nie wiem co się dalej działo...
* U Marco *
Mówiąc te słowa Anita osunęła się na ziemię. Spanikowałem i rzuciłem się do niej.
- Mario, leć po lekarza.
Od razu to zrobił. Gdy wrócił, wziąłem ją na ręce i położyłem na wolnym łóżku obok Marty. Lekarz przebadał szybko Anitę i stwierdził, że to z przemęczenia. Nie jadła od tygodnia, stres, brak snu. Odkąd nasza Martusia tu leżała. Nadal nie wiedzieliśmy, czemu wydarzył się ten wypadek. Anita unikała tematu, a lekarze nie wiedzieli wszystkiego. Lekarz podpiął moją dziewczynę do kroplówki. Szybko wróciła do nas.
- Pani Olszewska chwilę z nami zostanie. Niestety nie może leżeć tu, przy siostrze. Pani Gałkowska jest w bardzo złym stanie. Musi " mieszkać sama ".
- Ale panie doktorze, one muszą być razem. Marcie się przy niej poprawia. Anita nie wybaczyłaby mi, jeśli by tu nie leżała. Proszę o wyjątek. Nie będzie się tu schodzić więcej ludzi, bo mają tych samych znajomych i rodzinę.
- No dobrze. Ale proszę mi obiecać, że nie będzie tu spędu. Stan pani Marty na to nie pozwala.
- Obiecuję.
Lekarz wyszedł z sali i zostawił Anitę na łóżku obok siostry. Siadłem pomiędzy nimi i złapałem je za dłonie. Moje najukochańsze dziewczyny leżały zmęczone i blade.
- Jak się czujesz kochana ?
- Cały czas bardzo dobrze. A jak Martusia ?
- Stabilnie. Ale ty musisz o siebie dbać. Musimy znaleźć jakiś system, jeśli to wszystko ma przez jakiś czas tak wyglądać.
- Nawet tak nie mów ! Moja kochana szybko się otrząśnie. Jest silna i twarda. Nawet w takim stanie.
- Wiem o tym bardzo dobrze. Ale nie wiemy, ile będzie jeszcze potrzebować czasu.
- Wierzę w nią. Już niedługo. Czuję to !
- Anita, co tam się wydarzyło ?
- Marco..- znów chciała mnie zbyć. Ale tym razem nie miałem zamiaru dać za wygraną.
- Anita ! Koniec.
- Jesteś pewny, że chcesz to słyszeć ?
- Jestem. I mów, bo zaraz przyjdzie Mario i będziesz miała słuchacza więcej. Nie tylko nas dwóch. - Moritz też tu siedział całymi dniami. Osłupiały trzymał Marty rękę i wpatrywał się w jej zamknięte oczy. Nie słyszał naszej rozmowy. Był za bardzo pochłonięty wpatrywaniem się w swoją dziewczynę. Mario również siedział przy niej 24 godziny na dobę. Jeździł do domu jedynie, by się przebrać lub przywieść coś potrzebnego. Mieliśmy urlop. Trener dobrze rozumiał naszą sytuację. Kuba i Łukasz również nie pracowali. Byli bardzo wstrząśnięci całą tą sprawą.
- No dobrze. Sam tego chciałeś. Tego dnia Martusia czuła się źle. Pomyślałam, że to ciąża i pojechałam do niej. Ale jednak to był wirus. Miałam ją zabrać do parku, ale nie chciała. Następne co wpadło mi do głowy to mały wyścig. Pojechałyśmy na A4-ke i zaczęłyśmy jechać koło siebie. Ale u niej coś nie grało. Zajechała mi drogę i wylądowała dachując parę razy. Rozumiesz dlaczego nie chciałam nic mówić ? To ja wpadłam na ten cholerny pomysł ! Ja zawsze panuję nad sytuacją, a tu nie mam jak! - Anita rozpłakała się i odwróciła twarz. Zerknęła na Martę. Zaczęła płakać jeszcze mocniej.
- Kochanie przepraszam.- powiedziała w jej stronę.
Nie mogłem patrzeć, jak moja kobieta cierpi. Wstałem, przytuliłem ją i pocałowałem.
- To nie twoja wina. Niczyja. Po prostu coś się nie zgadzało. Wyjdzie z tego błyskawicznie i znów będzie biegała, chwaląc się tatuażami. Zobaczysz.
- Mam nadzieję. Nie wiem, co mogę jeszcze zrobić.
- Tak będzie. - spojrzałem na przyjaciela, pochłoniętego patrzeniem na swoją dziewczynę. Dobrze, że nie słyszał tego, co powiedziała Anita. Byłby zły. Siedzieliśmy przytuleni, aż w pewnym momencie Anita usnęła. Do sali weszli Kuba, Łukasz i Mario. Pierwsi dwaj przyjeżdżali do niej codziennie. Było widać, że się o nią martwią. Przywitali się ze mną, a potem z Martą. Traktowali ją jak żywą osobę. Ona była żywa.
- Co z Anitą ?
- Przemęczenie. Ma tu na razie zostać.
- Przynajmniej będzie blisko Marty. Jest jakaś poprawa ?
- Codziennie jest. Dobrze, że wiemy, że nas słyszy. Porozmawiajcie z nią. - Kuba usiadł obok dziewczyny. Objął jej twarz rękoma.
- Wiesz Marcik. Oliwka za tobą tęskni. Mówi, że nie może się doczekać, aż cię zobaczy. Jak się obudzisz przywiozę ją do ciebie. A jak wyrosła. Duża panna. Jak ciocia. Aga pyta codziennie, co u ciebie. Pamiętasz jak byłaś ostatnio u nas ? Zaraz przed wypadkiem ? Opowiadałaś kawał. Do teraz się z niego śmieję. - Jego monolog trwał długo. Spędzali ze sobą dużo czasu i miał co opowiadać. Ocierając łzy, trzymał rękę przyjaciółki. W pewnym momencie zastygł. Łukasz wydarł się na całą salę.
- KUBA CO SIĘ STAŁO ?!
- Ona..
- CO ONA ?! - z zamyślenia wyrwał się Moritz. Mario siedział na stoliczku i słuchał uważnie. Anita obudziła się.
- Zacisnęła rękę. Jestem pewny.
- Kuba zdawało ci się.
- Nic mi się nie zdawało. Naprawdę zacisnęła. Nadal trzyma. - Anita się poderwała i podbiegła do nas.
- On ma rację. Ona go trzyma. Kuba mów do niej. Bez przerwy. Mów !
Kuba kontynuował swój monolog, opowiadając jej o swoim życiu i jak się cieszy, że są rodziną. Opowiadał o ślubie jego i Agaty, i że żałuje, że jej tam nie było. O narodzinach Oliwki... Marta wyglądała na rozluźnioną i zrelaksowaną. Słuchała Kuby, nie mogąc mu odpowiedzieć.
______________________________________________________
hej hej :) Przepraszam że tak rzadko dodaję, ale nie mam zbytnio czasu ostatnio.. Te treningi, szkoła, strony,.. Ah :) ale mam nadzieję że się poprawię a wy nadal będziecie czytać :) W przyszłym lub następnym rozdziale zrobię sondę z kim ma być Marta gdyż jestem ciekawa czy obmyśliliście to tak jak ja :)
Pozdrawiam i dziękuję :*
Obudziłam się. Choć to może za dużo powiedziane. Wyszłam z otępienia będzie lepsze. Promienie słoneczne nieśmiało wznosiły się nad widnokrąg. Jest tu tak pięknie - pomyślałam, poprawiając się na obitym skórą siedzeniu. Nie miałam najmniejszej ochoty wracać do żywych. Marty stan się nie poprawił, bo nie dzwonili ze szpitala. ...
Moje myśli krążyły po różnych tematach. Wracałam powoli do siebie.
-Marcin.-pomyślałam. Spojrzałam na zegarek. 15 godzina.- Biblioteka otworzona do 17. Trzeba się śpieszyć.
Sięgnęłam po telefon, który od wczoraj leżał na tylnim siedzeniu. Nawet nie spojrzałam na powiadomienia, tylko od razu wykręciłam numer, jednocześnie odjeżdżając w stronę miasta.
- Good morning. My name is Anita Olszewska and I want to talk with...
Po 3 godzinach.
Weszłam na oddział intensywnej terapii mając w rękach tyle książek, wydruków, płyt i kartek ile zdołałam wziąć. Znałam to uczucie, które teraz mną kierowało. Ten stan sprawiał, że stawałam się królową lodu, dyktatorem, gwiazdą,... różne określenia słyszałam. Stan głębokiej gotowości do walki o to, co było moim celem. Stawanie mi na drodze.był bez sensu.
Z daleka widziałam ludzi stojących pod salą Marty. Byli tam wszyscy. Część coś do mnie mówiła, ale ja powiedziałam- U mnie w porządku. -i weszłam do pokoju. Koło łóżka byli Mo, Mario, Marco i rodzice Marty .
- Dzień dobry.- podnieśli głowy na dźwięk mojego głosu. Ciocia od razu podbiegła do mnie i przytuliła mnie.
- Dobrze, że nic ci nie jest.
Widziałam, że Marco podnosi się i idzie w moją stronę.
- To moja wina, więc ja ją z tego wyciągnę. Na pewno, ale musicie dać mi czas sam na sam z Martą. Wiem, że się nie zgodzicie, ale muszę spróbować niekonwencjonalnych metod. Pozwólcie mi spróbować.
Nie czekając na reakcję, położyłam wszystkie swoje rzeczy na podłodze. Siadłam na środku, rozłożyłam kartki i książki dookoła siebie i zaczęłam czytać. Po chwili podniosłam głowę, dalej czując obecność innych osób.
- Proszę.- powiedziałam błagalnym tonem, wkładając jednocześnie płytę z ulubionymi piosenkami Marty do niewielkiego odtwarzacza.
Nie wiem czy z to z litości, czy po prostu z zaufania, ale reszta osób opuściła pokój.
Zaczęłam pracować. Robiłam wszystko jak maszyna. Czytałam, szukałam, kojarzyłam i zapamiętywałam fakty. Marta. Tylko ona w tym momencie dla mnie istniała. Kartki z notatkami rozłożone po całym pokoju wyglądały przerażająco.
- Martuś kochanie, a pamiętasz jak jeździłyśmy na dziadka i grałyśmy w nim w karty? Oczywiście na pieniądze. Zawsze przegrywał. Albo uciekanie przed moją siostrą. I święta Bożego Narodzenia u mnie w domu.
Muzyka, wspomnienia, ciepłe słowa, wesoła atmosfera... wszystko jest. Ufałam Marcinowi. Był jednym z najmłodszych profesorów w Polsce i od kilku lat badał wpływ różnych czynników na śpiączkę.
- Tylko pamiętaj. Żadnych łez, rozpaczy. Ma być miłość i dużo wspomnień, żeby pobudzić mózg.
Trzeba był to rozszerzyć. Potrzebowałam... cioci. Pierwszy raz od 18 godzin wyszłam z sali. Miałam nadzieję, że rodzice są na korytarzu. Nie myliłam się. Z resztą nie tylko oni.
- Ciociu musisz powspominać z nią. Same rzeczy.- stałam i słuchałam monologu. Wierzyłam, że to wszystko choć trochę pomoże Martuni.
Tę samą procedurę powtórzyłam z wujkiem, Mo i Kubą. W końcu przyszedł czas na Mario. Zerknęłam na zegarek 19. Niedługo minie 60 godzin od wypadku. Nie odczuwałam od tamtej pory żadnych potrzeb.. nie jadłam, nie piłam, nie spała... Nagle.zauważyłam coś dziwnego. Łza. Czyli jednak to działa. Mario akurat mówił o czasie zaraz przed moim powrotem z wakacji. Ich wspólnie spędzony czas. Chłopak też to zauważył.
- Anita, co się dzieje? Anita? Anita!
- Nie drzyj się.- powiedziałam spokojnym tonem.- Opowiadaj dalej...
3 dni później
- Kawa dla pani.-powiedziała pielęgniarka podchodząc do mnie.- Niech pani jedzie do domu. Odpocznie.
- Dziękuję.-odpowiedziałam jej, jednocześnie dając do zrozumienia, żeby już wyszła. Całe dnie spędzałam przy Martuni. Od wypadku nie byłam w domu. Z sali wychodziłam tylko do łazienki, albo żeby wpuścić kogoś do środka. Żyłam w swoim świecie, nie wiedząc co się dookoła dzieje. W sali przybywało kartek, książek i aparatury. Musiałam mieć wszystko pod ręką. Dla niej.
- Anita. Musisz pojechać do domu. Nic nie jadłaś. Nie spałaś.- Marco się martwił.
- Będąc w domu jej nie pomogę.
Do pracy motywowały mnie poprawiające się wyniki czynności mózgu.
- Martuś, jeszcze trochę. -mówiłam wiele razy, ściskając jej rękę.
Wiedziałam, że mnie słyszy, ale nie może odpowiedzieć.
- Więcej nie da się zrobić. Postaraj się kochana.
Nadzorowałam każde odwiedziny dziewczyny. - Tylko dobre wspomnienia.- powtarzałam.
Mijały kolejne dni. Już dawno minął tydzień odkąd ostatni raz jadłam posiłek.
- Marco chcesz wejść do Ma...- nie wiem co się dalej działo...
* U Marco *
Mówiąc te słowa Anita osunęła się na ziemię. Spanikowałem i rzuciłem się do niej.
- Mario, leć po lekarza.
Od razu to zrobił. Gdy wrócił, wziąłem ją na ręce i położyłem na wolnym łóżku obok Marty. Lekarz przebadał szybko Anitę i stwierdził, że to z przemęczenia. Nie jadła od tygodnia, stres, brak snu. Odkąd nasza Martusia tu leżała. Nadal nie wiedzieliśmy, czemu wydarzył się ten wypadek. Anita unikała tematu, a lekarze nie wiedzieli wszystkiego. Lekarz podpiął moją dziewczynę do kroplówki. Szybko wróciła do nas.
- Pani Olszewska chwilę z nami zostanie. Niestety nie może leżeć tu, przy siostrze. Pani Gałkowska jest w bardzo złym stanie. Musi " mieszkać sama ".
- Ale panie doktorze, one muszą być razem. Marcie się przy niej poprawia. Anita nie wybaczyłaby mi, jeśli by tu nie leżała. Proszę o wyjątek. Nie będzie się tu schodzić więcej ludzi, bo mają tych samych znajomych i rodzinę.
- No dobrze. Ale proszę mi obiecać, że nie będzie tu spędu. Stan pani Marty na to nie pozwala.
- Obiecuję.
Lekarz wyszedł z sali i zostawił Anitę na łóżku obok siostry. Siadłem pomiędzy nimi i złapałem je za dłonie. Moje najukochańsze dziewczyny leżały zmęczone i blade.
- Jak się czujesz kochana ?
- Cały czas bardzo dobrze. A jak Martusia ?
- Stabilnie. Ale ty musisz o siebie dbać. Musimy znaleźć jakiś system, jeśli to wszystko ma przez jakiś czas tak wyglądać.
- Nawet tak nie mów ! Moja kochana szybko się otrząśnie. Jest silna i twarda. Nawet w takim stanie.
- Wiem o tym bardzo dobrze. Ale nie wiemy, ile będzie jeszcze potrzebować czasu.
- Wierzę w nią. Już niedługo. Czuję to !
- Anita, co tam się wydarzyło ?
- Marco..- znów chciała mnie zbyć. Ale tym razem nie miałem zamiaru dać za wygraną.
- Anita ! Koniec.
- Jesteś pewny, że chcesz to słyszeć ?
- Jestem. I mów, bo zaraz przyjdzie Mario i będziesz miała słuchacza więcej. Nie tylko nas dwóch. - Moritz też tu siedział całymi dniami. Osłupiały trzymał Marty rękę i wpatrywał się w jej zamknięte oczy. Nie słyszał naszej rozmowy. Był za bardzo pochłonięty wpatrywaniem się w swoją dziewczynę. Mario również siedział przy niej 24 godziny na dobę. Jeździł do domu jedynie, by się przebrać lub przywieść coś potrzebnego. Mieliśmy urlop. Trener dobrze rozumiał naszą sytuację. Kuba i Łukasz również nie pracowali. Byli bardzo wstrząśnięci całą tą sprawą.
- No dobrze. Sam tego chciałeś. Tego dnia Martusia czuła się źle. Pomyślałam, że to ciąża i pojechałam do niej. Ale jednak to był wirus. Miałam ją zabrać do parku, ale nie chciała. Następne co wpadło mi do głowy to mały wyścig. Pojechałyśmy na A4-ke i zaczęłyśmy jechać koło siebie. Ale u niej coś nie grało. Zajechała mi drogę i wylądowała dachując parę razy. Rozumiesz dlaczego nie chciałam nic mówić ? To ja wpadłam na ten cholerny pomysł ! Ja zawsze panuję nad sytuacją, a tu nie mam jak! - Anita rozpłakała się i odwróciła twarz. Zerknęła na Martę. Zaczęła płakać jeszcze mocniej.
- Kochanie przepraszam.- powiedziała w jej stronę.
Nie mogłem patrzeć, jak moja kobieta cierpi. Wstałem, przytuliłem ją i pocałowałem.
- To nie twoja wina. Niczyja. Po prostu coś się nie zgadzało. Wyjdzie z tego błyskawicznie i znów będzie biegała, chwaląc się tatuażami. Zobaczysz.
- Mam nadzieję. Nie wiem, co mogę jeszcze zrobić.
- Tak będzie. - spojrzałem na przyjaciela, pochłoniętego patrzeniem na swoją dziewczynę. Dobrze, że nie słyszał tego, co powiedziała Anita. Byłby zły. Siedzieliśmy przytuleni, aż w pewnym momencie Anita usnęła. Do sali weszli Kuba, Łukasz i Mario. Pierwsi dwaj przyjeżdżali do niej codziennie. Było widać, że się o nią martwią. Przywitali się ze mną, a potem z Martą. Traktowali ją jak żywą osobę. Ona była żywa.
- Co z Anitą ?
- Przemęczenie. Ma tu na razie zostać.
- Przynajmniej będzie blisko Marty. Jest jakaś poprawa ?
- Codziennie jest. Dobrze, że wiemy, że nas słyszy. Porozmawiajcie z nią. - Kuba usiadł obok dziewczyny. Objął jej twarz rękoma.
- Wiesz Marcik. Oliwka za tobą tęskni. Mówi, że nie może się doczekać, aż cię zobaczy. Jak się obudzisz przywiozę ją do ciebie. A jak wyrosła. Duża panna. Jak ciocia. Aga pyta codziennie, co u ciebie. Pamiętasz jak byłaś ostatnio u nas ? Zaraz przed wypadkiem ? Opowiadałaś kawał. Do teraz się z niego śmieję. - Jego monolog trwał długo. Spędzali ze sobą dużo czasu i miał co opowiadać. Ocierając łzy, trzymał rękę przyjaciółki. W pewnym momencie zastygł. Łukasz wydarł się na całą salę.
- KUBA CO SIĘ STAŁO ?!
- Ona..
- CO ONA ?! - z zamyślenia wyrwał się Moritz. Mario siedział na stoliczku i słuchał uważnie. Anita obudziła się.
- Zacisnęła rękę. Jestem pewny.
- Kuba zdawało ci się.
- Nic mi się nie zdawało. Naprawdę zacisnęła. Nadal trzyma. - Anita się poderwała i podbiegła do nas.
- On ma rację. Ona go trzyma. Kuba mów do niej. Bez przerwy. Mów !
Kuba kontynuował swój monolog, opowiadając jej o swoim życiu i jak się cieszy, że są rodziną. Opowiadał o ślubie jego i Agaty, i że żałuje, że jej tam nie było. O narodzinach Oliwki... Marta wyglądała na rozluźnioną i zrelaksowaną. Słuchała Kuby, nie mogąc mu odpowiedzieć.
______________________________________________________
hej hej :) Przepraszam że tak rzadko dodaję, ale nie mam zbytnio czasu ostatnio.. Te treningi, szkoła, strony,.. Ah :) ale mam nadzieję że się poprawię a wy nadal będziecie czytać :) W przyszłym lub następnym rozdziale zrobię sondę z kim ma być Marta gdyż jestem ciekawa czy obmyśliliście to tak jak ja :)
Pozdrawiam i dziękuję :*
niedziela, 14 kwietnia 2013
Zdjęcia :)
Dom :) Nowoczesny i duży :)
Salon :)
Kuchnia :)
Jadalnia :)
Łazienka na dole :)
Sypialnia Marco i Anity :)
Łazienka Marco i Anity ;)
Sypialnia gościnna :)
Garderoba Marco i Anity
Gabinet Anity ;)
Maserati Anity :)
Audi R8 ( które zostało rozbite ) Marty :)
______________________________________________________
Mam nadzieję że nic nie zapomniałam i wszystko się podoba :) jeśli chcecie jeszcze coś piszcie a ja bardzo chętnie dodam ;) Pozdrawiam :*
sobota, 13 kwietnia 2013
Rozdział 35
Siadłam
za kierownicą mojego nowiutkiego autka. Miałam go ledwo parę dni, a już
przystosowałam go do swoich potrzeb. Marta lubiła lansować się
samochodem, więc uznałam, że przejedziemy się, a potem może pojedziemy
do restauracji.
Marta zamruczała silnikiem. Więc się ścigamy. Ruszyłam całą mocą silnika. Szłyśmy łeb w łeb. Zwolniłam lekko uważając, że należy jej się wygrana. Młoda zajechała mi drogę. Nie... nie bawię się tak. Ej, ej, ej.... Co to.. coś nie tak..... osz KUR*A. Samochód przekręcił się parę razy wokół własne osi i wylądował na dachu. KUR*A KUR*A
Podjechałam z piskiem opon do wraku.
- Boże, niech ma zapięte pasy.- powiedziałam głośno.
Nie miała... Leżała zgięta w połowie z nogami zarzuconymi za głowę. Od tej pory działałam automatycznie. Nie jak rodzina, ale jak lekarz. Dokonałam wstępnej oceny. Nie oddycha... brak tętna... Wyjęłam ją sprawnie z tego, co kiedyś nazywaliśmy samochodem. 2 wdechy i raz, dwa, trzy,...., trzydzieści. Ponownie sprawdziłam stan.
- Dziękuję- powiedziałam trochę do siebie, trochę do Marty i do każdego rodzaju sił nadprzyrodzonych. Poczułam tętno. Jedną ręką wykręciłam numer alarmowy, drugą cały czas badając akcję serca.
- Anita Olszewska, lekarz, A4 przy zjeździe, wypadek samochodowy, jedna osoba ranna. Przywrócona akcja serca,- nieruchome źrenice- wstrząśnienie mózgu, brak kontaktu z poszkodowanym, uszkodzenie kręgosłupa szyjnego,..- wymieniałam stwierdzone obrażenia. Niedługo potem usłyszałam zbiżającą się karetkę. Gdy sanitariusze wyszli z pojazdu, powtórzyłam stwierdzone uszkodzenia. Przejeli pacjentkę....Martę. Moją Martunię. Co ja zrobiłam.
Nie wiem w jaki sposób, znalazłam się w szpitalu.
- Śpiączka- było jedynym słowem.jakie do mnie doszło.
Podali mi środki uspokajające. Możliwe, że to one sprawiły, że zamiast zająć się jej dobrem, siedziałam otępiała koło łóżka, płacząc.
Wstałam . Poszłam do sklepu i kupiłam fajki. Ja. Obiecałam sobie, że nie będę paliła. Trudno. Nie wiem kiedy ubyły mi 3 papierosy. Wróciłam do sali Marty. Aparatura wskazywała idealne ciśnienie. Prześledziłam linię EKG-też w normie. Zdenerwowało mnie to bardziej. Gdyby były nieprawidłowości, mogłabym pomóc to wyjaśnić i coś zrobić. A skoro wyniki są świetne pozostała bezczynność. Śpiączka. Stan najgorszy jaki można sobie wyobrazić. Lubię znać zakończenie, masz złamaną nogę - zrośnie się, masz uszkodzony mózg - przykro mi nic się nie da zrobić. W tym przypadku najgorsza jest niepewność.
- Jak będzie, jak się obudzi? Co można zrobić? - tyle razy już słyszałam te pytania od rodzin osób w śpiączce.
- Nie wiemy- jako jedyna odpowiedź. Jednak dopiero teraz zrozumiałam, że taka wiadomość jest najgorsza ze wszystkich.
- Przepraszam. Mamy kogoś powiadomić? - spytała pielęgniarka.
- Tak. Te 2 numery: chłopak i rodzina. Oni zdecydują, co dalej.- powiedziałam podając numery i wychodząc z sali- Ten jest mój. Proszę dzwonić jakby się coś zmieniło.
- Oczywiście.
Zjechałam na dół windą. Co ja zrobiłam... Nie mogłam wytrzymać sama ze sobą. Wsiadłam do samochodu. Puściłam konkretną wiązankę słów +18, uderzając pięściami w kierownicę. Leki przestawały działać. Widziałam to po drżących dłoniach.
Odjechałam. Nie myślałam o tym gdzie i jak jadę. Wykonywałam wyuczone ruchy zmiany biegów.
Telefon. Nawet na niego nie spojrzałam. Ustawiłam, żeby dzwonił tylko przy połączeniu ze szpitalem, a teraz poprostu wibrował. Wzięłam go do ręki i rzuciłam na tylnie siedzenie.
- Chcę być sama-szepnęłam do siebie.
Zatrzymałam się i rozejrzałam. Poznałam to miejsce. To tu po raz pierwszy złapaliśmy się za ręce. To tu widziałam ją poprostu szczęśliwą. Wszystko miało być idealne.
- Trzeba było zostać w Polsce. Może niewiele by to zmieniło, ale nie byłoby dzisiejszego dnia.
Siadłam na drodze. Byłam obecna tylko ciałem. Mój duch szybował w nieznanym czasie i przestrzeni. Usłyszałam wycie wilka. Spojrzałam w niebo i zobaczyłam księżyc w pełni. Wsiadłam do samochodu i nie odczuwając zupełnie żadnych emocji zdecydowałam- nie wracam do domu. Całą noc patrzyłam na księżyc i pierwszy raz od dłuższego czasu nie wiedziałam, co może się stać.
* U Moritza *
Jechałem do domu z treningu. Myślałem, że czeka na mnie mój ósmy cud świata. Zadzwonił telefon. Nie patrząc na numer, odebrałem.
- Halo.
- Dzień dobry. Dzwonię ze szpitala w Dortmundzie. Westfallenkrankenhaus. Pani Marta Gałkowska miała wypadek.
- CO? GDZIE ? JAK ?
- Proszę przyjechać, wszystko panu wyjaśnimy.
Odłożyłem telefon i depnąłem na gaz. Byłem w pobliżu szpitala. Stojąc w windzie napisałem SMS'a.
" Marta miała wypadek. Jest w Westfallenie. "
Już nie patrzyłem, gdzie wysyłam i intuicyjnie wysłałem do wszystkich. Gdy drzwi windy się otworzyły, wybiegłem wrzeszcząc, gdzie jest moja Marta. Pielęgniarka kazała mi się uspokoić i powiedziała, że dziewczyna leży w sali obok. Już miałem tam pędzić, gdy zostałem zatrzymany.
- Panie Leitner. Ona leży w śpiączce. Nie wiemy, kiedy się wybudzi. Pani Olszewska, która była wtedy z nią, przywróciła akcję serca, mimo to mogły
Marta zamruczała silnikiem. Więc się ścigamy. Ruszyłam całą mocą silnika. Szłyśmy łeb w łeb. Zwolniłam lekko uważając, że należy jej się wygrana. Młoda zajechała mi drogę. Nie... nie bawię się tak. Ej, ej, ej.... Co to.. coś nie tak..... osz KUR*A. Samochód przekręcił się parę razy wokół własne osi i wylądował na dachu. KUR*A KUR*A
Podjechałam z piskiem opon do wraku.
- Boże, niech ma zapięte pasy.- powiedziałam głośno.
Nie miała... Leżała zgięta w połowie z nogami zarzuconymi za głowę. Od tej pory działałam automatycznie. Nie jak rodzina, ale jak lekarz. Dokonałam wstępnej oceny. Nie oddycha... brak tętna... Wyjęłam ją sprawnie z tego, co kiedyś nazywaliśmy samochodem. 2 wdechy i raz, dwa, trzy,...., trzydzieści. Ponownie sprawdziłam stan.
- Dziękuję- powiedziałam trochę do siebie, trochę do Marty i do każdego rodzaju sił nadprzyrodzonych. Poczułam tętno. Jedną ręką wykręciłam numer alarmowy, drugą cały czas badając akcję serca.
- Anita Olszewska, lekarz, A4 przy zjeździe, wypadek samochodowy, jedna osoba ranna. Przywrócona akcja serca,- nieruchome źrenice- wstrząśnienie mózgu, brak kontaktu z poszkodowanym, uszkodzenie kręgosłupa szyjnego,..- wymieniałam stwierdzone obrażenia. Niedługo potem usłyszałam zbiżającą się karetkę. Gdy sanitariusze wyszli z pojazdu, powtórzyłam stwierdzone uszkodzenia. Przejeli pacjentkę....Martę. Moją Martunię. Co ja zrobiłam.
Nie wiem w jaki sposób, znalazłam się w szpitalu.
- Śpiączka- było jedynym słowem.jakie do mnie doszło.
Podali mi środki uspokajające. Możliwe, że to one sprawiły, że zamiast zająć się jej dobrem, siedziałam otępiała koło łóżka, płacząc.
Wstałam . Poszłam do sklepu i kupiłam fajki. Ja. Obiecałam sobie, że nie będę paliła. Trudno. Nie wiem kiedy ubyły mi 3 papierosy. Wróciłam do sali Marty. Aparatura wskazywała idealne ciśnienie. Prześledziłam linię EKG-też w normie. Zdenerwowało mnie to bardziej. Gdyby były nieprawidłowości, mogłabym pomóc to wyjaśnić i coś zrobić. A skoro wyniki są świetne pozostała bezczynność. Śpiączka. Stan najgorszy jaki można sobie wyobrazić. Lubię znać zakończenie, masz złamaną nogę - zrośnie się, masz uszkodzony mózg - przykro mi nic się nie da zrobić. W tym przypadku najgorsza jest niepewność.
- Jak będzie, jak się obudzi? Co można zrobić? - tyle razy już słyszałam te pytania od rodzin osób w śpiączce.
- Nie wiemy- jako jedyna odpowiedź. Jednak dopiero teraz zrozumiałam, że taka wiadomość jest najgorsza ze wszystkich.
- Przepraszam. Mamy kogoś powiadomić? - spytała pielęgniarka.
- Tak. Te 2 numery: chłopak i rodzina. Oni zdecydują, co dalej.- powiedziałam podając numery i wychodząc z sali- Ten jest mój. Proszę dzwonić jakby się coś zmieniło.
- Oczywiście.
Zjechałam na dół windą. Co ja zrobiłam... Nie mogłam wytrzymać sama ze sobą. Wsiadłam do samochodu. Puściłam konkretną wiązankę słów +18, uderzając pięściami w kierownicę. Leki przestawały działać. Widziałam to po drżących dłoniach.
Odjechałam. Nie myślałam o tym gdzie i jak jadę. Wykonywałam wyuczone ruchy zmiany biegów.
Telefon. Nawet na niego nie spojrzałam. Ustawiłam, żeby dzwonił tylko przy połączeniu ze szpitalem, a teraz poprostu wibrował. Wzięłam go do ręki i rzuciłam na tylnie siedzenie.
- Chcę być sama-szepnęłam do siebie.
Zatrzymałam się i rozejrzałam. Poznałam to miejsce. To tu po raz pierwszy złapaliśmy się za ręce. To tu widziałam ją poprostu szczęśliwą. Wszystko miało być idealne.
- Trzeba było zostać w Polsce. Może niewiele by to zmieniło, ale nie byłoby dzisiejszego dnia.
Siadłam na drodze. Byłam obecna tylko ciałem. Mój duch szybował w nieznanym czasie i przestrzeni. Usłyszałam wycie wilka. Spojrzałam w niebo i zobaczyłam księżyc w pełni. Wsiadłam do samochodu i nie odczuwając zupełnie żadnych emocji zdecydowałam- nie wracam do domu. Całą noc patrzyłam na księżyc i pierwszy raz od dłuższego czasu nie wiedziałam, co może się stać.
* U Moritza *
Jechałem do domu z treningu. Myślałem, że czeka na mnie mój ósmy cud świata. Zadzwonił telefon. Nie patrząc na numer, odebrałem.
- Halo.
- Dzień dobry. Dzwonię ze szpitala w Dortmundzie. Westfallenkrankenhaus. Pani Marta Gałkowska miała wypadek.
- CO? GDZIE ? JAK ?
- Proszę przyjechać, wszystko panu wyjaśnimy.
Odłożyłem telefon i depnąłem na gaz. Byłem w pobliżu szpitala. Stojąc w windzie napisałem SMS'a.
" Marta miała wypadek. Jest w Westfallenie. "
Już nie patrzyłem, gdzie wysyłam i intuicyjnie wysłałem do wszystkich. Gdy drzwi windy się otworzyły, wybiegłem wrzeszcząc, gdzie jest moja Marta. Pielęgniarka kazała mi się uspokoić i powiedziała, że dziewczyna leży w sali obok. Już miałem tam pędzić, gdy zostałem zatrzymany.
- Panie Leitner. Ona leży w śpiączce. Nie wiemy, kiedy się wybudzi. Pani Olszewska, która była wtedy z nią, przywróciła akcję serca, mimo to mogły
* U Moritza *
Jechałem do domu z treningu. Myślałem, że czeka na mnie mój ósmy cud świata. Zadzwonił telefon. Nie patrząc na numer, odebrałem.
- Halo.
- Dzień dobry. Dzwonię ze szpitala w Dortmundzie. Westfallenkrankenhaus. Pani Marta Gałkowska miała wypadek.
- CO? GDZIE ? JAK ?
- Proszę przyjechać, wszystko panu wyjaśnimy.
Odłożyłem telefon i depnąłem na gaz. Byłem w pobliżu szpitala. Stojąc w windzie napisałem SMS'a.
" Marta miała wypadek. Jest w Westfallenie. "
Już nie patrzyłem, gdzie wysyłam i intuicyjnie wysłałem do wszystkich. Gdy drzwi windy się otworzyły, wybiegłem wrzeszcząc, gdzie jest moja Marta. Pielęgniarka kazała mi się uspokoić i powiedziała, że dziewczyna leży w sali obok. Już miałem tam pędzić, gdy zostałem zatrzymany.
- Panie Leitner. Ona leży w śpiączce. Nie wiemy, kiedy się wybudzi. Pani Olszewska, która była wtedy z nią, przywróciła akcję serca, mimo to mogły nastąpić zmiany w mózgu. Zanim się wybudzi może minąć parę dni, ale też tygodni.
- CO ? Co mogę zrobić? - płakałem i nie wierzył w to, co właśnie usłyszał.
- Nic pan nie może zrobić. Trzeba czekać.
Nie chciałem jej dłużej słuchać. Wyrwałem się i pobiegłem do sali, gdzie leżała moja księżniczka. Była blada, pokiereszowana i obłożona bandażami i tym podobnym. Wszędzie były jakieś rurki i kabelki. Wyglądała przerażająco. - Jak ja mogłem ją zostawić ? Mogłem nie pojechać na trening. Nic by się wtedy nie stało. A teraz leży bezbronna, bez cienia życia.
Płacząc siadłem obok. Delikatnie złapałem ją za rękę. Była koścista, blada i zimna. Uścisnąłem ją mocno i pocałowałem. Zadzwonił telefon. Chciałem nie odbierać, ale on nie dał za wygraną.
- Halo ! - dzwonił Marco. W tyle słyszałem Mario.
- Leitner, co ty pierdolisz ? Gdzie Marta?
- Ona.. Ona..
- CO ONA ?
- Miała wypadek. Leży w śpiączce.
- O KURWA !! ALE JAK TO ? Nie ruszaj się, jedziemy. Poinformuję jeszcze Kubę. Wiedzą rodzice Marty ?
- Tak. Dzwonili do nich. Jadą tu. Marco, jak ja mogłem ją zostawić...
- Moritz nie martw się, to nie twoja wina. Już jedziemy. Jest tam Anita ?
- Nie. Ale była z nią w czasie wypadku. Ratowała ją. Podobno serce Marcie stanęło, ale Anita ją uratowała.
- TO GDZIE ONA JEST ?
- Nie wiem. Nie ma jej tu.
- Fuck, telefonu nie odbiera. Dobra jedziemy.
Usiadłem z powrotem koło śpiącej królewny. Była taka biedna. Nie było w niej tej radości życia, jaką zawsze tryskała. Była tylko powłoka. Nie czułem jej mentalnej obecności. Siedziałem tak chwilę i wpatrywałem się w jej blade usta. Po jakimś czasie do sali wpadli Marco i Mario.
Zamurowało ich. Chyba nie spodziewali się, że jest aż tak źle. Stali chwilę w wejściu zanim odważyli się podejść. Siedli obok niej. Ich twarze wyrażaly ból. Dużo bólu. Nikt z nas nie wiedział, co będzie dalej.
Zaraz potem wpadli Kuba i Łukasz. Błaszczu rzucił się do łóżka, łapiąc twarz dziewczyny. Przez czas, w którym oczekiwali na wyniki DNA spędzali ze sobą mnóstwo czasu. Byli jak rodzeństwo. Płacząc, gładził dłonią po jej pozdzieranym policzku. Delikatnie poprawił jej włosy i pocałował w czoło. Łukasz stał i podpierał ścianę, patrząc na wskaźniki aparatury, starając się wymóc na niej, by przywróciła Martę do żywych, lecz teraz nic nie mogło nam pomóc. Od tej pory wszystko zależało od Marty. Siedzieliśmy całą noc przy niej. Nikt nie ruszył się na krok, mając nadzieję, że coś się stanie. Marco nie dość, że bał się o Martę, to jeszcze o Anitę. Nie mógł się do niej dodzwonić. Dziwił się, że nie ma jej tu i nie zajmuje się Martą. Napewno umiałaby jakoś pomóc. Też miałem do niej o to żal, bo jako lekarz mogłaby cokolwiek poradzić. Nawet wytłumaczyć, czy te wszystkie cyfry na aparaturze są właściwe. Cokolwiek. Koło 4 w nocy przyjechali rodzice Marty. Przedstawiliśmy się im i wyszliśmy z sali. Siedliśmy w holu, nadaj nie wierząc w to co się dzieję. W pewnym momencie wyszedł tata Marty i gestem ręki zawołał Kubę. Porozmawiali chwilę. Gdy Kuba wrócił, chcieliśmy wiedzieć o co chodziło.
- Chciał się dopytać co i jak. Co Marta w ostatnim czasie robiła i o co chodziło z tym wypadkiem.
- A dlaczego ty ?
- Zapomniałeś ? Jesteśmy rodziną.
- Wiedzą ?
- Tak. Marta się im chwaliła.
- Pytali o mnie ?
- Pytali jedynie czy jesteś wystarczająco dobry dla niej.
Na to już nie odpowiedziałem. Kuba usiadł na swoim starym miejscu i napisał do Agaty. Bardzo się martwiła, ale nie mogła przyjechać z dzieckiem. Co trochę dzwonił któryś z telefonów. Zła wiadomość roznosiła się błyskawicznie. Każdy chciał wiedzieć jak u niej. Chciałem jak najszybciej do niej wrócić. Każda sekunda, w której nie trzymałem jej za rękę była niepewna.
Jechałem do domu z treningu. Myślałem, że czeka na mnie mój ósmy cud świata. Zadzwonił telefon. Nie patrząc na numer, odebrałem.
- Halo.
- Dzień dobry. Dzwonię ze szpitala w Dortmundzie. Westfallenkrankenhaus. Pani Marta Gałkowska miała wypadek.
- CO? GDZIE ? JAK ?
- Proszę przyjechać, wszystko panu wyjaśnimy.
Odłożyłem telefon i depnąłem na gaz. Byłem w pobliżu szpitala. Stojąc w windzie napisałem SMS'a.
" Marta miała wypadek. Jest w Westfallenie. "
Już nie patrzyłem, gdzie wysyłam i intuicyjnie wysłałem do wszystkich. Gdy drzwi windy się otworzyły, wybiegłem wrzeszcząc, gdzie jest moja Marta. Pielęgniarka kazała mi się uspokoić i powiedziała, że dziewczyna leży w sali obok. Już miałem tam pędzić, gdy zostałem zatrzymany.
- Panie Leitner. Ona leży w śpiączce. Nie wiemy, kiedy się wybudzi. Pani Olszewska, która była wtedy z nią, przywróciła akcję serca, mimo to mogły nastąpić zmiany w mózgu. Zanim się wybudzi może minąć parę dni, ale też tygodni.
- CO ? Co mogę zrobić? - płakałem i nie wierzył w to, co właśnie usłyszał.
- Nic pan nie może zrobić. Trzeba czekać.
Nie chciałem jej dłużej słuchać. Wyrwałem się i pobiegłem do sali, gdzie leżała moja księżniczka. Była blada, pokiereszowana i obłożona bandażami i tym podobnym. Wszędzie były jakieś rurki i kabelki. Wyglądała przerażająco. - Jak ja mogłem ją zostawić ? Mogłem nie pojechać na trening. Nic by się wtedy nie stało. A teraz leży bezbronna, bez cienia życia.
Płacząc siadłem obok. Delikatnie złapałem ją za rękę. Była koścista, blada i zimna. Uścisnąłem ją mocno i pocałowałem. Zadzwonił telefon. Chciałem nie odbierać, ale on nie dał za wygraną.
- Halo ! - dzwonił Marco. W tyle słyszałem Mario.
- Leitner, co ty pierdolisz ? Gdzie Marta?
- Ona.. Ona..
- CO ONA ?
- Miała wypadek. Leży w śpiączce.
- O KURWA !! ALE JAK TO ? Nie ruszaj się, jedziemy. Poinformuję jeszcze Kubę. Wiedzą rodzice Marty ?
- Tak. Dzwonili do nich. Jadą tu. Marco, jak ja mogłem ją zostawić...
- Moritz nie martw się, to nie twoja wina. Już jedziemy. Jest tam Anita ?
- Nie. Ale była z nią w czasie wypadku. Ratowała ją. Podobno serce Marcie stanęło, ale Anita ją uratowała.
- TO GDZIE ONA JEST ?
- Nie wiem. Nie ma jej tu.
- Fuck, telefonu nie odbiera. Dobra jedziemy.
Usiadłem z powrotem koło śpiącej królewny. Była taka biedna. Nie było w niej tej radości życia, jaką zawsze tryskała. Była tylko powłoka. Nie czułem jej mentalnej obecności. Siedziałem tak chwilę i wpatrywałem się w jej blade usta. Po jakimś czasie do sali wpadli Marco i Mario.
Zamurowało ich. Chyba nie spodziewali się, że jest aż tak źle. Stali chwilę w wejściu zanim odważyli się podejść. Siedli obok niej. Ich twarze wyrażaly ból. Dużo bólu. Nikt z nas nie wiedział, co będzie dalej.
Zaraz potem wpadli Kuba i Łukasz. Błaszczu rzucił się do łóżka, łapiąc twarz dziewczyny. Przez czas, w którym oczekiwali na wyniki DNA spędzali ze sobą mnóstwo czasu. Byli jak rodzeństwo. Płacząc, gładził dłonią po jej pozdzieranym policzku. Delikatnie poprawił jej włosy i pocałował w czoło. Łukasz stał i podpierał ścianę, patrząc na wskaźniki aparatury, starając się wymóc na niej, by przywróciła Martę do żywych, lecz teraz nic nie mogło nam pomóc. Od tej pory wszystko zależało od Marty. Siedzieliśmy całą noc przy niej. Nikt nie ruszył się na krok, mając nadzieję, że coś się stanie. Marco nie dość, że bał się o Martę, to jeszcze o Anitę. Nie mógł się do niej dodzwonić. Dziwił się, że nie ma jej tu i nie zajmuje się Martą. Napewno umiałaby jakoś pomóc. Też miałem do niej o to żal, bo jako lekarz mogłaby cokolwiek poradzić. Nawet wytłumaczyć, czy te wszystkie cyfry na aparaturze są właściwe. Cokolwiek. Koło 4 w nocy przyjechali rodzice Marty. Przedstawiliśmy się im i wyszliśmy z sali. Siedliśmy w holu, nadaj nie wierząc w to co się dzieję. W pewnym momencie wyszedł tata Marty i gestem ręki zawołał Kubę. Porozmawiali chwilę. Gdy Kuba wrócił, chcieliśmy wiedzieć o co chodziło.
- Chciał się dopytać co i jak. Co Marta w ostatnim czasie robiła i o co chodziło z tym wypadkiem.
- A dlaczego ty ?
- Zapomniałeś ? Jesteśmy rodziną.
- Wiedzą ?
- Tak. Marta się im chwaliła.
- Pytali o mnie ?
- Pytali jedynie czy jesteś wystarczająco dobry dla niej.
Na to już nie odpowiedziałem. Kuba usiadł na swoim starym miejscu i napisał do Agaty. Bardzo się martwiła, ale nie mogła przyjechać z dzieckiem. Co trochę dzwonił któryś z telefonów. Zła wiadomość roznosiła się błyskawicznie. Każdy chciał wiedzieć jak u niej. Chciałem jak najszybciej do niej wrócić. Każda sekunda, w której nie trzymałem jej za rękę była niepewna.
____________________________________________________
A więc jest i 35 :) bardzo przepraszam że nie dodałam wczoraj ale mam strasznie urwanie głowy :) od przyszłego tygodnia może będę miała więcej czasu :) to może będę dodawać wcześniej ale nic nie obiecuję ;) dziękuję, pozdrawiam i całuję mocno moich czytelników i jeszcze raz dziękuję za wsparcie :*
czwartek, 11 kwietnia 2013
Rozdział 34
~ parę dni później ~
Dziś były urodziny Anity. Zorganizowałam wielką imprezę u nas w domu. Nie czułam się dobrze, ale nie użalałam się nad sobą. Były to jej pierwsze urodziny w Niemczech. Chciałam, by Anita spędziła cudowny dzień w gronie przyjaciół. W międzyczasie okazało się, że jestem spokrewniona z Kubą. Pasowało nam to, nawet bardzo. Fajnie żyć ze świadomością, że masz na miejscu kogoś bliskiego. Zbliżyło mnie to do nich.
Była już 18.45, a przyjęcie zaczynało się o 19. Wyrobiłam się wcześniej, więc siedziałam na kanapie i czekałam na dzwonek. Byłam ubrana w sukienkę na specjalne życzenie Anity. Równo o 19 zadzwonił dzwonek. Otworzyłam drzwi. Weszli wszyscy goście razem z Anitą i Marco. Mieszkali już razem. Anita przeprowadziła się dosyć szybko, bo część rzeczy i tak już miała u chłopaka. Mimo to bywała u mnie częściej, niż jak tu mieszkała. Na początku było standardowo składanie życzeń. Zeszło z tym trochę, bo była cała drużyna i parę znajomych spoza pracy.
Wszyscy siedzieli i żartowali.
- Mazik, trzeba rozruszać towarzystwo.-powiedziałam Anita, włączyła głośniej muzykę.
- Może zaczniemy od tego...-zaproponowałam włączając Weekend-Ona tańczy dla mnie. Nikt oprócz nas i trójcy nie znał tej piosenki. Wskoczyłyśmy na stół i zaczęłyśmy tańczyć. Potem przyszła pora na prezenty. Na początku te mniejsze, które poprzynosili znajomi. Ja w tym czasie wyszłam z domu i wyjechałam jej nowym prezentem. Goście słysząc cichutkie mruczenie wyszli przed dom. Ze zdziwieniem ujrzeli piękne maserati.
- To dla mnie ? - Anita piszczała, skakała i płakała. Zawołałam ją gestem ręki do siebie. Otworzyłam drzwi od kierowcy i kazałam wsiąść.
- Od Marco, Mario, Moritza i mnie.
- Kocham was.-podleciała do mnie i ucałowała -Ten jeden raz zaryzykuję.-powiedziała i to samo zrobiła z Mo.-Dziękuję ci misiu.-przytuliła Marco.
Jeszcze chwilę oglądaliśmy samochód i wróciliśmy do domu. Wszyscy tańczyli na stołach, kanapie i innych rzeczach. Dobrze, że nie miałam sąsiadów, gdyż było bardzo głośno. Wszyscy się wybawili, a dom był, o dziwo, w dobrym stanie. Gdy impreza się skończyła, każdy pojechał do siebie. U mnie został tylko Moritz. Nadal nie czułam się dobrze. Cały czas wymiotowałam. Mdliło mnie i miałam zawroty głowy. Położyłam się szybko spać, by nie musieć dalej cierpieć i bratać się z muszlą.
Rano obudziła mnie kolejna fala mdłości. Moritz zadzwonił do pracy, że nie przyjadę, ale on musiał.
- Pojadę i zaraz po treningu tu wrócę. Jak coś będzie nie tak, to dzwoń. A teraz pogadam z Anitą, niech cię zbada.
- Hej Anitka. Moja ukochana choruję. Przebadasz ją ?
- Tak pewnie Mo. Już jadę.
Mo wyszedł, a zaraz a nim weszła Anita.
- Co ci mała ?
- Nie wiem. Czuję się, jakby mnie coś wypluło.
- Ciąża.
- Nie.
- To wirus. Panuje ich teraz parę. Musisz odpoczywać. Zaraz zrobię ci napój. Ostrzegam, że okropny w smaku.
Anita zeszła na dół i wróciła po 20 min.
- Boże straszne.
- Wiem, ale będzie ci lepiej...zaraz po tym.- powiedziała, gdy biegłam w stronę łazienki.
Rzeczywiście już mnie tak nie męczyło.
- Znowu żyję.
- Właśnie widzę. Aż ci się policzki zaróżowiły. Choć przewietrzysz się trochę. Ubieraj się i idziemy do parku pospacerować.
- Nie.-wiedziała, kiedy nie warto ze mną dyskutować.
- No to może sprawdzimy, który samochód jest lepszy... Twoje wyścigowe Audi R8 czy moje nowe Maserati ?
- A temu nie odmówię.
- No to ubieraj się.
Poszłam do łazienki i założyłam ubrania. W 5 minut byłam gotowa. Udałam się do garażu i wyjechałam moim pięknym autem.
- To gdzie się przejedziemy ?
- O tej porze jest A4 w miarę pusta.
- No to na A4. Chodź.
Wsiadłam do samochodu i pojechałyśmy się na autostradę. Jechałyśmy koło siebie. Na palcach odliczałam 3,2,1. I wcisnęłam gaz. Przestrzeń za mną uciekała w ogromnym tempie, zlewając się w jeden, wielki, rozmazany obraz. Skoncentrowałam się na zegarze, którego wskazówka pomału zamykała licznik. Czując flow zawróciło mi się w głowie. Zamknęłam bezwiednie oczy, próbując dojść do siebie. Dla mnie minęła sekunda, jednak tak naprawdę ujechałam ok 200m. Nagle przede mną, zupełnie niespodziewanie ukazał się zjazd. Samochód wpadł na banę koziołkując parę razy. Poczułam zimną falę zalewającą moją głowę. Nie czułam nic. Byłam zawieszona w pustej bezkształtnej przestrzeni, gdzie otaczała mnie nicość. Pustka. Więc tak chyba wygląda śmierć.
________________________________________________________
Pozdrawiam moje małpeczki i jeśli chcecie foty aut albo domu Marco to proszę mówić. :)
P.S. BVB W PÓŁFINALE LM !! <3
Dziś były urodziny Anity. Zorganizowałam wielką imprezę u nas w domu. Nie czułam się dobrze, ale nie użalałam się nad sobą. Były to jej pierwsze urodziny w Niemczech. Chciałam, by Anita spędziła cudowny dzień w gronie przyjaciół. W międzyczasie okazało się, że jestem spokrewniona z Kubą. Pasowało nam to, nawet bardzo. Fajnie żyć ze świadomością, że masz na miejscu kogoś bliskiego. Zbliżyło mnie to do nich.
Była już 18.45, a przyjęcie zaczynało się o 19. Wyrobiłam się wcześniej, więc siedziałam na kanapie i czekałam na dzwonek. Byłam ubrana w sukienkę na specjalne życzenie Anity. Równo o 19 zadzwonił dzwonek. Otworzyłam drzwi. Weszli wszyscy goście razem z Anitą i Marco. Mieszkali już razem. Anita przeprowadziła się dosyć szybko, bo część rzeczy i tak już miała u chłopaka. Mimo to bywała u mnie częściej, niż jak tu mieszkała. Na początku było standardowo składanie życzeń. Zeszło z tym trochę, bo była cała drużyna i parę znajomych spoza pracy.
Wszyscy siedzieli i żartowali.
- Mazik, trzeba rozruszać towarzystwo.-powiedziałam Anita, włączyła głośniej muzykę.
- Może zaczniemy od tego...-zaproponowałam włączając Weekend-Ona tańczy dla mnie. Nikt oprócz nas i trójcy nie znał tej piosenki. Wskoczyłyśmy na stół i zaczęłyśmy tańczyć. Potem przyszła pora na prezenty. Na początku te mniejsze, które poprzynosili znajomi. Ja w tym czasie wyszłam z domu i wyjechałam jej nowym prezentem. Goście słysząc cichutkie mruczenie wyszli przed dom. Ze zdziwieniem ujrzeli piękne maserati.
- To dla mnie ? - Anita piszczała, skakała i płakała. Zawołałam ją gestem ręki do siebie. Otworzyłam drzwi od kierowcy i kazałam wsiąść.
- Od Marco, Mario, Moritza i mnie.
- Kocham was.-podleciała do mnie i ucałowała -Ten jeden raz zaryzykuję.-powiedziała i to samo zrobiła z Mo.-Dziękuję ci misiu.-przytuliła Marco.
Jeszcze chwilę oglądaliśmy samochód i wróciliśmy do domu. Wszyscy tańczyli na stołach, kanapie i innych rzeczach. Dobrze, że nie miałam sąsiadów, gdyż było bardzo głośno. Wszyscy się wybawili, a dom był, o dziwo, w dobrym stanie. Gdy impreza się skończyła, każdy pojechał do siebie. U mnie został tylko Moritz. Nadal nie czułam się dobrze. Cały czas wymiotowałam. Mdliło mnie i miałam zawroty głowy. Położyłam się szybko spać, by nie musieć dalej cierpieć i bratać się z muszlą.
Rano obudziła mnie kolejna fala mdłości. Moritz zadzwonił do pracy, że nie przyjadę, ale on musiał.
- Pojadę i zaraz po treningu tu wrócę. Jak coś będzie nie tak, to dzwoń. A teraz pogadam z Anitą, niech cię zbada.
- Hej Anitka. Moja ukochana choruję. Przebadasz ją ?
- Tak pewnie Mo. Już jadę.
Mo wyszedł, a zaraz a nim weszła Anita.
- Co ci mała ?
- Nie wiem. Czuję się, jakby mnie coś wypluło.
- Ciąża.
- Nie.
- To wirus. Panuje ich teraz parę. Musisz odpoczywać. Zaraz zrobię ci napój. Ostrzegam, że okropny w smaku.
Anita zeszła na dół i wróciła po 20 min.
- Boże straszne.
- Wiem, ale będzie ci lepiej...zaraz po tym.- powiedziała, gdy biegłam w stronę łazienki.
Rzeczywiście już mnie tak nie męczyło.
- Znowu żyję.
- Właśnie widzę. Aż ci się policzki zaróżowiły. Choć przewietrzysz się trochę. Ubieraj się i idziemy do parku pospacerować.
- Nie.-wiedziała, kiedy nie warto ze mną dyskutować.
- No to może sprawdzimy, który samochód jest lepszy... Twoje wyścigowe Audi R8 czy moje nowe Maserati ?
- A temu nie odmówię.
- No to ubieraj się.
Poszłam do łazienki i założyłam ubrania. W 5 minut byłam gotowa. Udałam się do garażu i wyjechałam moim pięknym autem.
- To gdzie się przejedziemy ?
- O tej porze jest A4 w miarę pusta.
- No to na A4. Chodź.
Wsiadłam do samochodu i pojechałyśmy się na autostradę. Jechałyśmy koło siebie. Na palcach odliczałam 3,2,1. I wcisnęłam gaz. Przestrzeń za mną uciekała w ogromnym tempie, zlewając się w jeden, wielki, rozmazany obraz. Skoncentrowałam się na zegarze, którego wskazówka pomału zamykała licznik. Czując flow zawróciło mi się w głowie. Zamknęłam bezwiednie oczy, próbując dojść do siebie. Dla mnie minęła sekunda, jednak tak naprawdę ujechałam ok 200m. Nagle przede mną, zupełnie niespodziewanie ukazał się zjazd. Samochód wpadł na banę koziołkując parę razy. Poczułam zimną falę zalewającą moją głowę. Nie czułam nic. Byłam zawieszona w pustej bezkształtnej przestrzeni, gdzie otaczała mnie nicość. Pustka. Więc tak chyba wygląda śmierć.
________________________________________________________
Pozdrawiam moje małpeczki i jeśli chcecie foty aut albo domu Marco to proszę mówić. :)
P.S. BVB W PÓŁFINALE LM !! <3
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Rozdział 33
Kuba czekał już w samochodzie. Energicznie siadłam ma siedzeniu obok.
- Coś się stało ?
- Kontynuacja z Mario.
- Co zrobił ?
- W sumie nic. Przyszedł do mnie, przeprosił i poprosił, żebym zapomniała. Na koniec powiedział, że mnie kocha. A ja nic. Odpowiedziałam płaczem. Nie mogłam niczego siebie wydusić.
- Dajesz jeszcze radę ?
- Jeszcze tak, ale chyba już niedługo.
- Hej. Masz mnie. I zawsze możesz na mnie liczyć. Anita i Marco też są do twojej dyspozycji.
- Wiem Kubuś. Dziękuję.
- A teraz zapomnij na chwilę. Jedziemy sprawdzić, czy mogę cię nazywać rodziną. - złapał mnie za rękę i mocno uścisą. Uśmiechnęłam się w jego stronę. - A co chciałaś mi wcześniej powiedzieć ?
- Rozmawiałam z mamą.
- I co ?
- Powiedziała, że była kiedyś taka rodzina... kontakt się urwał.
- A więc to możliwe.
- Tak.
- Dlatego musimy się dowiedzieć.
Pojechaliśmy do pobliskiego szpitala. Kuba miał tam znajomego lekarza. Pobrał od nas próbki.
- Wyniki będą za jakieś 2 - 3 tygodnie.
- Nie można tego przyśpieszyć ? Bardzo nam zależy.
- Jak dla was.. No dobrze. Zadzwonię, jak będę coś wiedział, ale niczego nie obiecuję.
- Dziękujemy.
Wyszliśmy ze szpitala. Czułam ulgę. Teraz nie było odwrotu.
- To jedziemy na obiad.
Pojechaliśmy do domu Błaszczykowskich. Gdy weszłam pachniało przyprawami i ziołami.
- Cześć kochanie. - Kuba podszedł do Agaty i pocałował ją w policzek. Wydało mi się to urocze. Wierni i kochający się rodzice małej Oliwki, która spokojnie spała w swoim łóżeczku. Tak wyobrażałam sobie swoją przyszłość. Nie wiedziałam jedynie, kto będzie moim ostatecznym wybrankiem.
- Hej Agusia.
- I jak ? Dowiedzieliście się czegoś ?
- Nie. Lekarz się odezwie, jak będą wyniki.
- To dobrze. A teraz idźcie umyć ręce i podaję obiad.
Poszłam do łazienki dla gości i energicznie umyłam dłonie. Wychodząc zajrzałam do pokoju Oliwki. Tak słodko spała. Cichutko zamknęłam drzwi i poszłam do jadalni. Siadłam za stołem.
- Jak się czujesz Marta ?
- Nie no, dobrze.
- To się cieszę. Dobra. Podaję.
Zjedliśmy pyszny obiad, a potem chwilę porozmawialiśmy. Gdy Oliwka się obudziła, pobiegłam do jej pokoiku, wzięłam na ręce i zabrałam ją do nas. Pobawiłam się z nią trochę, ale zaraz musiałam uciekać.
- Odwieźć cię ?
- Nie, no coś ty. Pojadę taksówką. Mam jeszcze parę spraw.
- Jak chcesz. Ale wolałbym cię odwieźć.
- Nie, nie. Pobaw się z córeczką. - puściłam oczko do małej. Ubrałam buty i wyskoczyłam z domu. Było dość ciepło Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer do mojego chłopaka.
- Hej kochanie.
- Hej piękna.
- Co dziś robimy ?
- A nie wiem. Nie mam planów. Gdzie jesteś ?
- Właśnie wyszłam od Błaszczykowskich.
- Odebrać cię ?
- Z chęcią.
- To czekaj tam na mnie. Będę za 5 minut.
- Ookej.
Siadłam na schodku i klikałam w telefonie. Sprawdziłam pocztę i odpisałam na parę SMS-ów od piłkarzy. Moritz szybko przyjechał. Wsiadłam.
- Hej królewno. Gdzie jedziemy ?
- Nie wiem. Może do mnie po rzeczy, a noc u ciebie ?
- Hm. Bardzo dobry pomysł. Mam kilka fajnych filmów.
- Porobimy coś. - zamruczałam. Chciałam, by zrozumiał o co mi chodzi.
Pojechaliśmy do mnie. Zabrałam parę manatków i pojechaliśmy do Mo. Wieczór spędziliśmy spokojnie. Trochę komedii i horrorów. Potem przenieśliśmy się do sypialni i oddaliśmy się przyjemności...
~2 dni później~
* U Anity *
- Czopie wstajemy!!!- krzyczałam wchodząc do pokoju Marty i rzucając się na łóżko.
- Misiu jeszcze chwilkę.
Bardzo rzadko zdarzało się, żebyśmy razem były w domu. Brakowało mi wspólnie spędzonego czasu, ale każda z nas miała swoje życie. Moje było poukładane, systematyczne, ze wspaniałym chłopakiem u boku. Żeby nie było nudno, udawało nam się raz na jakiś czas zrobić wypad do klubu. Marta nie miała takiego szczęścia. Na przeszkodzie stał jej wewnętrzny dylemat. Mogła mieć każdego. Liczyła na księcia z bajki, a dostała w pakiecie dwóch. Super, czego chcieć więcej-można pomyśleć, ale tylko w sytuacji, gdy chcesz się zabawić. Na dłuższą metę, to tak nie działa. Teoretycznie jest zdecydowana - Mo. Ale jej wspomnienia i fakt, że Mario też ją kocha sprawiają, że nie ufa sercu. Przy jednym rycerzu nie byłoby tego problemu. Zastanawiałam się od czego zalezy to, że ja mam spokojniejsze, bardziej bezproblemowe życie...
- Dobra, już ogarniam.- powiedziała Marta, przytulając się do mnie.
- Dzisiaj jest nasz dzień wolny i nie oddam cię chłopakom. Jedziemy na zakupy!!! A potem się zobaczy.
Dopiero wieczorem byłyśmy z powrotem w domu. Marta przez całą drogę siedziała jak na szpilkach. Wogóle ostatnio dziwnie się zachowywała, ale po telefonie jaki dzisiaj dostała, przechodziła samą siebie.
- Coś ty ćpała?-spytałam.
- Oj ciiicho...hihihi...
Nie zgłębiam tematu, jak będzie chciała to powie.-pomyślałam.
Weszłyśmy na domu. W przedpokoju stało wielkie pudło z kokardą.
- Ja nic nie wiem.- wiedziała. Wiem, kiedy Marta kłamie.
Na pudełku była karteczka "dla Anity zajrzyj do środka"
Otworzyłam pudełko, w którym było kolejne i kolejne...razem z 15. W najmniejszym kolejna karteczka "twój pokój" .Zerknęłam na Martę. Pełen zaciesz na twarzy. Poszłam na górę, a ona za mną. W pokoju było kolejne pudło. Wszystkie czynności powtórzyłam od początku, tyle że w ostatnim pudełku było coś ciężkiego. Klucze.
- Anito, czy zamieszkasz ze mną. - usłyszałam za plecami.
- Głupi.-odpowiedziałam i rzuciłam się chłopakowi na szyję. Marta zrobiłam nam zdjęcie.
- To teraz idziemy uczcić wyfrunięcie mojej niutki z gniazda.
Zeszliśmy na dół, gdzie czekał już Mo.
- Wiedzieliście?
- My? Nieee...-znowu kłamali.
- I tak was kocham.-powiedziałam.
Resztę wieczoru spędziliśmy na kanapie z drinkiem w ręku, śmiejąc się i żartując.
_________________________________________________
Siemka :) No i ja również już wróciłam do szkoły.. Zaczęłam dennie bo od 2 z łaciny ale to nic.. Ja nienawidzę łaciny, ona mnie, więc jesteśmy kwita. Mam nadzieję że nadal czytacie i się podoba. Pozdrawiam wszystkich i szczególnie moją kochaną siostrzyczkę, która mnie inspiruję.
P.S. Jutro BVB zmierzy się z Malagą. Kadrowicze Malagi CF już od niedzieli trenują na naszej ziemi. Miejmy nadzieję że wygramy :) w co nie wątpię. :)
Resovia Rzeszów pokonała Zaksę z czego jestem bardzo dumna :) Zapraszam <3
- Coś się stało ?
- Kontynuacja z Mario.
- Co zrobił ?
- W sumie nic. Przyszedł do mnie, przeprosił i poprosił, żebym zapomniała. Na koniec powiedział, że mnie kocha. A ja nic. Odpowiedziałam płaczem. Nie mogłam niczego siebie wydusić.
- Dajesz jeszcze radę ?
- Jeszcze tak, ale chyba już niedługo.
- Hej. Masz mnie. I zawsze możesz na mnie liczyć. Anita i Marco też są do twojej dyspozycji.
- Wiem Kubuś. Dziękuję.
- A teraz zapomnij na chwilę. Jedziemy sprawdzić, czy mogę cię nazywać rodziną. - złapał mnie za rękę i mocno uścisą. Uśmiechnęłam się w jego stronę. - A co chciałaś mi wcześniej powiedzieć ?
- Rozmawiałam z mamą.
- I co ?
- Powiedziała, że była kiedyś taka rodzina... kontakt się urwał.
- A więc to możliwe.
- Tak.
- Dlatego musimy się dowiedzieć.
Pojechaliśmy do pobliskiego szpitala. Kuba miał tam znajomego lekarza. Pobrał od nas próbki.
- Wyniki będą za jakieś 2 - 3 tygodnie.
- Nie można tego przyśpieszyć ? Bardzo nam zależy.
- Jak dla was.. No dobrze. Zadzwonię, jak będę coś wiedział, ale niczego nie obiecuję.
- Dziękujemy.
Wyszliśmy ze szpitala. Czułam ulgę. Teraz nie było odwrotu.
- To jedziemy na obiad.
Pojechaliśmy do domu Błaszczykowskich. Gdy weszłam pachniało przyprawami i ziołami.
- Cześć kochanie. - Kuba podszedł do Agaty i pocałował ją w policzek. Wydało mi się to urocze. Wierni i kochający się rodzice małej Oliwki, która spokojnie spała w swoim łóżeczku. Tak wyobrażałam sobie swoją przyszłość. Nie wiedziałam jedynie, kto będzie moim ostatecznym wybrankiem.
- Hej Agusia.
- I jak ? Dowiedzieliście się czegoś ?
- Nie. Lekarz się odezwie, jak będą wyniki.
- To dobrze. A teraz idźcie umyć ręce i podaję obiad.
Poszłam do łazienki dla gości i energicznie umyłam dłonie. Wychodząc zajrzałam do pokoju Oliwki. Tak słodko spała. Cichutko zamknęłam drzwi i poszłam do jadalni. Siadłam za stołem.
- Jak się czujesz Marta ?
- Nie no, dobrze.
- To się cieszę. Dobra. Podaję.
Zjedliśmy pyszny obiad, a potem chwilę porozmawialiśmy. Gdy Oliwka się obudziła, pobiegłam do jej pokoiku, wzięłam na ręce i zabrałam ją do nas. Pobawiłam się z nią trochę, ale zaraz musiałam uciekać.
- Odwieźć cię ?
- Nie, no coś ty. Pojadę taksówką. Mam jeszcze parę spraw.
- Jak chcesz. Ale wolałbym cię odwieźć.
- Nie, nie. Pobaw się z córeczką. - puściłam oczko do małej. Ubrałam buty i wyskoczyłam z domu. Było dość ciepło Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer do mojego chłopaka.
- Hej kochanie.
- Hej piękna.
- Co dziś robimy ?
- A nie wiem. Nie mam planów. Gdzie jesteś ?
- Właśnie wyszłam od Błaszczykowskich.
- Odebrać cię ?
- Z chęcią.
- To czekaj tam na mnie. Będę za 5 minut.
- Ookej.
Siadłam na schodku i klikałam w telefonie. Sprawdziłam pocztę i odpisałam na parę SMS-ów od piłkarzy. Moritz szybko przyjechał. Wsiadłam.
- Hej królewno. Gdzie jedziemy ?
- Nie wiem. Może do mnie po rzeczy, a noc u ciebie ?
- Hm. Bardzo dobry pomysł. Mam kilka fajnych filmów.
- Porobimy coś. - zamruczałam. Chciałam, by zrozumiał o co mi chodzi.
Pojechaliśmy do mnie. Zabrałam parę manatków i pojechaliśmy do Mo. Wieczór spędziliśmy spokojnie. Trochę komedii i horrorów. Potem przenieśliśmy się do sypialni i oddaliśmy się przyjemności...
~2 dni później~
* U Anity *
- Czopie wstajemy!!!- krzyczałam wchodząc do pokoju Marty i rzucając się na łóżko.
- Misiu jeszcze chwilkę.
Bardzo rzadko zdarzało się, żebyśmy razem były w domu. Brakowało mi wspólnie spędzonego czasu, ale każda z nas miała swoje życie. Moje było poukładane, systematyczne, ze wspaniałym chłopakiem u boku. Żeby nie było nudno, udawało nam się raz na jakiś czas zrobić wypad do klubu. Marta nie miała takiego szczęścia. Na przeszkodzie stał jej wewnętrzny dylemat. Mogła mieć każdego. Liczyła na księcia z bajki, a dostała w pakiecie dwóch. Super, czego chcieć więcej-można pomyśleć, ale tylko w sytuacji, gdy chcesz się zabawić. Na dłuższą metę, to tak nie działa. Teoretycznie jest zdecydowana - Mo. Ale jej wspomnienia i fakt, że Mario też ją kocha sprawiają, że nie ufa sercu. Przy jednym rycerzu nie byłoby tego problemu. Zastanawiałam się od czego zalezy to, że ja mam spokojniejsze, bardziej bezproblemowe życie...
- Dobra, już ogarniam.- powiedziała Marta, przytulając się do mnie.
- Dzisiaj jest nasz dzień wolny i nie oddam cię chłopakom. Jedziemy na zakupy!!! A potem się zobaczy.
Dopiero wieczorem byłyśmy z powrotem w domu. Marta przez całą drogę siedziała jak na szpilkach. Wogóle ostatnio dziwnie się zachowywała, ale po telefonie jaki dzisiaj dostała, przechodziła samą siebie.
- Coś ty ćpała?-spytałam.
- Oj ciiicho...hihihi...
Nie zgłębiam tematu, jak będzie chciała to powie.-pomyślałam.
Weszłyśmy na domu. W przedpokoju stało wielkie pudło z kokardą.
- Ja nic nie wiem.- wiedziała. Wiem, kiedy Marta kłamie.
Na pudełku była karteczka "dla Anity zajrzyj do środka"
Otworzyłam pudełko, w którym było kolejne i kolejne...razem z 15. W najmniejszym kolejna karteczka "twój pokój" .Zerknęłam na Martę. Pełen zaciesz na twarzy. Poszłam na górę, a ona za mną. W pokoju było kolejne pudło. Wszystkie czynności powtórzyłam od początku, tyle że w ostatnim pudełku było coś ciężkiego. Klucze.
- Anito, czy zamieszkasz ze mną. - usłyszałam za plecami.
- Głupi.-odpowiedziałam i rzuciłam się chłopakowi na szyję. Marta zrobiłam nam zdjęcie.
- To teraz idziemy uczcić wyfrunięcie mojej niutki z gniazda.
Zeszliśmy na dół, gdzie czekał już Mo.
- Wiedzieliście?
- My? Nieee...-znowu kłamali.
- I tak was kocham.-powiedziałam.
Resztę wieczoru spędziliśmy na kanapie z drinkiem w ręku, śmiejąc się i żartując.
_________________________________________________
Siemka :) No i ja również już wróciłam do szkoły.. Zaczęłam dennie bo od 2 z łaciny ale to nic.. Ja nienawidzę łaciny, ona mnie, więc jesteśmy kwita. Mam nadzieję że nadal czytacie i się podoba. Pozdrawiam wszystkich i szczególnie moją kochaną siostrzyczkę, która mnie inspiruję.
P.S. Jutro BVB zmierzy się z Malagą. Kadrowicze Malagi CF już od niedzieli trenują na naszej ziemi. Miejmy nadzieję że wygramy :) w co nie wątpię. :)
Resovia Rzeszów pokonała Zaksę z czego jestem bardzo dumna :) Zapraszam <3
sobota, 6 kwietnia 2013
Rozdział 32
Siedzieliśmy całą noc w kuchni, wspominając i rozmawiając. Opowiadaliśmy o naszych rodzinach, dzieciństwie, śmiesznych wydarzeniach i młodzieńczych zawodach. To było niesamowite spotkanie. Nie czułam się już po nim taka zestresowana i zabiegana.
Trening był dopiero o 11, więc położyliśmy się jeszcze spać. Oczywiście wszyscy w salonie. Nasza sofa była olbrzymia, dlatego wszyscy bez problemu pomieściliśmy się.
Rano wstałam jako pierwsza. Przeskoczyłam przez wszystkich i pobiegłam do łazienki. Ogarnęłam się szybko i ubrałam. Dzisiaj znów było upalnie. Pasowało mi to. Lubiłam zimę, ale tylko przez pewien okres. W kuchni przygotowałam śniadanie i pozmywałam po wczorajszej kolacji. Zaparzyłam kawę i obudziłam towarzystwo, kładąc się na nich. No dobra-rzucając.
- Nie śpimy kochani.
- Cicho jeszcze 5 minut.
- No ja nie wiem czy chcecie jeszcze 5 minut.
- A tak. Chcemy.
- Okej. To idę po wiadro i wodę.
Wszyscy od razu się ocknęli. Udałam się do kuchni, nakryłam do stołu i zawołałam przyjaciół.
- Chodźcie.
- A co masz dobrego ?
- Wszystko. . .
- O to dobrze. Mam ochotę na wszystko.
Grzecznie zjedli śniadanie i udali się do łazienek. Nie mogłam się doczekać pierwszego dnia w pracy po urlopie. Kochałam swoje zajęcie.
Zadzwonił telefon. To była Pola.
- Halo !
- Siemka.
- A hej. Co tam ?
- Nic. Właśnie przyjechałam do Warszawy. Miałam nadzieję, że cie jeszcze spotkam, ale myliłam się.
- A no przyleciałam wczoraj do Niemiec. Ale jeśli chcesz, przyjedź do nas. Fajnie będzie.
- Ja ? Do Niemiec ? Niee.. - Pola nie lubiła wszystkiego, co miało jakikolwiek związek z niemieckim.
- Tak ty. Będzie fajnie. Pójdziemy na zakupy, pokaże ci parę fajnych miejsc.
- No nie wiem. Zastanowię się. Masz pozdrowienia od moich rodziców.
- A dziękuję i nawzajem. Powiedz, że tęsknie. - zawsze uwielbiałam rodziców Poli. Byli mi bliscy. Tak samo jak moi dla niej. Byłyśmy jak bliźniaczki.
- Powiem im, potem jak zadzwonię. Gdzie kluczyki od Mercedesa ?
- Leżą tam gdzie powinny leżeć. W koszyczku.
- A no dobrze. Nie zarysowałaś mojego cudeńka ?
- Nie. Nic ci z nim nie zrobiłam.
- Grzeczna galiczka. Dobra kończę, bo jestem umówiona z koleżankami na mieście. Papaty.
- No pa.
Miałam nadzieję, że Pola przyjedzie. Gdy ostatnio się widziałyśmy, nie miałyśmy zbyt wiele czasu dla siebie. Wiedziałam, że się zgodzi. Ona zawsze się tak droczyła. A wiedziałam to dlatego, że kochała zakupy, modę i zagraniczne sklepy. Jak to fashionistki. Byłam pewna, że szybko się zdecyduję.
- Chodźcie. Jedziemy do pracy.
- Przydałby mi się urlop. Już nie mogę biegać.
- Ah Marco. Nie marudź. Było zostać bankierem, a nie piłkarzem.
- High five grzybie.-powiedziała uśmiechnięta Anita.
- Bardzo śmieszne. Dobra chodźcie.
Wsiedliśmy do swoich samochodów i pojechaliśmy do SIGNAL IDUNA PARK.
Przy wejściu na stadion stał Kuba z Agą i Oliwką. Wysiadłam i podeszłam do nich.
- Co tam rodzinko Błaszczykowskich ?
- Nic. Marta chcieliśmy porozmawiać.
- Tak ? Chodźcie do gabinetu. - byłam zaniepokojona tym, co chcieli mi powiedzieć. Nie byłam pewna czy będzie to coś dobrego, czy raczej złego.. Otworzyłam drzwi. Siadłam w fotelu i wskazałam na sofę. Goście usiedli.
- Przeglądaliśmy wczoraj nasze zdjęcia. Te od babci.
- I co ?
- Znaleźliśmy to. - Agata pokazała mi zdjęcie. Byłam na nim JA. Ale co ja tam robiłam. Wiem, że to byłam ja, bo prawie wogóle się nie zmieniłam. Poza tym poznałam ubranie i ten sam, od tylu lat wyraz twarzy.
- O matko. Co ja tam robię ?
- Nie wiemy. Ale coś musicie mieć wspólnego. Zróbcie ten test DNA.
- Dobrze. Nie ma problemu. Nic nie rozumiem. Jak to możliwe.
- Może po prostu jacyś dalecy krewni. Nigdy nie wiadomo jak to było z przodkami.
- Nie mam pojęcia. Nikt mi nigdy nic nie opowiadał.
- Mi też nie, ale to może jakiś grząski temat.
- Nie mam pojęcia.
- Dzisiaj jeśli chcesz, możemy zaraz po pracy pojechać do szpitala na badanie. A potem zabiorę cię do nas na obiad.
- Nie chce wam zawracać głowy.
- Ale co ty opowiadasz ? Dla nas to przyjemność. Oliwka cię uwielbia, tak samo jak my.
- No dobrze. To po pracy.
- Okej. To ja lecę gotować, a Kubuś na trening.
- Okej.
Wyszli z gabinetu. Nie wiedziałam co się dzieję. Co ja robiłam na tym zdjęciu? Czy rodzina coś przede mną ukrywała ? A może to zbieg okoliczności ? Niee. Nigdy w takie coś nie wierzyłam. Czegoś takiego jak zbieg okoliczności nie było. Wyjęłam telefon i wykręciłam numer do mamy.
- Hej mamuś. Masz chwilkę ?
- Cześć kochanie. Tak. Co tam ?
- Wiesz chciałam się zapytać, czy mamy jakąś rodzinę, z którą urwaliśmy kontakt ?
- Nie wiem.. Nie jestem pewna. - jej głos był niepewny.
- Mamo ! Ty coś wiesz.
- No dobrze, już dobrze. Był kiedyś taki wujek. Nie wiem czy o to ci chodzi, ale kontakt rodzinny się urwał. Popełnił straszną zbrodnię. Rodzina się od niego odwróciła.
- Aha. Dobra. Resztę wiem. Dzięki.
Rozłączyłam się. Wiedziałam o kogo i o co chodziło. Wszystko było pewne. Więc najprawdopodobniej byłam spokrewniona z Kubą. Teraz trzeba nam było tego na papierze. Wyrwałam się z zamyślenia i zeszłam na dół do zawodników. Trener nakazał mi się przebrać, gdyż miałam dzisiaj znów trenować z drużyną. Dobrze na nich działałam. A poza tym, poprawiałam moją formę. Pobiegłam do szatni i szybko wróciłam. Złapałam Kubę za rękę i wyszeptałam :
- Wszystko wiem. Opowiem ci potem.
Rozgrzałam się i zaczęłam grać w piłkę. Potknęłam się parę razy, zdzierając sobie kolana. Byłam strasznie niezdarna tego dnia. Chłopaki mieli niezły ubaw. Ale to ja miałam lepszy zespół i wygraliśmy. Pod koniec treningu była zbiórka u trenera.
- A więc. Już za parę dni mecz z Stuttgartem. Wiecie, że musicie wygrać ?
- Tak trenerze. Wiemy. - odpowiedzieli chórem. Ja stałam i się im przyglądałam.
- Dlatego chciałbym cię Marto poprosić, byś w czasie meczy była moją asystentką. Świetnie na nich działasz. Słuchają cię. Motywujesz ich. Przydasz mi się u boku.
- Bardzo chętnie. Miło mi się pracuję z chłopakami i mam nadzieję, że będę mogła pomóc.
- Będziesz, będziesz. Bardzo się cieszę. Gońcie się przebrać. Widzimy się jutro znów o 11.
Pomalutku podreptałam do szatni. Już miałam wchodzić, gdy zatrzymał mnie Mario.
- Hej kochana. Możemy porozmawiać ?
- Tak. Chodź. - zaciągnęłam go do szatni. Zamknęłam za nami drzwi.
- Marta tęskniłem.
- Ja też Mario. - przytuliłam go.
- Możemy zapomnieć o zajściu w klubie ?
- Staram się.
- Wiem, że cię to bolało. Bardzo cię przepraszam. Mówiłem, że nigdy cię nie zranię...
- Wiem, że byłeś pijany..
- To mnie nie tłumaczy. Nie powinienem.
- Ale właśnie w tym rzecz Mario. Powinieneś. Przecież nie jesteś mi nic winny. Nie jesteśmy razem. Możesz bzykać, całować i kto wie co robić, z kim tylko chcesz. A mnie to nie powinno obchodzić.
- Ale obchodzi. Tak samo mnie obchodzi, jak widzę ciebie z Mo lub kimś innym. Po prostu tak jest i koniec. - rozpłakałam się i przytuliłam do przyjaciela. Siedliśmy przy ścianie. Ja w jego objęciach, wtulona w jego ciało płacząc. - Kocham cię i tyle. - przytulił mnie mocniej. Pocałował, jak zawsze w czubek głowy. Siedzieliśmy jeszcze 15 minut, ale nie miałam więcej czasu. Szybko się przebrałam i pobiegłam do Kuby, który na mnie czekał.
________________________________________________
Huhuhu.. No to teraz zacznie się dziać :) Jak zawszę dziękuję czytelnikom i zapraszam na dalszy ciąg opowiadania. :)
Trening był dopiero o 11, więc położyliśmy się jeszcze spać. Oczywiście wszyscy w salonie. Nasza sofa była olbrzymia, dlatego wszyscy bez problemu pomieściliśmy się.
Rano wstałam jako pierwsza. Przeskoczyłam przez wszystkich i pobiegłam do łazienki. Ogarnęłam się szybko i ubrałam. Dzisiaj znów było upalnie. Pasowało mi to. Lubiłam zimę, ale tylko przez pewien okres. W kuchni przygotowałam śniadanie i pozmywałam po wczorajszej kolacji. Zaparzyłam kawę i obudziłam towarzystwo, kładąc się na nich. No dobra-rzucając.
- Nie śpimy kochani.
- Cicho jeszcze 5 minut.
- No ja nie wiem czy chcecie jeszcze 5 minut.
- A tak. Chcemy.
- Okej. To idę po wiadro i wodę.
Wszyscy od razu się ocknęli. Udałam się do kuchni, nakryłam do stołu i zawołałam przyjaciół.
- Chodźcie.
- A co masz dobrego ?
- Wszystko. . .
- O to dobrze. Mam ochotę na wszystko.
Grzecznie zjedli śniadanie i udali się do łazienek. Nie mogłam się doczekać pierwszego dnia w pracy po urlopie. Kochałam swoje zajęcie.
Zadzwonił telefon. To była Pola.
- Halo !
- Siemka.
- A hej. Co tam ?
- Nic. Właśnie przyjechałam do Warszawy. Miałam nadzieję, że cie jeszcze spotkam, ale myliłam się.
- A no przyleciałam wczoraj do Niemiec. Ale jeśli chcesz, przyjedź do nas. Fajnie będzie.
- Ja ? Do Niemiec ? Niee.. - Pola nie lubiła wszystkiego, co miało jakikolwiek związek z niemieckim.
- Tak ty. Będzie fajnie. Pójdziemy na zakupy, pokaże ci parę fajnych miejsc.
- No nie wiem. Zastanowię się. Masz pozdrowienia od moich rodziców.
- A dziękuję i nawzajem. Powiedz, że tęsknie. - zawsze uwielbiałam rodziców Poli. Byli mi bliscy. Tak samo jak moi dla niej. Byłyśmy jak bliźniaczki.
- Powiem im, potem jak zadzwonię. Gdzie kluczyki od Mercedesa ?
- Leżą tam gdzie powinny leżeć. W koszyczku.
- A no dobrze. Nie zarysowałaś mojego cudeńka ?
- Nie. Nic ci z nim nie zrobiłam.
- Grzeczna galiczka. Dobra kończę, bo jestem umówiona z koleżankami na mieście. Papaty.
- No pa.
Miałam nadzieję, że Pola przyjedzie. Gdy ostatnio się widziałyśmy, nie miałyśmy zbyt wiele czasu dla siebie. Wiedziałam, że się zgodzi. Ona zawsze się tak droczyła. A wiedziałam to dlatego, że kochała zakupy, modę i zagraniczne sklepy. Jak to fashionistki. Byłam pewna, że szybko się zdecyduję.
- Chodźcie. Jedziemy do pracy.
- Przydałby mi się urlop. Już nie mogę biegać.
- Ah Marco. Nie marudź. Było zostać bankierem, a nie piłkarzem.
- High five grzybie.-powiedziała uśmiechnięta Anita.
- Bardzo śmieszne. Dobra chodźcie.
Wsiedliśmy do swoich samochodów i pojechaliśmy do SIGNAL IDUNA PARK.
Przy wejściu na stadion stał Kuba z Agą i Oliwką. Wysiadłam i podeszłam do nich.
- Co tam rodzinko Błaszczykowskich ?
- Nic. Marta chcieliśmy porozmawiać.
- Tak ? Chodźcie do gabinetu. - byłam zaniepokojona tym, co chcieli mi powiedzieć. Nie byłam pewna czy będzie to coś dobrego, czy raczej złego.. Otworzyłam drzwi. Siadłam w fotelu i wskazałam na sofę. Goście usiedli.
- Przeglądaliśmy wczoraj nasze zdjęcia. Te od babci.
- I co ?
- Znaleźliśmy to. - Agata pokazała mi zdjęcie. Byłam na nim JA. Ale co ja tam robiłam. Wiem, że to byłam ja, bo prawie wogóle się nie zmieniłam. Poza tym poznałam ubranie i ten sam, od tylu lat wyraz twarzy.
- O matko. Co ja tam robię ?
- Nie wiemy. Ale coś musicie mieć wspólnego. Zróbcie ten test DNA.
- Dobrze. Nie ma problemu. Nic nie rozumiem. Jak to możliwe.
- Może po prostu jacyś dalecy krewni. Nigdy nie wiadomo jak to było z przodkami.
- Nie mam pojęcia. Nikt mi nigdy nic nie opowiadał.
- Mi też nie, ale to może jakiś grząski temat.
- Nie mam pojęcia.
- Dzisiaj jeśli chcesz, możemy zaraz po pracy pojechać do szpitala na badanie. A potem zabiorę cię do nas na obiad.
- Nie chce wam zawracać głowy.
- Ale co ty opowiadasz ? Dla nas to przyjemność. Oliwka cię uwielbia, tak samo jak my.
- No dobrze. To po pracy.
- Okej. To ja lecę gotować, a Kubuś na trening.
- Okej.
Wyszli z gabinetu. Nie wiedziałam co się dzieję. Co ja robiłam na tym zdjęciu? Czy rodzina coś przede mną ukrywała ? A może to zbieg okoliczności ? Niee. Nigdy w takie coś nie wierzyłam. Czegoś takiego jak zbieg okoliczności nie było. Wyjęłam telefon i wykręciłam numer do mamy.
- Hej mamuś. Masz chwilkę ?
- Cześć kochanie. Tak. Co tam ?
- Wiesz chciałam się zapytać, czy mamy jakąś rodzinę, z którą urwaliśmy kontakt ?
- Nie wiem.. Nie jestem pewna. - jej głos był niepewny.
- Mamo ! Ty coś wiesz.
- No dobrze, już dobrze. Był kiedyś taki wujek. Nie wiem czy o to ci chodzi, ale kontakt rodzinny się urwał. Popełnił straszną zbrodnię. Rodzina się od niego odwróciła.
- Aha. Dobra. Resztę wiem. Dzięki.
Rozłączyłam się. Wiedziałam o kogo i o co chodziło. Wszystko było pewne. Więc najprawdopodobniej byłam spokrewniona z Kubą. Teraz trzeba nam było tego na papierze. Wyrwałam się z zamyślenia i zeszłam na dół do zawodników. Trener nakazał mi się przebrać, gdyż miałam dzisiaj znów trenować z drużyną. Dobrze na nich działałam. A poza tym, poprawiałam moją formę. Pobiegłam do szatni i szybko wróciłam. Złapałam Kubę za rękę i wyszeptałam :
- Wszystko wiem. Opowiem ci potem.
Rozgrzałam się i zaczęłam grać w piłkę. Potknęłam się parę razy, zdzierając sobie kolana. Byłam strasznie niezdarna tego dnia. Chłopaki mieli niezły ubaw. Ale to ja miałam lepszy zespół i wygraliśmy. Pod koniec treningu była zbiórka u trenera.
- A więc. Już za parę dni mecz z Stuttgartem. Wiecie, że musicie wygrać ?
- Tak trenerze. Wiemy. - odpowiedzieli chórem. Ja stałam i się im przyglądałam.
- Dlatego chciałbym cię Marto poprosić, byś w czasie meczy była moją asystentką. Świetnie na nich działasz. Słuchają cię. Motywujesz ich. Przydasz mi się u boku.
- Bardzo chętnie. Miło mi się pracuję z chłopakami i mam nadzieję, że będę mogła pomóc.
- Będziesz, będziesz. Bardzo się cieszę. Gońcie się przebrać. Widzimy się jutro znów o 11.
Pomalutku podreptałam do szatni. Już miałam wchodzić, gdy zatrzymał mnie Mario.
- Hej kochana. Możemy porozmawiać ?
- Tak. Chodź. - zaciągnęłam go do szatni. Zamknęłam za nami drzwi.
- Marta tęskniłem.
- Ja też Mario. - przytuliłam go.
- Możemy zapomnieć o zajściu w klubie ?
- Staram się.
- Wiem, że cię to bolało. Bardzo cię przepraszam. Mówiłem, że nigdy cię nie zranię...
- Wiem, że byłeś pijany..
- To mnie nie tłumaczy. Nie powinienem.
- Ale właśnie w tym rzecz Mario. Powinieneś. Przecież nie jesteś mi nic winny. Nie jesteśmy razem. Możesz bzykać, całować i kto wie co robić, z kim tylko chcesz. A mnie to nie powinno obchodzić.
- Ale obchodzi. Tak samo mnie obchodzi, jak widzę ciebie z Mo lub kimś innym. Po prostu tak jest i koniec. - rozpłakałam się i przytuliłam do przyjaciela. Siedliśmy przy ścianie. Ja w jego objęciach, wtulona w jego ciało płacząc. - Kocham cię i tyle. - przytulił mnie mocniej. Pocałował, jak zawsze w czubek głowy. Siedzieliśmy jeszcze 15 minut, ale nie miałam więcej czasu. Szybko się przebrałam i pobiegłam do Kuby, który na mnie czekał.
________________________________________________
Huhuhu.. No to teraz zacznie się dziać :) Jak zawszę dziękuję czytelnikom i zapraszam na dalszy ciąg opowiadania. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)












